www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Wybory 2018. Jak co cztery lata: poznańskie ruchy miejskie wystrychnięte na dudka. Tym razem przez Joannę Jaśkowiak

3 września 2018

Wybory 2018. Jak co cztery lata: poznańskie ruchy miejskie wystrychnięte na dudka. Tym razem przez Joannę Jaśkowiak

Wybory 2018 - Poznań - Prawo do Miasta - Joanna Jaśkowiak - Włodzimierz Nowak - ruchy miejskie

Koalicja Prawo do Miasta właśnie przejechała się nieźle na dwóch nazwiskach. Najpierw Joanna Jaśkowiak zrezygnowała ze startu, by za chwilę odnaleźć się na listach partyjnych, zaś Włodzimierz Nowak z komitetem Poznań Odnowa urządza dawnym kompanom z ruchów miejskich konkurencję.

- Mówię wam, Puchała blady był jak papier. Nie patrzył na mnie, tylko powiedział do Skumbrii: „On z Gołębnika. Jego nie da się skaperować”. A potem do mnie: „Powiedz swoim, że ja przeszedłem do Huraganu”. (…)

Perełka podbiegł do przyjaciela.
- Słyszałeś, że Tadka skaperowali do „Huraganu”?
Paragon skwitował tę sensacyjną wiadomość jednym, dosadnym słowem:
- Szmaciarz!


(Adam Bahdaj, „Do przerwy 0:1”)

Podobno kryzysy w social mediach lubią wybuchać w weekendy. Tak samo jest najwyraźniej z poznańską polityką. Nie znasz dnia ani godziny, nigdy nie wiadomo, kiedy nastąpi trzęsienie ziemi.

Tak właśnie było w niedzielę wieczorem, kiedy po kolei dowiadywaliśmy się, że:

- Joanna Jaśkowiak jednak wystartuje w wyborach, do sejmiku, z list Koalicji Obywatelskiej
- z tychże list wylecieli Bartosz Zawieja, szef poznańskiej PO, i Tomasz Lipiński, wieloletni radny PO
- społecznik Włodzimierz Nowak jest już oficjalnie kandydatem na prezydenta Poznania (nie no, sorry, ale to akurat przynajmniej od paru dni nie mogło być żadnym zaskoczeniem)

Z tego wszystkiego największą niespodzianką jest oczywiście sprawa Joanny Jaśkowiak.

Przypomnijmy, że na początku roku Joannę Jaśkowiak zaprezentowano jako kandydatkę społecznej koalicji Prawo do Miasta do rady miasta. Zrezygnowała zaledwie dwa tygodnie temu w dość tajemniczych okolicznościach, zapewniając, że nie ma żadnych innych propozycji startu. Teraz, nagle, odnalazła się jednak na listach Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej.


Teraz taka mała dygresja...

Gdybyśmy mieli wskazać największego naiwniaka wyborów 2014, to wybór zapewne padłby na Przemysława Markowskiego, ówczesnego radnego PO. Plotki o jego domniemanym transferze krążyły już dużo wcześniej.

Jednak dopiero tuż przed I turą Markowski zawiesił członkostwo w Platformie, by w wyborczą niedzielę wieczorem zjawić się na wieczorze wyborczym nie Jacka Jaśkowiaka, tylko Ryszarda Grobelnego. Jakąś godzinę później pewnie bardzo żałował swojej decyzji.

Platforma skaperowała Joannę Jaśkowiak

Trudno wyrokować, komu takie zaszczytne miano przypadnie w tym roku, jednak na razie mocnym kandydatem do tytułu frajerów kampanii 2018 wydaje się koalicja Prawo do Miasta.

Jej działacze chyba naprawdę wierzyli, że uda się pod jednym szyldem zgromadzić rzeczywiście wszystkich bezpartyjnych społeczników z tzw. ruchów miejskich, i jeszcze dotrwać w tym składzie do wyborów. Tak to wyglądało podczas inauguracji w lutym.

Jedną z nowych twarzy, które wówczas pokazano, była Joanna Jaśkowiak. To nazwisko – wśród wielu innych znanych działaczy – robiło największe wrażenie.

Zapewne miała być lokomotywą wyborczą, która przyciągnie wyborców, kojarzących ją choćby dzięki głośnej sprawie procesu za słowa „jestem wk...a” podczas demonstracji kobiet. Policja doprowadziła przed sądem do ukarania jej 1000 zł grzywny.



Pikanterii dodawał też fakt, że prezydent Jacek Jaśkowiak chwilę wcześniej sugerował, że jego żona bardziej nadawałaby się do sejmiku niż do rady miasta. Propozycję startu złożyła jej również Nowoczesna.

