www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Wybory 2018. Prezydent Jacek Jaśkowiak ZNOKAUTOWAŁ rywali. Tak się kończy zaklinanie rzeczywistości

22 października 2018

Wybory 2018. Prezydent Jacek Jaśkowiak ZNOKAUTOWAŁ rywali. Tak się kończy zaklinanie rzeczywistości

Wybory 2018 - Poznań - Jacek Jaśkowiak - Tadeusz Zysk - PiS - Koalicja Obywatelska - wyniki wyborów

Zwycięstwo Jacka Jaśkowiaka w I turze było jeszcze do przewidzenia. To, że do urn pójdzie około 50 proc. poznaniaków, gdy zwykle chodziło ich 35-40 proc., już do przewidzenia nie było. To pospolite ruszenie przeciw PiS daje Jaśkowiakowi kolejnych pięć lat w fotelu prezydenta Poznania.

Przyznam, że nie absolutnie nie wierzyłem w wygraną Jacka Jaśkowiaka już w I turze. Szacowałem go intuicyjnie na jakieś 40 proc. Przekonywałem, że choć w sondażach ociera się o większość, to jest na pewno przeszacowany, wskazują go z automatu ci, którzy na wybory nie pójdą itd.

Zbyt dobrze pamiętałem, co stało się cztery lata temu z prezydentem Ryszardem Grobelnym, którego też przynajmniej część poznaniaków popierała „z przyzwyczajenia”.

Jednak potwierdziło się, że Jacek Jaśkowiak ma o wiele bardziej zmobilizowanych wyborców, niż miał Grobelny. Dzisiejsza frekwencja w Poznaniu była wręcz niebywała.

Do urn poszło prawdopodobnie około 50 proc. poznaniaków. W mieście, w którym dotąd na wybory prezydenta chodziło jakieś 35 proc., a przy nudniejszych drugich turach nawet nie 25 proc.

Jeszcze jest za wcześnie, by coś wywnioskować tak na 100 proc., ale to pospolite ruszenie nie wzięło się przecież znikąd. Jestem przekonany, że ci „dodatkowi” wyborcy to w zdecydowanej większości właśnie głosujący na Jacka Jaśkowiaka.

Szybki nokaut zamiast walki do końca

Jestem tym, że to się tak szybko skończyło, trochę… zawiedziony? Nie wiem, czy to odpowiednie słowo. Myślałem, że będzie II tura, że jeszcze przez chwilę poudajemy, że w tym pojedynku o Poznań są jakieś emocje.

Poudajemy, bo kiedy krótko przed I turą nastąpiło sondażowe tąpnięcie Jarosława Pucka, to stało się jasne, że żadnej niespodzianki tu nie będzie i że z Jaśkowiakiem w potencjalnej dogrywce zmierzy się Tadeusz Zysk. Tam wynik byłby z góry przesądzony.

Ale to, co miało stać się dopiero w II turze, tak naprawdę niespodziewanie stało się już w I turze.



Ten wieczór było jak długo wyczekiwany pojedynek bokserski. Jest jakiś faworyt, jest pretendent do tytułu, są długie przygotowania i dywagacje, czy pas mistrzowski może zmienić właściciela.

Kibice płacą krocie za bilety. Już nie mogą się doczekać długiego, 12-rundowego pojedynku pełnego emocji i zwrotów akcji. Tymczasem mistrz wychodzi na ring, przez moment daje rywalowi coś tam pokazać, po czym bezlitośnie nokautuje go już w 2-3 rundzie.

Tak właśnie Jacek Jaśkowiak znokautował dziś Tadeusza Zyska. Nie chciał czekać kolejnych dwóch tygodni do końca pojedynku.

Znamienne, że choć Jaśkowiak jak ognia unikał komentowania sondaży, to jednak 2 tyg. temu wymsknęło mu się w rozmowie z reporterem Faktów TVN: - Będę robił wszystko, aby przekonać poznaniaków, by to rozstrzygnąć już w I turze.

Krytycy Jaśkowiaka głośni, ale nie tak liczni

Jedno rywalom Jacka Jaśkowiaka z pewnością się w tej kampanii udało. Zdołali całkiem skutecznie wykreować wrażenie, że Jacek Jaśkowiak nie ma poparcia większości poznaniaków, a Poznań pod jego rządami jest uciemiężony „lewicową ideologią” i „światopoglądową rewolucją”.

Przez cztery lata przekonywali, że „zwykli mieszkańcy” wcale nie chcą uspokajania ruchu aut w centrum miasta i „przesadzania wszystkich na rowery”; że tym zwykłym mieszkańcom nie podoba się udział prezydenta w antyrządowych demonstracjach, czy nawet w marszu równości, i że w ten sposób próbuje „narzucać ideologię”.

