www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Wybory 2018. Cuda Jacka Jaśkowiaka, których pozazdrościłby Jezus Chrystus, w Poznaniu przybyło ponad 100 tys. ludzi!

25 lipca 2018

Wybory 2018. Cuda Jacka Jaśkowiaka, których pozazdrościłby Jezus Chrystus, w Poznaniu przybyło ponad 100 tys. ludzi!

Poznań - wybory 2018 - Jacek Jaśkowiak - Ryszard Grobelny - powiat poznański - migracje - GUS - PIT

Miasto chwali się, że ponoć przybywa mu mieszkańców, olewając mówiące zupełnie co innego raporty GUS. Wystarczy doliczyć studentów i cudzoziemców… Tyle że podobnymi „wyliczankami” mogliby się równie dobrze chwalić poprzednicy Jacka Jaśkowiaka.

„W Poznaniu rodzi się coraz więcej dzieci, lecz to nie jedyny powód wzrostu liczby osób tu przebywających”. Tak zaczyna się jeden z wtorkowych tekstów na miejskim portalu Poznan.pl.

Już zresztą sama zajawka – zilustrowana grafiką pokazującą od 2014 r. (no ciekawe, dlaczego akurat właśnie od tego momentu?...) coroczny wzrost liczby mieszkańców – wydawała się niezwykle intrygująca.

Zacząłem się zastanawiać, czy to nie jakiś tekst z CYRYL-a sprzed kilkudziesięciu lat, który miałby przyciągnąć ludzi np. do Muzeum Historii Miasta Poznania. Mimo to kliknąłem.

I wybaczcie, ale po przeczytaniu całości nie przychodzi mi do głowy żaden inny komentarz, niż taka jedna znana reklama…



Zwykle, jak już tutaj z kimś polemizuję, to raczej z politykami czy wysoko postawionymi urzędnikami. Nie z szeregowymi pracownikami urzędu (a to oni zamieścili ten tekst).

Jednak tym razem muszę zrobić wyjątek. Gdyby taki artykuł w ramach ciekawostki opublikowała np. któraś z lokalnych gazet – nie byłoby sprawy.

Ale zgodzicie się chyba, że sytuacja, w której rzeczywistość próbuje naginać miejski portal, tak by w dość karkołomny sposób wskazać, że prezydent Poznania w gruncie rzeczy spełnia jedną ze swoich obietnic…

I w dodatku dzieje się to trzy miesiące przed wyborami. No nie, sorry, ale nie uwierzę, że to przypadek i że służby prasowe prezydenta zupełnie przypadkowo poruszyły ten temat.

Mieszkańców ubywa? Doliczmy studentów!

Zacznijmy od tego, że sam temat – wbrew pozorom – nie jest wcale tak zupełnie z d… wzięty. Ma dość aktualny punkt zaczepienia.

Przed tygodniem GUS opublikował zestawienie „Powierzchnia i ludność w przekroju terytorialnym w 2018 r.”. Czyli najnowsze dane, ilu mieszkańców mają poszczególne miejscowości, i jak to się zmieniło w ostatnim czasie.

Zacytujmy jedno kluczowe zdanie, które w zasadzie wyjaśnia wszystko, być może również genezę tekstu na portalu Poznan.pl:

Spadek liczby mieszkańców największy był w już wymienionych miastach: Łodzi oraz siedmiu kolejnych gminach miejskich i zarazem miastach na prawach powiatu: Sosnowcu, Katowicach, Częstochowie, Bytomiu i Zabrzu (woj. śląskie) oraz Poznaniu (woj. wielkopolskie) i Bydgoszczy (woj. kujawsko-pomorskie).

Sprawa dotyczy zmian liczby ludności w ostatnim roku. Innymi słowy, żeby nie pozostawiać wątpliwości, nazwijmy rzecz po imieniu:

Poznań wg danych GUS jest jednym z ośmiu miast w całym kraju, w którym przez ostatni rok najszybciej ubywało mieszkańców.

