Poznań Spoza Kamery » Wybory 2018. Szczyt politycznego zuchwalstwa: Ryszard Petru proponuje Jaśkowiakowi start w... prawyborach

27 marca 2018

Wybory 2018. Szczyt politycznego zuchwalstwa: Ryszard Petru proponuje Jaśkowiakowi start w... prawyborach

Poznań - wybory 2018 - Jacek Jaśkowiak - Ryszard Petru - PO - Nowoczesna - Adam Szłapka

To wcale nie jest żart. Poznańscy działacze Nowoczesnej negocjują z PO opcję wystawienia w wyborach 2018 wspólnych list i poparcia Jacka Jaśkowiaka, tymczasem ich były szef kpi z ponoć kiepskich notowań prezydenta Poznania i powątpiewa, czy ten w ogóle nadaje się na wspólnego kandydata opozycji.

Lider Założyciel Nowoczesnej Ryszard Petru raz po raz wprawia w osłupienie swoimi wypowiedziami. Słyszeliśmy już m.in. o święcie Sześciu Króli, o polskiej konstytucji, która ma podobno 225 lat, czy wreszcie o imperium rzymskim, które upadło będąc u szczytu chwały.

Tym razem ofiarą alternatywnej wizji świata według Petru padł prezydent Poznania. Podczas poniedziałkowej konferencji na pl. Wolności Ryszard Petru niespodziewanie stwierdził, że Jacek Jaśkowiak „wysokich notowań nie ma”, przez co może przegrać wybory 2018 z przeciwnikiem z PiS.

To nie koniec. Były szef Nowoczesnej zaproponował, by Jacek Jaśkowiak wystartował w… prawyborach na wspólnego kandydata opozycji na prezydenta Poznania. Jeszcze raz powtórzmy, to naprawdę nie jest żart, mamy to nagrane.



Zapewne pamiętacie taką serię dowcipów…

Szczyt szybkości? Zamknąć szufladę na klucz tak szybko, żeby zdążyć go jeszcze do niej schować.

Szczyt ciemności? Zapalić zapałkę, po czym zapalić jeszcze drugą, by zobaczyć, czy ta pierwsza się pali.

Szczyt głupoty? Kupić portfel za ostatnie pieniądze.

Teraz możemy dołączyć do tej serii coś nowego. Szczyt politycznego zuchwalstwa? (żeby nie powiedzieć: bezczelności) Zaproponować prezydentowi Poznania – zbierającemu po 35-40 proc. poparcia – start w prawyborach na wspólnego kandydata na prezydenta Poznania, samemu mając w partyjnych sondażach po kilka procent.

Popierać Jaśkowiaka, dogadać się z Grobelnym…

Dodajmy od razu, że politycy z Warszawy przyjeżdżający do Poznania, sprawiający wrażenie nie do końca obeznanych z lokalnymi realiami i wprawiający w zakłopotanie lokalnych działaczy, to żadna nowość. Zdarzało to się również samej Platformie.

Taki obrazek z wyborów 2014… Jest 13 listopada, tuż przed I turą wyborów. Jacek Jaśkowiak, jeszcze tylko kandydat PO na prezydenta Poznania, od początku kampanii odpiera zarzuty, że niewiele różni się od urzędującego prezydenta Ryszarda Grobelnego. I że nie ma z nim żadnych szans na wygraną.

Do Poznania przyjeżdża Grzegorz Schetyna. Oczywiście zachwala Jacka Jaśkowiaka. Tyle że zaraz potem sugeruje, że po wyborach poznańska Platforma powinna… usiąść do stołu i dogadać się z prezydentem Grobelnym.

No comment. Kandydat PO i jego sztab robią wszystko, by odciąć się od wcześniejszej współpracy z Grobelnym i zachęcić jego wszystkich przeciwników do głosowania na Jacka Jaśkowiaka, bo to jedyna szansa, by uzyskać przyzwoity (a jak się potem okaże – nawet zwycięski) rezultat.

A tu nagle przyjeżdża facet z Warszawy, niby wspierając Jaśkowiaka, po czym daje do zrozumienia, że jednak z tym Grobelnym po wyborach trzeba będzie się jakoś poukładać, bo pewnie i tak wygra.

To Jaśkowiakowi akurat nie przeszkodziło, podobnie zresztą jak premier Ewa Kopacz i jej „w Poznaniu… yyy… nasz kandydat na prezydenta”, ale każda taka wizerunkowa wtopa może mieć potencjalnie zabójcze skutki dla samej partii i jej notowań.

