www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Ta ostatnia niedziela, znaczy się sobota, na Św. Marcinie. Czy to tym Jacek Jaśkowiak pochwali się na wybory 2018?

2 września 2017

Ta ostatnia niedziela, znaczy się sobota, na Św. Marcinie. Czy to tym Jacek Jaśkowiak pochwali się na wybory 2018?

Poznań - Święty Marcin - Jacek Jaśkowiak - Mariusz Wiśniewski - centrum Poznania - wybory 2018

Jutro rusza przebudowa Św. Marcina. Dla najsłynniejszej – przynajmniej przed laty – ulicy Poznania to prawdziwe "być albo nie być". Tak samo dla prezydenta Jacka Jaśkowiaka, jeśli chodzi o ocenę jego inwestycji w pierwszej kadencji.

Przeszedłem się dziś po Św. Marcinie. I, tak szczerze mówiąc, jakoś nie wyczułem nadchodzącej „godziny zero”. Jeżdżą samochody, jeżdżą tramwaje, a ludzi – mimo kapryśnej pogody (przez moment zaczął popadywać deszcz) – jakby nawet więcej niż w przeciętny weekend.

Znaki, że coś tu się jutro zacznie dziać i że lepiej przeparkować samochód, niby są. Ale jakoś tak dyskretnie. Nie rzucają się przesadnie w oczy.

Przebudowa? Jaka przebudowa? Jedyne roboty, jakie dało się zauważyć w okolicy, to te na ul. Kantaka i przy remoncie jednego z wieżowców Alfa.



A jednak. Już jutro drogowcy zamkną cały kawałek Św. Marcina pomiędzy ulicami Gwarną i Ratajczaka, puszczą tramwaje objazdami, odholują pozostawione samochody. I Św. Marcin – taki, jaki do tej pory znaliśmy – przejdzie do historii.

Ulica przez lata ulegała degradacji. Zatrzymać ten proces mogą jedynie gruntowne zmiany

Wiceprezydent Poznania Mariusz Wiśniewski / źródło: Głos Wielkopolski



To najwyższy czas. Dyskusja o zmianach na Św. Marcinie trwała już ładnych parę lat i jeszcze trochę, a można by z tego zrobić cały serial podobny do tego, który ostatnio opisywałem w sprawie ronda Rataje.

Zresztą sam wiceprezydent Wiśniewski już od jakiegoś czasu przyznawał, że nie można przesadzić i tej inwestycji nadmiernie „przekonsultować”, bo wtedy efekty mogą być odwrotne do zamierzonych.

Przypomnijmy bowiem, że pierwszą koncepcję przebudowy Św. Marcina przedstawił już wiosną 2013 r. dr Bartosz Kaźmierczak z Politechniki Poznańskiej. Mowa była wtedy nawet o nieco większej części ulicy, bo od Gwarnej aż do alei Marcinowskiego, których mały fragment też miały objąć zmiany.



Sprawa wzbudziła wówczas spore zainteresowanie i mówiło się o niej ładnych kilka tygodni. Z jednej strony była to wreszcie reakcja władz miasta na jeszcze dłużej ciągnącą się dyskusję o upadku Św. Marcina.

Z drugiej strony, już wówczas co niektórzy wytykali, że propozycja jest zbyt antysamochodowa. Przewidywała zwężenie Św. Marcina do jednego pasa, wyłączenie z ruchu wspomnianego kawałka al. Marcinkowskiego, zakaz przejazdu na wprost ul. Ratajczaka przez skrzyżowanie ze Św. Marcinem.

Zatem były obszerne konsultacje, były kolejne dyskusje, kolejne spotkania... i...

I, za przeproszeniem, gówno z tego wtedy wynikło.



Prezydent Ryszard Grobelny co prawda wpisał przebudowę Św. Marcina do programu „Centrum”, czyli jednego z trzech, na które chciał sięgnąć po kasę z Unii Europejskiej. Jednak jego głównym punktem była mimo wszystko budowa tramwaju w Ratajczaka.

