www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Jacek Jaśkowiak jak Harry Potter w Turnieju Trójmagicznym. Jego 5 atutów i 5 słabości w (pra)wyborach prezydenckich

25 listopada 2019

Jacek Jaśkowiak jak Harry Potter w Turnieju Trójmagicznym. Jego 5 atutów i 5 słabości w (pra)wyborach prezydenckich

Wybory prezydenckie 2020 - Jacek Jaśkowiak - Małgorzata Kidawa-Błońska - Andrzej Duda - PO

- Chcę przywrócić urzędowi prezydenta powagę i godność - zapowiada Jacek Jaśkowiak, prezydent Poznania, kandydat w partyjnych prawyborach na prezydenta Polski. Przyjrzyjmy się mocnym stronom i słabościom jego kandydatury.

Teraz ogłoszą reprezentanta Platformy Obywatelskiej...

I ponownie zaczerwieniły się płomienie, i znowu buchnął snop iskier, język ognia wystrzelił w powietrze, a Grzegorz Schetyna pochwycił kawałek pergaminu.

- Reprezentantem PO - zawołał - jest Małgorzata Kidawa-Błońska! (...)

Wiwaty trwały tak długo, że dopiero po kilku minutach Schetyna mógł znowu przemówić.

- Wspaniale! - zawołał, szczerze uradowany, kiedy wrzawa w końcu ucichła. - Dopingując i oklaskując swojego reprezentanta, przyczynicie się do...

Ale nagle urwał, a po chwili dla wszystkich stało się jasne, co go wytrąciło z równowagi.

Płomienie w Czarze Ognia ponownie zabarwiły się czerwienią. Trysnęły iskry. Długi język ognia wystrzelił w powietrze i wyrzucił jeszcze jeden kawałek pergaminu.

Chyba zupełnie machinalnie Schetyna wyciągnął rękę i pochwycił pergamin. Wyciągnął go przed siebie na długość ramienia i wytrzeszczył oczy. Zapadła cisza, w czasie której Schetyna długo wpatrywał się w świstek w swojej dłoni, a wszyscy wpatrywali się w Schetynę.

A potem Schetyna odchrząknął i przeczytał:

- Jacek Jaśkowiak.

Prezydent Poznania siedział nieruchomo, świadom, że wszystkie głowy zwróciły się w jego stronę.


(na podstawie: "Harry Potter i Czara Ognia", J.K. Rowling, tłum. A. Polkowski, wyd. Media Rodzina 2001, s. 285-287)

Każdy, kto czytał "Harry'ego Pottera" lub choćby obejrzał wszystkie filmy, z pewnością kojarzy przytoczoną - z tym że oczywiście lekko przerobioną... - scenę.

Tak właśnie Harry dostał się do rozgrywanego w Hogwarcie Turnieju Trójmagicznego, choć teoretycznie był za młody, za mało jeszcze umiał, a poza tym każda szkoła powinna mieć tylko jednego zawodnika.

I z tą sceną właśnie skojarzyło mi się zaskakujące wejście Jacka Jaśkowiaka do gry w partyjnych prawyborach prezydenckich. Tu też jeszcze w nocy z wtorku na środę wydawało się oczywiste, że nie będzie żadnego drugiego kandydata.



Kiedy okazało się, że jednak jest, zapewne część polityków PO - wzorem uczniów Slytherinu i Hufflepuffu - miała dużą ochotę założyć plakietki z napisem "Kibicuj Małgorzacie Kidawie-Błońskiej - PRAWDZIWEJ kandydatce Platformy".

Szybko zaczęły też krążyć różne pogłoski i teorie spiskowe. Takie o Jaśkowiaku jako "zającu" Schetyny, dzięki któremu prawybory w ogóle mogą się odbyć, czy o podpisach in blanco zbieranych pod nieznaną wówczas jeszcze kandydaturą.

To wybory prezydenta Polski, nie Poznania

Zaznaczmy jednak, że na tym podobieństwa się kończą, bo mamy też sporo różnic.

Prezydent Poznania - inaczej niż Harry Potter - zgłosił się do tej rozgrywki sam i chyba z dużą chęcią. Z kolei Grzegorz Schetyna, w odróżnieniu od Albusa Dumbledore'a, doskonale o tym wiedział i nie mógł być zaskoczony kopertą z drugim nazwiskiem.

Dużo już przez tych kilka dni o kandydaturze Jacka Jaśkowiaka powiedziano. Zarówno w szeregach opozycji, jak i wśród jej zwykłych sympatyków słychać po części zachwyty, po części irytację i głosy, że taki ruch bardziej Platformie zaszkodzi niż pomoże.

