www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » No nareszcie! Dokończą przejście przy dworcu PKP. To nie do wiary, jak długo trzeba było czekać

13 września 2017

No nareszcie! Dokończą przejście przy dworcu PKP. To nie do wiary, jak długo trzeba było czekać

Poznań - dworzec PKP - przejście - Poznań Główny - Jacek Jaśkowiak - Maciej Wudarski - Ryszard Grobelny

Robotnicy pojawili się na ul. Matyi i ruszyła budowa przejścia przy dworcu PKP Poznań Główny. A właściwie budowa części przejścia, tej, której brakowało po zrobieniu przed dwoma laty pierwszej połówki.

Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem – przejść przez CAŁĄ ul. Matyi przy dworcu będzie można już 8 października. To symboliczny koniec batalii wokół najsłynniejszego przejścia dla pieszych w Poznaniu. A może i w całej Polsce.

Komentator Tomasz Zimoch na pytanie wspomniane w tytule zapewne dopowiedziałby, że na to przejście trzeba było czekać tak samo długo, jak czeka się, by pocałować ukochaną kobietę…



Zatem dodajmy, że w tym przypadku musiałaby to być dziewczyna naprawdę zdystansowana, niedostępna i na maxa niedotykalska, bo nie pozwalała sobie dać buzi przez 1444 dni.

Tyle właśnie minie od 25 października 2013 r. (dzień otwarcia Poznań City Center) do 8 października – kiedy budowa przejścia ma się zakończyć.

Pierwotne rozwiązanie z przejściem podziemnym, którym z tramwaju na dworzec trzeba było iść 350 m przez centrum handlowe lub 400 m przez most Dworcowy, było jak splunięcie w twarz pasażerom.

Splunięcie w twarz także czystej logice, zasadom zrównoważonego transportu, a nawet własnej polityce ówczesnych władz miasta, które przynajmniej oficjalnie deklarowały, że stawiają na komunikację publiczną.



To aż nie do wiary, ile absurdalnych rzeczy wydarzyło się wokół tego miejsca, ile w całej dyskusji padło idiotycznych i kuriozalnych komentarzy. Także – choć oczywiście w mniejszym stopniu - już z ust obecnej władzy.

Miałem kiedyś coś takiego jak „Dziennik okropności z przeszłości”. Znajdowały się tam różne historyjki, niekiedy po prostu niesmaczne, niekiedy makabryczne, z dawnych lat. Dziś wszystkie byłyby trudne do wyobrażenia.

Tak samo teraz pora wspomnieć raz jeszcze wspomnieć te wszystkie okropności wokół przejścia przy dworcu PKP. Tak dla przestrogi. Tak by w przyszłości żadnej władzy nie przyszło do głowy w równie bezczelny sposób lekceważyć poznaniaków i innych pasażerów choćby przejazdem goszczących na poznańskim dworcu.

Konsultacje po pozwoleniu na budowę

Jeden ze sztandarowych przykładów, jak po macoszemu za poprzedniej władzy traktowano konsultacje społeczne.

Zarząd Dróg Miejskich najpierw wystąpił o pozwolenie na budowę z gotowym projektem. I… dopiero potem postanowił zapytać poznaniaków, co sądzą o przejściu podziemnym pod ul. Matyi przy dworcu PKP.

Do tego projekt został przedstawiony do konsultacji w takiej oto czytelnej formie:



Kiedy okazało się, że większość uczestników konsultacji jest przeciwna przejściu podziemnemu, drogowcy stwierdzili, że bardzo dziękują za te uwagi, ale już nic się nie da zrobić. Pozwolenie na budowę wydane, więc trzeba ruszać z robotą.

Prawie pół kilometra? Żaden problem

O sprawie zrobiło się naprawdę głośno dopiero po wyliczeniach Inwestycji dla Poznania.