Zaangażowanie się Joanny Jaśkowiak w wyborcze przygotowania koalicji Prawo do Miasta wyglądało więc na taki sygnał, że ona bardzo dziękuje za sugestie partii, ale najbliżej jest jej do idei ruchów miejskich.

Teraz wychodzi na to, że jednak zmieniła zdanie, i że od ruchów miejskich woli partyjne barwy.

Po rezygnacji ze startu do rady miasta dostałam tę propozycję od pana Rafała Grupińskiego. Byłam zaskoczona i zdziwiona zaufaniem, jakim mnie obdarzył

Joanna Jaśkowiak / źródło: Gazeta Wyborcza Poznań



Trudno zweryfikować, jak było naprawdę, choć te słowa trochę przypominają wyjaśnienia prezydenta Ryszarda Grobelnego sprzed paru lat w sprawie sprzedaży nazwy stadionu.

Tak czy inaczej – działacze ruchów miejskich czują się oszukani. Trudno się dziwić. Jedna z ich ważniejszych twarzy została, jakby to napisał Adam Bahdaj, skaperowana przez nieszczególnie w tych kręgach lubianą Platformę Obywatelską.


Dodajmy, że jeszcze po drodze Joanna Jaśkowiak zdążyła naopowiadać mężowi, co dzieje się na spotkaniach koalicji Prawo do Miasta. Prezydent chętnie podzielił się potem tą wiedzą w wywiadzie dla „Wyborczej”.

Tak na marginesie – sama Joanna Jaśkowiak też sporo ryzykuje. Jeśli jest jakaś jedna tematyka, z którą poznaniacy mogą ją jednoznacznie kojarzyć, to jest to z pewnością walka o prawa kobiet.

Tymczasem Jaśkowiak wiąże się z dwiema partiami, które nie dalej jak na początku tego roku zasłynęły tym, że de facto uwaliły projekt Ratujmy Kobiety w Sejmie. To głosy (czy raczej brak głosów) opozycji, a nie PiS-u, o tym przesądziły.

Konkurencja dla Prawa do Miasta

Tak więc Joannę Jaśkowiak skaperowała Platforma. Kolejnego byłego już działacza koalicji Prawo do Miasta, czyli Włodzimierza Nowaka, nikt nawet kaperować nie musiał. Bo skaperował się sam.

To właśnie Włodzimierz Nowak będzie kandydatem na prezydenta Poznania z ramienia komitetu Poznań Odnowa.

To oczywiście nie jest żaden hit, typu transfer Bartosza Arłukowicza do Platformy czy choćby Andżeliki Możdżanowskiej do PiS-u. Mimo wszystko dla społeczników z Prawa do Miasta jest to wiadomość zła. Z trzech powodów.

Po pierwsze, jeśli Włodzimierz Nowak faktycznie chce się zgłosić do wyborów prezydenckich, to musi wystawić listy kandydatów do rady miasta przynajmniej w trzech okręgach. Mówiąc po ludzku – musi znaleźć jeszcze co najmniej 15 ludzi gotowych wraz z nim kandydować na radnych.

Jest rzeczą oczywistą, że będzie ich szukał m.in. w koalicji, którą sam przed chwilą opuścił. Jeśli nawet wyciągnie jedną czy dwie osoby – to już osłabi Prawo do Miasta w samym środku kampanii.

Po drugie, można przypuszczać, że Włodzimierz Nowak i jego komitet kampanię będą prowadzić z bardzo podobnymi hasłami, jak ekipa Prawa do Miasta. Tylko może bardziej radykalnymi.

Po trzecie, Włodzimierz Nowak – w przeciwieństwie do Prawa do Miasta – nie będzie miał oporów, by krytykować Jacka Jaśkowiaka i jego współpracowników. Dzięki temu będzie bardziej wyrazisty.

Na pewno Jacek Jaśkowiak jest zmarnowaną szansą, zawiedzioną nadzieją, i na pewno jego rządy wymagają krytyki i zmiany

Włodzimierz Nowak, kandydat na prezydenta Poznania



Poza tym przy okazji dostanie się wiceprezydentowi Maciejowi Wudarskiemu, czyli też jednej z twarzy Prawa do Miasta, i to w dodatku tej, która mogłaby być przykładem na udział ruchów miejskich we władzy.

Historia lubi się powtarzać...

Oczywiście Lech Mergler, wiceszef Prawa do Miasta, może zaklinać rzeczywistość i pisać do „Głosu Wielkopolskiego” polemiki pełne zapewnień o całkowitej jedności ruchów miejskich.

