www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Drogowcy wsadzają wiceprezydenta Wudarskiego na kolejne miny. Flagi, słupki... I strefa parkowania jak Hogwart!

6 października 2017

Drogowcy wsadzają wiceprezydenta Wudarskiego na kolejne miny. Flagi, słupki... I strefa parkowania jak Hogwart!

Poznań - Maciej Wudarski - Zarząd Dróg Miejskich - ZDM - Solidarność - Tomasz Wierzbicki - pl. Bernardyński

Za wiceprezydentem Maciejem Wudarskim miesiąc, w którym zapewne przybyło mu na głowie siwych włosów, a spokojnych i beztroskich powrotów z pracy miał mniej więcej tyle, ile bohaterki filmu „Botoks”. Trzeba to wprost powiedzieć: podlegli mu urzędnicy raz za razem kompromitują miasto... i przy okazji swojego szefa.

Zaznaczę od razu, że nie zazdroszczę Wudarskiemu „działek”, które jako wiceprezydent nadzoruje. Już kiedy został zastępcą Jacka Jaśkowiaka – czyli w grudniu 2014 r. – wiadomo było, że lekko nie będzie.

Na co dzień Wudarski musi się bowiem użerać m.in. z Zarządem Transportu Miejskiego, Zarządem Zieleni Miejskiej, Miejską Pracownią Urbanistyczną, wydziałem urbanistyki i architektury przy pl. Kolegiackim… No, po prostu same ulubione urzędy poznaniaków!

Z takim towarzystwem wiceprezydent Wudarski musi czuć się trochę tak, jakby od trzech lat grał w Sapera na którymś ze starych Windowsów, stąpając po polu minowym na poziomie Expert, przyszykowanym przez własnych podwładnych ze wspomnianych jednostek.



Ale zaraz, zaraz. Zapomniałem w tej krótkiej wyliczance wymienić Zarząd Dróg Miejskich. A tak się składa, że w ostatnich dniach to właśnie ZDM wyjątkowo dał się Wudarskiemu we znaki.

Flagom Solidarności – dziękujemy!

Zaczęło się z pozoru od błahostki. Z tym że w dość delikatnej materii. Z okazji rocznicy porozumień sierpniowych „Solidarność” poprosiła ZDM o wywieszenie biało-czerwonych flag.

Jednak któryś z pracowników ZDM, który najwyraźniej nigdy nie przechodził żadnych szkoleń z public relations, ewentualnie przechodził je za czasów dyrektorów Jacka Szukały i Kazimierza Skałeckiego, udzielił takiej odpowiedzi, jakiej udzielił…



Pikanterii sprawie dodał oczywiście fakt, że zaraz potem mieliśmy w Poznaniu Pride Week, z corocznym marszem równości na czele. I na trasie marszu – podobnie zresztą jak przed rokiem – ten sam ZDM nie widział problemu w wieszaniu flag tęczowych.

Flag tęczowych, które – dodajmy - na całkiem sporą część lokalnych polityków i innych homofobów działają jak czerwona płachta na byka, albo jak czerwone drogi rowerowe w centrum Poznania na niektórych kierowców samochodów.

Trudno się zatem dziwić, że m.in. wojewoda Zbigniew Hoffmann nie przegapił okazji, by zbesztać Jacka Jaśkowiaka i jego ekipę na Twitterze:




Sprawa zrobiła się na tyle głośna, że z idiotycznej odpowiedzi drogowców musiał tłumaczyć się sam wiceprezydent Wudarski. Tak mocno przejął się sprawą, że nie tylko przeprosił, ale nawet zasugerował, że w przyszłości… osobiście zajmie się wszystkimi wnioskami o wywieszenie jakichkolwiek flag na ulicach.

Złapałem się za głowę. Jeszcze tego by brakowało, żeby prezydent i jego zastępcy osobiście zajmowali się takimi drobiazgami, bo nie potrafią ich ogarnąć szeregowi pracownicy urzędu.

Na takiej zasadzie Bill Gates do dziś piekliłby się, próbując zmusić Windows Vista, by nie blokował własnych aktualizacji systemu. Szef Toyoty jeździłby po fabrykach na całym świecie i osobiście sprawdzał, czy we wszystkich samochodach działają hamulce i czy nie blokuje się pedał gazu.

Prezes Legii Warszawa od trzech lat osobiście przeglądałby protokoły meczowe, by się upewnić, czy w zgłoszonym składzie nie figuruje przypadkiem nieuprawniony zawodnik.

A Mirosław Kruszyński byłby dziś najwyższej klasy specjalistą systemów teleinformatycznych, z wpisem w CV, że przez parę miesięcy z samego rana jeździł po zajezdniach MPK Poznań i własnoręcznie naprawiał zepsute czytniki karty PEKA.