Przypomnijcie sobie tylko, jaka wybuchła dzika awantura, gdy na jeden dzień na tramwajach i autobusach MPK Poznań pojawiły się tęczowe chorągiewki. Za co Grupa Stonewall normalnie zapłaciła.

Tygodnik „Do Rzeczy” przedstawił ostatnio Poznań wręcz jako miasto upadłe, zniszczone rewolucją prezydenta Jaśkowiaka, który ma skrajnie lewicowe pomysły i w dodatku nie szanuje historii i tradycji.

Radny Tomasz Lipiński w rozmowie z „Wyborczą” sugerował wręcz, że Jacek Jaśkowiak właściwie nie ma zbyt wielkiego mandatu do rządzenia miastem, bo „wtedy [w 2014 r.] z Grobelnym wygrałby każdy”.

Teraz – po czterech latach – te wszystkie sponiewierane przez Jaśkowiaka grupy mogły mieć 21 października swój wielki dzień. Mogły tego niedobrego Jaśkowiaka odsunąć od władzy. Zagłosować na jego rywali, których miał aż sześcioro.

I co? I nic. To wszystko była jakaś ułuda, fatamorgana, zaklinanie rzeczywistości. To znaczy wyszło na jaw, że tych faktycznie zirytowanych na Jacka Jaśkowiaka jest… hmm… może nie garstka, ale wyraźna mniejszość. Teraz dodatkowo wytrącony jej został z rąk kluczowy argument.

Jeśli jutro czy pojutrze znów usłyszymy, że Jaśkowiak przeprowadza „lewackie eksperymenty” czy „narzuca ideologię”, to trzeba będzie wprost powiedzieć: tego właśnie chciała większość mieszkańców. Nie dwa czy trzy lata temu, tylko teraz, w wyborach, w tę niedzielę.

Już wiemy, że w niedzielę na Jacka Jaśkowiaka zagłosowało grubo ponad 100 tys. mieszkańców, to absolutny rekord. Taki „personal best” rządzącego przez 16 lat Ryszarda Grobelnego wyniósł 89 tys. głosów.

Mało tego, Jaśkowiak pobił wyraźnie też swój własny wynik sprzed czterech lat, kiedy w I turze miał zaledwie 34 tys. głosów, a w II turze 86 tys. głosów. Już wówczas wydawał się to wynik fantastyczny. Teraz zrobił jeszcze lepszy. I to już w I turze, kiedy jest o to trudniej.

Jaśkowiak wygrał sprzeciwem wobec PiS

Jednak miejmy też na uwadze, że te tysiące wyborców nie ruszyły do urn, by bronić Jaśkowiaka np. przed Jarosławem Puckiem czy Przemysławem Hincem. Prawdopodobnie ruszyły, by zgodnie z sugestią prezydenta nie dać szans Tadeuszowi Zyskowi i rozwiać wątpliwości, czy i w Poznaniu mogłaby nastąpić „dobra zmiana”.

Taka sama „dobra zmiana” jak od 2015 r. w całym kraju. Dziś definitywnie poznaliśmy odpowiedź: nie, nie mogłaby, poznaniacy absolutnie by się na nią nie zgodzili.



Spędziłem ten wieczór wyborczy relacjonując go właśnie ze sztabu PiS. Politycy tej partii zaraz po pierwszych sondażowych wynikach przyznawali wprost, że właśnie ogólnopolski kontekst zaważył na tak spektakularnym zwycięstwie Jaśkowiaka.

Przypomniał mi się taki tekst, który napisałem już ponad rok temu, latem 2017 r. To było tuż po tzw. łańcuchach światła w obronie niezależności sądów i niespodziewanym prezydenckim weto.

ZOBACZ CAŁY TEKST: Jeżeli PiS miał jakiekolwiek szanse na fotel prezydenta Poznania – to właśnie je spektakularnie pogrzebał

Pozwólcie, że zacytuję dość znamienny fragment:

Jeśli PiS liczył, że uda się ugrać w Poznaniu 25-30 proc. na samym elektoracie partii, a potem zagrać na niechęci do Jacka Jaśkowiaka (ten ma przecież całkiem spory elektorat negatywny) i dołożyć tyle poparcia, by przynajmniej postraszyć prezydenta w II turze…

To ten plan właśnie poszedł w diabły. Spora część poznaniaków może nie lubić Jacka Jaśkowiaka, może wypominać mu utrudnianie życia kierowcom czy „rowerowe obsesje”, ale przypuszczam, że wielu z nich i tak – zgrzytając zębami – na niego zagłosuje, jeśli alternatywą będzie kandydat PiS.

Kandydat PiS, w którego łagodną twarz po ostatnich wydarzeniach nikt już w Poznaniu nie uwierzy. Nawet jeśli będzie to twarz Tadeusza Zyska.