Skomplikowany związek Jaśkowiaka z Nowoczesną

Oczywiście Ryszard Petru i Nowoczesna są w zupełnie innej sytuacji. Mówimy raczej o dopiero rozkręcającej się kampanii wyborczej, a nie o jej emocjonującym finiszu, zaś Nowoczesna nie tyle ma w Poznaniu cokolwiek do stracenia, co raczej do zyskania.

Konkretnie: szansę na porozumienie z Platformą. I udział we władzy przy pl. Kolegiackim po wyborach 2018. I, nie oszukujmy się, zapewne właśnie ten kontekst spowodował, że Ryszard Petru powiedział o Jacku Jaśkowiaku to, co powiedział.

(Nie wierzę bowiem, by Petru przyjechał do Poznania nieprzygotowany i niezapoznany z sondażami. Pamiętam, jak w 2015 r. udzielił mi wywiadu i wiedział o lokalnej sytuacji sporo, co później nawet pochwaliłem, gdy o ten wywiad zapytała mnie dziennikarka „Press” do tekstu o Petru)



Gdyby relacje Jacka Jaśkowiaka z Nowoczesną dało się oznaczyć na Facebooku jako związek – z pewnością trzeba by wybrać opcję „to skomplikowane”. Teoretycznie mają sporo wspólnego. Można by nawet zaryzykować stwierdzenie, że świetnie by do siebie pasowali.

Tyle że tak się akurat złożyło, że wylądowali w dwóch różnych obozach, bo Jaśkowiak wszedł na stałe do polityki jeszcze przed powstaniem Nowoczesnej. Zresztą gdyby nie szyld Platformy – prawdopodobnie nigdy nie wszedłby do II tury wyborów 2014 i nie został prezydentem Poznania.

Już pewnie mało kto pamięta, ale wiosną 2016 r. gruchnęła wiadomość, że Ryszard Petru miał zaproponować Jackowi Jaśkowiakowi start w wyborach 2018 na prezydenta Poznania z poparciem Nowoczesnej.

Prezydent dużego miasta - w szczególności taki, którego rozpoznawalność ostatnio wzrosła - mógłby być dla pana Petru atrakcyjnym transferem. Ja jestem jednak lojalny wobec Platformy, która jest moją pierwszą partią

Prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak, wypowiedź z kwietnia 2016 r., źródło: Gazeta Wyborcza Poznań



Mieliśmy po tych doniesieniach całą serię dementi ze strony Nowoczesnej. Jednak już sam fakt, że takie pogłoski się pojawiły, świadczył, że coś może być na rzeczy.

Zwróćmy jednak uwagę, że sytuacja była wówczas zupełnie inna. Nowoczesna znalazła się u szczytu popularności. W sondażach zbierała po 20-30 proc. poparcia.

Co innego Platforma, która parę miesięcy wcześniej dostała potężnego gonga w wyborach parlamentarnych i straciła władzę, a w sondażach zjechała drastycznie i przegrywała choćby właśnie z Nowoczesną.

I w tym kontekście zmiana barw mogła się wydawać dla Jacka Jaśkowiaka nawet kusząca. Zwłaszcza że i z własną partią wówczas w niektórych kwestiach nie było mu po drodze (uspokajanie ruchu, współpraca z podmiejskimi gminami, marsz równości…).

Prezydent Jaśkowiak pozostał jednak wierny barwom PO. Potem Nowoczesna osłabła, a jej poznańscy działacze zaczęli ostro krytykować Jacka Jaśkowiaka i zapowiadać, że w wyborach 2018 wystawią jednak własnego kandydata. Nie znaleźli go do dziś. Tymczasem Jaśkowiak wyrósł na zdecydowanego faworyta w prezydenckim wyścigu.

Jednocześnie pod koniec zeszłego roku zaczęły się pierwsze rozmowy o wspólnym starcie Platformy z Nowoczesną w wyborach 2018. I – co istotne – o wspólnych kandydatach na prezydentów dużych miast.

Już w październiku pisałem, że dla ludzi Nowoczesnej z Poznania będzie to tragikomiczny pakt, bo w praktyce będą musieli poprzeć tak krytykowanego wcześniej Jacka Jaśkowiaka. Może dlatego pierwsze deklaracje były ostrożne. Jeśli będzie porozumienie, to oczywiście poprą, ale dopiero w II turze…



To jednak - jak się wkrótce okazało - nie były puste deklaracje bez pokrycia. Szybko dało się zauważyć, że Nowoczesna zmieniła front, np. pod koniec grudnia Katarzyna Kierzek-Koperska pochwaliła Jaśkowiaka za budżet miasta na 2018 r. (i to mimo że tyle rzeczy przeforsowała w nim lewica!).

