Poznań Spoza Kamery » No nie! Ryszard Grobelny mówi, że Kaponiera nie miała być na Euro 2012. Ten wywiad wymaga didaskaliów...

10 września 2016

No nie! Ryszard Grobelny mówi, że Kaponiera nie miała być na Euro 2012. Ten wywiad wymaga didaskaliów...

Poznań - Ryszard Grobelny - Jacek Jaśkowiak - rondo Kaponiera - Poznańskie Inwestycje Miejskie

- To mnie trochę śmieszy – stwierdził Ryszard Grobelny, były prezydent Poznania, w studiu Radia Merkury. Jaki to świetny dowcip go rozbawił? Sugestia, że rondo Kaponiera miało być gotowe na Euro 2012.

Przyznam, że po prostu uwielbiam wywiady o dużych miejskich inwestycjach, w których szczegółów jest tyle, że można przytoczyć tylko te wygodne.

Czasem – skonfrontowane z faktami – takie rozmowy mogą być źródłem sporej rozrywki.

Zdarzyło się już, że np. Kazimierz Skałecki, kiedy miał jeszcze coś do powiedzenia (i to niemało!) na kluczowych miejskich placach budowy, to w studiu TVP Poznań przekonywał, że budowa niesławnych dróg przy dworcu PKP Poznań City Center to „projekt w całości prywatny”, bo „projektuje, buduje i w całości finansuje firma prywatna”.

Teraz głos zabrał jego były szef Ryszard Grobelny. I to w sprawie jeszcze ważniejszej. Na antenie Radia Merkury Grobelny mówił m.in. o kończącej się przebudowie ronda Kaponiera.

Przede wszystkim Ryszard Grobelny oznajmił, że Kaponiera... nigdy nie miała być gotowa na Euro 2012. Serio.

To mnie trochę śmieszy. (...) W żadnej umowie nie było czegoś takiego, że ta inwestycja ma być skończona przed Euro 2012. Tak naprawdę od pierwszego dnia było wiadomo, że na Euro 2012 całej Kaponiery nie będzie gotowej.

Już sama sugestia, że Kaponiera miała być na Euro 2012, prezydenta Grobelnego „trochę śmieszy”. No, rzeczywiście, boki zrywać!



Były prezydent Poznania sprytnie rozmydla fakt, że Kaponiera przez ładnych parę lat była ZAPOWIADANA na Euro 2012. Przecież nieprzypadkowo znalazła się w gronie kluczowych inwestycji na tę imprezę.

Także w oficjalnych miejskich dokumentach, które wówczas nosiły jeszcze nazwę „wieloletnich programów inwestycyjnych”, i które warto przy tej okazji przypomnieć:




Przez kilka lat Kaponiera figurowała tam z planowaną datą ukończenia w 2012 r.

Jasne, w chwili wbicia pierwszej łopaty było już jasne, że całej Kaponiery na Euro 2012 nie będzie. To oczywiście fakt i tu Grobelny ma rację. Zresztą trudno, żeby było inaczej, skoro to wbicie nastąpiło we wrześniu 2011 r., czyli... dziewięć miesięcy przed mistrzostwami.

Dodajmy, że prezydent Grobelny to, co dzisiaj uznaje za „oczywistą oczywistość”, oznajmił poznaniakom dziwnym trafem dopiero tuż po wyborach jesienią 2010 r. To wtedy oficjalnie podzielił przebudowę Kaponiery i Roosevelta na dwa etapy. Jeden „przed Euro”, drugi „po Euro”.

No więc, siłą rzeczy, przetarg i umowa podpisana już w 2011 r. rzeczywiście zakładały, że przed Euro 2012 uda się przebudować tylko kawałek ul. Roosevelta.

To wszystko nie świadczy wcale o tym, że Kaponiera nigdy nie miała być na Euro 2012. To świadczy co najwyżej o tym, jak nierealne były wcześniejsze zapowiedzi.

Zresztą bardzo ciekawie brzmi też uzasadnienie Grobelnego, co ta Kaponiera właściwie początkowo robiła wśród inwestycji „na Euro”, skoro – jak teraz twierdzi – to od początku był tylko pic na wodę...

Oczywiście, tam było hasło Euro 2012, po to, żeby zdobyć środki finansowe i pracować zgodnie z przepisami prawa.

Jeśli faktycznie tak było, to już wręcz pachnie próbą sięgnięcia po pieniądze z Unii Europejskiej w nie do końca prawidłowy sposób. Na zasadzie: powiedzmy im, że to na Euro, choć tak naprawdę wcale nie na Euro. Może się nie zorientują i dadzą kasę.

