www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Wybory 2019. Cóż tam, panie, na lewicy? Kobiety trzymają się mocno i powalczą między sobą o mandat po Łybackiej

21 sierpnia 2019

Wybory 2019. Cóż tam, panie, na lewicy? Kobiety trzymają się mocno i powalczą między sobą o mandat po Łybackiej

Wybory 2019 - Poznań - Lewica - SLD - Wiosna - Lewica Razem - Katarzyna Ueberhan - Katarzyna Kretkowska - Anna Wachowska-Kucharska

Jedyny poznański mandat dla lewicy, który przez lata co wybory zdobywała Krystyna Łybacka, niemal na pewno wróci teraz w kobiece ręce. Tylko pytanie w czyje. Liderka listy Katarzyna Ueberhan nie dość, że ma za plecami dwie znane konkurentki, to jeszcze musi zmierzyć się z klątwą poznańskiej lewicowej "jedynki".

Miałem zacząć tekst o lewicy zupełnie inaczej. Jednak po tym, co zobaczyłem w poniedziałek wieczorem na naszej antenie, muszę poświęcić kilka słów rozmowie z Katarzyną Ueberhan. Liderka listy Lewicy była gościem Wieczoru WTK.



Już wcześniej podobnych wywiadów udzieliły Jadwiga Emilewicz z PiS i Joanna Jaśkowiak z KO. Katarzyna Ueberhan, inaczej niż Emilewicz, nie musiała się tłumaczyć ze spadochroniarstwa, i w przeciwieństwie do Jaśkowiak nie odpowiadała na pytania półsłówkami.

I na tym, niestety z punktu widzenia lewicy, zalety jej występu się kończą. Katarzyna Ueberhan wypadła po prostu dramatycznie źle. Niemal na wszystkie pytania odpowiadała tak enigmatycznie, że nawet panowie Rejewski, Różycki i Zygalski mieliby nie lada kłopoty z interpretacją.

Źle wróżył już sam początek tej rozmowy...

Nie będziemy mówić o abp. Jędraszewskim, nie będziemy mówić nawet o Jarosławie Kaczyński, tylko o programie. O tym, jaką Polskę wyobraża sobie Lewica po jesiennych wyborach.
- To ja też muszę pana trochę rozczarować, ponieważ nieco za wcześnie na taką rozmowę. Za tydzień, 24 sierpnia w Warszawie, zaprezentujemy nasz lewicowy program. I wtedy będziemy mogli rozmawiać o szczegółach.


No jasne, zróbmy konferencję (nie pierwszą, tylko już którąś!), ogłośmy z pompą, że startujemy i mamy kandydatów. Ale co proponujemy - nie powiemy. I niech dziennikarze nawet o to nie pytają. Proszę grzecznie zaczekać na naszą konwencję.

Zwyczaje Wiosny Biedronia - gdzie wszystko wydawało się sztucznie wyreżyserowane i odpalane w zaplanowanym z góry momencie, w tym konfetti na wieczorze wyborczym po uzyskaniu ledwie 6 proc. - najwyraźniej bardzo szybko przeniosły się do całej lewicowej koalicji.

Mimo wszystko prowadzący rozmowę Jan Józefowski próbował czegoś o propozycjach Lewicy się dowiedzieć. Np. jak Lewica chce w praktyce zrealizować postulat świeckiego państwa.

- To jest też temat bliski poznaniakom i poznaniankom. Dla mnie osobiście oznacza to duchowieństwo, które płaci takie same podatki jak każdy obywatel i obywatelka. To jest państwo, w którym Kościół, czy uroczystości kościelne, nie mieszają się z uroczystościami państwowymi.

To np. religia w szkołach czy w salkach katechetycznych?

- Czy w szkołach... to są kwestie szczegółowe do uzgodnienia. Jestem zwolenniczką religii finansowanej przez Kościół, a nie z budżetu państwa.

Ale czy zgodzi się na to SLD, które nic tu nie zmieniło, gdy rządziło?

