www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Tramwaj na Naramowice gotowy. Jaśkowiak spełnia sztandarową obietnicę wyborczą - lepiej późno niż wcale

26 kwietnia 2022

Tramwaj na Naramowice gotowy. Jaśkowiak spełnia sztandarową obietnicę wyborczą - lepiej późno niż wcale

#Poznań  #Jacek Jaśkowiak  #Naramowice  #tramwaj na Naramowice  #Ryszard Grobelny  #tramwaje

Prezydent Jacek Jaśkowiak może odetchnąć z ulgą. Już nikt nie będzie mu dłużej wytykał, że wciąż nie ma obiecanej trasy tramwajowej na Naramowice, bo ta została właśnie otwarta. Choć - wbrew twierdzeniom urzędników - trudno tu mówić o zrobieniu jej "w zakładanym terminie".

- Nie jestem lewakiem ani konserwatystą. Jestem człowiekiem środka, takim samym jak Angela Merkel. Jak Macron - wypalił Jacek Jaśkowiak, prezydent Poznania, w wydanej w 2017 r. książce "Dżej Dżej".

Przyznajmy - dość odważne porównanie. Ale w miniony weekend akurat obaj - Macron i Jaśkowiak - mieli powody do świętowania.

Prezydent Francji na wieczorze wyborczym imprezie przy głośnej muzyce pod Wieżą Eiffla cieszył się z reelekcji. Prezydent Poznania - toutes proportions gardées - cieszy się ze spełnienia swojej najważniejszej wyborczej obietnicy.



I trudno nie odnieść wrażenia, że zarówno Macron, jak i Jaśkowiak odetchnęli z wielką ulgą. Spadł im z barków wielki ciężar. Jednemu i drugiemu udało się uniknąć kompromitacji. A mogło się nie udać.

Grobelny powątpiewał w tramwaj

Trzeba to oddać Jaśkowiakowi i jego współpracownikom: zrobili to. Zbudowali trasę tramwajową na Naramowice, może niekoniecznie w obiecanym terminie i w zakładanym budżecie (o tym szerzej za chwilę), ale przynajmniej w terminie zapisanym w umowie i bez opóźnień samych prac.

Zatem - wbrew moim złośliwym przewidywaniom sprzed paru lat - z trasy na Naramowice nie zrobiła się druga Kaponiera.

Można wręcz zażartować, że było dokładnie na odwrót: Kaponiera ślimaczyła się i drożała, gdy przebudowa była już w trakcie, za to Naramowice ślimaczyły się głównie przed wbiciem pierwszej łopaty. Sama budowa poszła już zaskakująco sprawnie.

Jeszcze latem zeszłego roku ironizowałem, że Jaśkowiak jest jak triathlonista, który na razie zrobił "ćwiartkę" zamiast obiecanego pełnego Iron Mana. Tymczasem - no proszę! - zawodnik wziął się w garść i ku zdumieniu kibiców już parę miesięcy później ukończył pełen dystans. Szacun.

Szacun tym większy, że trasa na Naramowice przez długi czas wydawała się niekończącą się historią, której finał stał pod wiecznym znakiem zapytania.

Jeszcze gdy sam mieszkałem na os. Łokietka - słyszałem o planach budowy ul. Nowej Naramowickiej. Ale przez całe lata nic się w tej sprawie nie działo. Dopiero w końcówce rządów Ryszarda Grobelnego coś drgnęło.

- Tak naprawdę tam potrzebny jest i tramwaj, i Nowa Naramowicka - mówił mi Mirosław Kruszyński, ówczesny zastępca Grobelnego, gdy we wrześniu 2012 r. zaczepiłem go na Politechnice Poznańskiej.



Potem jednak Grobelnemu, Kruszyńskiemu i spółce coś się odwidziało, zaczęli przebąkiwać o... trolejbusach. A jeszcze chwilę później - o Bus Rapid Transit. Czyli specjalnej trasie z całkowicie wydzielonymi pasami dla autobusów (system popularny głównie w Ameryce Południowej).

Dlatego gdy Grobelny jesienią 2013 r. zaprezentował miejskim radnym ambitny plan inwestycji na kolejne lata - niby wciąż brał pod uwagę tramwaj. Ale gołym okiem było widać, że skłania się ku BRT i zapewne ku temu by to zmierzało, gdyby pozostał prezydentem.

Ślimacze tempo Jaśkowiaka

Tymczasem rok później na pl. Kolegiacki wkroczył Jacek Jaśkowiak. Z trasą TRAMWAJOWĄ na Naramowice na sztandarach i w programie wyborczym. Zrobił z tego jedno z haseł ustawiających go w opozycji do Grobelnego (a przypomnę, że przed I turą zarzucano mu, że jest takim Grobelnym bis).



Ta obietnica komponowała się też z inną zapowiedzią Jaśkowiaka - że będzie realizował inwestycje "w założonych terminach i budżetach". Dlatego w kampanii Jaśkowiak wypominał Grobelnemu m.in. drogi stadion czy potwornie opóźnioną Kaponierę.

Tuż po wyborach, we wpisie zatytułowanym "Prezydent Jaśkowiak. O czym NIE będziemy już musieli pisać? The best of Ryszard Grobelny & Co.", podkreślałem:

Pomysł zbudowania trasy dla szybkich autobusów – tzw. Bus Rapid Transit – na Naramowice możemy odesłać do lamusa, do Muzeum Komunikacji czy innego Centrum Nauki Kopernik.

I rzeczywiście - Jaśkowiak zgodnie z zapowiedziami zdecydowanie postawił na tramwaj. Tyle że... mijały kolejne tygodnie, miesiące, a w sprawie Naramowic nadal mieliśmy tylko szumne deklaracje. Powiedzieć, że sprawa się ślimaczyła, to nic nie powiedzieć:

Wrzesień 2015: Miasto prezentuje koncepcję trasy tramwajowej i ul. Nowej Naramowickiej.

Sierpień 2017: Decyzja środowiskowa dla inwestycji.
Grudzień 2017: Podpisanie umowy na dofinansowanie - 109 mln zł - z Unii Europejskiej.

Styczeń 2018: Gotowy tzw. program funkcjonalno-użytkowy dla inwestycji.
Luty 2018: Początek badań terenowych w miejscu przyszłej trasy na Naramowice.

Maj 2018: Przetarg na zaprojektowanie i zbudowanie trasy na Naramowice.
Listopad 2018: Podpisanie umowy z wykonawcą - konsorcjum Gulemark i Mosty Łódź.
Grudzień 2018: Rozpoczęcie prac przy przebudowie pętli Wilczak.

Listopad 2019: Do urzędu trafia wniosek o zezwolenie na realizację inwestycji.
Maj 2020: Rozpoczęcie budowy trasy tramwajowej na Naramowice i ul. Nowej Naramowickiej.

Sierpień 2021: Otwarcie odcinka - do ul. Włodarskiej, a kilka tygodni później do ul. Lechickiej.
Kwiecień 2022: Otwarcie całej trasy na Naramowice - do przystanku końcowego przy ul. Błażeja.

Dodajmy, że formalnie cała inwestycja wcale się jeszcze nie zakończyła, bo drogowcy dopiero będą kończyć ul. Nową Naramowicką (przemianowaną w międzyczasie na al. Praw Kobiet) i inne ulice.



Zaznaczmy również, że mówimy cały czas tylko o I etapie Naramowic, czyli o trasie z pętli Wilczak. Drugi obiecany przez Jaśkowiaka odcinek - czyli wzdłuż ul. Szelągowskiej do Małych Garbar - dopiero jest w mglistych planach.

- Moim zdaniem lepiej nie być zakładnikiem takich deklaracji, które się składało wcześniej. Lepiej zrobić coś dobrze niż szybko - mówił mi Jaśkowiak jesienią 2020 r., gdy trasa na Naramowice była wreszcie w budowie.

Mimo wszystko trudno oprzeć się wrażeniu, że mogło być gorzej. Gdy na placu budowy przy skrzyżowaniu ul. Naramowickiej z Lechicką odkopano stare wysypisko śmieci, którego wywiezienie i utylizacja przedrożyły inwestycję co najmniej o kilkadziesiąt milionów złotych...

(tak na marginesie - to dowód, że nawet długie i staranne przygotowania do inwestycji nie zawsze pozwolą przewidzieć wszystkie problemy, jakie wystąpią przy budowie)

...a w prasie pojawiały się nieoficjalne pogłoski, że budowa trasy na Naramowice może się opóźnić nawet o rok - można było naprawdę nabrać wątpliwości. A jednak terminu "wiosna 2022" udało się dotrzymać.

To zresztą zaczyna być znak charakterystyczny inwestycji prowadzonych przez Jaśkowiaka i jego ekipę. Szumne zapowiedzi, ślamazarne przygotowania, ciągłe odsuwanie realizacji w czasie. Za to gdy budowa już wystartuje - idzie zaskakująco sprawnie.

Tak samo było przecież z trasą do pętli przy ul. Unii Lubelskiej czy z przebudową pierwszego fragmentu Św. Marcina.

Nie w terminie i nie w budżecie

Jednak nie dajmy się wpuścić w narrację o otwarciu trasy na Naramowice "w terminie" czy wręcz przed terminem. A już widać, że taka narracja ze strony urzędu miasta będzie obowiązywać.

Wiceprezydent Mariusz Wiśniewski w czwartkowym Gorącym Temacie w WTK - który poświęciłem właśnie dużym inwestycjom - pod koniec programu i później poza anteną przekonywał, że trasa na Naramowice powstała na czas.

No oczywiście, jasne, jeśli spojrzymy wyłącznie na zapisy umowy. Tak samo prezydent Grobelny po latach twierdził, że rondo Kaponiera nigdy nie miało być zrobione na Euro 2012, bo przecież w umowie z wykonawcą była już inna data. Taaa...

To przypomnijmy sobie, jak to było z tramwajem na Naramowice. Jeszcze w kampanii Jaśkowiak nie precyzował terminów. Zresztą nikt go szczególnie o to nie dopytywał, bo jego wygrana - aż do rozstrzygnięć I tury - wydawała się totalną abstrakcją.

Zaraz po wyborach - 16 grudnia 2014 r. - Jaśkowiak uczestniczy w spotkaniu z czytelnikami "Gazety Wyborczej". Zapytany o Naramowice odpowiada: - Dla mnie to najważniejsza inwestycja na najbliższe lata. Życzyłbym sobie, żeby to było zrobione w ciągu czterech lat.

Czyli - innymi słowy - do końca pierwszej kadencji. Zresztą Jaśkowiak nigdy potem się tych słów nie wypierał. Jeszcze po pierwszym roku rządów przekonywał, że jest szansa do końca 2018 r. ten tramwaj na Naramowice zrobić, choć już przyznawał, że "będzie bardzo trudno".

Tymczasem na początku 2016 r. "zdemaskowali" go podwładni. Wicedyrektor biura koordynacji projektów Grzegorz Kamiński oznajmił radnym z komisji funduszy unijnych, że miasto wstępnie planuje budowę trasy na Naramowice (i to tylko I etapu!) na lata... 2018-2021.



W tym momencie stało się jasne, że sprawa ze zrobieniem tramwaju na Naramowice "w cztery lata" się rypła, i że może zaszkodzić Jaśkowiakowi w kolejnej kampanii wyborczej.

Nic dziwnego, że w pewnym momencie Jaśkowiak mocniejszy akcent położył na przebudowę Św. Marcina, i to ta inwestycja na jakiś czas stała się wręcz "zastępczym" sztandarowym projektem prezydenta.

Jednocześnie mieliśmy cały festiwal zaklinania rzeczywistości wokół Naramowic. Miasto szumnie ogłaszało np. podpisanie umowy na zrobienie... programu funkcjonalno-użytkowego, byle tylko pokazać, że wokół inwestycji ciągle coś się dzieje i że wcale nie jest tak bardzo opóźniona.

Nie do wiary, ale raz - latem 2018 r. - zaproszono nawet dziennikarzy na briefing o tym, z jaką prędkością będzie jeździł tramwaj na Naramowice!

Ku mojemu zdumieniu brał w tym wszystkim udział również ówczesny prezes Poznańskich Inwestycji Miejskich - śp. Paweł Śledziejowski - którego bardzo ceniłem. Jeszcze jesienią 2017 r. zapewniał, że "w połowie 2018 r." zaczną się "zasadnicze prace budowlane związane z budową trasy na Naramowice".

Jak już dziś wiemy - w rzeczywistości budowa samej trasy ruszyła dopiero na przełomie maja i czerwca 2020 r. Czyli niemal dwa lata później w stosunku do wspomnianych deklaracji.

Oczywiście tu też były próby pewnych manipulacji. Kiedy np. pod koniec 2018 r. ruszyła przebudowa pętli Wilczak - miasto ogłosiło "początek prac przy budowie trasy tramwajowej na Naramowice". Mimo że te prace nie obejmowały jeszcze położenia choćby kawałka nowej trasy, która zresztą nie była wtedy nawet zaprojektowana.

Dlatego sorry, ale mówienie, że trasa na Naramowice powstała "w terminie", jest równie dużym nadużyciem jak podobna retoryka przy okazji otwarcia pętli przy ul. Unii Lubelskiej (też pierwotnie obiecanej do końca 2018 r.).

To może chociaż powstała w założonym budżecie?... No niestety nie. Kosztorys przed przetargiem wynosił 330 mln zł, umowę z wykonawcą podpisano na 380 mln zł, a według najnowszej wersji tzw. wieloletniej prognozy finansowej miasta - ostatecznie koszty wyniosą blisko 550 mln zł.



Prezydent Jaśkowiak ma swój obiecany tramwaj na Naramowice. Późno, bo późno, ale ma. W tegorocznym zestawieniu obietnic Jaśkowiaka będzie już na zielono.

Mają go też w końcu - po latach oczekiwań - mieszkańcy Naramowic. I to chyba jest w tym wszystkim najważniejsze.