www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Wybory 2018. Dlaczego prezydent Jacek Jaśkowiak wymiata w sondażu dla "Rzeczpospolitej" i co jeszcze z niego wynika

22 września 2018

Wybory 2018. Dlaczego prezydent Jacek Jaśkowiak wymiata w sondażu dla "Rzeczpospolitej" i co jeszcze z niego wynika

Wybory 2018 - Poznań - Jacek Jaśkowiak - Tadeusz Zysk - Jarosław Pucek - Tomasz Lewandowski - sondaż

Prezydent Jacek Jaśkowiak już trzeci raz z rzędu ma miażdżącą przewagę nad rywalami. Z najnowszego sondażu IBRiS dla „Rzeczpospolitej” można wyciągnąć jeszcze parę wniosków – i to mimo że jego wyniki są niemal identyczne jak przed wakacjami.

Zastanawiałem się, czy w ogóle jest o czym pisać, bo sondaż IBRiS dla „Rzeczpospolitej” wygląda niemal jak… wierna kopia badania tej samej pracowni sprzed czterech miesięcy.

No sami spójrzcie. Po lewej najnowszy sondaż. Po prawej – sondaż z maja.



Zupełnie niedawno żartowałem, że Tomasz Lewandowski niemal na całe wakacje schował się chyba pod jakąś peleryną-niewidką, taki był niewidoczny w kampanii.

Teraz wychodzi na to, że z punktu widzenia większości poznaniaków taką pelerynę-niewidkę założyli wszyscy kandydaci, bo polityczne sympatie i antypatie przez kilka miesięcy praktycznie nie drgnęły. No, ewentualnie można też założyć, że poznańscy wyborcy są po prostu wyjątkowo lojalni i stali w politycznych uczuciach.

Niemniej jednak, tak samo jak „brak komentarza też jest komentarzem”, to brak zmiany poparcia też jest jakąś informacją. Spróbujmy przeanalizować, co może wynikać z takiej sytuacji miesiąc przed wyborami.

Jaśkowiak zyskuje na koalicji

Prezydent Jacek Jaśkowiak już nie tylko jest faworytem. Jest zdecydowanym faworytem, który – według sondażu – ociera się nawet o zwycięstwo w I turze. To już kolejny taki sondaż.

Prezydent ewidentnie korzysta na połączeniu sił Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej. W marcu – kiedy pierwszy raz wystąpił w sondażu jako ich wspólny kandydat – zgarnął 44,6 proc. Później w maju miał już 50,5 proc. Teraz uzyskuje niemal identyczny wynik.

Trudno tu mówić o przypadku. Zwróćmy uwagę, że Jaśkowiak nie tylko zyskał wsparcie Nowoczesnej (w Poznaniu w wyborach do Sejmu było to aż 14 proc. wyborców!), ale tym samym ubył mu potencjalnie silny konkurent.



Pamiętajmy również, że Jacek Jaśkowiak na karcie wyborczej będzie podpisany jako przedstawiciel komitetu Platforma.Nowoczesna Koalicja Obywatelska, zatem wyborcy obu partii będą mogli go jednoznacznie zidentyfikować jako „swojego”. To – umówmy się – nie jest bez znaczenia.

Szczerze mówiąc nie wierzę jednak absolutnie w zwycięstwo Jaśkowiaka w I turze. Musimy brać poprawkę, że udział w wyborach zwykle deklaruje 60-70 proc. ankietowanych, a ostatecznie do urn w wyborach samorządowych idzie zaledwie połowa z nich.

Pozostali, którzy nie idą, deklarują udział w wyborach najczęściej z „politycznej poprawności”. Bo tak wypada powiedzieć – że się pójdzie. Prawdopodobnie większość z nich nie interesuje się lokalną polityką, nie ma pojęcia, kto w ogóle kandyduje.

A nazwisko Jacka Jaśkowiaka – z racji zajmowanego stanowiska – jest z całej tej plejady najbardziej znane. Dlatego prezydent w sondażach może być mocno przeszacowany. Tak samo było przecież z Ryszardem Grobelnym przed wyborami 2014.

Mimo wszystko przewaga Jacka Jaśkowiaka nad drugim Tadeuszem Zyskiem jest druzgocąca. Blisko 30 pkt. proc. różnicy? Miazga. Przepaść. Już nie wspominając o pozostałych kandydatach.