- Mogę zagwarantować, że program, który przedstawimy, będzie łączył nas wszystkich. I jest oparty na wspólnych wartościach.

Budowa mieszkań?

- Temat mieszkań też jest dla nas ważny. I jest ważny dla Poznania. Wiemy, że jest niewystarczająca liczba mieszkań komunalnych, że czynsze są za wysokie. Oczywiście to w gestii samorządu. Ale mamy też pomysł na rządowy program. (...) Zaprezentujemy go na naszej konwencji programowej.

Zaraz potem Katarzyna Ueberhan zaznaczyła, że Lewica ma też "konkretne postulaty społeczne", jakie więc poza świeckim państwem?

- Mamy duży problem z ochroną zdrowia, problemy z dostępem do leków, w programie znajdą się też gotowe recepty na dostępne leki.

- A o którejś z tych rzeczy można już konkretnie powiedzieć? - zniecierpliwił się Józefowski.

- No niestety nie mogę - odparła z rozbrajającą szczerością Ueberhan. I tak o wszystkim do końca wywiadu. "Mamy problem z...", "to ważny temat dla poznanianek i poznaniaków", "szczegóły znajdą się w programie, który ogłosimy...".

Jeśli Katarzyna Ueberhan chciała w ten sposób zachęcić ludzi do głosowania na listę Lewicy, to obawiam się, że mogło to przynieść efekt odwrotny do zamierzonego. I że nazajutrz Joanna Jaśkowiak czy inna Marta Mazurek usłyszały w sklepie: "Jednak zagłosuję na panią".

Posłanką może zostać tylko jedna

Tak w ogóle - mamy w Poznaniu trzy kobiety na czele trzech najbardziej liczących się komitetów. Tego jeszcze nie było w żadnych wyborach.

Zresztą Lewica wyróżnia się tu dodatkowo. Ma nie tylko kobietę na "jedynce", ale aż trzy panie na trzech pierwszych miejscach, bo zaraz za plecami Ueberhan są jeszcze Anna Wachowska-Kucharska i Katarzyna Kretkowska.

A jeszcze dalej mają kandydować też m.in. Beata Urbańska czy Halina Owsianna... Zaraz trzeba się będzie przyjrzeć, czy tu zostanie zachowany parytet, w końcu zgodnie z przepisami na tej liście musi być co najmniej 35 proc. mężczyzn! ;)



Z moich wyliczeń wynika, że przy poparciu rzędu 10-15 proc. dla Lewicy w Poznaniu praktycznie pewny jest dla niej jeden - i TYLKO jeden - mandat. Co prawda Kretkowska w wypowiedziach telewizyjnych popłynęła i zapowiedziała walkę o dwa, a nawet trzy (!) miejsca w Sejmie, ale w 10-mandatowym poznańskim okręgu Lewica musiałaby ugrać już powyżej 20 proc., by taki scenariusz wchodził w grę.

UPDATE: Tutaj z kolei ja się trochę rozpędziłem. Wybaczcie. Z tych wyliczeń wynika, że Lewica ma szansę na drugi mandat już przy 17 proc., zakładając poparcie dla PiS w okręgu poznańskim na poziomie 25 proc. Z tym że te 17 proc. to wciąż wynik dla lewicy od lat nieosiągalny.

Zatem prawdopodobnie właśnie wymieniona wyżej trójka - Ueberhan, AWK i Kretkowska - stoczy między sobą wewnętrzną walkę o jeden jedyny mandat lewicowej posłanki z Poznania.

ZOBACZ TAKŻE: Wybory 2019. Jednak wciąż 10 posłów z Poznania. Historia mandatu, którego nie było, czyli fatum PO i niedoszły poseł Kukiz'15

Szczerze mówiąc, gdy tylko Włodzimierz Czarzasty z Robertem Biedroniem i Adrianem Zandbergiem ogłosili wspólny start w wyborach, naturalną kandydatką do przewodzenia poznańskiej liście wydawała mi się Katarzyna Kretkowska.