Zaczęli negocjacje, a tu Petru…

Teraz rozmowy zrobiły się na tyle poważne, że Nowoczesna rozważa wspólnego kandydata z Platformą już w I turze. Przyznała to Kierzek-Koperska dwa tygodnie temu przed naszą kamerą.

Pojawił się nawet pierwszy sondaż, w którym Jacek Jaśkowiak występował jako wspólny kandydat PO i Nowoczesnej, i zgarnął w nim ponad 44 proc. głosów.



I właśnie w tym momencie – kiedy Nowoczesna postawiła na scenariusz zarysowany jesienią przez Petru i wejść w rozmowy z Platformą o potencjalnym poparciu Jaśkowiaka – do Poznania zagląda tenże sam Ryszard Petru. Przekonuje, że Jacek Jaśkowiak „nie ma wysokich notowań”, więc powinien wystartować w prawyborach na wspólnego kandydata.

Jasne, niech najlepiej Jaśkowiak dostarczy CV i list motywacyjny do biura Nowoczesnej przy ul. Ratajczaka. Ze zdjęciem legitymacyjnym w trzech egzemplarzach – bo inaczej nie przejdzie!

Jeśli kandydatura się spodoba, to zadzwonią, zaproszą na rozmowę kwalifikacyjną, pozwolą wystartować w prawyborach, i może na samym końcu Nowoczesna łaskawie zgodzi się udzielić Jaśkowiakowi poparcia w wyborach 2018.

A może nawet się nie zgodzi, bo w prawyborach przy frekwencji rzędu 0,7 proc. działacze i sympatycy Nowoczesnej poznaniacy stwierdzą, że w starciu z kandydatem PiS od Jaśkowiaka większe szanse mają panowie Szłapka, Adamów lub pani Kierzek-Koperska.

Oczywiście, odkładając już żarty na bok, cała ta szopka z lekceważeniem silnej pozycji Jacka Jaśkowiaka wygląda tylko na element międzypartyjnych negocjacji. Musimy mieć też na uwadze, że Petru już jednak nie jest przewodniczącym Nowoczesnej, choć wciąż zasiada w jej zarządzie.

Zdaje się jednak, że poznańscy działacze Nowoczesnej są w tych rozmowach z Platformą równie spięci, bo przy obecnym poparciu to jest ich walka o „być albo nie być” w samorządzie.

Przed tygodniem zrobiłem materiał o kandydatach na prezydenta Poznania. A właściwie o tym, że – poza Jackiem Jaśkowiakiem – nadal nie znamy ich nazwisk. Oczywiście mówiłem też o Nowoczesnej, o jej rozmowach z PO i ewentualnym poparciu Jaśkowiaka.

Jeszcze tego samego dnia odezwała się do mnie jedna z ważniejszych osób z lokalnej Nowoczesnej. (To nie była oficjalna rozmowa, dlatego nie piszę, o kogo chodzi). Z pretensjami, że ponoć materiał sugerował, jakoby Nowoczesna już dogadała się z Platformą i definitywnie zrezygnowała z własnego kandydata…

Jeśli chcecie, to obejrzyjcie sobie ów materiał – we fragmencie dotyczącym porozumienia PO z Nowoczesną pełen sformułowań typu „jeżeli”, „może”, „to oznaczałoby” - i sami oceńcie, czy rzeczywiście sugerował, że obie partie już się dogadały.



Z dalszej rozmowy wyszło, że w Nowoczesnej martwią się wcale nie tym, co sobie pomyślą ich wyborcy (to jeszcze byłoby całkiem zrozumiałe), tylko – o zgrozo! – co pomyśli o nich… Platforma Obywatelska. Podobno odebrali ów materiał jako coś, co wzmocni pozycję PO w negocjacjach.

Jaśkowiak jak Horngacher

To pokazuje skalę przeczulenia i wzajemnej nieufności w tych rozmowach. Najwyraźniej Nowoczesna przyjęła w nich strategię przypominającą – z góry przepraszam za porównanie – politykę zagraniczną rządu PiS.

Czyli niby jesteśmy partnerami, niby chcemy się dogadać i współpracować, ale… Tak naprawdę musimy wstać z kolan! Musimy twardo bronić swoich interesów! Musimy się stawiać, a że to się innym nie podoba, to przecież normalne! Jak nie będziemy się stawiać, to nas sobie podporządkują.

