Poznań Spoza Kamery

#polityka  #Poznań  #wybory  #samorząd  #inwestycje

25 września 2022

"Tu się więcej stoi niż jedzie!". Największe komunikacyjne armageddony i horrory w Poznaniu ostatnich lat

#Poznań #Święty Marcin #Marcinkowskiego #Euro 2012 #remonty #korki #rondo Kaponiera #MPK #PIM #ZTM

SEWERYN LIPOŃSKI
25 września 2022

Mamy w centrum Poznania niemal "dzień pieszego pasażera". Tramwaje nie dojeżdżają tu niemal wcale, prezydent Jacek Jaśkowiak tłumaczy się przez trzy dni z rzędu na Facebooku, a szef poznańskiej PO krytykuje go za "przekroczenie zdrowego rozsądku".

To jednak nie znaczy, że różne komunikacyjne armageddony w przeszłości się nie zdarzały, wręcz przeciwnie - mieliśmy ich sporo. Od strajku MPK, przez gigantyczne korki przed Euro 2012 i cały późniejszy serial z Kaponierą, po prawdziwy horror przy przebudowie ul. Dąbrowskiego.

Zapraszam zatem na krótki przegląd!

Sześć dni strajku w MPK Poznań [1998]
Ankieterzy wstrzymali Hetmańską [2009]
Strajk w Przewozach Regionalnych [2011]
Poznań w budowie przed Euro 2012 [2011-2012]
Niekończący się serial z Kaponierą [2012-2016]
Horror z przebudową Dąbrowskiego [2015-2016]
Posnania łata jezdnię na rondzie Rataje [2017]
Tor przeszkód na trasie katowickiej [2020-2021]
Atak zimy zaskoczył drogowców [2021]
Centrum Poznania odcięte od tramwajów [2022-???]


STYCZEŃ 1998
Strajk w poznańskim MPK

Dawno, dawno temu, przed dwoma prezydentami, przed sześcioma mundialami...

Po prostu - w bardzo zamierzchłych czasach. Ponad 24 lata temu w święto Trzech Króli z zajezdni MPK nie wyjechały tramwaje i autobusy. Zaczął się kilkudniowy strajk w MPK.



To było tak dawno, że w WTK - choć nasza stacja już wtedy nadawała - nie zachowały się żadne archiwalne nagrania z tamtych dni. Musieliśmy więc kombinować, jak ten strajk po latach pokazać.

(co zresztą uparcie wytykał nam jeden z internautów, podkreślając, że to nasza "kompromitacja" - pokornie chylę czoła; zdaję sobie sprawę, że wielu zrobiłoby to lepiej, bo jak wiadomo każdy poznaniak ma szuflady pełne kaset VHS z nagraniami z miasta z 1998 r.)

Jednak to taka historia, że trudno byłoby ją pominąć zarówno w Rankingu 25-lecia, jak i w tym dzisiejszym zestawieniu, zwłaszcza że niektórzy pamiętają i wspominają strajk w MPK do dziś.

Sześćset tysięcy osób, które codziennie jeździły tramwajami i autobusami MPK, wczoraj radziło sobie inaczej: ludzie łapali autostop, jeździli rowerami, taksówkami i autobusami zastępczymi. Najczęściej jednak chodzili pieszo - relacjonowała poznańska "Gazeta Wyborcza" pierwszy dzień strajku.

Na przystankach kłębili się ludzie w oczekiwaniu na zastępcze autobusy. Niektórzy kierowcy zatrzymywali się i zabierali po kilka osób do własnych aut. Na to, by złapać przejeżdżające auto, były też i inne sposoby: dwie urokliwe studentki Akademii Ekonomicznej, które właśnie jechały na egzamin, wskoczyły do czerwonego peugeota na przejściu dla pieszych, kiedy właśnie zatrzymało go czerwone światło. Podbiegły z taką radością i uśmiechem na twarzy, że kierowca nie mógł zaprotestować, kiedy zapytały, czy jedzie do centrum. Zawiózł je pod samą uczelnię.