Zmiany na Św. Marcinie miały być jedynie elementem towarzyszącym. I bardzo trudno było wówczas zdefiniować, jaki w ogóle przybiorą kształt. Czy będzie realizowana wizja dr. Kaźmierczaka? Czy może jakaś inna? Miasto raz po raz rzucało jakieś kolejne propozycje, mniej lub bardziej podobne do tej pierwszej.

Być albo nie być dla Św. Marcina

A potem były wybory, nie było już prezydenta Grobelnego, był prezydent Jacek Jaśkowiak, który jednak – przynajmniej na początku – zdecydowanie bardziej zajęty był tematem tramwaju na Naramowice.

I dopiero po niemal roku jego urzędowania ogłoszono konkurs na nową koncepcję dla Św. Marcina. Jego rozstrzygnięcie, jak się okazało, stało się podstawą zmian, jakie w tej okolicy faktycznie zajdą.

Piszę „w tej okolicy”, bo plan obejmuje zmiany nie tylko na samym Św. Marcinie, ale też przy pl. Wolności, na ul. 27 Grudnia, Kantaka, Gwarnej, a nawet Mielżyńskiego.



Tak naprawdę to będzie być albo nie być dla tej ulicy. Jeśli Św. Marcin po zmianach faktycznie znów odżyje i przyciągnie ludzi – za kilka lat będziemy mówić o udanej reanimacji salonu miasta. Jeśli nic z tego nie wyjdzie, to będzie oznaczało, że „to już nie wróci”, a cała akcja okaże się reanimacją trupa.

To także – o czym już tak głośno się nie mówi – sztandarowa w tej chwili inwestycja prezydenta Jacka Jaśkowiaka. To moim zdaniem wcale nie przypadek, że jest w tej chwili najlepiej przygotowana i startuje jako pierwsza z tych, na które Poznań zabiegał o unijne dofinansowanie.

Zmiana priorytetów Jacka Jaśkowiaka

Jasne, priorytetem Jacka Jaśkowiaka na początku kadencji był tramwaj na Naramowice, ale zapowiedzi rozpoczęcia jego budowy w 2015 r. (ha, ha, ha!) i zakończenia do końca kadencji w 2018 r. (ha, ha, ha, ha!) okazały się równie wiarygodne, jak reklamy Amber Gold, czy jak tweety Donalda Trumpa.

Jest już oczywiste, że na wybory 2018 budowa tramwaju na Naramowice nie tylko się nie zakończy, lecz prawdopodobnie nawet się nie zacznie. Całkiem prawdopodobne, że Jacek Jaśkowiak kilka dni przed I turą utknie w korku na ul. Naramowickiej w służbowym aucie przyjedzie na Naramowice rowerem i dla zachowania pozorów wbije tam pierwszą łopatę...

No, ale to mimo wszystko trochę mało, a czymś przed wyborami pochwalić się trzeba. Trudno więc dziwić się, że w tej sytuacji Jacek Jaśkowiak stawia na przebudowę Św. Marcina, która może nie jest aż tak spektakularna, ale za to ma całkiem spore szanse powodzenia.

Z miasta płyną zapewnienia, że choć cały Św. Marcin będzie gotowy dopiero na wiosnę 2019 r., to tramwaje przejadą zrewitalizowaną ulicą już pod koniec 2018 r. Czytaj: zapewne w listopadzie. A jeszcze ściślej - zapewne tuż przed I turą wyborów.

Przypadek? Nie sądzę! :)

To jest ewidentnie plan B Jacka Jaśkowiaka. Zwłaszcza że polityczni oponenci z pewnością przez całą kampanię będą mu wypominać, że planu A – czyli tramwaju na Naramowice – nie zrealizował.

To również o tyle istotne, że żadnego innego planu C już Jaśkowiak nie ma, i raczej mieć nie będzie.