Przedstawiciele stowarzyszenia zmierzyli, że najkrótsza legalna droga z nowego przystanku tramwajowego na dworzec wyniesie dokładnie 357 m, do tego będzie prowadzić przez… centrum handlowe Poznań City Center. Kto zechce je ominąć – przejdzie już co najmniej 419 m.

No i że jedno zwykłe przejście dla pieszych pozwoli skrócić tę drogę do ok. 200 m.

Te wyliczenia od początku nie robiły jednak większego wrażenia na drogowcach. Nawet kiedy sami je potwierdzili. Kazimierz Skałecki, wówczas wicedyrektor ZDM, zapytany o to przeze mnie stwierdził nawet: - Ja też mogę tak zaraz usiąść i wyliczyć, że to nawet 600 m.

Powtórzmy: dla urzędników to, że podróżni z ciężkimi bagażami będą musieli iść z tramwaju na dworzec naokoło niemal pół kilometra, nie stanowiło żadnego problemu.

Przejście stworzy strefę potencjalnej kolizji…

Co ciekawe, jako jeden z pierwszych zaczął ulegać Mirosław Kruszyński, ówczesny wiceprezydent odpowiedzialny za komunikację. Niespodziewanie ogłosił, że jest za zrobieniem zwykłego przejścia dla pieszych przez ul. Matyi.

Tyle że był jeden haczyk. Wiceprezydent Kruszyński uzależnił decyzję od opinii tzw. komisji bezpieczeństwa ruchu działającej przy ZDM. Ta spotkała się i… uznała, że tunel jest OK, a pasy przez jezdnię nie mają sensu, bo… Zresztą – sami zobaczcie.



Przejście stworzy „nową strefę potencjalnej kolizji między pieszymi i pojazdami”. Co za światłe wnioski! Takiego argumentu można by użyć, by NIGDY I NIGDZIE nie budować jakichkolwiek przejść dla pieszych, skrzyżowań, przejazdów kolejowych itd. Mistrzostwo.

To na pewno nie jest 400 metrów!

Do dyskusji coraz śmielej zaczął włączać się Trigranit. Czyli firma, która postawiła dworzec i Poznań City Center, bo to ona prowadziła przebudowę dróg.

Inwestor w mediach kwestionował wyliczenia Inwestycji dla Poznania. Słyszeliśmy, że droga z przystanku na dworzec będzie miała najwyżej 240 metrów (do dziś nie mam pojęcia, skąd Trigranit wytrzasnął tę odległość).

Rzecznik firmy Przemysław Terlecki wypalił też w jednym z wywiadów: - Koncentrowanie się wyłącznie na ruchu pieszych, i to w kontekście wyłącznie dworca kolejowego, wydaje się krótkowzroczne.

Prawie pół kilometra, ale różnymi drogami!

Kiedy drogi przy Poznań City Center wyrastały w ekspresowym tempie, nie dało się już dłużej ukrywać, jak daleka i skomplikowana będzie droga z dworca na przystanek.

Podczas konferencji na placu budowy przedstawiciele Trigranitu przyznali w końcu, że od drzwi tramwaju do holu dworca (wcześniej liczyli od schodów do kładki na moście Dworcowym…) będzie to 350-400 m.

Zaraz jednak zaznaczyli, że na dworzec będzie można dotrzeć na trzy różne sposoby! Przez centrum handlowe, przez most Dworcowy, a nawet przez dworzec PKS. Tak sprytnie to wymyślili.

To wcale nie my, to Trigranit

Studio TVP Poznań, sierpień 2013 r., rozmowa o nowych zasadach konsultacji społecznych.



Wicedyrektor ZDM Kazimierz Skałecki na pytanie o przejście przy dworcu odpowiada: - Nie zgodzę się z twierdzeniem, że ignorujemy głosy. Akurat Trigranit, ul. Matyi, skrzyżowanie… To projekt prywatny. Projektuje, buduje i w całości finansuje firma prywatna.

