Poznań Spoza Kamery » Miasto upomina się w PKP o kładkę widmo. To wygląda na krzyk rozpaczy o zmiany na całym dworcu Poznań Główny

14 października 2017

Miasto upomina się w PKP o kładkę widmo. To wygląda na krzyk rozpaczy o zmiany na całym dworcu Poznań Główny

Poznań - PKP - dworzec - Poznań Główny - Jacek Jaśkowiak - Maciej Wudarski - PiS - wybory 2018

To dopiero jaja. Władze Poznania przypomniały sobie o mitycznej kładce na dworcu, którą miał już dawno temu miał zbudować Trigranit, i niespodziewanie upomniały się o nią u samego prezesa PKP.

Zaznaczmy, że słowo „upomniały się” jest tu i tak dość delikatnym określeniem. To nie była żadna nieśmiała prośba ani delikatne przypomnienie o sprawie. Nic z tych rzeczy. Można właściwie powiedzieć, że poznańscy urzędnicy wręcz zażądali budowy kładki na dworcu PKP.

Zresztą zobaczcie sami, co powiedział wiceprezydent Maciej Wudarski przed naszą kamerą:



Poznaniacy, słysząc o kładce na dworcu Poznań Główny, mogli się poczuć, jakby ktoś im nagle przełączył telewizor na stary film dokumentalny na którymś z kanałów Discovery czy jakimś innym TVP Historia.

Prezes PKP - jak wieść gminna niesie – usłyszawszy żądania wiceprezydenta Wudarskiego zadzwonił do Instytutu Pamięci Narodowej. Poprosił pilnie o przeszukanie tamtejszych zakurzonych archiwów, z nadzieją, że może przypadkiem uda się trafić na zapomniane wzmianki o jakiejś kładce, którą ktoś ponoć chciał kiedyś zbudować na poznańskim dworcu.

Pozostali pracownicy PKP zaczęli ponoć obdzwaniać znajomych archeologów, historyków i poszukiwaczy skarbów, z pytaniem „ktokolwiek widział, ktokolwiek wie”. Może ktoś z nich skojarzy jeszcze z dawnych lat motyw z kładką na PKP Poznań Główny…

Podobno niektórzy zaglądali nawet do książek typu „Siedem cudów świata”, po cichu licząc, że znajdą jakieś informacje o legendarnej kładce wśród historii takich budowli jak Kolos Rodyjski, świątynia Artemidy w Efezie czy mauzoleum w Halikarnasie.

Kładka odkładana na święte nigdy

Jeśli ktoś z Was sprawy kładki, która miała powstać na dworcu, też kompletnie nie kojarzy… to sięgnijmy do „Słownika mitów i tradycji kultury” Władysława Kopalińskiego.

Kładka na dworcu PKP Poznań Główny – mityczny trakt, który według proroctwa Trigranitu miał prowadzić z nowego budynku poznańskiego dworca PKP, w poprzek pl. Dworcowego, do peronów oznaczonych numerami 4-6; obiekt licznych wierzeń i legend tubylczych ludów słowiańskich; mimo głębokiej symboliki związanej m.in. z integracją nigdy nie doczekał się realizacji.

Dobra, przestańmy się już nabijać, bo w sumie nie ma z czego. Historia kładki na Poznaniu Głównym jest znacznie dłuższa i bogatsza niż głośna sprawa przejścia przy dworcu i wcale nie tak dużo krótsza niż opisywana tu niedawno telenowela z przebudową ronda Rataje.

Budująca nowy dworzec firma Trigranit zapowiadała kładkę praktycznie od początku budowy w 2011 r. Z tym że miało to nastąpić dopiero w jednym z kolejnych etapów.

Zatem powstał dworzec, powstało później centrum handlowe Poznań City Center, a kładki jak nie było, tak nie było. I nie ma do dziś. Mimo że deweloper w 2014 r. uzyskał nawet pozwolenie na jej budowę.