Zresztą z tymi unijnymi pieniędzmi i tak ostatecznie wyszło raczej średnio.

Miasto na rondo Kaponiera zdobyło 72 mln zł unijnej dotacji, tyle że jako dofinansowanie do pierwotnej kwoty 150 mln zł. Kiedy prace się ślimaczyły, a koszty puchły – ostatecznie do 360 mln zł – to nikt już oczywiście nie chciał się Poznaniowi dorzucać.

Idźmy dalej, bo kolejne cytaty są równie ciekawe, trzymajcie się mocno.

Niewątpliwie problem z mostem Uniwersyteckim był, i to, że późno się okazało, że on jest nienadający się do użytku, opóźniło prace. Na ile przedrożyło prace, to trudno dzisiaj powiedzieć, bo oczywiście i tak musiałby być zrobiony.

Na podobnej zasadzie można by powiedzieć, że oczywiście i tak zrobiona musiałaby być także np. estakada katowicka. Zatem „trudno powiedzieć”, ile (i czy w ogóle cokolwiek!) kosztowało wieloletnie zaniedbywanie jej stanu.

Z mostem Uniwersyteckim było tak, że jeszcze na początku 2012 r. urząd proponował ZWYKŁY REMONT za... 10 mln zł. A rada miasta klepnęła to w budżecie.

Podkreślmy, to było na początku 2012 r., czyli trwała już przebudowa pierwszej części ul. Roosevelta. Czyli – można powiedzieć – inwestycja związana z Kaponierą była już w trakcie.

Do dzisiaj nie mieści mi się w głowie, jak przed tak poważnym przedsięwzięciem można było nie sprawdzić wcześniej porządnie stanu mostu Uniwersyteckiego. W efekcie wyniki ekspertyzy wylądowały na biurku wiceprezydenta Mirosława Kruszyńskiego dopiero tuż przed rozpoczęciem II etapu prac na Kaponierze.

A teraz już, dla odmiany, przebudowa ul. Dąbrowskiego i...

Przepraszam, na Dąbrowskiego moi urzędnicy nie podpisywali. Jeśli pamiętam – umowa na Dąbrowskiego była podpisywana już w tej kadencji.

To właśnie ten cytat tuż po wywiadzie Grobelnego zrobił największą medialną karierę.

Zaraz zaczęła się wymiana – nieco żenująca – oświadczeń i wyjaśnień. Do tego całe kalendarium. Kto podpisywał? Co i kiedy? Czy rządził wtedy jeszcze Grobelny, czy już Jaśkowiak?

Z pozoru Ryszard Grobelny powiedział prawdę. Rzeczywiście umowa na ul. Dąbrowskiego została podpisana w marcu 2015 r. – czyli już za kadencji Jacka Jaśkowiaka.

Z tym że Grobelny nie dodał już, że sam przetarg – w wyniku którego umowę podpisano – został ogłoszony 4 grudnia. A więc, przynajmniej formalnie, jeszcze za jego kadencji.

Nie mówiąc już o przygotowaniu samego przetargu i projektu, co przecież nie trwało parę dni. To nie koniec. Władze Poznańskich Inwestycji Miejskich całkiem słusznie wytknęły, że cały wybór wykonawcy prowadzili jeszcze poprzedni szefowie spółki, czyli prezes Krzysztof Cesar i wiceprezes Kazimierz Skałecki, powołani właśnie przez Grobelnego.

Zaskakujące jest to odcinanie się byłego prezydenta Poznania od swoich ludzi.

Przecież przez lata Ryszard Grobelny miał raczej tendencję do bagatelizowania błędów swoich podwładnych, tłumaczenia ich w tonie „nic się nie stało”, i wreszcie – przerzucania tych urzędników ze stanowiska na stanowisko.

Teraz, kiedy na jaw wyszły ich błędy z ostatnich dni rządów Grobelnego, były prezydent zastosował zupełnie inną strategię. Podobną jak Hanna Gronkiewicz-Waltz w Warszawie, która w aferze reprywatyzacyjnej też zdaje się mówić: „to nie ja, to oni!”.

W Poznaniu Grobelny – choć sprawa dużo mniejszego kalibru – poszedł o krok dalej. Sugeruje: to już nie moi urzędnicy, tylko urzędnicy prezydenta Jaśkowiaka, mimo że tak naprawdę byli to dokładnie ci sami ludzie.

Seweryn Lipoński / 10 września 2016