- Za każdym razem, gdy jechałem z Rataj do pracy, to podjeżdżałem na przystanki w okolicach ronda Rataje - wspominał po latach Radosław Nawrot, mój dawny redakcyjny kolega z poznańskiej "Gazety Wyborczej", który już tam pracował, gdy wybuchł strajk:

- Otwierałem drzwi czy uchylałem okno i krzyczałem np. "Kościuszki!", "al. Niepodległości!", jakieś takie adresy. I wtedy - kto pierwszy ten lepszy! Pierwsze trzy osoby wsiadały i były podwiezione.

Takie podwożenie się autami przez poznaniaków było wtedy powszechne. Szczegóły i kulisy strajku w MPK jakiś czas temu obszernie przypomniała i opisała Natalia Mazur w poznańskiej "Wyborczej" (poniżej tylko krótki fragmencik - ale polecam cały tekst):

W zajezdniach atmosfera jest napięta. Kierowcy przyjeżdżają na swoje zmiany, by w każdej chwili móc wyruszyć na trasę. Ale pieniędzy za te dni nie dostaną. Mediacji między władzami miasta a strajkującymi podejmuje się Wojciech Tulibacki, dziś prezes MPK, wtedy dyrektor do spraw ekonomicznych:

- Przez pięć dni prawie nie wychodziłem z pracy, do domu jeździłem, żeby się umyć i zmienić koszulę, spałem w biurze, w fotelu. Strajk pokazał, jaką rolę i znaczenie ma MPK dla sprawnie funkcjonującego miasta. Przedtem nikt się z nami nie liczył – mówi.


Jeszcze inna ciekawostka: na czas strajku PKP uruchomiło "miejską komunikację zastępczą". Czyli odwrotnie niż zazwyczaj - gdy autobusy muszą zastępować pociągi - tutaj pociągi jeździły zamiast autobusów i tramwajów, kursując wahadłowo na odcinkach Poznań Wschód/Starołęka - Poznań Górczyn/Junikowo:



Strajk zakończył się po niecałych sześciu dniach. Pracownicy MPK początkowo domagali się po 25 proc. podwyżki, ale im dłużej trwał protest, tym większe były podziały wśród samej załogi.

Z trzech związków zawodowych dwa zawiesiły strajk już w piątek. Trzeci - zaraz po weekendzie. Prezydent Wojciech Szczęsny Kaczmarek się nie ugiął, nie przystał na żądania protestujących, a autobusy i tramwaje i tak wróciły na ulice Poznania.


WRZESIEŃ 2009
Ankieterzy zakorkowali Hetmańską

To dla odmiany drobna historyjka, która sparaliżowała tylko kilka ulic i tylko na jeden poranek, tak samo jak np. niefortunne awarie tramwajów na skrzyżowaniu czy różne wypadki na autostradzie.

Zatem - w zasadzie - należałoby ją pominąć. Gdyby nie jeden drobny szczegół, a konkretnie dość zabawny powód, dla którego do całego zamieszania na ul. Hetmańskiej w ogóle doszło.



- Podobno jacyś ludzie zatrzymują samochody na Hetmańskiej! - mówił na porannym zebraniu szef działu miejskiego poznańskiej "Wyborczej" (w której wtedy pracowałem byłem początkującym współpracownikiem). I dodał:

- Potrzebujemy jakiegoś "amerykańskiego" dziennikarza, który zadzwoni do Doroty Wesołowskiej [ówczesnej rzeczniczki Zarządu Dróg Miejskich - dod. sewek] i zapyta, co tam się właściwie dzieje.

Do dziś nie bardzo wiem, dlaczego padło na mnie, czyli nieopierzonego i trochę jeszcze wystraszonego 19-latka kompletnie bez doświadczenia. Zwłaszcza że Wesołowska uchodziła wtedy za straszną "kosę" i wypytywanie jej w takich tematach mogło być pewnym wyzwaniem.

Tym razem jednak przekierowała mnie do kogoś innego. Konkretnie - do Jana Gosiewskiego. Tak! Dobrze kojarzycie. To obecny dyrektor Zarządu Transportu Miejskiego. Wówczas pracował w ZDM. I potwierdził, że ankieterzy zatrzymywali kierowców, prosząc ich o wypełnienie formularzy.