Już poprzednio była o włos od wejścia do Sejmu. Gdyby Zjednoczona Lewica w całym kraju dostała 0,5 pkt proc. więcej, Kretkowska byłaby dziś posłanką, i to startując z "trójki". Zgarnęła wtedy w Poznaniu i okolicach 9,5 tys. głosów.

Jej kandydatura miałaby jeszcze parę innych atutów, jak ponad 20-letnie doświadczenie w polityce, działalność w "Solidarności" w latach 80. czy wreszcie fakt, że jest do wzięcia od ręki, bo ostatnim razem akurat do rady miasta się nie dostała.

Znalazłyby się oczywiście też minusy, choćby takie, że Kretkowskiej w Sejmie w razie dalszych rządów PiS nie byłoby sensu wysyłać do jakiejkolwiek dyskusji. Mając np. minutę na wypowiedź nie zdążyłaby nawet zrobić wstępu...



Zapadły jednak takie, a nie inne ustalenia, w których Wiosna dostała w całym kraju 18 "jedynek". Katarzyna Ueberhan praktycznie od początku była mocno zaangażowana w tworzenie lokalnych struktur partii Biedronia, potem w kampanię do europarlamentu, choć sama startowała jedynie z "trójki".

Jednak dobry wynik Wiosny w Wielkopolsce - 7,8 proc., co dało Sylwii Spurek jedno z trzech miejsc w PE dla partii Biedronia - to z pewnością także jej zasługa. Teraz Ueberhan postanowiła wyjść z cienia i sama powalczyć o Sejm. A partia po prostu doceniła i nagrodziła jej działania.

Klątwa poznańskiej lewicy

To oczywiście nie znaczy, że Ueberhan jest kompletnie nieznana, była np. jedną z głównych twarzy projektu Ratujmy Kobiety po głośnych tzw. czarnych protestach. To ona przyjmowała zaproszenia do mediów, dyskutowała w nich z politykami PiS czy różnymi działaczami prolife, wyjaśniała, dlaczego należy zliberalizować przepisy antyaborcyjne i czym może skutkować ich zaostrzanie.

Tak przy okazji - Katarzyna Ueberhan ma szansę przełamać swoistą klątwę poznańskiej "jedynki". Lider listy lewicy w Poznaniu ostatni raz zrobił na niej najlepszy wynik i wszedł do Sejmu w... 2005 r.



Później działacze jakoś nie mieli szczęścia do wskazywania kandydata nr 1. Tak właśnie sparzył się Tomasz Lewandowski, który w 2007 r. otwierał listę, ale przeskoczyła go Krystyna Łybacka.

Podobny los spotkał - i to dwukrotnie - Waldemara Witkowskiego. W wyborach 2011 także od niego lepsza okazała się Łybacka, a ostatnim razem nie kto inny, jak Katarzyna Kretkowska. Tyle że ta ostatnia do Sejmu nie weszła - bo w całym kraju Zjednoczona Lewica nie przekroczyła progu.

Wygląda na to, że "jedynka" na poznańskiej liście lewicy do Sejmu jest równie szczęśliwa, jak stłuczenie lustra, przejście pod drabiną, wygranie Pucharu Konfederacji na rok przed piłkarskim mundialem czy wreszcie zajęcie gabinetu wiceprezydenta na prawo za drzwiami z nr 116 przy pl. Kolegiackim, którego lokator zmienia się średnio raz w roku (panowie Jakub J., Stasica i Lewandowski mogą potwierdzić).

Tym razem Katarzynie Ueberhan również nie będzie łatwo. Zwłaszcza że za jej plecami poza popularną w mieście Kretkowską jest jeszcze m.in. znana społeczniczka Anna Wachowska-Kucharska z Lewicy Razem.

To właśnie Wachowska-Kucharska zdążyła już zresztą wypalić, że jej 11 tys. głosów w wyborach prezydenta Poznania w 2014 r. było "spektakularnym sukcesem". Zaraz, zaraz... jakie 11 tys. głosów?