Mam jednak wrażenie, że zdecydowanie więcej w tych głosach jakichś osobistych odczuć, a za mało chłodnej i wnikliwej analizy na temat pozycji wyjściowej Jaśkowiaka i jego szans.



Jak już nazwisko Jacka Jaśkowiaka wypadło z tej Czary Ognia koperty Schetyny... To spróbujmy się przyjrzeć, jakie mogą być jego mocne i słabe strony w pojedynku z Małgorzatą Kidawą-Błońską, ale również w późniejszym ewentualnym starciu z prezydentem Andrzejem Dudą.

I powiedzmy od razu - to będą nieco inne plusy i minusy Jaśkowiaka niż poprzednio w wyborach na prezydenta Poznania.

Tu jego potencjalni wyborcy np. ze Śląska czy z Mazowsza raczej nie będą sprawdzać, czy zbudował trasę tramwajową na Naramowice, czy powywalał z magistratu niekompetentnych urzędników, albo czy korki na ulicach są mniejsze czy większe niż za Grobelnego.

Tu będą się liczyć zupełnie inne rzeczy.

(+) Krytyka rządów PiS. Jeśli nawet uznamy, że stosunek Małgorzaty Kidawy-Błońskiej do rządów PiS jest bardzo krytyczny (no bo jest...), to Jacek Jaśkowiak i tak bije ją pod tym względem o kilka długości.

To on przychodził na większość poznańskich demonstracji przeciw działaniom PiS. To on wołał na placu Wolności: "Precz z kaczyzmem!". To on nieraz jechał straszliwie po Jarosławie Kaczyńskim, po Mateuszu Morawieckim, po Beacie Szydło, po Annie Zalewskiej, po Piotrze Glińskim... Długo by wymieniać.

Jeżeli Koalicja Obywatelska chce wystawić kogoś, kto przypomni wszystkie grzechy Dudy i PiS, to Jaśkowiak jest tu jak znalazł.

(+) Lewicowy liberał. Zakładając, że kandydat Lewicy - obojętnie, czy będzie to Robert Biedroń, czy Adrian Zandberg - dostanie jakieś 10-15 proc. głosów i nie wejdzie do II tury, to nie powinien mieć żadnych oporów przed poparciem Jacka Jaśkowiaka.

A najlepszą rekomendacją mogłyby tu być słowa Jarosława Gowina, który kiedyś przestrzegał przed Jaśkowiakiem jako przed człowiekiem "o przekonaniach bliskich poglądom Janusza Palikota".

Prezydent Poznania faktycznie nie kryje lewicowych poglądów w sferze obyczajowej. Jako pierwszy prezydent miasta poszedł w marszu równości. Zrobił w Poznaniu program in vitro, twardo negocjował różne sprawy z Kościołem, przez kilka lat współrządził z lewicą.

Dziś rano w RMF FM powiedział, że jest za wprowadzeniem małżeństw homoseksualnych.

Mimo że jest liberałem, to nawet w niektórych kwestiach gospodarczych realizował część jej postulatów, np. zlikwidował osiedle kontenerów socjalnych i rozkręcił budowę mieszkań (choć nie na taką skalę, na jaką zapowiadał).

Zdecydowanie łatwiej byłoby wyborcom o silnych lewicowych przekonaniach poprzeć Jaśkowiaka niż MKB, która już naraziła się stwierdzeniem, że politycy Lewicy są "nic nie warci", a wcześniej sprzeciwiła się liberalizacji przepisów antyaborcyjnych.

(+) Przyciąganie nowych środowisk. Prezydent Poznania w rozmowie z Polsat News stwierdził, że jest "takim trochę ponadpartyjnym kandydatem".

Powiedzmy wprost - było w tych słowach duuużo przesady. Już od ponad sześciu lat Jaśkowiak należy do PO i jest wiceszefem jej wielkopolskich struktur. Trudno byłoby go nazwać "ponadpartyjnym".



Jednak fakt faktem, że potrafi tu i ówdzie uśmiechnąć się do różnych środowisk, puścić do nich oko, zjednać sobie choćby do chwilowej współpracy. Jako prezydent miał zastępców z lewicy i z ruchów miejskich. Porozumiał się z krytykującą go wcześniej Nowoczesną. Popierał postulaty strajkujących nauczycieli.

Jasny gwint, nie zapomnę, jak zaledwie dwa miesiące po dość brutalnej rywalizacji z Ryszardem Grobelnym potrafił omamić jego radnych. Tak że pomogli mu przegłosować budżet miasta na 2015 r.

(+) Zwycięska passa. Dotychczas Jacek Jaśkowiak nie zaznał w wyborach żadnej ewidentnej porażki. Kiedy już gdzieś startował - zawsze wygrywał lub przynajmniej odnosił stosunkowy sukces.