- Musieliśmy je [badania ruchu] przeprowadzić, bo wynika to z umów miasta z Ministerstwem Infrastruktury, dzięki którym dostaliśmy 140 mln zł unijnej dotacji na inwestycje drogowe. Umowy zobowiązują nas do pomiaru wskaźników przepustowości i wielkości ruchu tranzytowego.

Te wspomniane 140 mln zł z Brukseli poszło m.in. na przebudowę wiaduktu ul. Hetmańskiej nad Dolną Wildą.

Bardzo szybko na Hetmańskiej utworzył się korek. Poranny paraliż po kolei obejmował też ulice na Ratajach: Zamenhofa, Starołęcką, a także obydwa ronda - Starołęka i Rataje. Kierowcy denerwowali się, trąbili, przeklinali.

- To jakaś kpina. Zatrzymywać ruch w takim miejscu i o takiej godzinie? - pytał jeden z taksówkarzy, z którymi rozmawiałem, i których cytowałem później w tekście.

Z całej historii zapamiętałem jeszcze wkurzenie ówczesnego naczelnika poznańskiej drogówki - Józefa Klimczewskiego. Przyznał, że jego policjanci początkowo asystowali w robieniu ankiety, ale potem...

- Kazałem zdjąć oznakowanie i rozpędzić to towarzystwo - mówił bez ogródek Klimczewski.

Ankieterzy na zlecenie miasta mieli jeszcze zrobić podobne badania na ul. Głogowskiej i na ul. Krzywoustego. Tak właściwie to nie wiem, czy doszły do skutku, bo nie można było ich robić bez asysty policji. A Klimczewski zapowiedział, że drogówka "już więcej nie weźmie w tym udziału".


SIERPIEŃ 2011
Zastrajkowali na kolei

Teraz - dla odmiany - coś o dojeżdżających koleją. Tych też jest przecież niemało, to codziennie jakieś 20-30 tys. osób, które korzystają z pociągów regionalnych do Poznania.

Jednak w pewną środę latem 2011 r. wielu z nich nie mogło pojechać ani w jedną, ani w drugą stronę, bo stanęły wszystkie pociągi Przewozów Regionalnych (poprzednia nazwa obecnej spółki Polregio).

- Pociągi dziś nie jeżdżą? Jak to? A jutro chociaż będą? - dopytywała przy kasie pani Agnieszka, którą zauważyłem na stacji w Swarzędzu. Zanim pobiegła na autobus, mówiła rozżalona: - Teraz spóźnię się do pracy, w której jestem dopiero trzeci dzień.

Takich pasażerów, którzy nagle zostali na lodzie, w całym województwie były tysiące.



Szef wielkopolskiego zakładu Przewozów Regionalnych Mateusz Żmuda zapewniał, że "większość osób przyszła do pracy", tyle że - cóż za pech... - zastrajkowali "głównie maszyniści i konduktorzy". A bez nich uruchomić pociągi raczej trudno.

Zupełnie kuriozalna sytuacja wystąpiła w Kolejach Wielkopolskich. To był wówczas nowy, w jakimś sensie konkurencyjny dla Przewozów Regionalnych przewoźnik, dopiero co utworzony przez samorząd województwa (wystartował w czerwcu 2011 r. - dwa i pół miesiąca przed strajkiem).

Jego pociągi też stanęły - bo cały czas obsługiwali je głównie pracownic "wypożyczeni" z PR. Spółka wypuściła więc autobusy zastępcze. Tyle że... bez konduktorów - bo tych nie miała kim zastąpić. Dlatego nikt nie sprawdzał biletów i ludzie mogli jeździć za darmo.

- Pasażerów trzeba przewieźć. Wielu ma wykupione bilety miesięczne. Uznałem, że w tej nadzwyczajnej sytuacji interes społeczny jest ważniejszy niż finansowy - tłumaczył Włodzimierz Wilkanowicz, prezes Kolei Wielkopolskich.

