Polub fanpage na FB

Poznań Spoza Kamery

Poznań Spoza Kamery

#polityka  #Poznań  #wybory  #samorząd  #inwestycje

Tramwaje wróciły do centrum i na Pestkę. It's kajna krejza, ale nie wszystkie skutki remontów znikną z dnia na dzień

#Poznań #Jacek Jaśkowiak #Święty Marcin #Poznański Szybki Tramwaj #Pestka #centrum #komunikacja miejska

SEWERYN LIPOŃSKI
14 maja 2023

Miejscy urzędnicy i sami poznaniacy mogą odetchnąć z ulgą. Z tym że nie tak do końca. Tramwaje wróciły do centrum Poznania, na trasę Pestki, ale ciągnące się remonty jeszcze potrwają. A nawet po definitywnym zakończeniu prac będziemy jeszcze odczuwać ich niektóre skutki.

- Chciałabym podziękować wszystkim hejterom. Oni mnie naprawdę zmotywowali - mówiła Blanka, reprezentantka Polski na tegorocznej Eurowizji, po awansie do finału imprezy wbrew wielu nieprzychylnym komentarzom.

(Nie, spokojnie, to nie będzie wpis o Eurowizji. Tych mamy już wystarczająco na różnych Plotkach, Pudelkach i innych tego typu portalach)

Zastanawiam się, czy podobnych słów nie usłyszymy lada dzień z ust Jacka Jaśkowiaka?

Tak się bowiem składa, że gdy w Liverpoolu Blanka walczyła o jak najwyższe miejsce (ostatecznie 19., więc szału nie ma, choć w głosowaniu samych telewidzów była ósma) - w Poznaniu tramwaje wróciły na trasę Pestki, na cały Św. Marcin oraz na ul. Fredry i pl. Cyryla Ratajskiego.

Co prawda nie jeździły tamtędy - odpowiednio - "tylko" dziewięć miesięcy, półtora roku i osiem miesięcy, ale zdawało się, że trwa to całą wieczność. Dlatego całkiem na miejscu są tu porównania do powrotu tramwajów na ul. Grunwaldzką w przeddzień Euro 2012 czy też na Kaponierę w styczniu 2014 r.

Prezydent Jaśkowiak przyznał niedawno na naszej antenie, że to ulga również dla niego.



"Musi być bardzo frustrujące dla niektórych, że remonty się kończą i nie będzie na co narzekać" - napisał niejaki Prawdziwy Polak w dyskusji na Twitterze o moich ostatnich przygodach z komunikacją miejską (szerzej o nich - za chwilę).

Na całe szczęście jako dziennikarz nie jestem od tego, by władze - również lokalne - za cokolwiek chwalić, tylko by im patrzeć na ręce m.in. poprzez wytykanie różne spraw. (Kto nie zgadza się z takim podejściem - tradycyjnie polecam film "Czwarta władza").

Z pewnością najgorsze remontowe utrudnienia już za nami. Mimo wszystko uważam, że Jaśkowiak nie do końca może odetchnąć z ulgą, bo z całej sytuacji wychodzi poobijany bardziej niż po walce z Mateuszem Masternakiem na piątkowej gali Biznes Boxing Polska. Z kilku powodów:


To jeszcze nie koniec wszystkich remontów. Miasto tak bardzo chwali się przywróceniem tramwajów na Pestce, Św. Marcinie i Fredry, jak gdyby chodziło o zakończenie wszystkich prac i powrót do całkowitej normalności.



Nic bardziej mylnego - na razie mówimy tylko o przywróceniu ruchu tramwajów. To zresztą też nie w pełni, bo na razie przez cały Św. Marcin jeździ tylko "16" i tylko wahadłowo, bez przejazdu dalej do ul. Podgórnej.

Tymczasem same remonty tak naprawdę trwają jeszcze w najlepsze:

- Św. Marcin: Jaśkowiak sam przyznał, że jest tu pół roku poślizgu, a spółka Poznańskie Inwestycje Miejskie podaje obecnie jako termin zakończenia "III kwartał", czyli koniec września;

- ul. 27 Grudnia: tu od początku było wiadomo, że roboty budowlane zakończą się w ostatniej kolejności, a konkretnie w IV kwartale - czyli dopiero pod koniec roku;

- Stary Rynek: najpierw miasto mamiło restauratorów obietnicami, że może uda się skończyć przed wakacjami, potem miało być do końca sierpnia, teraz Jaśkowiak mówi o zakończeniu prac "do końca roku"

- nie zapominajmy, że cały czas w przebudowie jest też tzw. trasa kórnicka, co dość mocno komplikuje dojazdy tramwajem pomiędzy centrum miasta a górnym tarasem Rataj


Kiepska kondycja poznańskiej komunikacji miejskiej. Jak już jesteśmy przy tramwajach i autobusach, to niewykluczone, że na dłuższą metę właśnie komunikacja zbiorowa okaże się najbardziej poszkodowana przez remonty.