Mam wrażenie - przyznam, że nieskromne... - że to wszystko dokładnie się dzisiaj potwierdziło. Z jeszcze większą mocą.

To nie jest tak, że Tadeusz Zysk przerżnął te wybory, bo przecież takiego wyniku mniej więcej się po nim spodziewano. To prezydent Jaśkowiak przekonał do siebie tysiące wyborców. Takich, którzy poprzednio nie głosowali na niego lub nie głosowali w ogóle.

A czym ich przekonał? No przecież nie tramwajem na Naramowice, który miał już jeździć, a jeszcze nie zaczęła się budowa. No przecież nie ul. Dolną Głogowską czy dokończeniem I ramy komunikacyjnej, których Jaśkowiak nawet nie ruszył, a teraz... znów zapowiedział ich budowę.

Prezydent Jaśkowiak zdobył za to wyborców swoją retoryką. I niezgodą na to, co dzieje się z krajem pod rządami PiS, czyli otwartym sprzeciwem wobec naruszeń konstytucji, upolityczniania sądownictwa, prokuratury, mediów publicznych, chaosu w szkołach, prób cenzurowania kultury.

To są wszystko rzeczy, o których Jacek Jaśkowiak przez ostatnie trzy lata głośno mówił, i którym się sprzeciwiał. Czasem robił to w kontrowersyjny sposób. Jak choćby wtedy, gdy wykrzykiwał „precz z kaczyzmem” na pl. Wolności.

Przecież nawet jego hasło w tej kampanii było w opozycji do rządów PiS. Hasło „Poznań – kierunek Europa” sugerowało między wierszami, że Jaśkowiak to cywilizacja zachodnioeuropejska, inaczej niż partia Jarosława Kaczyńskiego, która według Jaśkowiaka ciągnie nas na wschód.

Żadnych obaw przed Tadeuszem Zyskiem

To nie były zatem wybory o samym mieście. To nie była ocena dla Jacka Jaśkowiaka z rządzenia Poznaniem. Gdyby tak było, to Jacek Jaśkowiak wcale nie musiałby wygrać, a już na pewno nie w I turze.

Tymczasem prezydent mógł nie realizować większości obietnic sprzed poprzednich wyborów. Mógł sporą część z tych niespełnionych obietnic – jak gdyby nigdy nic – przekleić do swojego nowego programu wyborczego.

Prezydent Jaśkowiak mógł też udzielać głupich wywiadów, w których jechał nawet po swoich sojusznikach, mógł rozpętać awanturę z rowerzystami w sprawie wywalenia oficera rowerowego.

Prezydent mógł wreszcie pozwolić sobie na szereg niekonsekwencji, zaczynając od strefy kibica na mundial, a kończąc na podejściu do kandydatury Tomasza Lewandowskiego, czy przechwalać się rosnącą liczbą mieszkańców, wbrew danym GUS pokazującym, że jest wręcz odwrotnie.

To wszystko – podkreślmy to z całą mocą – ostatecznie nie miało większego znaczenia. Kiedy w niedzielę przyszło co do czego… To wybory 2018 w Poznaniu zamieniły się w plebiscyt.

Ale nie, nie plebiscyt „za” czy „przeciw” Jaśkowiakowi, tylko w plebiscyt „za” czy „przeciw” ekspansji „dobrej zmiany” z kraju na samorządy. Patrząc, jakie wyniki miał dotąd PiS w Poznaniu, Jacek Jaśkowiak po prostu nie mógł tego przegrać.

Szef poznańskiej młodzieżówki PiS Karol Socha na Twitterze skwitował, że „zadziałał prosty mechanizm: każdy, byle nie PiS”, i że „powstała obawa, że Tadeusz Zysk może zagrozić, stąd mobilizacja”.


To jednak moim zdaniem też nie całkiem prawda. To nie było żadne głosowanie „w obawie” przed Tadeuszem Zyskiem.

Z całym szacunkiem dla Zyska, ale zwolennicy Jacka Jaśkowiaka w znakomitej większości musieli sobie zdawać sprawę, że nawet w II turze nie będzie on żadnym zagrożeniem dla prezydenta.

Jeśliby więc było tak, jak sugeruje Socha, to poznaniacy wcale nie poparliby Jaśkowiaka tak masowo już w I turze. Jeśli naprawdę wkurzałby ich JJ – to mieli do wybory masę innych kandydatów. Jarosław Pucek, Przemysław Hinc od Kukiza, czy choćby ten Wojciech Bratkowski.

Tymczasem jednak ponad 100 tys. ludzi zagłosowało na Jaśkowiaka. Dlaczego? Tu już opieramy się wyłącznie na wrażeniach i domysłach, ale intuicja podpowiada mi, że to miał być po prostu gest sprzeciwu wobec „dobrej zmiany”.