Zaczął w wyborach 2010, kiedy walczył o fotel prezydenta Poznania jako przedstawiciel ruchów miejskich, zdobywając 7 proc. głosów. Jak na niezależnego kandydata de facto spoza świata polityki - zostało to wówczas odebrane jako dobry wynik.

Zresztą już nigdy później żaden kandydat ruchów miejskich nie zrobił w Poznaniu tak dobrego rezultatu.

Potem były pamiętne wybory 2014 i sensacyjny nokaut zafundowany Grobelnemu w II turze. Jeszcze później wybory 2018, w których posłał Tadeusza Zyska na deski już w I turze, dostając rekordowe 128 tys. głosów. Do rady miasta też zrobił wtedy najlepszy wynik.

(+) Specjalista od niemożliwego. Zaraz po ogłoszeniu kandydatury Jacka Jaśkowiaka w prawyborach zażartowałem w redakcji, że ma takie same szanse pokonać MKB, jakie miał w 2014 r. w starciu z Grobelnym.

No sami przyznacie - sytuacja jest łudząco podobna. Na ringu w jednym narożniku jest murowany faworyt, a tu z drugiej strony wchodzi facet piątego czy szóstego wyboru, bo nikt poważniejszy nie chciał się z tym faworytem boksować. I nikt w tego boksera "z przypadku" nie wierzy.

Jak to się skończyło w 2014 r. - zapewne wszyscy doskonale pamiętamy. Przynajmniej w Poznaniu.

(-) Kiepska rozpoznawalność. To była w zasadzie oczywista oczywistość, ale sondaż Instytutu Badań Spraw Publicznych potwierdził to, o czym zaraz po decyzji Jaśkowiaka mówił nam dr hab. Szymon Ossowski, politolog z UAM:

Nie oszukujmy się, moim zdaniem np. większość mieszkańców Przemyśla nie wie, kto jest prezydentem Poznania

dr hab. Szymon Ossowski, Wydział Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM



Jak to wygląda w praktyce? Jaśkowiaka w ogóle nie znało w październiku aż 63 proc. ludzi. I nawet - uwaga, uwaga! - ponad połowa wyborców Koalicji Obywatelskiej. Dla porównania nazwisko Małgorzaty Kidawy-Błońskiej jest zagadką jedynie dla ok. 10 proc.

Zwracam uwagę, że sondaż był zrobiony w październiku, a więc jest przed zgłoszeniem Jaśkowiaka do prawyborów. I paradoksalnie to jest jego wielka zaleta. Pokazuje jasno, jaka była pozycja wyjściowa Jaśkowiaka, choć teraz już na pewno część tej straty do MKB nadrobił.

(-) Duży elektorat negatywny. Prezydent Poznania to jeden z tych polityków, których się albo kocha, albo nienawidzi. Tak go odbiera spora część wyborców i dało się to zauważyć choćby przed wyborami samorządowymi.

To może być największy problem Jaśkowiaka w drodze do ewentualnej prezydentury. Taki image w Poznaniu dał mu przed rokiem spektakularne zwycięstwo i wspomniane 128 tys. głosów.

Jednak Polska to nie Poznań, w mniejszych miasteczkach i na wsi zdecydowanie trudniej byłoby mu przekonać tamtejszych mieszkańców do swojej wizji kraju. Zwłaszcza że Jaśkowiak to już teraz - na razie głównie na lokalnym szczeblu - wróg publiczny dla prawicy i dla Kościoła.

Dużo się ostatnio mówiło, że niby spore szanse z Dudą miałby Władysław Kosiniak-Kamysz, bo mógłby co nieco uszczknąć z centroprawicowych wyborców głosujących na PiS.

Przyznam, że nie podzielam opinii, by mogło mu to dać zwycięstwo w ewentualnej II turze. Jednak tacy wyborcy z pewnością nie zagłosowaliby na Jacka Jaśkowiaka. Dla nich będzie mimo wszystko "tęczowym Jackiem" i facetem, który nie przyszedł na obchody powstania wielkopolskiego.

(-) Mistrz niekonsekwencji. W zasadzie mógłbym w tym punkcie nic nie pisać, tylko przytoczyć fragment książki "Dżej Dżej", czyli wywiadu rzeki z Jaśkowiakiem:

Wiesz, ciekawi jesteśmy spotkania z tobą za jakiś czas, gdy okaże się na przykład, że Jaśkowiak jednak kandyduje na prezydenta Polski.

- Dajcie spokój! Dziesięć razy więcej mogę zrobić jako prezydent Poznania - mam dziesięć razy większy budżet. Prezydent Polski to funkcja czysto reprezentacyjna. Nie mówiąc już o tej patologii, jaką mamy teraz, gdy Duda pełni funkcję długopisu.

Po co mi to? Mam swoje ego huśtać? Jaki to jestem wspaniały i tak dalej?