Szerzej pisałem już o tym na początku roku - dla przypomnienia tamten tekst:



Jednak najgorsze jest to, że komunikacja miejska zawodzi w pojedynczych, wyrywkowych przypadkach. Całkiem niezłą ilustracją jest to, co przydarzyło się mnie osobiście w ostatni wtorek:


Tu bynajmniej nie chodzi o mnie, bo tramwajami czy autobusami zawsze jeździłem chętnie (czasem wręcz trochę dla idei), więc przynajmniej raz po raz będę to robić dalej i na pewno nie usłyszycie ode mnie, że "zbiorkomem to nigdy w życiu".

Jeśli jednak ktoś korzysta z komunikacji miejskiej sporadycznie - zmuszony np. autem w naprawie - i akurat wtedy sparzy się na niej w podobny sposób... to może prędko nie wrócić. Albo wręcz nie wrócić już nigdy.

Z danych Zarządu Transportu Miejskiego wynika, że punktualność autobusów na początku tego roku spadła poniżej 80 proc., zaś 3 proc. kursów - jak wspomniany tutaj 181 w ostatni wtorek - w ogóle się nie odbywa.

To nie jest chwilowa zapaść. ZTM podaje, że zła (na poziomie nieco ponad 80 proc. dla autobusów i 86 proc. dla tramwajów) była już punktualność w całym zeszłym roku. Czym tłumaczą się urzędnicy? Ciągłymi problemami z brakiem kierowców w MPK i - a jakże - trwającymi remontami.

Gorsze były chyba tylko statystyki zaraz po Euro 2012. Wtedy, przy świeżo rozkopanej Kaponierze, spóźniało się aż 30 proc. tramwajów.



Teraz większy problem jest z autobusami. Złośliwi powiedzieliby, że to zrozumiałe, skoro tramwaje w ostatnich miesiącach w ogóle nie miały jak jeździć przez rozkopane centrum miasta.


Wkurzeni mieszkańcy i przedsiębiorcy z centrum. Z żadną inną grupą ludzi Jaśkowiak nie zadarł ostatnio tak mocno jak właśnie z ludźmi ze ścisłego śródmieścia. Wystarczy przytoczyć kilka przykładów:

- słynne już "porady" prezydenta, aby przedsiębiorcy przestali narzekać i poprawili jakość swoich usług, to klienci się znajdą

- właściciel zamkniętej już Meskaliny, u którego Jaśkowiak świętował przed laty swoje pierwsze wyborcze zwycięstwo, a który teraz stwierdził, że jest "tylko gorzej" niż za Ryszarda Grobelnego



- głośna awantura wokół drzew z ul. 27 Grudnia, gdzie głównymi inicjatorkami protestu (11 tys. podpisów!) były siostry ze stowarzyszenia Plac Wolności, już wcześniej poirytowane lekceważącymi uwagami prezydenta

- gorzkie słowa restauratorów ze Starego Rynku i okolic, którzy mówią wprost, że byli oszukiwani przez urzędników podczas rozmów o przebudowie rynku

- szef rady osiedla Stare Miasto Andrzej Rataj, choć jako miejski radny teoretycznie należy do tzw. klubu prezydenckiego (czyli Koalicji Obywatelskiej), coraz częściej domaga się w interpelacjach odpowiedzi w sprawach niewygodnych dla urzędu

Tramwaje mogą sobie wracać do centrum miasta, remonty mogą sobie zmierzać do końca... Ale wzajemna niechęć i słowa, które zdążyły paść, pozostaną w pamięci jeszcze na długie miesiące. A może nawet lata.


Wizerunek Poznania jako "miasta remontów". Zaraz, zaraz, czy na początku wspominałem coś o finale Eurowizji i o tym, że na różnych portalach plotkarskich jest cały wysyp materiałów na ten temat?

Zatem muszę się przyznać, że w piątek wieczorem coś mnie podkusiło i natknąwszy się na Pudelku na psychotest "Którym reprezentantem Polski na Eurowizji jesteś?", zacząłem go rozwiązywać. A tam...