Tak jakby poznaniacy chcieli pokazać, że „dobra zmiana” próby podboju Poznania może sobie od razu odpuścić, tu nawet nie dojdzie do II tury. Ostatnia wioska Galów trzyma się mocno.

Zupełnie nowe pytania o Jaśkowiaka

Co teraz? Prezydent Jacek Jaśkowiak zostaje na kolejnych pięć lat, wszystko wskazuje też, że Koalicja Obywatelska zdominuje radę miasta. Prawdopodobnie Katarzyna Kierzek-Koperska będzie zastępczynią Jaśkowiaka.

Prezydent zapowiadał, że chciałby koalicji z lewicą niezależnie od wyników wyborów, pytanie czy ta lewica w radzie miasta w ogóle się znajdzie. Jej lider Tomasz Lewandowski po 12 latach miałby pożegnać się z pl. Kolegiackim? To byłaby sensacja. Tu jednak musimy jeszcze poczekać na dokładne wyniki.



Paradoksalnie Jacek Jaśkowiak znajdzie się teraz w podobnej sytuacji, jak tak krytykowany przez niego rząd w stolicy, tzn. będzie miał w mieście pełnię władzy i dogodną większość w radzie miasta bez potrzeby negocjowania żadnej koalicji.

To jednak rodzi szereg zupełnie nowych pytań.

Czy prezydent Jaśkowiak, skoro już nie będzie miał zastępcy ani wspierającego go radnego z ruchów miejskich, nadal będzie chciał realizować ich idee? Kiedy potrzebował ich do pokonania Ryszarda Grobelnego w 2014 r., bardzo się obnosił ze swoim epizodem w My-Poznaniakach, ale już jako prezydent co najmniej kilka razy się na te ruchy miejskie wypiął.

Czy prezydent Jaśkowiak, jeśli potwierdzi się śladowa lub właściwie żadna obecność lewicy w radzie miasta, nagle zapomni o tej współpracy? Przestanie budować mieszkania komunalne? Zetnie dopłaty do prywatnych żłobków, gdy będzie szukał kasy w budżecie? Jego dotychczasowe wolty pokazywały, że byłby do tego zdolny, i jeszcze by się dziwił, że ktoś mu to wytyka.

I wreszcie – czy Jaśkowiak zdoła posklejać popękaną wewnętrznie Platformę? Szefem poznańskich struktur partii nadal jest Bartosz Zawieja, a tego, co działo się przy układaniu list, nie da się zapomnieć w pięć minut. Niewykluczone, że prawdziwą, choć bardziej dyskretną opozycję prezydent będzie miał teraz nie ze strony radnych PiS, tylko na własnym zapleczu.

To już koniec głównych emocji związanych z wyborami. Jasne, jeszcze będzie chwila niepewności, kto wszedł, a kto nie do rady miasta, później decyzje Jacka Jaśkowiaka o jego nowych zastępcach, ale…

To już wszystko będzie trochę jak skromna przekąska po daniu głównym. Prezydent tym zaskakująco szybkim nokautem uciął wyborcze emocje. Już nie przeczytacie tu paru tekstów, o których myślałem w kontekście II tury, będąc przekonanym, że ona będzie.

Muszę zatem na szybko zrobić coś, co planowałem zrobić dopiero za dwa tygodnie. Czyli podziękować Wam wszystkim, drodzy Czytelnicy, za śledzenie wyborów na Poznań Spoza Kamery.

Mam nadzieję, że to, co się tutaj pojawiało, pomogło Wam w miarę ogarniać wydarzenia z kampanii wyborczej. I że koniec końców pomogło dokonać przemyślanego oddania głosu.

Przyznam, że z tymi codziennymi przeglądami prasy to nie zawsze mi się chciało, zwłaszcza gdy musiałem z tym zdążyć przed dyżurem w pracy na godz. 8 rano, albo gdy utknąłem na kilka godzin na lotnisku w drodze na wakacje. Ale starałem się nie nawalać ;)

Teraz blog Poznań Spoza Kamery powróci do normalnego trybu. Zaraz zniknie górny pasek z kandydatami na prezydenta, nie będzie już w bocznym menu ostatnich sondaży ani odliczania do wyborów, ale…

Pamiętam, jak cztery lata temu po sensacyjnym zwycięstwie Jacka Jaśkowiaka jedną z pierwszych rzeczy, jakie zrobiłem, było wysłanie mu SMS-a. Z gratulacjami. Ale też z jasną deklaracją, że będę patrzył mu na ręce i recenzował jego rządy tak samo skrupulatnie, jak wcześniej w przypadku prezydenta Ryszarda Grobelnego.

Jutro, gdy tylko spłyną już oficjalne wyniki i potwierdzi się zwycięstwo Jaśkowiaka w I turze, zamierzam mu ponownie złożyć podobną deklarację.

Seweryn Lipoński / 22 października 2018