("Dżej Dżej. Rozmowy z Jackiem Jaśkowiakiem, prezydentem Poznania", W. Nowak, V. Szostak, wyd. Wydawnictwo Poznańskie 2017, s. 312)

To jest, kurna, cały Jaśkowiak. Mistrz niekonsekwencji. Minęły dwa lata i chce... kandydować na prezydenta. Jestem też przekonany, że dziś byłby wielce zaskoczony, że ktoś w ogóle wyciąga mu tamte słowa i dostrzega jakąkolwiek sprzeczność.

Kiedy właśnie tym swoim lawirowaniem przyczynił się do zdjęcia tęczowych chorągiewek przez MPK Poznań z tramwajów, wyliczyłem jego wszystkie takie przypadki, wyszło mi ich 21. A przecież to było już ponad rok temu.

ZOBACZ TAKŻE: Wybory 2018. Wszystkie niekonsekwencje Jacka Jaśkowiaka, czyli jak stracić (?) wyborców i zrazić do siebie ludzi

Można przypuszczać, że także w trakcie kampanii - walcząc o poparcie różnych grup - mówiłby co innego jednym, co innego drugim, o czym natychmiast zobaczylibyśmy soczysty materiał w Wiadomościach TVP. Tak a propos...

(-) Ataki mediów publicznych. Jeszcze do niedawna nazwisko Jaśkowiak pojawiało się w Dzienniku Telewizyjnym głównym programie informacyjnym telewizji publicznej raczej sporadycznie. Zdecydowanie częściej grillowaniem Jaśkowiaka zajmował się lokalny poznański oddział.

Teraz jednak wszystko wskazuje, że to się zmieni, a przedsmakiem był materiał w sobotnich Wiadomościach. Zapewne będzie takich więcej.

Nie zapominajmy, że Jaśkowiak ma mocno na pieńku z TVP, już w kampanii wyborczej bojkotował ją i nie przychodził do jej studia. Po styczniowej tragedii wytykał TVP wcześniejszą nagonkę na Pawła Adamowicza i publicznie oskarżał o przyczynienie się do jego śmierci. Sprawa trafiła nawet do sądu.



Z pewnością media publiczne będą wyszukiwać różne rzeczy na Jaśkowiaka. Może odkopią sprawę złamania przez niego ustawy antykorupcyjnej w Szklarskiej Porębie. Może z uciechą zrobią ileś materiałów o jego życiu rodzinnym, podkręcając, że to "tylko u nas", "nasz news", nieważne, że sam szczerze opowiedział o nim w książce.

Oczywiście sympatycy Jaśkowiaka i przeciwnicy Dudy się tym nie przejmą. Ale mówimy o wyborach prezydenckich. Tu trzeba będzie zgarnąć jakieś 9-10 mln głosów, i takie haki - jak pokazała kiedyś sprawa "dziadka z Wehrmachtu" - mogą bardzo zaszkodzić.

(-) Zaplecze w Platformie. To z kolei zapewne najsłabszy punkt Jacka Jaśkowiaka w kontekście prawyborów. Tu o nominacji nie będą decydować zwykli wyborcy, tylko partyjni elektorzy, a więc niezwykle istotne będą wewnętrzne układy i koneksje.

Prezydent Poznania może i zna się z Rafałem Trzaskowskim. Może i lubi się z Hanną Zdanowską czy z samym Grzegorzem Schetyną. Jednak takiego zaplecza i takich wpływów, jak MKB należąca do Platformy od 18 lat, z pewnością nie ma.

To może mieć znaczenie także w ewentualnej rozgrywce z samym Dudą. Przypomnijmy, że w wyborach 2014 duża część poznańskiej PO traktowała Jaśkowiaka jako ciało obce i, hmm, nieszczególnie wspierała go w rywalizacji z Grobelnym.

Zresztą nawet z niektórymi partyjnymi sprzymierzeńcami Jaśkowiak zdążył się już pożreć. Zabawną puentą niech będzie to, że szefem komisji wyborczej przeprowadzającej partyjne prawybory został Rafał Grupiński, lider wielkopolskiej PO i do niedawna polityczny mentor Jaśkowiaka.



PS. Dla tych, którzy nie czytali i nie oglądali "Harry'ego Pottera", muszę dodać, że 14-letni Harry ostatecznie wygrał Turniej Trójmagiczny. Pokonując starszych i zdolniejszych przeciwników. Mimo że już sam jego udział był sensacją i nikt na niego nie stawiał.

To oczywiście tylko fikcja. Ale również znak, by nigdy nikogo nie lekceważyć, bo prawdziwe życie pisuje czasem jeszcze bardziej zaskakujące scenariusze.

Seweryn Lipoński / 25 listopada 2019