To nie jest przypadek. Zła sława i łatka miasta, w którym niemal wszystko jest rozkopane, dotarła już daleko poza Poznań.

Miasto próbowało temat trochę bagatelizować i obracać w żart. Powstał słynny poradnik, jak robić zdjęcia w Poznaniu, żeby nie było na nich widać remontów. Na rynku zorganizowano dodatkowe trykanie się koziołków o godz. 15 - tak aby turyści pomieścili się mimo rozkopów.

A gdy okazało się, że liczba turystów odwiedzających Poznań mimo wszystko jest na poziomie niewiele gorszym niż przed pandemią...

To prezydent Jaśkowiak półżartem zasugerował, że liczne remonty nie tylko nie zniechęciły, ale wręcz przyciągnęły przyjezdnych. Za ten wpis strasznie się Jaśkowiakowi oberwało - bo też wielu ludziom z branży jednak nie jest do śmiechu.



Za nieco ponad dwa tygodnie Czesław Lang przedstawi szczegółową trasę tegorocznego Tour de Pologne. Tym razem wyścig zacznie się w Poznaniu, a gdy ogłaszano to w zeszłym roku, Jaśkowiak stwierdził:

To jest wyjątkowa okazja, by pokazać piękno województwa, powiatu, podpoznańskich gmin, no i w szczególności samego Poznania. Tym bardziej, że akurat tak się składa, że do lipca 2023 r. te wszystkie remonty pokończymy

Prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak / wypowiedź z września 2022 r.



Już wtedy było wiadomo, że to nie do końca prawda, bo terminy oddania Starego Rynku czy ul. 27 Grudnia były późniejsze. Teraz wiemy dodatkowo, że nawet ten nieszczęsny Św. Marcin nie będzie gotowy na początek lipca.

Zgodnie z zapowiedziami kolarze na Tour de Pologne mają wystartować z MTP, więc jest szansa, że oni sami (i przy okazji widzowie) tego wszystkiego nie zobaczą.

Mimo wszystko całkiem możliwe, że poznańskie remonty staną się kultowe i na dłużej staną się memiczną wizytówką miasta, niczym lotnisko w Radomiu czy Chrystus ze Świebodzina.


Nieprzyjemny smrodek wokół spółki PIM. Dzięki kończącym się powoli remontom - przeciętny poznaniak miał szansę lepiej zaznajomić się z nieco enigmatycznym skrótem PIM i jego rozwinięciem: Poznańskie Inwestycje Miejskie.

Mieszkańcy poirytowani utrudnieniami zorientowali się, że jest taka spółka, która odpowiada praktycznie za wszystkie większe inwestycje i remonty w całym Poznaniu.

Szef poznańskiej Platformy Obywatelskiej Bartosz Zawieja - którego relacje z Jackiem Jaśkowiakiem są, powiedzmy, raczej chłodne - jesienią zeszłego roku wskazywał nawet PIM jako głównego winowajcę powstałego wówczas chaosu komunikacyjnego w mieście:



Temat zrobił się tym bardziej drażliwy, że dzięki oświadczeniom majątkowym powszechnie znane stały się wysokie zarobki (rzędu 500-600 tys. zł rocznie) kierownictwa PIM, w którym zasiada m.in. Marcin Gołek - były asystent i doradca Jaśkowiaka.

Doszło do tego, że niektórzy zaczęli postrzegać PIM jako polityczne synekury dla "krewnych i znajomych królika", a konkretnie ekipy Jaśkowiaka. Mało kto pamięta, że Jaśkowiak akurat z utworzeniem PIM nie miał nic wspólnego - spółka powstała w pierwszej połowie 2014 r. z inicjatywy Ryszarda Grobelnego i jeszcze pod jego rządami.



Prezydent Jaśkowiak chętnie jednak z dobrodziejstw PIM-u korzysta i co roku wyznacza jej tzw. cele zarządcze. Niedawno ujawniliśmy, że miasto regularnie ocenia ich realizację na maksymalną liczbę punktów (i to nawet w przypadku spóźnień!), co wiąże się z dodatkowymi zarobkami.



- Nie będę szukał pretekstu, żeby komuś nie wypłacić pieniędzy, które mu się należą zgodnie z kontraktem menedżerskim - podkreślał Jaśkowiak podczas wcześniejszej, grudniowej rozmowy o zarobkach w PIM.

Zabrzmiało to złowieszczo podobnie do słynnej wypowiedzi byłej premier Beaty Szydło.