Już zresztą pal licho to podkręcenie własnego rezultatu o parę tysięcy głosów. Jeśli jednak AWK tak bardzo podkreśla, że zrobiła taki wynik jako "osoba całkowicie niezależna bez poparcia żadnej partii politycznej", co oczywiście jest prawdą...

...to zaraz będzie musiała podobnie nazwać np. zeszłoroczny rezultat Jarosława Pucka. Ten zdobył - oczywiście przy wyższej frekwencji - 17 tys. głosów, co dało mu 7,5 proc. poparcia. I prawie wyprzedził Tomasza Lewandowskiego - notabene wspieranego wówczas m.in. właśnie przez AWK.

ZOBACZ TAKŻE: Wybory 2018. Podsumowujemy i oceniamy kandydatów na prezydenta Poznania. I dodatkowo piosenka dla każdego!

Dodajmy jeszcze, że choć Anna Wachowska-Kucharska z pozoru jest całkiem znana i może zdobyć sporo głosów, to w ostatnich wyborach - delikatnie mówiąc - nie ma szczęścia.

Przed rokiem mimo dobrego wyniku - niemal identycznego jak Kretkowska, z tym że w innym okręgu - znów nie dostała się do rady miasta. Potem przegrała... wybory osiedlowe. I wreszcie wiosną nie zdziałała cudów w eurowyborach.

Grupiński przejechał się po Millerze

To, że podobnie jak rok temu w Poznaniu, tak teraz w całym kraju Lewica idzie do wyborów razem pod jednym szyldem, trzeba podkreślić i docenić. Nawet jeśli w dużej mierze przyczyniła się do tego czarna polewka od Grzegorza Schetyny dla Włodzimierza Czarzastego.

ZOBACZ TAKŻE: Wybory 2019. Wracamy do punktu wyjścia. Opozycja cały czas gra do tej samej bramki... ale już nie w jednym zespole

Jakie poparcie ta wspólna lewicowa ekipa może zdobyć? Sondaże wskazują, że powyżej 10 proc., co w Poznaniu - jak już pisałem - niemal na pewno da jeden mandat.

Tu mała dygresja. Szef SLD Włodzimierz Czarzasty zaraz po eurowyborach stwierdził, że pora "przestać pier... bzdury po telewizjach i radiach", ale na swoje nieszczęście nie wspominał nic o gazetach.

No to Rafał Grupiński, lider wielkopolskiej PO, w lipcu udzielił wywiadu tygodnikowi "Wprost".

(...) Z kolei wyborcom w Wielkopolsce nie odpowiadał Leszek Miller. Podczas zbierania podpisów słyszeliśmy często: "Popieram was, ale Miller na waszej liście?". Nie do końca było przemyślane, że startował w Wielkopolsce, ale to SLD go zgłosił

Poseł PO Rafał Grupiński / źródło: tygodnik Wprost



I jeszcze kawałek dalej:

Przy naszej historii, poznańskim Czerwcu '56 - w Poznaniu po prostu historycznie lewica nie ma poparcia. Leszek Miller nie zebrał tyle głosów, ile powinien jako były premier, ale mandat zdobył.

Dodajmy, że wszystko działo się na samym finiszu rozmów o kształcie Koalicji Obywatelskiej, kilka dni później Grzegorz Schetyna podziękował SLD za dalszą współpracę.

Już sam fakt, że Grupiński tak przejechał się po Millerze, mógł być nieco zaskakujący. Wynik Millera dla wielu innych polityków i komentatorów był raczej zaskoczeniem na plus. Można było przeczytać np., że "jak to się stało", że blisko 80 tys. ludzi zagłosowało na "starego komunistę" Millera.