No bo jaką inną dużą inwestycją transportową miałby się pochwalić? Trasą tramwajową na Falistą o długości 650 metrów? Estakadą katowicką, której odbudowa dla mieszkańców Rataj i tak była oczywistą oczywistością, a dla zwolenników radykalnego ograniczania ruchu aut – wręcz zbędną inwestycją?

Może przebudową ul. Dąbrowskiego, która trwała półtora roku zamiast czterech miesięcy, a mieszkańców Ogrodów w nocnych koszmarach wciąż raz po raz nawiedza autobus T2 nadjeżdżający na przystanek?

A może – brrr... strach pomyśleć – przebudową Kaponiery?

No bez jaj.



Oczami wyobraźni jestem w stanie zobaczyć Jacka Jaśkowiaka, który w przedwyborczy poniedziałek – jest listopad 2018 r. – zaprasza dziennikarzy na Św. Marcin. Zbiórka na przystanku na ul. Gwarnej.

Z ul. Fredry podjeżdża tramwaj linii nr 16 – zupełnym przypadkiem jest to nowiutki moderus gamma. Prezydent, ku zaskoczeniu pasażerów, w otoczeniu reporterów, fotografów i operatorów kamer wsiada na pokład.

Tramwaj rusza i pomyka po nowym, cichym torowisku, nie trzęsie. Dzięki temu Jaśkowiak może w spokoju udzielać wywiadów: - Zapowiadaliśmy, że zrobimy rewitalizację tej ulicy, i dotrzymujemy słowa.

Jeszcze oczywiście nie sposób sprawdzić, czy ta rewitalizacja jest skuteczna, skoro roboty ciągle trwają. Jednak Jaśkowiak w ogóle się tym nie przejmuje i ogłasza termin rozpoczęcia budowy tramwaju na ul. Ratajczaka.

Motorniczy specjalnie przedłuża postój na nowym przystanku właśnie przy ul. Ratajczaka. Tak aby Jaśkowiak zdążył więcej powiedzieć. Po wysiadce na al. Marcinkowskiego show na chwilę kradnie wiceprezydent Wiśniewski ( - Mariusz, musiałeś tyle gadać? Puścili więcej ciebie niż mnie – będzie miał potem pretensje Jaśkowiak).

Prezydentowi gorliwie przytakują też pozostali zastępcy, Maciej Wudarski i Jędrzej Solarski, także ściągnięci w pilnym trybie na ten briefing. Tylko Tomasz Lewandowski gdzieś się zapodział. Krążą pogłoski, że zatrzymały go własne spotkania z wyborcami na finiszu kampanii pilne obowiązki służbowe.

Jednak można sobie wyobrazić też scenariusz zupełnie inny.

Jest listopad 2018 r. Ulica Św. Marcin cały czas rozkopana, a tory były złe i to tak bardzo złe, że tramwaje wrócą tu najprędzej za pół roku. Kierowcy, piesi i rowerzyści omijają Św. Marcin z daleka tak jak kiedyś Kaponierę. Współpracownicy Jacka Jaśkowiaka stanowczo odradzają mu pokazywać się publicznie w tym rejonie.

Konferencję w plenerze, na skrzyżowaniu Św. Marcina z Ratajczaka, robią za to politycy PiS. No, daleko nie mają...




Politycy PiS kpią, że po placu budowy krząta się ledwie paru robotników, przypominają Kaponierę i Dąbrowskiego. Przyprowadzają też kilku przedsiębiorców, którym na Św. Marcinie podczas prac padły biznesy.

Zarówno jeden, jak i drugi scenariusz na dziś nie jest wykluczony. Zaczynamy zabawę. Teraz wszystko w rękach prezydenta Jaśkowiaka, prezesa Poznańskich Inwestycji Miejskich, i oczywiście w rękach wykonawcy.

Seweryn Lipoński / 2 września 2017