Może przekonywać, że tak naprawdę odeszły dwie osoby, a reszta dalej działa razem. Tyle że te podziały tak naprawdę dotyczą znacznie większej liczby społeczników i zaczęły się już dawno temu. To już chyba jakieś fatum poznańskich ruchów miejskich, że przed wyborami albo się dzielą i kłócą, albo odchodzą jakieś głośne nazwiska.

Kiedy ruchy miejskie pierwszy raz startowały w wyborach – w 2010 r. pod wspólnym szyldem My-Poznaniacy – to głośno było o odejściu pełnomocnika ich komitetu Adama Pawlika.

Społecznik, który przez lata zabiegał o budowę Parku Rataje i wielokrotnie krytykował w tej sprawie prezydenta Ryszarda Grobelnego, niecałe dwa miesiące przed wyborami dostał od Grobelnego propozycję startu z jego list do rady miasta. I ofertę przyjął.

Dziś, po kolejnym transferze sprzed paru lat, jest radnym PiS. Tym razem do rady miasta – zgodnie z wolą prezesa Jarosława Kaczyńskiego – nie wystartuje. Dostał bowiem pracę jako wicedyrektor w Przewozach Regionalnych.

Z kolei przed wyborami 2014 My-Poznaniacy w ogóle się rozpadli. Najpierw Mergler, Wudarski i spółka odeszli i powołali do życia Prawo do Miasta, później jeszcze Anna Wachowska-Kucharska przestała się dogadywać z Arletą Matuszewską, i do wyborów poszła z własnym komitetem.

Co prawda były próby połączenia sił, ale rozbiły się zarówno o kwestie programowe, jak i ambicjonalne, o czym Lech Mergler opowiadał potem w wywiadzie dla „Wyborczej”:

Anna miała swoje odrębne cele - zaistnieć w wyborczej debacie. Musiała zatem kandydować na prezydenta. Kiedy więc już wybraliśmy Macieja jako naszego kandydata - wspólny start stał się nierealny.

Lech Mergler, wiceprezes Prawa do Miasta, wyp. ze stycznia 2016 r. / źródło: Gazeta Wyborcza Poznań



Skutki były takie, że choć Prawo do Miasta i Komitet AWK dostały w sumie blisko 11 proc. głosów, to do rady miasta ruchy miejskie wprowadziły tylko jednego jedynego Tomasza Wierzbickiego, a sama AWK do rady nie weszła, bo jej komitet nie przekroczył progu wyborczego.

Każdy stracony głos przybliża katastrofę

Teraz Anna Wachowska-Kucharska działa już w Partii Razem. I to z nią, a właściwie ze zjednoczoną lewicową ekipą, idzie do wyborów.

Mamy więc dwa społeczne komitety Prawo do Miasta oraz Poznań Odnowa, AWK i jej ludzi na listach Lewicy, a pamiętajmy, że np. w poprzednich wyborach Arleta Matuszewska kandydowała z list PiS-u. Tu dopiero widać, jak bardzo jest rozproszona jest dawna ekipa My-Poznaniaków.

Jeśli jeszcze dodamy, że jej ówczesny kandydat na prezydenta Jacek Jaśkowiak teraz faktycznie jest prezydentem, ale w barwach Platformy, która niezbyt chętnie odnosi się do ruchów miejskich, i z której list startować ma teraz jeszcze jego żona…

To stwierdzenie Lecha Merglera, że koalicja ruchów miejskich jeszcze nigdy w Poznaniu nie była „tak bardzo zjednoczona”, brzmi jednak nie do końca wiarygodnie.

Jasne, koalicja Prawo do Miasta łączy wiele różnych ruchów miejskich i temu nikt nie przeczy, ale spora grupa społeczników postanowiła iść własną drogą. I też trudno udawać, że jest inaczej.

To nie koniec. Społecznicy z ruchów miejskich nie dość, że się dzielą, to jeszcze przy każdej możliwej okazji podgryzają się na różnych Facebookach, Twitterach, robiąc fatalne wrażenie na potencjalnych wyborcach.

Pamiętajmy przy tym wszystkim, że koalicja Prawo do Miasta prawdopodobnie będzie musiała się mocno wysilić, by wyszarpać choćby kilka miejsc w radzie miasta. Nowy podział okręgów wbrew pozorom wcale nie ułatwia im sprawy. Każdy głos jest dla nich na wagę złota.

Każdy stracony wyborca – albo przejęty przez któryś z mniejszych komitetów – przybliża z kolei całkiem możliwą katastrofę, jaką byłoby dla ruchów miejskich okrągłe zero mandatów, i pozbawienie się jakiejkolwiek obecności we władzach miasta na najbliższych pięć lat.

Seweryn Lipoński / 3 września 2018