Po chwili Skałecki rzuca jeszcze, że tak w sumie to drogowcy zrobili poznaniakom łaskę, że w ogóle zrobili w sprawie tej inwestycji jakiekolwiek konsultacje.

Prezydent Grobelny podejdzie z Zachodniego

Prezydent Ryszard Grobelny dopiero po pół roku dyskusji zabrał głos w sprawie słynnego już przejścia. Zapytałem go, co sądzi, wyszedł z tego krótki wywiad dla „Wyborczej”.

Jest DO POCZYTANIA TU W CAŁOŚCI, a przypomnijmy też co ciekawsze fragmenty.

Ja w ogóle zwracam uwagę: dlaczego miałbym z tego przystanku iść 400 m? Po prostu wysiądę na innym przystanku i podejdę na pociąg z Dworca Zachodniego. (…) Pasażer kolei wysiądzie na przystanku najbliższym do peronu. Tam, gdzie ma najbliżej na peron.

Albo na dworzec. Bo np. musi jeszcze kupić bilet na pociąg.
- Może kupić w internecie.

Nie wszyscy tak kupują.
- To niech bilety sprzedają mu też przy wejściu na Dworzec Zachodni. Albo niech postawią biletomaty przy wyjściu na peron. (…) Przecież dworce nie służą dziś do kupowania biletów.


Prezydent Grobelny, generalnie rzecz biorąc, problemu nie widział… przynajmniej do wyborów.

W PKP nie widzą problemu

Żadnego problemu nie dostrzegali też przedstawiciele PKP. Dyskusja toczyła się trochę obok nich, bo jak by nie patrzeć, decyzje w sprawie dróg i przystanków nie należały do nich.

W przeddzień otwarcia Poznań City Center do Poznania przyjechał m.in. Jarosław Bator, ówczesny dyrektor PKP S.A. do spraw nieruchomości, w tym dworców.

Podczas spotkania z dziennikarzami Bator zachwalał dworzec Poznań Główny jako… świetnie skomunikowany z przystankami komunikacji miejskiej.

Zapytałem go zaraz potem, czy wie, jak będzie teraz wyglądać droga z pociągu na tramwaj. Poirytowany Bator kpił: - To gdzie pana zdaniem mieliśmy zbudować ten dworzec? Na środku ulicy?

Dworzec Poznań Główny niezgodny z planem transportowym

To dopiero była wpadka! Wyszło na jaw, że przeforsowane przez władze Poznania rozwiązanie z przejściem podziemnym pod ul. Matyi nie spełnia zaleceń planu transportowego, który zamówiło… miasto. Czyli sam prezydent Grobelny i jego urzędnicy.

Zgodnie z założeniami planu transportowego na tzw. węzłach przesiadkowych przesiadki z pociągu na dowolny tramwaj czy autobus powinny bowiem zajmować nie więcej niż trzy minuty, a odległość pomiędzy przystankami nie może wynosić więcej niż 90 m, w szczególnych przypadkach 135 m.

Jak wiadomo, na dworcu Poznań Główny z przejściem podziemnym po drodze te przesiadki były kilka razy dłuższe.

Zawalony sufit odcina drogi na dworzec

Dokładnie pół roku po otwarciu Poznań City Center w galerii zawalił się spory kawałek sufitu. Jak na złość – akurat w części tuż przy dworcu.



Na kilka dni została odcięta najkrótsza droga z przystanku na dworzec przez galerię. Jeszcze bardziej idiotyczna zrobiła się przesiadka z dworca PKP na PKS, bo choć leżą tuż obok siebie, trzeba było chodzić naokoło… kilkaset metrów przez most Dworcowy!

Prezydent Jaśkowiak do centrum z dworca nie idzie

Jeszcze jako kandydat na prezydenta Jacek Jaśkowiak wielokrotnie drwił z dworca Poznań Główny, wytykał też upór, z jakim Ryszard Grobelny nie chciał skrócić drogi z przystanku.

Zaraz po zwycięstwie w wyborach Jaśkowiak zapowiedział budowę przejścia przez jezdnię na dworzec PKP. Wydawało się, że to będzie tylko formalność. Tymczasem…

Zacytujmy może Lecha Merglera, wiceszefa stowarzyszenia Prawo do Miasta, który w rozmowie z „Wyborczą” tak później wspominał jedno z pierwszych spotkań w tej sprawie:

Kiedy już Jacek Jaśkowiak zapowiedział zrobienie przejścia, odbyło się posiedzenie komisji rady miasta. Przyszło wielu urzędników z różnych miejskich jednostek. Przekonywali, że przejścia w ogóle być nie powinno. Nawet tej jednej części! Był w tej sprawie wielki opór.

Stanęło na tym, że przejście przez ul. Matyi powstanie, ale tylko przez jedną nitkę. Konkretnie – z samego przystanku w stronę dworca.

Podczas jego otwarcia jesienią 2015 r. prezydent Jacek Jaśkowiak niespodziewanie stwierdził, że… zrobienie pasów przez drugą część ul. Matyi nie jest już potrzebne.

Tak się wtedy zirytowałem, że wyliczyłem 33 powody, dla których pasy przy dworcu powinny być przez całą ul. Matyi. Trzeba oddać wiceprezydentowi Maciejowi Wudarskiemu, że również zwracał na to uwagę, wręcz publicznie kwestionował słowa swojego szefa.

Trzeba było czekać kolejne dwa lata… ale udało się Jaśkowiaka przekonać i przejście będzie.

--

To po prostu nie do wiary, ile przedtem wymyślono różnych kretyńskich argumentów, byle tylko uzasadnić, dlaczego z przystanku o nazwie Poznań Główny zamiast na dworzec idzie się prosto do galerii handlowej. A żeby na wspomniany dworzec trafić – trzeba jeszcze biegać w górę i w dół po schodach.



I tak nie przytoczyłem w tym resume wszystkiego. Padały jeszcze bardziej odjechane argumenty. Takie np., że podróżni ucieszą się z drogi na przystanek przez galerię handlową i znajdującą się w niej strefę food court, bo pomiędzy jazdą pociągiem a tramwajem muszą przecież coś zjeść.

I jeszcze te demoniczne wizje, jak to podróżni będą przebiegać z przystanku tramwajowego na dworzec na czerwonym świetle, seryjnie wpadając prosto pod rozpędzone samochody…

Przez blisko dwa lata nic takiego się tam nie wydarzyło. Tak nawiasem mówiąc, to całkowicie kompromituje wspomnianą komisję bezpieczeństwa ruchu przy ZDM (która przecież uznała, że zagrożenie wypadkami będzie przeogromne!) i wszystkie wydawane przez nią opinie.

Te demony na moment opętały nawet Jacka Jaśkowiaka. Mimo że wcześniej z niefunkcjonalnego dworca i kuriozalnego braku przejścia na przystanek uczynił swój polityczny oręż.

Momentami naprawdę można było zacząć się zastanawiać, czy przypadkiem na budowie dróg przy dworcu Poznań Główny któregoś dnia nie pękło lustro, albo czy przez ul. Matyi nie przebiegło stado czarnych kotów.

A może czy i mistrz templariuszy Jakub de Molay, przeklinając króla i papieża, przypadkiem nie wymamrotał pod nosem także czegoś o Poznaniu i jego przyszłym dworcu.

Teraz Jaśkowiak (mimo wszystko…) do spółki z Maciejem Wudarskim zdjęli te wszystkie klątwy. Przejście z parku Marcinkowskiego i w ogóle ze ścisłego centrum na dworzec nareszcie będzie jak w cywilizowanym europejskim mieście.

Seweryn Lipoński / 13 września 2017