Muszę tu - na marginesie - dodać jedną rzecz. Na różnych Poznaniatorach, Trójkątach Bermudzkich i innych takich można czasem natknąć się na pretensje do poznańskich mediów, jakoby nie spełniały swojej roli i nie nagłaśniały w porę tego typu spraw.

Na pewno nie jesteśmy bez skazy. Jednak akurat w przypadku spółki PIM było dokładnie na odwrót. W samym WTK - już po samych zapowiedziach, że Marcin Gołek ma być wiceprezesem spółki - poświęciliśmy temu aż dwa materiały.

Jakiś czas później jako pierwszy dziennikarz w Poznaniu podałem dokładnie, ile wynoszą zarobki nowego kierownictwa PIM, a zaraz potem wskazywaliśmy, że Gołek - podobno w czasie wolnym od pracy - prowadził jednocześnie... kampanię Joanny Jaśkowiak do parlamentu.




To wszystko było w 2018 i 2019 r. I co? I nic. Były wręcz sugestie, że się czepiamy. Tak samo w marcu 2020 r., gdy pierwszy raz zwróciłem uwagę, że system premiowania zarządu PIM jest wadliwy i że prezydent wyznacza tam inne terminy niż te, o których mówił pierwotnie.

Wtedy pies z kulawą nogą się tym nie zainteresował. Zapewne dlatego, że PIM nie był jeszcze na cenzurowanym. Wszyscy zaczęli się przyglądać spółce dopiero, gdy rozkopano im ulice i chodniki pod oknami, drogowcy wyznaczyli skomplikowane objazdy, a na najbliższy przystanek przestały dojeżdżać tramwaje.

O tak! Wtedy to, kto siedzi w zarządzie PIM, ile zarabia i jak jest oceniany, nagle zaczęło mieć znaczenie.

Zanim więc ktoś rzuci kamieniem i zacznie gadać, że jako dziennikarze daliśmy d..., niech sam się najpierw zastanowi, co wtedy robił i czy na pewno z uwagą śledził poznańskie media. Bo myśmy o tym wszystkim mówili i pisali. Tylko mało kto chciał słuchać.



Niepewna przyszłość kolejnych inwestycji. Kumulacja wielu dużych inwestycji i utrudnień w krótkim czasie wcale nie musi być, wbrew pozorom, największym problemem miasta. Być może zdecydowanie poważniejszym okażą się ich ostateczne koszty.



- Projekt centrum nie kosztuje więcej, niż myśmy zakładali! - zarzekał się prezydent Jaśkowiak podczas naszej pamiętnej wymiany ciosów zdań w grudniu zeszłego roku.

To było jednak zaklinanie rzeczywistości, bo w stosunku do pierwotnych założeń podrożały praktycznie wszystkie sztandarowe inwestycje w Poznaniu, które miasto prowadzi i współfinansuje z pieniędzy unijnych. Szerzej pisałem o tym tutaj:



Czym to skutkuje? Tym, że trzeba dosypywać pieniędzy z miejskiej kasy, przez co tzw. wieloletnia prognoza finansowa Poznania i przyszłe budżety robią się coraz bardziej napięte. Miasto podchodzi więc do dalszego inwestowania dużo ostrożniej.

Widać to wyraźnie choćby po wstępnej liście priorytetowych inwestycji, na jakie władze miasta planują przeznaczyć 450 mln zł z unijnego programu FENiKS, czyli następcy POIiŚ. W poprzedniej perspektywie finansowej - przy podobnej kwocie - takich kluczowych projektów było aż siedem.

Teraz, jak poinformowaliśmy niedawno w Pulsie Dnia, miasto wskazało zaledwie trzy:

- dokończenie trasy tramwajowej na ul. Ratajczaka
- przedłużenie trasy tramwajowej z Naramowic do Małych Garbar
- budowa tzw. węzłów przesiadkowych przy kolejowej obwodnicy Poznania

Trudno nie zauważyć, że projektów nie tylko jest mniej, ale dwie z nich to de facto kontynuacje inwestycji już rozpoczętych. Trzecia - czyli te przesiadki przy kolejowej obwodnicy - to z kolei rzecz jedynie uzupełniająca główną inwestycję planowaną przez PKP Polskie Linie Kolejowe.

Zdecydowanie nie są to tak szeroko zakrojone i ambitne plany inwestycyjne jak w kończącej się perspektywie unijnej 2014-2020. Wszystko wskazuje, że na "święte nigdy" odsunięta zostanie realizacja tras na os. Kopernika, do stacji Poznań Wschód i pewnie jeszcze paru innych.

Spodobał Ci się ten tekst? Możesz go udostępnić: