www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Wybory 2018. Wszystkie niekonsekwencje Jacka Jaśkowiaka, czyli jak stracić (?) wyborców i zrazić do siebie ludzi

12 sierpnia 2018

Wybory 2018. Wszystkie niekonsekwencje Jacka Jaśkowiaka, czyli jak stracić (?) wyborców i zrazić do siebie ludzi

Poznań - Jacek Jaśkowiak - marsz równości - Grupa Stonewall - Poznań Pride Week - MPK Poznań

Prezydent Jacek Jaśkowiak we wspieraniu mniejszości seksualnych był dotąd bardzo konsekwentny. Jedna decyzja MPK Poznań, do której sam też przyłożył rękę, mocno nadszarpnęła ten wizerunek. Zresztą jego rządy to chwilami jeden wielki festiwal niekonsekwencji.

Dziś tekst miał być o czymś zupełnie innym. Zapewne o Tomaszu Lewandowskim i całym zamieszaniu wokół jego kandydatury, ewentualnie o radnym Tomaszu Lipińskim, który przyrównał wiceprezydenta Macieja Wudarskiego do Mirosława Kruszyńskiego.

Jednak prezydent Jacek Jaśkowiak rzutem na taśmę skradł show. Z tym że tym razem wydatnie pomogli mu w tym pracownicy MPK Poznań. To, co wydarzyło się w piątek wieczorem, po części przyćmiło sobotni marsz równości.

A po kolei było tak…

1. Prezydent Jacek Jaśkowiak zapowiedział, że podobnie jak w poprzednich latach pójdzie w marszu równości, tym razem dodatkowo objął go też swoim patronatem.

2. W piątek rano tramwaje MPK Poznań wyjechały na trasy z tęczowymi chorągiewkami. I tak miało być również w niedzielę. Za taką akcję Grupa Stonewall – czyli organizator marszu równości – zapłaciła MPK według normalnego cennika.

3. Oczywiście ze strony części – podkreślmy: części! - pasażerów i mieszkańców posypały się krytyczne komentarze.

4. Prezydent Jacek Jaśkowiak w piątek wieczorem w naszym studiu oczywiście podkreślał, jaki to Poznań jest tolerancyjny i otwarty na mniejszości, ale… od akcji z tęczowymi chorągiewkami nieco się zdystansował.



5. Zaledwie dwie godziny po tym wywiadzie MPK Poznań zapowiedziało, że zdejmie tęczowe chorągiewki z tramwajów, bo wzbudzały krytyczne komentarze pasażerów i motorniczych.

Zostawmy na razie na boku dyskusję, czy powinna być w ogóle możliwość, by na tramwajach czy autobusach MPK umieszczać jakiekolwiek inne chorągiewki niż polskie flagi.

To nie z tego powodu MPK postanowiło zdjąć tęczowe chorągiewki. Zdjęło je, bo uległo hejterskim komentarzom homofobów wyzywających mniejszości seksualne od „pedałów” i „zboczeńców”, do czego samo się przyznało.

Prezydent Jacek Jaśkowiak mówi, jaki to Poznań otwarty i tolerancyjny, tymczasem nadzorowana przez niego miejska spółka wywija mu taki numer!

Prezydent szybko oznajmił, że o niczym nie wiedział, a na marszu równości ostro skrytykował decyzję MPK. Ale mleko już się rozlało. Zresztą… tak naprawdę Jaśkowiak sam – świadomie czy nie – jeszcze w piątek dał dla takiej decyzji zielone światło. Zacytujmy:

Mnie te flagi nie rażą, ale warto by się zastanowić, czy MPK nie powinno jednak przemyśleć swojej strategii. (…) Nie wiem, czy rzeczywiście taka forma marketingu jest najlepsza. Na pewno flagi kojarzą nam się jednak z pewnymi świętami narodowymi.

Prezydent Jacek Jaśkowiak, w piątek 10 sierpnia, w studiu WTK



Jeśli to nie było zielone światło, by MPK zrezygnowało z tęczowych chorągiewek, to nim jest? Zaraz dojdziemy do wniosku, że Jacek Jaśkowiak miałby z tą decyzją cokolwiek wspólnego dopiero wtedy, gdyby sam biegał po zajezdni i osobiście zdejmował te chorągiewki z tramwajów.

Festiwal niekonsekwencji Jacka Jaśkowiaka

To już kolejny przykład gdy Jacek Jaśkowiak najpierw robi coś dla jakiejś grupy, a potem on sam lub jego podwładni przekreślają te wysiłki jakąś idiotyczną decyzją.

Jakiś czas temu miejski aktywista Franciszek Sterczewski w rozmowie z „Głosem Wielkopolskim” na pytanie, jak jednym słowem określiłby rządy Jacka Jaśkowiaka, odparł: - Niekonsekwencja.

Tych niekonsekwencji Jaśkowiaka przez cztery lata było naprawdę mnóstwo. Pozwólcie, że wypiszę tylko te, które na szybko przyszły mi do głowy:

1. Jacek Jaśkowiak wstępując do PO latem 2013 r. mówi, że nie interesuje go ponowny start w wyborach na prezydenta Poznania, po czym rok później w nich startuje (i do tego wygrywa).

2. Przez całą kampanię wyborczą jedzie po Ryszardzie Grobelnym, a dwa miesiące po wyborach 2014 dogaduje się z jego radnymi, zgadza się na niemal wszystkich ich poprawki i z ich pomocą przepycha przez radę miasta budżet Poznania.

3. Zapowiada chęć włączenia podmiejskich gmin do Poznania bez konsultacji pomysłu z ich mieszkańcami, straszy nawet utrudnianiem wjazdu do miasta, po czym chce z nimi rozmawiać o współpracy.

4. Uderza pięścią w stół i jedzie równo po PKP i Trigranicie, zobaczywszy plany przebudowy starego gmachu dworca, a parę miesięcy później na wspólnej konferencji z PKP i tym samym Trigranitem chwali się planami przebudowy starego gmachu dworca.

5. Krytykuje fasadowe konsultacje społeczne z czasów prezydenta Grobelnego, po czym w sprawie starego dworca organizuje konsultacje, w których mieszkańcy mogą jedynie wybrać wygląd… fasady budynku.

6. Zapowiada wielokrotnie budowę przejścia dla pieszych przy dworcu PKP, po czym miejskim inżynierem ruchu robi człowieka, który podpisał się pod negatywną opinią o tym przejściu.

7. Kiedy już udaje się zbudować przejście z samego przystanku, Jaśkowiak stwierdza, że to wystarczy i że przejście przez drugą część ul. Matyi nie jest już potrzebne (potem znów zmieni zdanie).

8. Mówi, że nie będzie się kłaniał kibicom, po czym z kibicami Lecha Poznań świętuje zdobycie mistrzostwa Polski i bagatelizuje ekscesy z ich udziałem.

9. Wyraża chęć porozumienia z kibicami, ale w tym samym wywiadzie zarzuca im rasizm i psucie wizerunku miasta.

10. Zapowiada budowę jednopasmowej ul. Nowej Naramowickiej, żeby zachęcić do jazdy tramwajem i nie wpychać dodatkowego ruchu aut do śródmieścia, po czym decyduje się na budowę szerokiej, dwupasmowej ul. Nowej Naramowickiej.

11. Powołuje oficera rowerowego, zapowiadając poprawę ruchu rowerowego w Poznaniu, a po trzech latach go zwalnia i likwiduje jego stanowisko.

12. Zapytany o tę decyzję tłumaczy, że nie był zadowolony z pracy Wojciecha Makowskiego i że problemem była bardziej osoba na tym stanowisku, mimo to nie zatrudnia nikogo nowego na jego miejsce.

13. Podkreśla, że chce się skupić na sprawach miasta i nie interesuje go kariera w partii, by parę tygodni później zostać wiceprzewodniczącym wielkopolskiej Platformy Obywatelskiej.



14. Podejmuje decyzję o organizacji miejskiego sylwestra w 2016 r. bez fajerwerków, by nie straszyć zwierząt, po czym miejskiego sylwestra w 2017 r. organizuje znowu z fajerwerkami.

15. Krytykuje społeczników z Prawa do Miasta (i nie tylko), wyzywając ich od rowerowych radykałów i przyrównując do ONR, a kilka dni później stwierdza, że trzyma za nich kciuki i bardzo mu zależy na dobrym wyniku ruchów miejskich w wyborach do rady miasta.

16. Krzyczy na demonstracjach „precz z kaczyzmem”, po czym mówi, że nie jest żadnym przeciwnikiem rządu PiS i liczy na dobrą współpracę z ministrami.

17. Przed wyborami mówi o budowie parku na zrujnowanym stadionie Szyca, a gdy miasto go w końcu odzyskuje, to nagle sugeruje, że nie ma w Poznaniu lepszego miejsca na halę widowiskowo-sportową.

18. Z pełnym przekonaniem mówi, że jego zastępca Tomasz Lewandowski nie wystartuje w wyborach i że mu się to nie opłaca, a gdy Lewandowski jednak ogłasza start, to Jaśkowiak stwierdza, że to świetna decyzja i sam go do tego namawiał.



19. Nie zgadza się na zrobienie strefy kibica na Euro 2016, a dwa lata później jest już entuzjastą zrobienia strefy kibica podczas mundialu 2018.

20. Mówi, że nie obejmie marszu równości patronatem, po czym w 2018 r. obejmuje go patronatem.

Jeśli coś ważnego pominąłem, to przypomnijcie, ale już nawet ta powyższa lista robi wrażenie. I teraz mamy wielki finał…

21. Prezydent Jaśkowiak mówi, że Poznań jest otwartym i tolerancyjnym miastem, po czym podlegająca mu miejska spółka MPK Poznań ulega homofobicznym komentarzom i zdejmuje z tramwajów tęczowe chorągiewki.

Niekonsekwencja poważniejsza niż inne

Tym razem Jaśkowiaka na minę wsadzili pracownicy MPK. To jednak Jaśkowiak jako prezydent miasta – czy mu się to podoba, czy nie – będzie z tą sytuacją kojarzony.

Paradoksalnie właśnie ta niekonsekwencja, za którą akurat sam bezpośrednio nie odpowiada, może mu zostać zapamiętana najbardziej.

Tu już bowiem nie mówimy tylko o jakiejś niezrealizowanej obietnicy z programu wyborczego. Tu sprawa jest poważniejsza, bo choć niby mówimy tylko o jakichś chorągiewkach na tramwajach, to w szerszym kontekście ta sytuacja uderzyła w poczucie godności wielu ludzi. W ich bardzo osobistą i intymną sferę.

Zaraz co niektórzy z Was pewnie mnie wyzwą, że o co w ogóle chodzi, że to przecież tylko jakieś chorągiewki, że dlaczego wspieram tych „pedałów”, „dewiantów”, „zboczeńców” itd. Ale – w przeciwieństwie do MPK – mam gdzieś takie komentarze.

I zaraz wytłumaczę dlaczego. Pozwólcie na małą osobistą dygresję.

Kilka lat temu kolega, z którym znaliśmy się od paru tygodni i zdążyliśmy pójść kilka razy na piwo, któregoś wieczoru zaproponował mi spacer.

Propozycja brzmiała dość nietypowo jak na kumpla. Domyślając się, co ma na myśli, odpisałem mniej więcej tak: „Dzięki za propozycję... ale wolę spacery z dziewczynami :)”.

„Zupełnie źle mnie chyba zrozumiałeś” - obruszył się kolega, dając do zrozumienia, że wbrew moim przypuszczeniom nie jest gejem.

Kilka miesięcy później – już w większym gronie paru zaufanych kolegów i przy butelce whiskey – sam z siebie powiedział nam, że gejem jednak jest.

Ta cała sytuacja uświadomiła mi, jaką gehennę muszą przechodzić każdego dnia wszyscy, którzy urodzili się z inną orientacją seksualną niż hetero. To ok. 5 proc. całego społeczeństwa.

Orientacja seksualna nie podlega możliwości dowolnego kształtowania zgodnie z kulturowo-społecznymi oczekiwaniami, nie jest kwestią wyboru lub mody.

Polskie Towarzystwo Seksuologiczne



Ja akurat – jak wyżej wspomniałem – jestem hetero i podobają mi się dziewczyny. Ale umiem sobie wyobrazić, co by było, gdybym nagle znalazł się w świecie, w którym większość ludzi – właśnie jakieś 95 proc. - to geje i lesbijki.

Gdybym ze swoją orientacją był w mniejszości. Gdybym musiał się z nią kryć, bo inaczej wytykaliby mnie palcami, wyzywali od „pedałów”, „zboczeńców” albo zrównywali z pedofilem.

Gdybym żył ze świadomością, że każda dziewczyna, która mi się spodoba, prawie na pewno należy do tych 95 proc. homoseksualnej większości, czyli jest lesbijką, więc nie mam nawet co próbować.

Gdybym mimo wszystko spróbował i usłyszał, że ona faktycznie woli dziewczyny, to musiałbym się kryć, mówić coś w stylu „zupełnie źle mnie zrozumiałaś” i udawać, że jestem w tym świecie „normalny”, znaczy się, że niby jestem gejem.

A gdybym już zdołał znaleźć dziewczynę, która byłaby hetero, spodobalibyśmy się sobie i bylibyśmy parą... To na każdym kroku słyszelibyśmy, że pocałować się, poprzytulać czy iść za rękę to możemy co najwyżej w domowym zaciszu. I że na zewnątrz nie powinniśmy się obnosić z tymi „dewiacjami”.

Bo przecież w tym wyimaginowanym świecie normalne byłoby, że chłopacy kochają chłopaków, dziewczyny kochają dziewczyny, a chłopak z dziewczyną to jakaś aberracja i zboczenie.

Brzmi abstrakcyjnie? To tylko moje domysły, ale przypuszczam, że właśnie tak na co dzień czują się w naszym kraju geje, lesbijki i w ogóle mniejszości seksualne.

To mniej więcej – przypominam – jakieś 5 proc. wszystkich ludzi. Czyli blisko 2 mln ludzi w Polsce. Czyli co najmniej kilka osób z Waszego kręgu znajomych. Czyli jakieś 20-30 osób z Waszych znajomych na Facebooku, zakładając, że macie ich tam w sumie kilkuset.

MPK Poznań przyklaskuje homofobii

I teraz, po tej małej dygresji, wróćmy do Poznania.

Prezydent Jacek Jaśkowiak praktycznie od początku robił dużo, by przekonać, że w Poznaniu geje, lesbijki i pozostałe mniejszości seksualne nie muszą się wstydzić swojej orientacji. Pod tym względem akurat był bardzo konsekwentny.

Zdawało się, że zgoda na tęczowe chorągiewki na tramwajach to po prostu kolejny krok w tym kierunku.

Tymczasem nagle – pod wpływem homofobicznych i agresywnych komentarzy – MPK zrywa umowę i zdejmuje te chorągiewki. Tym sposobem miasto wysyła mniejszościom sygnał: „Przemyśleliśmy sprawę, zmieniliśmy zdanie, nie chcemy mieć z wami nic wspólnego!”.

I nawet zapłacimy za zerwanie umowy, żebyście tylko sobie poszli, bo nasi pasażerowie nie zniosą symbolu tych waszych „dewiacji”. Ha! Wolne miasto Poznań.

Trudno mi sobie wyobrazić, co mogli poczuć w tym momencie wszyscy, którzy nie są hetero. Wszyscy, dla których te chorągiewki na tramwajach były swoistym symbolem akceptacji. I którzy wybierali się następnego dnia na marsz równości.

Tak z grubsza wobec mniejszości seksualnych można zaobserwować trzy postawy:

1) „nie mam nic przeciwko, to tacy sami ludzie jak my, też mają prawo do miłości”
2) „nie mam nic przeciwko… tylko niech się z tym nie obnoszą” (czyli tak naprawdę: „jestem przeciwko, ale wstydzę się o tym głośno powiedzieć, żeby nie wyjść na homofoba”)
3) „zabierzcie stąd tych pedałów i dewiantów!”

To, co zrobiło MPK, było de facto przyklaśnięciem dla postawy nr 2 i dla postawy nr 3. Mimo że wcześniej deklarowało postawę nr 1.

To tak, jakby wyśmiewanego i wytykanego przez część klasy kolegę zaprosić w geście solidarności do siebie na imprezę. Na przykład na urodziny.

A już w trakcie imprezy, widząc, że jego obecność wzbudza jakieś przykre czy niemiłe komentarze, podejść do niego i powiedzieć mu: „Wiesz co, mówią, że jednak nie powinienem był cię zapraszać. Tak w sumie mają rację. Wyjdź”.

Tak właśnie MPK Poznań zachowało się wobec Grupy Stonewall i w ogóle wobec mniejszości seksualnych. I żadne przeprosiny czy słowa Jacka Jaśkowiaka tego nie cofną.

Prezydent Jaśkowiak zraża własnych wyborców

Tymi wszystkimi niekonsekwencjami Jacek Jaśkowiak – w tym konkretnym przypadku akurat rękami swoich urzędników – podkopuje przed wyborami 2018 swój własny elektorat.

Już od dawna wiadomo, że w większości nie zagłosują na niego ludzie jeżdżący wszędzie samochodem, konserwatywni katolicy czy przeciwnicy gejów i lesbijek. Jednak po całej serii niekonsekwencji wymienionych na początku…

To również potencjalni wyborcy Jaśkowiaka, czyli zwolennicy uspokajania ruchu, zwolennicy zieleni, mniejszości seksualne, w ogóle poznaniacy o szeroko pojętych poglądach lewicowych… Oni wszyscy będą mieli te jego niekonsekwencje z tyłu głowy. I zastanowią się trzy razy, czy Jaśkowiak mimo to zasługuje na ich głos.

Zresztą wystarczy prześledzić komentarze po piątkowej decyzji MPK Poznań. Nawet radny Tomasz Wierzbicki z Prawa do Miasta, zwykle przychylny prezydentowi, napisał ostro:

Po raz kolejny Jacek Jaśkowiak pokazuje, że jest Prezydentem zmiennym i trudno poznać jego prawdziwe poglądy. (…) Najpierw tłumaczenie, że Poznań miastem otwartym, a się okazuje, że wręcz przeciwnie – Prezydent się boi krytyki, to już miasto takie otwarte nie będzie

Radny Prawa do Miasta Tomasz Wierzbicki / źródło: Facebook



Prezydent Jacek Jaśkowiak w tych różnych sprawach, w których nie wykazuje się konsekwencją, miota się niczym Sidney Young w filmie „Jak stracić przyjaciół i zrazić do siebie ludzi”.



I żeby było śmieszniej, Jaśkowiak niemal za każdym razem dziwi się, że ktoś mu te niekonsekwencje wytyka. Tak jak przy okazji zwolnienia oficera rowerowego. Wówczas, w wywiadzie dla „Wyborczej”, niemal każda jego odpowiedź brzmiała zupełnie jak: ale o co chodzi?

Przeczuwam, że takie właśnie „ale o co chodzi?” z ust Jacka Jaśkowiaka będzie padało tym częściej, im bliżej będzie wyborów i im częściej z tych wszystkich niekonsekwencji będzie musiał się tłumaczyć.

--

Jest jeszcze jedna sprawa, którą krótko – już na sam koniec – trzeba tu poruszyć. Część motorniczych nie chciała jeździć tramwajami z tęczowymi chorągiewkami.

Już pomijając to, co sądzę o takich uprzedzeniach (napisałem wyżej), przyznając im rację MPK Poznań tworzy na przyszłość dość niebezpieczną furtkę. Zaraz będziemy mieli coś w rodzaju klauzuli sumienia.

Co jeśli 11 listopada MPK wywiesi na autobusach i tramwajach polskie chorągiewki, a np. jakiś kierowca z Ukrainy powie, że się z biało-czerwoną flagą nie utożsamia i może jeździć co najwyżej z ukraińską?

Co jeśli Lech Poznań zdobędzie mistrzostwo, wykupi cały dzień z klubowymi chorągiewkami na pojazdach MPK i okaże się, że któryś z kierowców czy motorniczych jest akurat kibicem Legii Warszawa, Pogoni Szczecin albo Lechii Gdańsk?

Co jeśli któryś z pracowników spółki odmówi jazdy z reklamą któregoś z polityków na pojeździe? Przecież zaraz będzie ich bez liku. Zdaje się, że już jeździ autobus z Jarosławem Puckiem, za chwilę będą kolejni.

Co jeśli kierowca lub motorniczy odmówi wpuszczenia do pojazdu osoby niepełnosprawnej, tłumacząc, że nie chce mieć z niepełnosprawnymi nic wspólnego, bo np. nie podobał mu się ich protest w sejmie?

To już pytania, które władze MPK Poznań muszą sobie zadać wypijając ten wielki kufel piwa, którego sami nawarzyli.

Seweryn Lipoński / 12 sierpnia 2018