Jarosław Pucek stoi w miejscu

Teraz mała dygresja. Jeden ze znajomych pytał mnie ostatnio, czy nadal jestem przekonany, że to Tadeusz Zysk – a nie Jarosław Pucek – wejdzie do II tury.

Powiedziałem, że tak, i że czekam na pierwszy po wakacjach sondaż, w którym Pucek zapewne ledwo uciuła 10 proc., a Zysk będzie miał ponad 20 proc.

Sprawdziło się niemal co do joty. Wszystko wskazuje, że choć Jarosław Pucek szaleje w internecie (jego fanpage polubiło już tylu ludzi ilu przez lata prezydenta Grobelnego!), to przynajmniej na razie na jego notowania w ogóle się to nie przekłada.



Oczywiście sam Pucek robi dobrą minę do złej gry. Zapewnia, że sondażami się w ogóle nie przejmuje, i przypomina przypadki właśnie Grobelnego czy prezydenta Bronisława Komorowskiego.

Tyle że w obu przypadkach ich pełna wyborcza klęska nastąpiła dopiero w II turze. Z kimś, kto się do tej II tury wcześniej dostał…

Jasne, w wyborach 2014 Jacek Jaśkowiak początkowo też słabo wypadał w sondażach, miał niską rozpoznawalność. Jednak wcale nie było tak, że w dniu wyborów nagle wymiatał.

Już pewnie mało kto pamięta, ale jego wynik w I turze wcale nie był imponujący, był wręcz słaby. To było zaledwie 21,5 proc. głosów. Kilka tysięcy głosów mniej i Jaśkowiaka w ogóle nie byłoby w II turze. Prześlizgnął się tam głównie dzięki – nie ukrywajmy – szyldowi PO.

Tak samo jak Andrzej Duda nigdy w życiu nie miałby szans z Bronisławem Komorowskim, gdyby nie fakt, że był kandydatem PiS.

Tymczasem Pucek nie ma tego bonusu w postaci partyjnego szyldu. Co więcej, w związku z tym nie ma też pieniędzy np. na intensywną kampanię reklamową, która pozwoliłaby w krótkim czasie wykreować go jako poważnego konkurenta i podkręcić rozpoznawalność.

Na razie Jarosław Pucek jest w punkcie wyjścia. Kiedy pytaliśmy ludzi na ul. Półwiejskiej, czy kojarzą jego nazwisko, dopiero za którymś tam razem trafiliśmy na kogoś, kto go znał. Sondaż dla „Rzeczpospolitej” daje mu nawet mniejsze poparcie niż pierwsze badania sprzed roku.

Już nawet przebić granicę 15 proc. będzie mu piekielnie ciężko.

Zysk i Lewandowski trzymają poziom

Potwierdza się również, że Tadeusz Zysk – jako kandydat PiS namaszczony przez samego Jarosława Kaczyńskiego – jak nikt inny może liczyć na wyborców związanej z nim partii.

To już kolejny sondaż, w którym Zysk przebija granicę 20 proc., a tyle prawdopodobnie da wejście do II tury. W zasadzie Zysk wypadł źle tylko w jednym sondażu. Tym sprzed blisko roku, dla „Wyborczej”, gdzie miał słabiutkie 12 proc.

Można kpić, że Tadeusz Zysk fatalnie wypada w wywiadach czy dyskusjach w telewizyjnym studiu, że obiecuje budowę koszmarnie drogiego premetra i opowiada jakieś bzdury o rzekomo pustych tramwajach czy placach zabaw.

Ale wszystko wskazuje, że wyborcy PiS, do których Zysk w dużej mierze kieruje ten przekaz, w ogóle się tym nie przejmują. I z przyjemnością 21 października pójdą zagłosować właśnie na niego.

Co jeszcze? Poza Zyskiem jest jeszcze jeden gracz, który trzyma wyjątkowo stabilne poparcie w każdym sondażu, i jest to Tomasz Lewandowski.

Spójrzmy. Jego kolejne wyniki od listopada zeszłego roku to 7 proc., 7,4 proc., 10,4 proc., 10,2 proc., 9,6 proc., 8,6 proc. Oczywiście szału nie ma… ale regularności mógłby mu pozazdrościć nawet sam Robert Lewandowski.



Wiadomo, że Lewandowski tak naprawdę nie walczy o żadną wygraną ani nawet o II turę, tylko o to, by jako lider poznańskiej lewicy wciągnąć możliwie największą ekipę do rady miasta.

Jednak znając ambicje Lewandowskiego, jestem przekonany, że po pierwsze chciałby zrobić wynik choćby podobny (albo i odrobinę lepszy!) do 16,6 proc. sprzed czterech lat, a po drugie wyprzedzić Jarosława Pucka.

Ich wzajemne wojenki - których najnowszą odsłoną jest ściągnięcie przez Pucka skonfliktowanego z Lewandowskim szefa poznańskiego SLD Bartosza Kaczmarka i burza, jaką wywołało to na lewicy - tak czy inaczej przejdą do historii tej kampanii.

Stawkę zamykają kandydaci społeczników. Dorota Bonk-Hammermeister ma 2,1 proc. To już któryś kolejny sondaż, w którym uzyskuje wynik na takim poziomie, co chyba co niektórych w koalicji Prawo do Miasta powinno już lekko zaniepokoić.

Przed wyborami 2014 Anna Wachowska-Kucharska i Maciej Wudarski – mimo że było ich dwoje! - uzyskiwali jednak w sondażach nieco lepsze wyniki. A potem i tak szału w I turze nie było.

Dodajmy tylko dla formalności, że omawiany sondaż IBRiS był robiony 10 września, więc nie ma w nim ani Wojciecha Bratkowskiego z Poznań od Nowa, ani Przemysława Hinca z Kukiz’15. Załapał się za to jeszcze Włodzimierz Nowak, którego wskazało… 0,2 proc. badanych.

To oznacza, że skoro sondaż był robiony na próbie 1000 osób, Nowaka wskazały dwie. Całkiem możliwe, że niefortunna przygoda z podpisami i listami wyborczymi, których nie udało się zarejestrować, uchroniła Nowaka przed spektakularną klęską.

Ryszard Grobelny też wydawał się pewniakiem...

Zaraz ktoś zwróci uwagę, że wnioski próbuję wyciągać na podstawie trzech sondaży, z których – tak się złożyło – wszystko robił IBRiS. Rzeczywiście od paru miesięcy nie mieliśmy w Poznaniu sondażu prezydenckiego innej pracowni.

Celowo pomijam sondaż Regionalnego Ośrodka Badania Opinii Publicznej Dobra Opinia, przeprowadzony w maju, który po pierwsze był zrobiony na próbie tylko 500 osób, a po drugie – tu i ówdzie można było nieoficjalnie usłyszeć zastrzeżenia co do jego metodologii. Jego wyniki faktycznie dość wyraźnie odbiegały od pozostałych badań.

Jeśli zaś chodzi o IBRiS, to z ciekawostek przypomnę, że sondaż właśnie tego instytutu tuż przed wyborami 2014 był właściwie jedynym, który w jakikolwiek sposób zasygnalizował nadchodzącą klęskę prezydenta Ryszarda Grobelnego.

To było zaledwie kilka dni przed wyborami. Głosowanie było w niedzielę, sondaż opublikowano w piątek, inna sprawa, że był to w ogóle ostatni sondaż przed tamtymi wyborami i stąd zapewne jego trafność.

Prezydent Grobelny miał w nim 32,7 proc. I niby zdecydowanie wygrywał I turę, ale zastanawiające było, skąd taki spadek poparcia. W poprzednich sondażach – jeszcze nawet 2-3 tyg. przed wyborami – uzyskiwał spokojnie około 40 proc.

Zastanawialiśmy się wtedy, czy to tylko jednorazowe wahnięcie, czy może początek jakiejś tendencji. Wieczór wyborczy dał odpowiedź. Grobelny dostał tylko 28,6 proc. głosów. Przed II turą nie zdołał już zatrzymać ani odwrócić tego trendu i spektakularnie przerżnął z Jackiem Jaśkowiakiem.

Dlatego teraz Adam Kompowski z „Wyborczej” przypomina, że „po tamtej, niespodziewanej porażce Ryszarda Grobelnego nikt już nie zadeklaruje, że z sondażu można na sto procent wywnioskować, kto wygra, a kto przegra”.

Musimy mieć to z tyłu głowy. Każde wahnięcie sondaży, które zdarza się zwykle właśnie kilka dni przed wyborami, może zmienić wszystko.

Seweryn Lipoński / 22 września 2018