Zdaje się, że na tej samej zasadzie Nowoczesna próbuje właśnie „stawiać się”, wstawać z kolan (sondażowych) i „twardo bronić swoich interesów” w rozmowach z Platformą, aby przypadkiem nie skończyć jako jej przystawka. Dotyczy to również rozmów o wspólnym starcie w Poznaniu.

I w tym kontekście wypowiedzi Ryszarda Petru deprecjonujące Jacka Jaśkowiaka stają się czymś zupełnie zrozumiałym. Przecież Petru nie mógł wyjść i powiedzieć: - Prezydent Jaśkowiak jest świetny, nie znajdziemy lepszego wspólnego kandydata, z góry zasługuje na poparcie Nowoczesnej.

Komentarze po wypowiedzi Petru każą się jednak przynajmniej zastanowić, czy nie przesadził, nie zalicytował za wysoko. Poznańska Nowoczesna jest w trudnej sytuacji. Z jednej strony chcieliby Jaśkowiaka i PO postraszyć, że wcale nie muszą się porozumieć i mają własnego kandydata, z drugiej... no właśnie nie bardzo mają takiego człowieka.

Negocjacje z Platformą trwają, to normalne, że każda strona chce ugrać dla siebie jak najwięcej. Ale jesteśmy też przygotowani na to, by pójść do wyborów samodzielnie

Przew. Nowoczesnej w Wlkp Katarzyna Kierzek-Koperska, źródło: Gazeta Wyborcza Poznań



Z całym szacunkiem dla Nowoczesnej, prezydentowi Jaśkowiakowi można wiele zarzucić, ale na pewno nie kiepskie notowania i słabą pozycję na starcie w wyborach 2018. Trudno więc spodziewać się, żeby przystał na jakieś warunki typu prawybory.

To trochę tak, jakby Apoloniusz Tajner, prezes Polskiego Związku Narciarskiego, usiadł ze Stefanem Horngacherem (dla niewtajemniczonych: trener kadry polskich skoczków narciarskich) do rozmów o nowym kontrakcie.

I jakby na dzień dobry zaczął mu wygarniać, że miniony sezon był beznadziejny. Że tylko dwóch Polaków w pierwszej dziesiątce Pucharu Świata. Na podium to właściwie tylko Kamil Stoch stawał… i to też nie zawsze.

Zdarzało się, że Kot czy Kubacki nie wchodzili do drugiej serii. Na igrzyskach drużyna zdobyła tylko brąz – a miało być złoto! Co prawda wpadło tam jakieś złoto indywidualnie, do tego jakiś Turniej Czterech Skoczni, no ale generalnie kadra wypadła poniżej oczekiwań i jej notowania są niskie.

Dlatego – kontynuowałby prezes Tajner – jest oczywiście opcja, by Horngacher pozostał szkoleniowcem polskiej kadry, ale trzeba się upewnić, czy faktycznie jest najlepszym kandydatem. Zatem PZN rozpisze konkurs na trenera. Do którego Horngacher oczywiście może się zgłosić.

Po czymś takim Horngacher zapewne roześmiałby się Tajnerowi w twarz, pożegnał z zawodnikami i wyfrunął do rodzimej Austrii, Niemiec czy innej Norwegii.

Tak samo, właściwie, na poniedziałkowe dyrdymały Ryszarda Petru mógłby zareagować Jacek Jaśkowiak. Może nawet tak zrobił słysząc te doniesienia.

Zresztą wcale niewykluczone, że słowa Petru były tylko odpowiedzią na jakąś inną, równie bezczelną propozycję PO (np. poparcie Jaśkowiaka bez stanowiska wiceprezydenta dla Nowoczesnej, lub totalna marginalizacja ich ludzi na listach do rady miasta czy sejmiku).

Jest jednak pewna subtelna różnica. Prezydent Jaśkowiak nigdzie Nowoczesnej nie odfrunie. Już zapowiedział, że w wyborach oczywiście wystartuje, a bez względu na wszystko lepsze dla niego będzie poparcie Nowoczesnej niż brak tego poparcia.

Tylko dlatego jestem przekonany, że Jaśkowiak i Platforma, mimo tej bezczelnej propozycji Petru, na dłużej usiądą do rozmów. Rozmów, które mimo wszystko mogą zakończyć się powodzeniem.

Jednym i drugim to porozumienie jest z różnych powodów potrzebne. Bez względu na to, jak bardzo by się zarzekali, że nie potrzebują go wcale i sami świetnie sobie poradzą bez niego.

Seweryn Lipoński / 27 marca 2018