Jednak ciągle odkładał to na „święte nigdy”, zasłaniając się a to uzgodnieniami z PKP Polskie Linie Kolejowe związanymi z planowaną przebudową peronów 4-6, a to koniecznością skoordynowania prac przy budowie kładki z przebudową starego gmachu dworca.

W międzyczasie wyszło na jaw, że Trigranit chciał na kładce nieco przyoszczędzić, nie montując na niej ruchomych schodów. Potem doprojektowano ruchome schody, ale… tylko w górę, tak jak pierwotnie było na nowym dworcu. Dopiero po nagłośnieniu sprawy i interwencji PKP okazało się, że ruchome schody z kładki na perony da się jednak zrobić w obie strony.

No przecież będzie kładka!

Jesienią 2015 r. władze PKP i Poznania dogadały się w sprawie przebudowy starego gmachu dworca. I przy okazji budowy kładki. Kiedy już wydawało się, że wszystko jest na dobrej drodze, by projekt ruszył z kopyta, nagle…

Zonk!

Nowe władze PKP dopiero rok po nadejściu „dobrej zmiany” zorientowały się, że w sumie to nie po drodze im z Trigranitem, ewentualnie po prostu obejrzeli słynną wizytę Aleksandra Łukaszenki na poznańskim dworcu.



Zrezygnowanie z dalszej współpracy PKP z Trigranitem oznaczało ni mniej, ni więcej, tylko tyle, że cała wypracowana wcześniej koncepcja przebudowy starego dworca stała się z dnia na dzień równie aktualna, jak zapowiedzi Jacka Jaśkowiaka, że tramwaj będzie jeździł na Naramowice w 2018 r.

I oczywiście – razem z całą tą koncepcją – do kosza trafił także plan budowy kładki.

Przyznam szczerze, że już wtedy nabrałem przekonania, że ta mityczna kładka na wieki wieków pozostanie tylko i wyłącznie na papierze.

Zwłaszcza że planami budowy kładki z nowego dworca na perony 4-6 zdecydowanie częściej niż PKP chwalił się sam Trigranit. Momentami odnosiłem wręcz wrażenie, że to taka karta przetargowa węgierskiego dewelopera w negocjacjach z PKP, by to właśnie jemu przypadła przebudowa starego gmachu (co, przypomnijmy, przynajmniej formalnie wcale nie było taką oczywistością).

Mało tego, Trigranit zapowiadał tę kładkę wręcz jako swoiste remedium na wszelkie problemy komunikacyjne, których przecież po zbudowaniu nowego dworca i zamknięciu starego pojawiło się całe mnóstwo.

Z nowego dworca daleko na perony 4-6? Spoko, będzie kładka. Trzeba biegać w dół i w górę po schodach? Będzie kładka. Z tunelu nie da się wejść prosto na dworzec? No przecież będzie kładka.

To aż nie do wiary, ale argument, że „będzie kładka” pojawiał się nawet w niekończących się dyskusjach o słynnym przejściu dla pieszych z dworca na przystanek na ul. Matyi, mimo że nie miał z tym właściwie nic wspólnego!

Kładka jak tajemnicze złote miasta

To zatem całkiem zastanawiające, dlaczego władze Poznania ni stąd ni zowąd zaczynają teraz nawoływać o budowę tej legendarnej kładki, o której nawet w PKP dawno już wszyscy zapomnieli.

Wiceprezydent Maciej Wudarski z pewnością zdaje sobie sprawę, że – jak już wyżej wspomniałem – cały trigranitowy projekt przeszedł już do historii. Zdążył także zniknąć ze strony xCity, spółki córki PKP S.A., zajmującej się właśnie tzw. projektami deweloperskimi.

Poprzednio figurował tam dumnie pod nazwą „Poznań Główny III etap”. Teraz nie ma go w ogóle.

Trudno teraz przypuszczać, że kolejarze, przygotowując zupełnie nowy projekt przywrócenia (?) starego dworca Poznań Główny, nagle „pożyczą” sobie ze starego, nieaktualnego już pomysłu jeden element – właśnie tę kładkę widmo – i z dnia na dzień z radością zabiorą się za jej budowę.