Kolejarze domagali się podwyżek po 280 zł i przedstawienia strategii rozwoju podupadających wówczas Przewozów Regionalnych. Zapowiadali, że jeśli do tego nie dojdzie, po tygodniu powtórzą strajk.

Kierownictwo spółki ostatecznie doszło ze związkowcami do porozumienia i powtórki nie było. Kolejarze dostali po 120 zł podwyżki od ręki i po 130 zł od lipca 2012 r. Zagwarantowali sobie też, że strajkujący tego dnia nie poniosą "konsekwencji kadrowych i porządkowych".


WRZESIEŃ 2011 - CZERWIEC 2012
Poznań w budowie przed Euro 2012

Gdy ktoś mówi, że "nie pamięta tak dużych korków" w Poznaniu, to zawsze odpowiadam, że ja pamiętam nawet większe. I przed oczami stają mi obrazki z miesięcy poprzedzających Euro 2012.



Zaraz po wakacjach 2011 r. na dobre wystartowały różne inwestycje związane z przygotowaniami do turnieju. Przede wszystkim zaczęła się przebudowa Kaponiery, choć tak naprawdę jeszcze nie samego ronda, tylko ul. Roosevelta pomiędzy mostem Dworcowym a Bałtykiem.

To jednak wystarczyło, by na wiele miesięcy sparaliżować okolice poznańskich targów. Taka np. ul. Matejki - stanowiąca najbliższy sensowny objazd - niemal o każdej porze dnia stała w korku sięgającym Palmiarni. A zdarzało się, że nawet dalej, do ul. Wyspiańskiego.



Ale nie myślcie sobie, że to wszystko. Co to, to nie. Jednocześnie w przebudowie znalazły się też:

- rondo Jana Nowaka-Jeziorańskiego (potworne korki zrobił się już w pierwszy weekend)
- ul. Grunwaldzka (najpierw na wylocie z miasta, a potem także na śródmiejskim odcinku)
- ul. Bukowska (tak samo - najpierw na wysokości lotniska, potem bliżej centrum)

Wielokrotnie sam stałem w tych korkach, jadąc czy to na Morasko, czy to pobiegać nad Rusałką.




Już w pierwszych dniach września 2011 r. Poznań okrzyknięto w internecie polską stolicą korków samochodowych. Drogowcy nie bardzo mieli pomysł na poprawę sytuacji. Zaczynało wręcz pachnieć protestami kierowców i jakąś uliczną rewolucją.

Jakby tego było mało - na placach budowy były poślizgi. Jeszcze kilka tygodni przed Euro 2012 ul. Roosevelta przypominała raczej kopalnię węgla brunatnego w Bełchatowie niż inwestycję na finiszu.

Miejscy urzędnicy zaczęli nawet szykować plan awaryjny - tramwaje miały dowozić kibiców z centrum Poznania na stadion przy ul. Bułgarskiej objazdem przez ul. Dąbrowskiego i Przybyszewskiego.

A jednak - rzutem na taśmę - udało się zdążyć. To było naprawdę last minute, bo tramwaje pojawiły się przy Bałtyku i wróciły na ul. Grunwaldzką dwa dni przed rozpoczęciem turnieju, a chwilę później skrzyżowanie otwarto dla aut. Na czas Euro w pełni przejezdna była też sama Kaponiera.

Koszmar związany z remontami i korkami przed Euro 2012 się skończył - choć za chwilę miał wrócić w zupełnie nowej odsłonie.


SIERPIEŃ 2012 - WRZESIEŃ 2016
Niekończący się serial z Kaponierą

Gdy drogowcy w wielkim pośpiechu kończyli ul. Roosevelta tuż przed Euro 2012, jeszcze nikt się nie spodziewał, że największa tragikomedia związana z rondem Kaponiera dopiero przed nami.

Tyle tam się działo, że nawet Remigiusz Mróz mógłby nie wyrobić z opisywaniem, gdyby zechciał o tym napisać cykl powieści. Przypomnijmy więc w naprawdę dużym skrócie:

- przebudowa Kaponiery i ul. Roosevelta do mostu Teatralnego (czyli formalnie II etap inwestycji) trwała do września 2016 r. zamiast, jak pierwotnie planowano, do października 2013 r.

- zakres trzeba było zwiększyć o rozbiórkę i odbudowę mostu Uniwersyteckiego, bo w sierpniu 2012 r. - czyli nawet nie w przeddzień, tylko już po rozpoczęciu (!) prac na Kaponierze - okazało się, że jest w fatalnym stanie

- ślimacząca się przebudowa Kaponiery utrudniła start przedłużonej trasy Pestki, która była gotowa już jesienią 2013 r.; trzeba było zrobić dodatkowy przystanek przy moście Teatralnym i raz po raz zamykać nową trasę; jej przystanek pod rondem otwarto dopiero w październiku 2016 r.

- drastycznie wzrosły też koszty przebudowy: z całą ul. Roosevelta (czyli licząc z etapem I sprzed Euro 2012) wyniosły ostatecznie 360 mln zł zamiast zapisanych w umowie 209 mln zł, a wstępnie miasto szacowało jeszcze mniejsze kwoty



Nie muszę chyba wyjaśniać, że prowadzona z takimi trudnościami przebudowa ronda w centrum Poznania przysporzyła też gigantycznych problemów komunikacyjnych.

Tym razem najgorzej mieli nie kierowcy - tylko pasażerowie komunikacji miejskiej. Tramwaje przez niemal półtora roku (od sierpnia 2012 r. do stycznia 2014 r.) nie mogły w ogóle przejechać przez Kaponierę.

Mało tego, szybko okazało się, że wyznaczenie sensownych objazdów mocno utrudnia brak prawoskrętu z ul. Towarowej w Św. Marcin. Dlatego nie dało się puścić tramwajów inaczej niż:

- z jednej strony przez ul. Fredry, Gwarną, Marcinkowskiego, Strzelecką, Królowej Jadwigi i most Dworcowy (w sumie 4 km dookoła)

- z drugiej strony przez ul. Dąbrowskiego, Przybyszewskiego, rondo Nowaka-Jeziorańskiego, ul. Grunwaldzką i Bałtyk (w sumie 5 km dookoła)



Gdy zatem tramwaje wróciły na Kaponierę na początku 2014 r. - wszyscy odetchnęli z wielką ulgą.

To jednak nie był wcale koniec komunikacyjnego armageddonu w centrum miasta. Mimo że przez całą przebudowę Kaponiera pozostawała otwarta dla aut - to w niektórych kierunkach trzeba było ją objeżdżać np. przez spokojne uliczki na Jeżycach.

W międzyczasie wychodziły też na jaw takie "kwiatki" jak światła na moście Teatralnym - który stał się głównym węzłem przesiadkowym dla pasażerów komunikacji w tej części Poznania.



Nadzorujący przebudowę Kazimierz Skałecki (najpierw wicedyrektor Zarządu Dróg Miejskich, a potem wiceprezes spółki Poznańskie Inwestycje Miejskie) wypalił swego czasu przed radnymi: - Tych "pierwotnych terminów" oddania Kaponiery było już tyle, że trudno powiedzieć, który właściwie był pierwszy.

To wszystko trwało tak długo, że przebudowa ronda obrosła wręcz różnymi mitami, które nie były prawdą i poczułem się w obowiązku odkłamać niektóre z nich.



Przebudowa Kaponiery i związany z nią komunikacyjny chaos były jednym z dziewięciu punktów, które w grudniu 2014 r. uznałem za główne przyczyny wyborczej porażki prezydenta Ryszarda Grobelnego.


MAJ 2015 - WRZESIEŃ 2016
Horror na Dąbrowskiego

Rodzice z Ogrodów i okolic podobno do dziś straszą małe dzieci, że jak będą niegrzeczne, to wrócą panowie robotnicy i znowu ruszy przebudowa ul. Dąbrowskiego. A autobus T2 powraca w wielu nocnych koszmarach tamtejszych mieszkańców.



Przebudowa w sumie niewielkiego odcinka drogi - chodziło przecież o zaledwie 500 m pomiędzy ul. Żeromskiego a pętlą Ogrody - początkowo miała potrwać cztery miesiące. Trwała niemal... półtora roku.

Całkowicie była zamknięta ul. Dąbrowskiego na wspomnianym odcinku. Sporo utrudnień i zwężeń było również na samym jej skrzyżowaniu z ul. Żeromskiego - leżącym na niezwykle ruchliwej trasie Niestachowskiej.

Tak jak w przypadku ul. Roosevelta przed Euro 2012 - także tutaj ruch przeniósł się na sąsiednie ulice: Szamarzewskiego, Bukowską czy Szpitalną.

Jednak największym hitem był autobus T2. Z założenia miał zastępować tramwaje dojeżdżające na Ogrody, ale w praktyce krążyły legendy, jak tkwi w gigantycznych korkach na Szamarzewskiego i NIGDY nie przyjeżdża na czas.

Zresztą w dużej mierze potwierdził to Zarząd Transportu Miejskiego. Z jego własnych statystyk - ujawnionych na początku 2016 r. przez "Gazetę Wyborczą" - wynikało, że T2 mało kiedy trzyma się rozkładu:

Planowo autobusy T2 od Kaponiery do Ogrodów powinny jechać 12-13 min. W rzeczywistości ten czas udaje im się osiągnąć jedynie wtedy, gdy ruch jest niewielki. W godzinach szczytu realny czas przejazdu autobusu to 20-30 min, choć zdarza się, że pokonanie trzykilometrowej trasy zajmuje T2 aż 50 min!

Spóźniały się też (albo w ogóle wypadały) autobusy innych linii: 63, 82, 91... A remont trwał.

- Mamy złą dokumentację projektową, źle podpisaną umowę i wykonawcę, z którym się trudno współpracuje - irytował się wiceprezydent Maciej Wudarski w rozmowie z Radiem Merkury.

Tak a propos - przy przebudowie ul. Dąbrowskiego wynikł ciekawy ambaras związany właśnie z odpowiedzialnością za ten bałagan. Do tej odpowiedzialności nie poczuwał się ani prezydent Jacek Jaśkowiak, ani jego poprzednik Ryszard Grobelny. Kluczowe były tutaj daty:

- 4 grudnia 2014 r. było ogłoszenie przetargu
- 18 lutego 2015 r. rozstrzygnięcie przetargu
- 17 marca 2015 r. podpisanie umowy z wykonawcą
- 11 maja 2015 r. ruszyły prace budowlane

Zmiana prezydenta nastąpiła natomiast dokładnie 8 grudnia (choć zdecydowały o tym wyniki II tury wyborów z 30 listopada). Czyli przetarg przygotowywano i ogłoszono jeszcze - formalnie - za rządów Grobelnego, natomiast umowę podpisano już za Jaśkowiaka.

Mieszkańców mało jednak obchodziły te publiczne przepychanki i przerzucanie się datami.

- To jest skandal wielki! - oburzał się Eugeniusz Kempa z rady osiedla. Nic dziwnego, bo roboty straszliwie się ślimaczyły, a mieszkańcy w drodze do centrum codziennie musieli pokonywać istny tor przeszkód na remontowanym skrzyżowaniu.

Doszło nawet do sytuacji, w której nieżyjący już dziś Paweł Śledziejowski - ówczesny szef spółki Poznańskie Inwestycje Miejskie - kazał zamontować na placu budowy... kamerę. Oficjalnie tylko po to, by dokumentować inwestycję, ale w praktyce miało to zmobilizować wykonawcę do pracy.

Dodatkowym smaczkiem był fakt, że ta nieszczęsna przebudowa pierwotnie miała nastąpić jeszcze przed Euro 2012, ale z braku kasy odłożono ją na później. Gdy ten horror wreszcie się skończył - symbolicznie w ten sam weekend co Kaponiera - wszyscy odetchnęli z wielką ulgą.




SIERPIEŃ 2017
Posnania naprawia rondo Rataje

Mieszkańcy Rataj zapewne dobrze pamiętają kilka wakacyjnych tygodni sprzed pięciu lat - które zamieniły ich codzienność w udrękę.

Drogowcy niespodziewanie zaczęli wymieniać nawierzchnię na rondzie Rataje. Co prawda rondo było cały czas przejezdne, ale co z tego, skoro robotnicy zamykali dla aut kolejne pasy.

Któregoś dnia z tych kilku pasów na rondzie został więc tylko jeden (!) i zrobiły się naprawdę GIGANTYCZNE korki.

Sytuacji raczej nie poprawiły prowadzone równolegle remonty innych ważnych ulic miasta - w tym ul. Hetmańskiej oraz ul. Królowej Jadwigi.

- Wykorzystujemy ten okres pomiędzy lipcem a sierpniem, aby kumulacja prac wystąpiła wtedy, gdy jest najmniejszy ruch w mieście - tłumaczył Łukasz Dondajewski, miejski inżynier ruchu, w materiale mojego ówczesnego redakcyjnego kolegi Macieja Szefera.



Zabawne w tym wszystkim było to, że remont jezdni na samym rondzie Rataje był inicjatywą... centrum handlowego Posnania, które zdecydowało się na to wyłożyć aż 2 mln zł. Właściciele galerii mieli już bowiem dość czekania na przebudowę ronda odkładaną przez miasto na "święte nigdy".



Oczywiście co się odwlecze, to nie uciecze, więc miasto w końcu te szumne plany postanowiło jednak zrealizować...


SIERPIEŃ 2020 - GRUDZIEŃ 2021
Tor przeszkód na trasie katowickiej

To jednak stało się dopiero parę lat później - prace na rondzie Rataje ruszyły w wakacje 2020 r.

Z początku zdawało się, że tragedii nie ma, i że jakoś to będzie. Nawet w pierwszych tygodniach roku szkolnego i akademickiego sytuacja nie wyglądała jeszcze źle (no, może z wyjątkiem ul. Jana Pawła II, która była zawalona od pierwszych dni).

Prawdziwy komunikacyjny armageddon na Ratajach zaczął się dopiero wtedy, gdy drogowcy musieli zamknąć i rozebrać wiadukt ul. Kurlandzkiej nad trasą katowicką, co oznaczało wąskie gardło na wylotówce z miasta. I to na wiele miesięcy.

Jakby tego było mało - jeszcze chwilę później ruszył remont jezdni na dalszym odcinku ul. Krzywoustego - przy autostradzie A2.

Cała ta seria remontów skutkowała prawdziwym torem przeszkód dla kierowców - której nie powstydziliby się nawet twórcy japońskiego teleturnieju Takeshi's Castle.

Związane z nimi utrudnienia okazały się na tyle dokuczliwe, że w grudniu 2021 r. na rondo Rataje pofatygował się sam prezydent Jacek Jaśkowiak, osobiście ogłaszając przywrócenie normalnego ruchu na rondzie (choć część robót potrwała jeszcze do wiosny)...



...a także rychły koniec prac przy odbudowie wiaduktu nad trasą katowicką.

Dodajmy bez zbędnej złośliwości, że pierwsze tygodnie na przebudowanym rondzie Rataje były specyficzne, bo nowy układ pasów okazał się niezbyt intuicyjny i wielu kierowców zaczęło się gubić. Zresztą niektórym zdarza się to do dziś.


LUTY 2021
Zima znów zaskoczyła drogowców (i nie tylko)

A teraz znów krótki, jednodniowy armageddon, ale za to niezwykle spektakularny.

Jest poniedziałkowy poranek 8 lutego. Już w nocy zaczął intensywnie padać śnieg. Drogowcy zarzekają się, że na ulice natychmiast wyjechały pojazdy do odśnieżania, ale to nie wystarczyło.

Mieszkańcy dosłownie zasypali naszą redakcję zdjęciami, filmikami, krótkimi relacjami z porannych podróży do pracy.



Nagły atak zimy spowodował, że działy się rzeczy naprawdę rzadko spotykane, np. w komunikacji miejskiej. Zdumieni pasażerowie zauważyli, że tramwaje jeżdżą... innymi trasami niż powinny.

- Niestety niektóre zwrotnice zamarzły - mówił dyżurny ruchu MPK, przyznając, że są problemy: - Czasami jest tak, że tramwaj jedzie w tę stronę, w którą uda się przełożyć zwrotnicę.

Tak było przez cały dzień. Miałem okazję samemu to zaobserwować po południu, gdy czekałem na przystanku przy ul. Towarowej. Przypisana do tej trasy "dwójka" jak gdyby nigdy nic pojechała z ul. Matyi... prosto - na most Dworcowy. Zabrał mnie za to inny tramwaj - który skręcił w Towarową też niezgodnie ze swoim rozkładem.



Ten jednodniowy armageddon odbijał się jeszcze echem przez resztę tygodnia. Wojewoda Michał Zieliński skorzystał z okazji, by dać prztyczka w nos władzom Poznania:

Muszę powiedzieć, że jeśli chodzi o Poznań, nie wygląda to najlepiej. Pomimo że przekazywaliśmy informacje do wszystkich służb i uprzedzaliśmy o sytuacji meteorologicznej, która wystąpi nad Wielkopolską

Wojewoda Michał Zieliński, wypowiedź z lutego 2021 r., źródło: Radio Poznań



Humorystycznym akcentem był za to wpis Jacka Jaśkowiaka na Facebooku. Prezydent Poznania napisał, że "ruch odbywa się płynnie", i na dowód zamieścił zdjęcie z samochodu. Tyle że zrobił to po godz. 21 wieczorem.

Nawet późniejszy, autoironiczny filmik z odśnieżania posesji z Rafałem Trzaskowskim nie mógł zatrzeć wspomnienia po chaosie, jaki zapanował w tamten poniedziałek na poznańskich ulicach.


WRZESIEŃ 2022 - ???
Centrum Poznania prawie bez tramwajów

Dochodzimy wreszcie do najnowszego bałaganu - czyli w zasadzie do braku komunikacji miejskiej w ścisłym centrum Poznania. Jeszcze coś tam jeździ po ul. Królowej Jadwigi i ul. Pułaskiego, niby coś dojeżdża w okolice Kupca, jest też wahadło ze Śródki do pl. Wielkopolskiego (a niebawem - do pl. Cyryla Ratajskiego)...



...ale tak naprawdę nikt chyba nie przypomina sobie, by kiedykolwiek w ostatnich latach aż tak odcięto centrum Poznania od komunikacji miejskiej. Nawet podczas przebudowy Kaponiery coś jednak jeździło.

Jaką receptę przedstawiły władze miasta? Zarząd Transportu Miejskiego uruchomił wspomniane wahadło, a jeszcze wcześniej linię 99 składającą się z... trzech przystanków, która stała się hitem. Niestety niekoniecznie wśród pasażerów - tylko dla internetowej loży szyderców.



Pozostałym pasażerom ZTM polecił korzystanie z... istniejącej już linii autobusowej 163.

Zaznaczmy, że kłopoty są nie tylko w ścisłym centrum, bo przecież od początku sierpnia nie jeździ Pestka (tu też - mimo uruchomienia autobusów T12 - nie obył się bez problemów), a za chwilę ruszy dodatkowo przebudowa trasy kórnickiej.

Doszło nawet do tego, że prezydent Jacek Jaśkowiak tłumaczył się z tego bałaganu przez trzy dni z rzędu we wpisach na FB, a jego partyjna koleżanka - radna Małgorzata Dudzic-Biskupska - publicznie zażądała posiedzenia komisji transportu w związku z "chaosem komunikacyjnym".



To nie wszystko - radna Dudzic-Biskupska postulowała nawet wprowadzenie bezpłatnych przejazdów rowerami miejskimi i hulajnogami (!) w centrum Poznania.

Za "przekroczenie zdrowego rozsądku" kumulację tych wszystkich remontów uznał też szef poznańskiej PO - Bartosz Zawieja.



To wszystko w sytuacji, gdy komunikacja miejska walczy o odzyskanie pasażerów sprzed pandemii, zaś miasto stoi prawdopodobnie w obliczu niespotykanych dotąd problemów budżetowych. I każda złotówka z biletów będzie na wagę złota.

Spodobał Ci się ten tekst? Możesz go udostępnić: