www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Wybory prezydenckie 2020. Game changer Kosiniaka i kubeł zimnej wody na głowę Kidawy

17 kwietnia 2020

Wybory prezydenckie 2020. Game changer Kosiniaka i kubeł zimnej wody na głowę Kidawy

#Wybory prezydenckie 2020  #Andrzej Duda  #Władysław Kosiniak-Kamysz  #Małgorzata Kidawa-Błońska

To chyba mamy jasność. Rządzący zorganizują w maju wybory "pocztowe", idąc za radą ministra zdrowia, który nie widzi możliwości tradycyjnego głosowania przez najbliższe dwa lata. Tymczasem za plecami prezydenta Andrzeja Dudy nastąpiła właśnie niezwykle istotna zmiana.

Na początek ważna uwaga. Jeśli uważacie, że w obecnej sytuacji nie należy czy wręcz nie wypada dyskutować o wyborach (które rządzący - jak wiele wskazuje - jednak chcą za wszelką cenę zrobić), to oczywiście nie musicie czytać dalej.

Tylko potem nie marudźcie za rok czy za dwa, gdy okaże się, że prezydent - ktokolwiek by nim nie był - podpisze jakąś ustawę, która np. utopi wychodzące z kryzysu firmy. Albo zabierze jakieś pieniądze samorządom. Albo zakaże aborcji. Albo zabroni praktyk religijnych. Albo... Lista może być długa.

Jeśli przyjdzie Wam wtedy do głowy protestować, to przypomnijcie sobie, kto wiosną 2020 r. pokrzykiwał, że należy się skupić wyłącznie na walce z epidemią. I że to, kto będzie potem rządził krajem, jest sprawą drugo- czy nawet trzeciorzędną.


Tym razem tzw. lany poniedziałek, czyli drugi dzień świąt wielkanocnych, był lany tylko z nazwy. Potencjalni zuchwalcy narażaliby się na mandaty już nie tylko za polewanie wodą, ale za sam fakt, że w ogóle wyszli z domu.

Mimo wszystko tradycji w jakiejś formie stało się zadość. Kubeł zimnej wody na głowę przyjęła bowiem Małgorzata Kidawa-Błońska.

A wszystko za sprawą nietypowego sondażu IBRiS dla "Rzeczpospolitej". Tym razem zapytano nie o zwykłe preferencje wyborcze - oczywiście takich badań i tak jest mnóstwo i zaraz sobie do nich przejdziemy... - ale o kandydata "drugiego wyboru".

Co się okazało? Najczęściej wskazywanym kandydatem drugiego wyboru okazał się Władysław Kosiniak-Kamysz.

Co jeszcze ciekawsze - lider PSL wygrał w tej kategorii wśród wyborców wszystkich partii. Najczęściej jako "opcję rezerwową" wskazywali go nie tylko sympatycy Koalicji Obywatelskiej, ale też PiS, a nawet Lewicy (!!!).

Tymczasem Małgorzatę Kidawę-Błońską jako drugą opcję wymieniło niespełna 11 proc. Oczywiście nie mówimy tu o potencjalnej II turze, co byłoby nieco inną sytuacją niż "co gdyby nie startował twój kandydat", ale widać, że MKB na dzień dobry ma mniejsze możliwości przyciągania wyborców spoza własnego elektoratu.

To musiała być niemiła niespodzianka dla najpoważniejszej - jak się dotąd wydawało - konkurentki prezydenta Andrzeja Dudy. Z tym że wcale nie pierwsza, bo przez ostatnie dwa tygodnie tak mocno poleciała w sondażach, że nawet słynna Lindsey Vonn nie powstydziłaby się takiego zjazdu.



- Nadal uważasz, że będziemy mieli kobietę prezydenta? - zaczepiła mnie jedna z redakcyjnych koleżanek zaraz po świątecznym weekendzie.

Jeszcze w lutym powtarzałem bowiem znajomym, że jeśli dojdzie do II tury, to Duda wcale nie będzie w niej faworytem. A jego naturalną rywalką w tej II turze wydawała się Kidawa-Błońska. Z sondażu na sondaż jej poparcie wahało się w granicach 20-30 proc.

Zdawało się niemożliwe, by ktokolwiek z reszty stawki mógł ją na takim poziomie dopaść i wypchnąć z prawdopodobnej II tury. Tyle że krótko potem przyszła epidemia i...



źródło: ewybory.eu

Jak widać - w tej sytuacji nikt nawet nie musiał Kidawy dopaść. To ona sama zjechała z tych 20-30 proc. do kilkunastu, a w tej chwili już nawet do 10 proc., zrównując się z resztą i niespodziewanie otwierając szanse na II turę innym kandydatom.

Zwróćmy uwagę, że to nie miało większego związku z samą epidemią, bo jeszcze w marcu MKB trzymała się na wcześniejszym poziomie. Zresztą jej Koalicja Obywatelska w partyjnych sondażach nawet teraz zbiera powyżej 20 proc.

Kosiniak najgroźniejszy dla Dudy

Co się zatem stało? To oczywiście tylko moja teoria, ale wygląda na to, że decydujące było tu kategoryczne wezwanie Kidawy do bojkotu wyborów korespondencyjnych i jeszcze wcześniejsza decyzja o zawieszeniu kampanii (notabene nie do końca konsekwentna).

Zdaje się, że część wyborców MKB zareagowała w ten sposób, że w sondażach nie deklarują udziału w wyborach lub deklarują głos na kogoś innego, przez co jej poparcie "rozpłynęło się" na pozostałych kandydatów.

Najbardziej skorzystał na tym Władysław Kosiniak-Kamysz. Szef PSL praktycznie zaraz po jesiennych wyborach zaczął się kreować na lidera całej opozycji, już w listopadzie dość bezczelnie zaproponował, że mógłby być jej wspólnym kandydatem na prezydenta.

Ale - umówmy się - na te wszystkie zabiegi patrzyliśmy z przymrużeniem oka. Już był taki jeden, Petru się nazywał, co tak wymachiwał szabelką stojąc na czele podobnej wielkości ugrupowania. I wiadomo jak skończył.

Teraz jednak te przymrużone oczy musimy otworzyć szerzej. Lider ludowców już w kilku kolejnych sondażach różnych pracowni zameldował się na drugim miejscu, z poparciem sięgającym 15 proc. wyprzedza Kidawę i jeśli trend się utrzyma - to on wyrośnie na najgroźniejszego konkurenta Dudy.

To może być prawdziwy game changer tych wyborów. Zakładając oczywiście, że w grę wchodzi tu cokolwiek niż zwycięstwo Dudy, które w obecnych okolicznościach - przy prezydencie lansującym się przy każdej możliwej okazji i zamrożonej kampanii - znów stało się scenariuszem najbardziej prawdopodobnym.

ZOBACZ TAKŻE: Wybory prezydenckie 2020. Maski opadły. Politycy PiS chcą reelekcji Andrzeja Dudy już 10 maja - i to za wszelką cenę

Z różnych sondaży już wcześniej wynikało, że w potencjalnej II turze to Władysław Kosiniak-Kamysz byłby dla Dudy najgroźniejszy, to on w lutym pokonał go w sondażu United Surveys dla RMF FM i "Dziennika Gazety Prawnej".

Zdawało się długo, że to największy paradoks tych wyborów: dla opozycji największą szansą na odbicie pałacu prezydenckiego w wyborczej dogrywce był ten kandydat, który do tej II tury nie miał szansy wejść.

Teraz to już nieaktualne. Już nie ma żadnego "pewniaka" do udziału w II turze - oczywiście poza samym Dudą. Kto z nim? Stawka się spłaszczyła. Zdarza się, że poza Kosiniakiem i Kidawą w okolicach 10 proc. zakręcą się Szymon Hołownia czy Robert Biedroń, a w najnowszym sondażu Social Changes dla wpolityce.pl nawet Krzysztof Bosak zanotował 8 proc.

Zagadkowa frekwencja w wyborach

Jeszcze większą zagadką jest frekwencja. Dotąd można było ją mniej więcej przewidzieć - wybory prezydenckie w Polsce cieszyły się największą popularnością i niemal zawsze głosowało ponad 50 proc. uprawnionych. Zdarzało się, że ponad 60 proc.



Ale teraz? Nie dość, że mamy de facto stan nadzwyczajny z powodu epidemii, nie dość, że ma być zupełnie nowy sposób głosowania, to jeszcze próbie przeprowadzenia tych wyborów towarzyszy tyle kontrowersji, że część wyborców - zwykle głosujących - z premedytacją je zbojkotuje.

Z sondażu Indicator dla Wiadomości wynikało, że udział w wyborach "pocztowych" deklaruje 57 proc. Tygodnik "Wprost" opisał z kolei wewnętrzny sondaż zamówiony przez PiS - tam zagłosować chciało 46 proc. wyborców.

Jednak pamiętajmy, że to tylko deklarowana frekwencja, która z reguły bywała zawyżona w stosunku do rzeczywistej o jakieś 50 proc.

O ile może być zawyżona w przypadku głosowania korespondencyjnego? Czy każdemu będzie się chciało wypełnić te druki, które dostanie, zakleić koperty, iść do skrzynki? Czy będzie mu się chciało bardziej czy mniej niż fatygować się do lokalu wyborczego? To pytania, na które dziś kompletnie nie znamy odpowiedzi.

Jeszcze inna kwestia, czyi wyborcy zmobilizują się bardziej, a czyi mniej. Z niedawnego sondażu Kantar dla "Gazety Wyborczej" wynikało, że bardziej zdeterminowani są wyborcy PiS, gotowi nawet ryzykować zdrowiem i życiem, by iść zagłosować w lokalu wyborczym.

Wynikałoby z tego, że - paradoksalnie - im wyższa frekwencja w tych wyborach "pocztowych", tym gorzej dla Dudy. I tym samym dla całego obozu rządzącego. Teoretycznie więc nic prostszego dla opozycji - zmobilizować swoich wyborców i zalać skrzynki głosami na Kidawę czy Kosiniaka.

Tyle że część opozycji zdążyła już wezwać do bojkotu wyborów. I na tym polega jej duży problem.

Dylemat kandydatów opozycji

Jeśli nawet sondaże zaczęłyby nagle wskazywać, że jest szansa pokonać Dudę w głosowaniu korespondencyjnym, to trudno przecież z dnia na dzień zrobić zwrot o 180 stopni i zacząć nawoływać: - Jednak nie bojkotujmy wyborów! Idźcie głosować!

( - Zaraz, zaraz, dlaczego by nie? - zgłasza się Robert Biedroń. - Ja tak zrobiłem z mandatem europosła.)

Kandydaci opozycji znaleźli się w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Zakładając, że te wybory faktycznie się odbędą w maju - już abstrahując od tego, jaki będzie chaos organizacyjny - mają do wyboru dwa wyjścia:

- zbojkotować wybory i w ten sposób oddać pałac prezydencki walkowerem (taką strategię wybrała Małgorzata Kidawa-Błońska), co w dalszej perspektywie grozi dwuwładzą, potężnym kryzysem politycznym, a kto wie, czy nie - odpukać! - nawet jakąś wojną domową

- zagrać jednak ten mecz na wątpliwych zasadach ustalonych przez przeciwnika (to z kolei taktyka Władysława Kosiniaka-Kamysza), legitymizując te wybory mimo tylu poważnych wątpliwości, które mogą przecież doprowadzić nawet do ich unieważnienia



A teraz wyobraźmy sobie jeszcze taki scenariusz, w którym np. Władysław Kosiniak-Kamysz wygrywa z Andrzejem Dudą w II turze i już prawie jest prezydentem... prawie, bo Sąd Najwyższy nagle stwierdza, że wybory były nieważne.

To całkiem możliwy scenariusz. Przypomnijmy tylko, że wątpliwości i absurdów związanych z przeprowadzaniem wyborów w środku epidemii przybywa w tempie wcale nie gorszym niż osób zakażonych koronawirusem, w samej ustawie o głosowaniu korespondencyjnym jest ich mnóstwo.

ZOBACZ TAKŻE: Wybory prezydenckie 2020. Gdzie są luki w głosowaniu korespondencyjnym? Analizujemy ustawę punkt po punkcie

Co wtedy miałby zrobić WKK i reszta opozycji? Jak się zachować? Pokornie i honorowo pokiwać głową, że w sumie to racja, przecież sami podnosili te wszystkie nieprawidłowości? Jeśli tak - to po co brali w tym udział?

A może jednak stwierdzić, że wszystko jest cacy, bo nieprawidłowości faworyzowały tylko prezydenta Dudę, więc zwycięstwo nad nim było tym trudniejsze i unieważnienie wyborów w takiej sytuacji jest absurdem?

Już mamy podobny dylemat w sprawie debaty zapowiedzianej przez TVP na 6 maja. Wziąć udział czy zbojkotować? Na razie zapowiedzieli się - oczywiście poza Dudą - również Kosiniak, Biedroń i Bosak.

Takich pytań, na ile firmować wybory "pocztowe", Kidawa, Kosiniak, Biedroń i spółka będą musieli sobie zadawać coraz więcej. Praktycznie każdego dnia - aż do 10 maja. No, ewentualnie do 17 maja, jeżeli taki będzie kaprys marszałek Elżbiety Witek.