Tak właściwie Wudarski, zamiast pytać o mityczną kładkę widmo, równie dobrze mógłby pytać w PKP o bursztynową komnatę, poszukiwania złotej flotylli lub legendarne złote miasta Inków.



Po co w takim razie cała ta akcja magistratu?

Zdaje się, że tu nie tyle o kładkę chodzi, co o cały dworzec. To wygląda trochę jak krzyk rozpaczy władz Poznania. Krzyk, który można zinterpretować mniej więcej tak: zróbcie wreszcie coś z tym dworcem!!!

Prezydent Jaśkowiak obiecał poprawić dworzec…

Prezydent Jacek Jaśkowiak zresztą sam nie kryje, że jest poirytowany tym, co się dzieje (albo raczej: nie dzieje) w sprawie dworca Poznań Główny.

Jakieś 2 tyg. temu na krótkim spotkaniu z dziennikarzami ostro skrytykował nowe pomysły PiS na ściślejszą kontrolę samorządowych programów in vitro. Jako przykład pilniejszych spraw, którymi jego zdaniem rządzący powinni się zająć, wymienił właśnie dworzec PKP i przez kilka minut nawijał tylko o nim zamiast o samym in vitro.

Trudno się dziwić tej frustracji. Prezydent Jaśkowiak w kampanii naiwnie – obok wielu innych płonnych obietnic – zapowiadał „przywrócenie podróżnym dworca PKP”.

Spotkam się z prezesem PKP i powiem mu wprost: to, co pan tu robi, nie służy mieszkańcom Poznania ani podróżnym

Jacek Jaśkowiak, jeszcze jako kandydat na prezydenta, w kampanii wyborczej 2014



Tak tak… przed wyborami wszystko wydaje się takie proste!

Już jako prezydent Jacek Jaśkowiak w pierwszych miesiącach faktycznie robił, co się dało, żeby coś w tej kwestii ugrać. Z tym że nie zawsze z wyczuciem. Pożarł się na dzień dobry z PKP i Trigranitem, później usiadł z nimi do rozmów, uzgodnił kompromisową koncepcję.

Kiedy jeszcze jesienią 2015 r. do władzy w kraju doszedł PiS, to wydawało się, że w tej akurat sprawie Jacek Jaśkowiak powinien mieć z górki. Poznańscy działacze PiS też przecież wielokrotnie krytykowali nowy dworzec. Praktycznie mówili z Jaśkowiakiem jednym głosem.

Tymczasem jednak „dobra zmiana” w sprawie dworca Poznań Główny okazała się dużo bardziej bezwzględna. Zmiotła Trigranit, wraz z nim – jak wspomniałem – wypracowane z nim projekty, zostawiając Jaśkowiaka z niczym.

Powstał zespół wojewody, który przekazał rządowi 11 postulatów, ale na tym sprawa ucichła. Znamienne też, że początkowo przedstawiciele władz miasta do tych prac w ogóle nie zostali zaproszeni.

Do dziś sytuacja chyba za bardzo się nie zmieniła, skoro miasto na własnej stronie internetowej przyznaje, że władze PKP olewają wiceprezydenta Wudarskiego i zwlekają z udostępnieniem mu choćby informacji o przygotowaniach do przebudowy dworca.

Prezydent już nie jednym głosem z PiS

Prezydent Jaśkowiak w walce o lepszy dworzec ma sporo zwolenników. To choćby władze województwa z wicemarszałkiem Wojciechem Jankowiakiem, czy stowarzyszenie Inwestycje dla Poznania, które ostatnio zaprosiło nawet na Poznań Główny samą premier Beatę Szydło.



Jednak swoje robi tu sytuacja polityczna. Premier Szydło zapewne prędzej zacznie się codziennie spotykać z głodującymi lekarzami rezydentami, niż przyjedzie z odsieczą do Poznania, w którym 50 proc. mieszkańców głosowało na PO i Nowoczesną, a tylko 24 proc. na PiS; w którym demonstracje antyrządowe należą do najliczniejszych w kraju, a prezydent wykrzykuje na nich „precz z kaczyzmem”.

Znamienna jest zresztą postawa posła Tadeusza Dziuby, szefa poznańskiego PiS, który jeszcze parę lat temu zdawał się podzielać postulaty Inwestycji dla Poznania, dziś wypomina stowarzyszeniu, że nie chciało współpracować z PiS (nic dziwnego – jest od lat apolityczne!), i że w związku z tym „organizacja ta nie jest zdolna do pracy pozytywnej”.

Dworcem pochwali się PiS

Co dalej? Za rok mamy wybory samorządowe, więc mimo wszystko zdziwiłbym się, gdyby w sprawie dworca Poznań Główny już nic się nie wydarzyło.

Jeśli miałbym przewidywać, to kandydat PiS na prezydenta Poznania Tadeusz Zysk zapewne zrobi jakąś konferencję na dworcu, np. na wyremontowanych już peronach 4-6. Podkreśli, że ta część dworca zyskała nowe oblicze dopiero po tym, jak PiS przejął władzę w kraju, w tym nad PKP.

Przypomni, że poprzednicy (z nadania Platformy) zbudowali w Poznaniu dworzec, który miał ruchome schody tylko w jedną stronę, przez co stał się pośmiewiskiem na całą Polskę. A później nie umieli nawet tego poprawić. Tak, ruchome schody w dół na perony także powstały już za rządów PiS.

Jest już za mało czasu, żeby przed wyborami 2018 przeprowadzić na dworcu jakąkolwiek większą inwestycję, nie mówiąc już o przebudowie starego gmachu czy tym bardziej o budowie mitycznej kładki.

Przypuszczam więc, że skończy się na jakiejś wizycie ministra infrastruktury Andrzeja Adamczyka, który w obecności poznańskich polityków PiS zapowie nowy plan przywrócenia starego dworca. Dyrektorzy PKP podpiszą jakieś papiery z projektantem. Możliwe, że pokażą też jakieś pierwsze wizualizacje, podadzą terminy itd.

Jednak co najbardziej istotne, to wszystko prawdopodobnie będzie się odbywało bez udziału prezydenta Jacka Jaśkowiaka, jego zastępcy Macieja Wudarskiego ani żadnego innego przedstawiciela miasta.

Politycy rządzącego PiS – a więc również nadzorowani przez nich szefowie PKP – nie mają żadnego interesu, by Jackowi Jaśkowiakowi pomagać w realizacji jednej z obietnic wyborczych, która, przypomnijmy, brzmiała tak:

(…) przywrócę podróżnym dworzec kolejowy, który obecnie jest jedynie dodatkiem do galerii handlowej

Fragment programu wyborczego Jacka Jaśkowiaka z 2014 r.



Zmiany na dworcu w oficjalnych komunikatach będą więc zapewne tylko i wyłącznie zasługą PKP, ministra infrastruktury oraz poznańskich działaczy PiS, którzy zwracali uwagę na problemy powstałe za poprzedniej władzy.

Jeśli więc Jaśkowiak, Wudarski i spółka zamierzają mimo to walczyć o własną wizję przebudowy dworca Poznań Główny… to czeka ich przeprawa nie mniej trudna jak kiedyś droga z przystanku na ul. Matyi na peron 4a.

PS. Kiedy już w PKP ogarnęli, o co właściwie chodzi Wudarskiemu z tą kładką, to w piątek wieczorem przyszła do mediów odpowiedź. Tak jak można było się spodziewać, czytamy w niej, że „(…) nie możemy rozpatrywać budowy kładki w oderwaniu od całej planowanej inwestycji na terenie stacji Poznań Główny”.

Pada też sugestia, że kładka będzie się dublować z tunelem, który władze PKP planują przedłużyć pod Poznań City Center do przystanku na ul. Matyi. To też coś, o co bardzo zabiegali politycy PiS.

Seweryn Lipoński / 14 października 2017