Kilka dni później zapytałem Wudarskiego, co właściwie miał na myśli. Zapewnił, że absolutnie nie zamierza osobiście rozpatrywać wszystkich wniosków o wywieszenie flag… Uff.

Ale już sam fakt, że w pierwszej chwili wymsknęła mu się taka deklaracja przez kompromitującą niefrasobliwość drogowców, jest bardzo wymowny.

Dyrektor Bolimowska na dywaniku

Jeszcze bardziej wymowna była reakcja Wudarskiego na aferę z słupkami, jakie ZDM postawił przy pl. Bernardyńskim. Tu sprawy nie nagłośnił już nawet nikt z opozycji, tylko szef radnych PO, czyli ktoś z bezpośredniego zaplecza prezydenta Jacka Jaśkowiaka i jego ekipy:



Wiceprezydent Wudarski zarządził, by dosłownie następnego dnia z samego rana drogowcy usunęli z placu słupki, jakie chwilę wcześniej tam postawili. I tu również Wudarski musiał tłumaczyć się z całej sytuacji dziennikarzom.

Zapowiedział przy tym rozmowę – zapewne dyscyplinującą, a nie jakąś miłą pogawędkę przy kawce – z szefową ZDM Katarzyną Bolimowską. I dorzucił, że wyciągnie konsekwencje.

Żeby było zabawniej, akurat w tej sytuacji drogowcy teoretycznie zadziałali zgodnie z przepisami, interesem społecznym (chodnik przy pl. Bernardyńskim notorycznie zastawiają samochody) i polityką transportową Jacka Jaśkowiaka i Macieja Wudarskiego.

Zrobili to jednak tak nieumiejętnie, czyli bez żadnych zapowiedzi ani konsultacji z kimkolwiek, zwłaszcza z samymi sprzedającymi na pl. Bernardyńskim, że zamiast działania w słusznej sprawie wyszła nieudana samowolka, z której miasto natychmiast musiało się wycofywać.



Aha! Zaraz po całym zamieszaniu Wudarski przyznał, że o sprawie dowiedział się z Facebooka, bo nikt z ZDM w ogóle nie poinformował magistratu o planowanych działaniach.

Strefa płatnego parkowania codziennie inna…

Teraz mamy do tego jeszcze sprawę zabytkowej wagi przy al. Marcinkowskiego. Drogowcy od niemal dwóch lat nie potrafili ustalić, kto za nią odpowiada, i kto mógłby zająć się jej naprawą. Sprawa trafiła w końcu… no, jak myślicie, do kogo?



Kiedy zacząłem się zastanawiać, ile jeszcze idiotycznych lub nieprzemyślanych decyzji Maciej Wudarski będzie musiał firmować swoją twarzą, przypomniało mi się jedno ciekawe pismo sprzed kilku miesięcy.

To była odpowiedź na interpelację Tomasza Wierzbickiego. Radny Wierzbicki pytał o szczegóły dot. strefy płatnego parkowania: m.in. o liczbę miejsc parkingowych w strefie – także z podziałem na sektory – i o liczbę wydanych identyfikatorów dla mieszkańców.

Z informacji, o które prosił Wierzbicki, większość podano mu jak na tacy. Z jednym wyjątkiem. Urzędnicy stwierdzili, że nie są w stanie podać dokładnej liczby miejsc postojowych w poszczególnych sektorach strefy parkowania, bo…



To nic, że każdy z tych sektorów ma stałe i ściśle wyznaczone granice. Jak zauważyli urzędnicy, sektory na siebie nachodzą, więc miejsc dla każdego sektora z osobna nie da się policzyć!

Aż chciałoby się zapytać, co ma piernik do wiatraka. Tu jednak bardziej na miejscu byłoby pytanie, jak często ktoś, kto przygotowywał tę odpowiedź, chodził w czasach szkolnych na wagary. I czy przypadkiem nie zdarzało się to już w podstawówce, gdzieś w II czy III klasie, gdy na matmie cała klasa uczyła się o zbiorach.

Kto podpisał się pod tym kuriozalnym pismem? A jakże, dobrze się domyślacie, wiceprezydent Maciej Wudarski.

To oczywiście nie oznacza, że on sam tę odpowiedź przygotowywał, i bynajmniej nie jego podejrzewam teraz o uciekanie z lekcji matmy. Prezydent i jego zastępcy, odpowiadając na interpelacje radnych, najczęściej tylko podpisują się pod tym, co przygotują im odpowiednie wydziały.

Tu pismo do podpisu dla Wudarskiego przygotował najprawdopodobniej ktoś z Zarządu Dróg Miejskich, konkretnie z tamtejszego wydziału parkowania. I to ten ktoś uznał, że nie jest w stanie podać liczby miejsc parkingowych w poszczególnych sektorach strefy.