I na to wszystko na portalu Poznan.pl wjeżdża tekst o... rosnącej liczbie mieszkańców Poznania. Już na kilometr śmierdzi to lekką manipulacją i wygląda zupełnie jak Neymar czy inni symulanci na piłkarskim mundialu, próbujący wmówić sędziemu, że powinien być rzut karny, choć na powtórkach doskonale widać, że żadnego faulu nie było.

No dobrze, ale na czym właściwie jest ten tekst oparty, skoro jego autor tak odważnie polemizuje z GUS-em?

Zaczyna się niepozornie. Konkretnie – od powołania się na GUS właśnie. Zaraz jednak mamy spostrzeżenie, że te dane to właściwie o kant d… rozbić, bo do mieszkańców miasta zaliczają tylko tych zameldowanych plus ludzi ze spisu powszechnego.

„Stosowana przez GUS metodologia liczenia ludności sprawia, że dziesiątki tysięcy ludzi, którzy mieszkają w naszym mieście, nie mieszczą się w oficjalnych statystykach” - czytamy.

I zaczyna się doliczanie tych pominiętych przez GUS. Najpierw studenci. Jest ich ok. 110 tys. Z tego 93 tys. to nie poznaniacy. Zameldowani? No w znakomitej większości – oczywiście nie! To doliczamy.

Jacek Jaśkowiak cudotwórcą

Potem obcokrajowcy. Co prawda studenci z zagranicy to tylko 5 tys., do tego dochodzi 2,7 tys. obcokrajowców z pozwoleniem na pobyt, ale…

„Jednak jeśli wziąć pod uwagę dodatkowe dane, okazuje się, że w ubiegłym roku w Poznaniu mogło pracować aż 42,4 tys. przybyszów z całego świata. To liczba oszacowana na podstawie oświadczeń pracodawców o zamiarze zatrudnienia cudzoziemca”

Zaraz, zaraz… Czy ja dobrze rozumiem, że Poznań chwali się tutaj, że w mieście są tysiące obcokrajowców, którzy mieszkają tu bez pozwolenia na pobyt czasowy?

No w sumie nic dziwnego – wystarczy poczytać ostatnie teksty np. w „Newsweeku” o realiach życia Ukraińców w Polsce i o tym, jak muszą użerać się z urzędami.

Ale wróćmy do tekstu o liczbie mieszkańców Poznania. Dochodzimy do puenty:

"(…) okazuje się, że w 2017 roku w Poznaniu żyło lub pracowało nawet około 100 tys. osób więcej niż podaje oficjalna statystyka (czyli ok. 660 tys.)"

(pomińmy już fakt, że ta „oficjalna statystyka” to 538 tys. ludzi, zatem autor z tych dodatkowych 100 tys. nagle zrobił już 122 tys. ludzi, co faktycznie dało mu 660 tys. mieszkańców... a na grafice do tekstu jest nawet 671 tys.!)

Eureka! Mieszkańców Poznania nie tylko nie ubywa, ale przybywa, i to wręcz w zastraszającym tempie.

Wychodzi na to, że prezydent Jacek Jaśkowiak zdziałał w tym obszarze takie cuda, jakich mógłby się od niego uczyć sam Jezus Chrystus. Jakieś rozmnożenie chleba i ryb nad jeziorem, czy przemiana wody w wino w Kanie Galilejskiej, to przy tym nic nieznaczące i niegodne uwagi błahostki.

Jeśli za Jaśkowiaka rośnie, to za Grobelnego...

To teraz zejdźmy na ziemię. Jest jasne, że w Poznaniu de facto mieszka więcej ludzi niż te 538 tys. z danych GUS, a już na pewno znacznie więcej, niż 484 tys. zameldowanych.

Tyle że takie same wyliczanki mógłby przecież zrobić poprzedni prezydent Ryszard Grobelny. I też by mu wyszło, że za jego czasów liczba poznaniaków – za sprawą studentów i obcokrajowców – rosła, i to zapewne nawet szybciej niż za Jaśkowiaka!

Przytoczmy - żeby nie było wątpliwości - miejskie dane z 2005 r.:

„W latach 1990-2005 powołano do życia aż 18 szkół wyższych (wszystkie niepaństwowe), a liczba studentów wzrosła ponad 3,5-krotnie”.

Już wtedy, czyli w 2005 r., w Poznaniu studiowało 126 tys. ludzi. Dla porównania w 1989 r. było 34 tys. studentów.

Jeśli więc ktoś miałby się chwalić, że ściągnął studiującą młodzież do Poznania, to już prędzej mógłby to zrobić właśnie Grobelny, a wcześniej Wojciech Szczęsny Kaczmarek.

Nie bądźmy śmieszni. Jako kandydat na prezydenta Jacek Jaśkowiak nie obiecywał, że ściągnie do miasta nowych mieszkańców po to, by sobie pospacerowali po mieście i pouśmiechali się do nowych sąsiadów.

Tu nie chodzi o wzrost liczby mieszkańców dla samego wzrostu. Tak mogłoby być, gdyby Jaśkowiak grał sobie w jakąś grę strategiczną typu Anno 1404, gdzie już sam wzrost liczby ludzi gwarantuje co jakiś czas postęp cywilizacyjny.



Ale to jest real, nie gra komputerowa, to jest prawdziwy Poznań z różnymi problemami.

Prezydent zapowiadał, że ściągnie do miasta nowych mieszkańców głównie po to, by Poznań miał więcej kasy z ich podatków. Dzięki czemu mógłby finansować na lepszym poziomie szkoły, komunikację miejską, miejskie szpitale itd. (tzw. wydatki bieżące), a także pozwalać sobie na śmielsze inwestycje.

Do dziś pamiętam fragment dyskusji Jaśkowiaka z Grobelnym, gdy Jaśkowiak snuł wizję Poznania dostającego 1,5 mld zł z podatku PIT, a Grobelny kpił, że to „całkowita fikcja” (dyskusja na poniższym wideo od 50:45).



Jak sytuacja wygląda w praktyce? Kiedy pod koniec 2014 r. Jacek Jaśkowiak przejmował władzę – Poznań miał z PIT 800 mln zł. Do zapowiadanego przez nowego prezydenta poziomu 1,5 mld zł duuużo więc brakowało.

Tegoroczny budżet zakłada już ponad 1 mld zł. Czyli, można powiedzieć, całkiem całkiem i w tym tempie jest szansa, że za kolejne cztery lata Poznań przynajmniej zbliży się do 1,5 mld zł.

Tyle mówią liczby bezwzględne. Musimy jednak pamiętać, że generalnie cała gospodarka idzie do przodu, zarobki rosną, jest jeszcze inflacja i z podatków wpływa po prostu więcej pieniędzy. Kasy z PIT przybywa Poznaniowi tak samo, jak przybywa Warszawie, Katowicom czy nawet Łodzi (gdzie odpływ mieszkańców jest największy).

Przyjrzyjmy się zatem, jak wyglądał udział Poznania w podziale podatku PIT pomiędzy wszystkie samorządy:

2014: Poznań zgarnia 800 mln zł z 35 mld zł, czyli 2,28 proc. puli
2017: Poznań zgarnia 992 mln zł z 44,8 mld zł, czyli 2,21 proc. puli

Różnica niby niewielka… Ale te 0,07 proc. to około 31 mln zł. Tyle dodatkowo miałby dziś Poznań, gdyby mieszkańców mu nie ubywało (a ściślej – gdyby jego liczba mieszkańców zmieniała się identycznie jak średnio pozostałym samorządom).

Mamy zatem wniosek, który trudno podważyć. Poznań co prawda z roku na rok ma coraz więcej pieniędzy z PIT, ale jego udział w podziale całego podatku PIT z roku na rok spada, czyli miasto realnie nie zyskuje, tylko traci wpływy z podatków.

Oczywiście przede wszystkim z powodu spadającej liczby mieszkańców.

Z matematyką na bakier

Prezydent Jacek Jaśkowiak już w zeszłym roku przyznał, że zmiana trendu wyprowadzania się z miasta to trudne zadanie, i że wcale nie spodziewał się zrobić tego w 2-3 lata.



Zresztą widać to było na miejskim portalu. Zdarzyło się, że urzędnicy wrzucili tam tekst, w którym chwalili się… wolniejszym niż w poprzednich latach spadkiem liczby mieszkańców!

Myślałem, że już głupszego pretekstu do przechwałek w tym temacie nie wymyślą, a jednak.

Te wyliczanki, że tak naprawdę poznaniaków przybywa, bo są studenci, są obcokrajowcy itd., to już mały kroczek w stronę tak krytykowanej przez Jacka Jaśkowiaka propagandy serwowanej nam przez Wiadomości TVP.

Dodajmy, że poznańscy politycy w obliczu zbliżających się wyborów w ogóle bywają z matematyką na bakier, i wcale nie chodzi tu tylko o rządzącą ekipę.

Przypomnijmy tylko, jak radna Joanna Frankiewicz cudownie rozmnożyła tramwaje, które kupował prezydent Grobelny. Z 45 tramino zrobiło się „około 100”.



Radny PiS Janusz Kapuściński z kolei tak zabrnął zaś w krytyce sądów, że nie doliczył się żadnego wydanego w Poznaniu wyroku na tzw. czyścicieli kamienic, mimo że w ostatnim czasie zapadły już dwa, z czego jeden głośny na cały kraj.

Jeśli ktoś mimo wszystko upiera się, że urzędnicy prezydenta mają rację, w Poznaniu tak naprawdę przybywa mieszkańców i niepotrzebnie się czepiam…

To idźmy tym tropem dalej. Doliczyliśmy studentów, doliczyliśmy cudzoziemców, dlaczego nie doliczyć też turystów? Mamy ok. 1,5 mln turystycznych noclegów rocznie. To oznacza, że każdego dnia w Poznaniu przebywa dodatkowo ponad 4 tys. ludzi.

A może doliczymy też mieszkańców powiatu poznańskiego? No jasne, nie śpią w Poznaniu, nie płacą tu podatków, ale tak ogólnie lwia część z nich tu pracuje, robi zakupy, umawia się na kawę czy na randki.

Zresztą to nie tylko ludzie z powiatu… Z danych tego niedobrego GUS wynika, że do pracy w Poznaniu dojeżdża ok. 100 tys. ludzi, którzy tu nie mieszkają, zatem lekką ręką można by i ich doliczyć!

Zaraz możemy w ten sposób dojść do podobnych wniosków, do jakich doszli organizatorzy Gran Turismo w 2014 r., reklamując Poznań jako... niemal milionową metropolię.



Naprawdę, nie idźmy tą drogą.

Prezydent Jacek Jaśkowiak jest akurat na urlopie i szczerze mówiąc nie sądzę, by to on był inspiratorem tego tekstu, zapewne wpadł na taki pomysł któryś z jego niżej postawionych współpracowników.

Tak czy inaczej, zapachniało tu metodą drobnych manipulacji, znaną również z czasów poprzedniej władzy, kiedy prezydent Grobelny w podobny sposób próbował np. podkreślać minusy budowy tramwaju na Naramowice.

PS. Do tekstu na Poznan.pl, którego tak się czepiam, wplątany został radny Łukasz Mikuła. Autor zacytował jego wypowiedź:

Wielu realnych mieszkańców miasta jest niewidocznych dla oficjalnych statystyk. Naszym kolejnym zadaniem jest teraz przekonanie ich, żeby związali się z Poznaniem na stałe i wskazali nasze miasto jako oficjalny adres zamieszkania

Radny PO Łukasz Mikuła / źródło: poznan.pl



Zapewne nie taka intencja przyświecała panu radnemu, gdy się wypowiadał, ale ten cytat dość niespodziewanie obnaża jeszcze inną słabość prezydentury Jacka Jaśkowiaka w kontekście mieszkańców i podatków.

Jeśli tylu jest tych „dodatkowych” mieszkańców Poznania, pomijanych przez GUS, i jeszcze ciągle ich przybywa... To dlaczego przez cztery ostatnie lata władze miasta nie zdołały ich skłonić do przeprowadzki na stałe, zameldowania się i płacenia podatków?

Seweryn Lipoński / 25 lipca 2018