Z ciekawości sprawdziłem, jak w porównaniu z Millerem wypada sam Grupiński. Wyszło, że pouczał Marcin Marcina, bo np. w wyborach parlamentarnych 2015 - gdy Grupiński startował z "dwójki" na liście tak jak teraz Miller w eurowyborach - na tym samym terenie (poznański okręg do Sejmu) i przy podobnej frekwencji zrobił niemal identyczny wynik:

Grupiński 2015
29,1 tys. głosów (20,5 tys. Poznań + 8,6 tys. pow. poznański)
7,1 proc. wszystkich głosów w okręgu / 19,9 proc. głosów na listę PO

Miller 2019
27,5 tys. głosów (17,1 tys. Poznań + 10,4 tys. pow. poznański)
7,2 proc. wszystkich głosów w okręgu / 13,5 proc. głosów na listę KE

A zwróćmy uwagę, że Miller miał na liście zdecydowanie popularniejszą liderkę - Ewę Kopacz - której trudniej było odebrać głosy, niż Grupiński, który niemal przeskoczył "jedynkę" - wówczas był nią dopiero debiutujący w polityce Szymon Ziółkowski.

Jeśli już Rafał Grupiński koniecznie chciał obśmiać Leszka Millera, to mógł mu wypomnieć tysiąc innych spraw, zaczynając od afer Rywina i starachowickiej, przez żenujący epizod z Samoobroną, a na kandydaturze Magdaleny Ogórek kończąc.

Ale, na litość boską, wytykać zdobycie "tylko" 80 tys. głosów? Z drugiego miejsca na liście? I to komuś, kto te głosy zdobył dla Koalicji Europejskiej, czyli dla tej samej ekipy?

Zostawmy już zresztą tego Millera. Jednak kolejne stwierdzenie, że lewica w Poznaniu "historycznie nie ma poparcia", tym bardziej kupy się nie trzyma. No chyba że Grupiński miał na myśli wyłącznie wybory jeszcze w czasach w PRL-u...

Prześledźmy poparcie dla lewicy w wyborach do Sejmu w okręgu poznańskim w III RP i porównajmy to z jej wynikami w całym kraju:

wybory 1991: Poznań 10,5 proc. / Polska 12,0 proc.
wybory 1993: Poznań 18,6 proc. / Polska 20,4 proc.
wybory 1997: Poznań 31,4 proc. / Polska 27,1 proc.
wybory 2001: Poznań 42,0 proc. / Polska 41,0 proc.
wybory 2005: Poznań 10,5 proc. / Polska 11,3 proc.
wybory 2007: Poznań 12,6 proc. / Polska 13,1 proc.
wybory 2011: Poznań 8,4 proc. / Polska 8,2 proc.
wybory 2015: Poznań 8,1 proc. / Polska 7,6 proc.

Nie wiem, jak Wy, ale ja w przeciwieństwie do posła Grupińskiego nie dostrzegam tu żadnej prawidłowości.

Na osiem wyborów lewica cztery razy miała w Poznaniu nieco niższe poparcie niż ogólnie. Cztery razy - nieco wyższe. To były zresztą niewielkie różnice, zwłaszcza jeśli porównać je np. do wyników PiS, które notorycznie robi u nas wyniki nawet o kilkanaście pkt proc. gorsze niż w całym kraju.

Kiedy SLD bywał u władzy - przełom lat 90. i 2000. - to w Poznaniu cieszył się nawet lekko wyższym poparciem. Tak samo jak Zjednoczona Lewica w ostatnich wyborach. Dodajmy jeszcze, że w 2011 r. startował też mocno lewicowy Ruch Palikota, który w Poznaniu dostał 11,7 proc. głosów, a w kraju 10,0 proc.

Nic nie wskazuje, by tym razem miało być jakoś inaczej, więc przy sondażowym poparciu dla Lewicy na poziomie ok. 10 proc. po prostu musi jej przypaść w Poznaniu jakiś mandat.

I po raz pierwszy od lat zdobędzie go ktoś inny niż Krystyna Łybacka (nie licząc Marka Niedbały, który na półtora roku wskoczył za nią do Sejmu, gdy dostała się do PE). Wydaje się praktycznie pewne, że po czterech latach nieobecności w Sejmie ten poznański mandat lewicy wróci znów w kobiece ręce, pozostaje tylko pytanie, w czyje konkretnie.

Seweryn Lipoński / 21 sierpnia 2019