Wychodziłoby więc na to, że liczba tych miejsc zmienia się jak w kalejdoskopie, może nawet każdego dnia jest inna! Weźmy np. miejsca na ul. Podgórnej. Tam nachodzą na siebie sektory 1, 2 i 3, więc ZDM najwyraźniej dziś zalicza je do sektora 1, ale jutro zaliczy je do sektora 3, a za tydzień – do sektora 2.

Z pisma wynika zatem, że w poznańskiej strefie parkowania jest zupełnie jak w Szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart, w której uczył się Harry Potter. Przypomnijmy stosowny fragment…

W Hogwarcie było sto czterdzieści różnych schodów: szerokich i wygodnych, wąskich i rozklekotanych; niektóre w piątki prowadziły zupełnie gdzie indziej niż w pozostałe dni tygodnia (…) Trudno było zapamiętać, gdzie co jest, ponieważ wszystko zdawało się wciąż zmieniać miejsce.

Osoby z portretów nieustannie się odwiedzały, a Harry był pewny, że stojące tu i ówdzie zbroje potrafią chodzić.

(J.K. Rowling, „Harry Potter i Kamień Filozoficzny”, tłum. A. Polkowski, wyd. Media Rodzina, s. 140-141)


Wyszło w każdym razie komicznie: urząd odmówił podania prostej i łatwiej do sprawdzenia informacji radnemu miasta (!), który działa w tym samym stowarzyszeniu co formalnie udzielający mu odpowiedzi wiceprezydent (!!), a do tego niemal w każdej sprawie wspiera prezydenta i rządzącą koalicję (!!!).

Gdyby radny Tomasz Wierzbicki był złośliwym człowiekiem, mógłby napisać kolejną interpelację, w której nieco podrążyłby temat kolejnymi pytaniami:

1. Jakiej liczby miejsc parkingowych nie da się na stałe przypisać do żadnego sektora strefy parkowania, bo np. w poniedziałek mieszczą się w innych sektorach niż we wtorek?

2. Z jaką częstotliwością miejsca parkingowe zmieniają przynależność do sektorów? Czy odbywa się to w odstępie np. kilku tygodni, kilku dni, czy raczej kilku godzin? Jeśli to kwestia dni – czy z góry wiadomo, w które dni konkretne miejsce parkingowe należy do danego sektora, a w które do innego?

3. Czy z góry wiadomo, kiedy i w jaki sposób miejsce parkingowe zmieni przynależność do sektora, czy też taka zmiana odbywa się w sposób całkowicie spontaniczny i losowy?

4. Jeśli ktoś ma identyfikator mieszkańca np. na sektor 2 i zaparkuje w poniedziałek na miejscu w sektorze 2, a we wtorek lub środę okaże się, że to samo miejsce leży już w sektorze 3, to czy na właściciela auta zostanie nałożona kara za nieopłacone parkowanie?

5. Czy w związku z zaistniałą sytuacją Zarząd Dróg Miejskich rozważy przygotowanie dla mieszkańców osobnych mapek z sektorami strefy płatnego parkowania na każdy dzień w roku? Takie rozwiązanie wydaje się koniecznością, bo jak inaczej mieszkaniec ma wiedzieć, czy w danym dniu parkuje w miejscu, które na pewno należy do jego sektora.

Dodajmy, że mimo wszystko sprawa na tym kuriozalnym piśmie się nie skończyła. Niemal miesiąc później odpowiedź na interpelację Wierzbickiego została… uzupełniona.

To wyjątkowo niecodzienna praktyka, w zasadzie nie przypominam sobie innego takiego przypadku, ale fakt faktem, że miasto ostatecznie podało radnemu dane, o które prosił:



Podsumujmy. Interpelacja Wierzbickiego trafiła do urzędu 4 kwietnia. Kilka tygodni później – 27 kwietnia – radny dostaje odpowiedź, z której wynika, że miasto nie potrafi policzyć miejsc parkingowych w poszczególnych sektorach strefy parkowania. Jeszcze miesiąc później – 23 maja – okazuje się, że jednak potrafi.

Nie wiem, czy to sam Wierzbicki interweniował w urzędzie już mniej formalnymi kanałami, czy może wiceprezydent Wudarski sam się zorientował, pod jakim idiotyzmem się podpisał.

Tak właściwie znacznie istotniejsze jest tu inne pytanie. Konkretnie pytanie o duchy poprzedniego kierownictwa ZDM, niegdyś niemal zawsze niechętnego do udzielania JAKICHKOLWIEK informacji, które to duchy najwyraźniej do dziś krążą już po nowym budynku przy ul. Wilczak.

Seweryn Lipoński / 6 października 2017