Polub fanpage na FB

Poznań Spoza Kamery

Poznań Spoza Kamery

#polityka  #Poznań  #wybory  #samorząd  #inwestycje

Koniec wakacyjnej laby. Jaśkowiak z Wiśniewskim już wtopili na niezapowiedzianych (?) kartkówkach z matmy, przyrody...

#Poznań #Jacek Jaśkowiak #Mariusz Wiśniewski #27 Grudnia #remonty #szkoła #Platforma Obywatelska

SEWERYN LIPOŃSKI
10 września 2022

To nie był spokojny początek września dla prezydenta Jacka Jaśkowiaka i jego zastępcy Mariusza Wiśniewskiego. Już na dzień dobry po wakacjach spadła im na głowy cała masa problemów - na czele z rekrutacją do szkół.

Za nami pierwszy tydzień szkoły. Znacie pewnie to uczucie, gdy - zdawałoby się - dopiero co wróciliście z wakacji, w głowie nadal siedzą fajne obrazki z kolonii, znad morza czy z wycieczek po górach...

...a tu nagle twarde zejście na ziemię. Znowu trzeba siedzieć nad zadaniami. I nie zawsze jest lekko.

Jak się rozwiązywało równania z dwiema niewiadomymi? Kiedy używamy present perfect? Czym się, do choinki, różnił kwas siarkowy (IV) od kwasu siarkowego (VI)?...

Nie daj Boże nauczyciel wpadnie jeszcze na pomysł, by tę wiedzę zweryfikować, i znienacka każe wyciągnąć kartki. Wtedy już nie pomoże nawet żaden sposób na Alcybiadesa czy innego goga.

Tak właśnie było w ostatnich dniach w wesołym ogólniaku urzędzie miasta przy pl. Kolegiackim.



Prezydent Jacek Jaśkowiak jeszcze pod koniec sierpnia bawił u Rafała Trzaskowskiego na campusie Polska Przyszłości, a spostrzegawczy przyuważyli, że towarzyszył mu tam Marcin Gołek - wiceprezes Poznańskich Inwestycji Miejskich.



Tymczasem zaraz po powrocie Jaśkowiakowi spadła na głowę cała masa kłopotów. Związanych m.in. z rozkopanym miastem. Mocno oberwał też jego zastępca Mariusz Wiśniewski, który nadzoruje feralne "działki", gdzie skumulowały się problemy.




Mamy tu sytuację kuriozalną. Cała klasa niby spodziewała się, że będzie kartkówka, niby się nawet nauczyła, ale gdy przyszło co do czego - to i tak wszyscy oberwali po lufie.

Teraz Jacek Jaśkowiak, Mariusz Wiśniewski i ich kumple kłócą się na przerwie z resztą klasy, kto komu nie dał ściągać.

Miasto faktycznie przygotowało w szkołach średnich sporo miejsc (początkowo 7,7 tys. a finalnie ponad 10 tys.), przynajmniej w stosunku do tego, ilu absolwentów podstawówek było w samym Poznaniu (nieco ponad 5 tys.).



- Jako miasto zrobiliśmy więcej niż powinniśmy - podkreśla wiceprezydent Mariusz Wiśniewski. Kto więc zawinił? Podobno władze powiatu - które tych miejsc u siebie przygotowały znacznie mniej.

Takie przerzucanie się gorącym kartoflem dużo bardziej trzymałoby się kupy, gdyby chodziło o jakąś obcą czy nieprzychylną instytucję, choćby kuratorium oświaty.

Ale przecież - na litość boską - chodzi o władze powiatu. Jeśli czegoś nie przeoczyłem będąc na wakacjach, to starostą dalej jest Jan Grabkowski, czyli partyjny kolega Jaśkowiaka i Wiśniewskiego z Platformy Obywatelskiej.





Wspólne fotki na FB wyglądały super. Za to teraz, gdy przy wspólnym projekcie zrobił się bałagan i trzeba było wziąć to na klatę, to przestało być miło. Nagle usłyszeliśmy: "To nie my... to oni!".

Jednak nie słyszałem, by Jaśkowiak czy Wiśniewski alarmowali o zbyt małej liczbie miejsc w szkołach w powiecie, gdy nabór ruszał. A to nie było w lipcu ani w sierpniu. To było w maju!

Dodajmy, że zamieszanie z naborem do liceów, techników i szkół branżowych to specyficzny przypadek, gdy przyczyną kłopotów okazały się reformy dwóch różnych rządów:

* tzw. reformy sześciolatków (rządu PO-PSL): do I klasy podstawówki w 2014 r. poszły wszystkie 7-latki z rocznika 2007 oraz starsza połowa 6-latków z rocznika 2008, czyli w praktyce tych uczniów - którzy teraz skończyli podstawówkę i dobijali się do szkół średnich - w całym kraju było o połowę więcej niż zwykle;

* reformy oświaty minister Anny Zalewskiej (czyli rządu PiS), polegającej m.in. na zlikwidowaniu gimnazjów i wydłużeniu o rok nauki w liceach i technikach, przez co te same szkoły muszą teraz pomieścić w tych samych budynkach klasy z dodatkowego rocznika

Do tego doszły jeszcze dzieci z Ukrainy - w całym kraju ponad 7 tys. z nich przystąpiło wiosną do egzaminu ósmoklasisty. To nie są w skali samego Poznania jakieś wielkie liczby (zdaje się, że około setki), ale urzędnicy nadzorujący szkoły też musieli je mieć z tyłu głowy, szykując nabór.

Tak na marginesie - wielu z tych, którzy nie dostali się do żadnej szkoły i pod koniec wakacji mieli wielki problem, to właśnie Ukraińcy. To oraz ich stosunkowo niewielką liczbę - na oko to jakieś 1-2 proc. wszystkich kandydatów - warto mieć na uwadze, zanim zacznie się krzyczeć, że "ukraińskie dzieci zabierają naszym miejsca w szkołach".




- Spodziewałem się referendum. Uważałem, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że poznaniacy w pewnym momencie poproszą o zmianę prezydenta. Bo tak dużej skali inwestycji nie będą w stanie ścierpieć i ich cierpliwość się skończy - zdradził mi prezydent Jacek Jaśkowiak.

Kiedy? Nie, wcale nie teraz, tylko... niemal dwa lata temu. Konkretnie w październiku 2020 r. - gdy szykowałem materiał o realizacji obietnic Jaśkowiaka dwa lata po wyborach.

No, co się odwlecze, to nie uciecze, panie prezydencie.

Takiego komunikacyjnego armageddonu dawno w Poznaniu nie było. Jeszcze gorsze nastroje były chyba tylko przed Euro 2012. Tyle że wtedy utrudnienia dotknęły głównie kierowców. Teraz - o zgrozo - miasto w wielu miejscach pozbawiło mieszkańców sensownej komunikacji miejskiej.

Tu też miasto znalazło wytłumaczenie. Słyszymy: drodzy mieszkańcy, już od 2019 roku zapowiadaliśmy, że będzie cała masa remontów. Mogliście się tego wszystkiego spodziewać.

No, super. Ja też mogę np. zapowiedzieć mojemu szefowi, że w przyszłym tygodniu nie przyjdę do pracy, bo mam pilniejsze rzeczy do roboty. To duży ukłon z mojej strony - będzie wiedział z wyprzedzeniem!

Co nie zmieni faktu, że zrobię całej redakcji gigantyczny problem: trzeba będzie na szybko łatać grafik, zastępując mnie na dyżurach innymi ludźmi, którzy mieli wtedy odpoczywać. Niektóre programy - taki np. Gorący Temat - w ogóle się nie odbędą albo ktoś poprowadzi je z doskoku.

A gdy zirytowany prezes naszej stacji wezwie mnie po takiej akcji na dywanik, to rozłożę ręce i powiem: - Przecież już wcześniej mówiłem, że mnie nie będzie, w czym problem?

(Spokojnie, Krzysztof, Darek, ja tylko tak żartuję!) ;)

To teraz już serio. Zadaniem przewidujących władz miasta wcale nie jest ZAWCZASU UPRZEDZIĆ mieszkańców o nadchodzącej kumulacji remontów, tylko ZAWCZASU UNIKNĄĆ takiej sytuacji.

Na tryb "mówimy lojalnie mieszkańcom, że będzie gnój" chyba wypadałoby się przełączyć dopiero w sytuacji awaryjnej. Czyli gdy jest już za późno, by bałaganu uniknąć. Czyli... no, dokładnie takiej jak obecnie.

Miasto przekonuje, że nie dało się inaczej, bo trzeba wykorzystać dotacje unijne i rządowe (z tym argumentem szczegółowo rozprawił się Tomek Cylka w "Gazecie Wyborczej" - polecam!). Podaje też szereg innych argumentów i okoliczności łagodzących.

Część z nich (np. wysokie ceny i problemy z rozstrzygnięciem przetargów) dało się przynajmniej w pewnym stopniu przewidzieć już kilka lat temu. Części - jak wybuch wojny w Ukrainie i przerwane łańcuchy dostaw - już oczywiście nie.

Tak czy inaczej - skutki są fatalne. Ścisłe centrum miasta praktycznie pozbawione jest tramwajów. Coś tam się ostało na ul. Pułaskiego i na ul. Królowej Jadwigi... ale to raczej taka tramwajowa obwodnica.


To pociągnęło za sobą szereg innych problemów. Centrum od północy w ogóle nie ma jak objechać tramwajem, bo zamknięty jest i most Teatralny, i most Uniwersytecki. Zarząd Transportu Miejskiego ratuje się uruchomieniem tramwajów wahadłowych z trasami po 3-4 przystanki.

Jakby tego było mało, miasto akurat wpadło na pomysł przyoszczędzenia na kursach autobusów, którym w większości zostawiło wakacyjny rozkład. To wszystko przy nieczynnej od sierpnia Pestce.

Cały szereg błędów w zaplanowaniu komunikacji zastępczej wyliczyło stowarzyszenie Inwestycje dla Poznania.

Prezydent Jaśkowiak też zabrał głos - na FB - i to aż trzykrotnie w ciągu zaledwie trzech dni. Jego ostatni wpis to już niemal strumień świadomości znany z omawiania romantyzmu w szkole.



Tu chyba za mocno wjechały "Ballady i romanse" Mickiewicza na ostatnim narodowym czytaniu.

Jednak sam fakt, że prezydent miasta tyle uwagi poświęca bardzo niewygodnej sprawie, przeprasza mieszkańców - to wszystko pokazuje, jak trudna i gorąca zrobiła się sytuacja.




Gdy wynikła sprawa drzew z ul. 27 Grudnia, chyba mało kto się spodziewał, że zrobi się z tego aż taka awantura.

Przypomnijmy, że chodzi o 25 leszczyn, i mniej więcej drugie tyle platanów (te akurat mają zostać, tylko będą przycięte i nie wiadomo, jak zniosą toczącą się tuż obok przebudowę). Dla porównania - gdy pod trasę na Naramowice wycinano 5 tys. drzew (!!!) - protestowali jedynie nieliczni.

Sprawa drzew z ul. 27 Grudnia to klasyczny przykład, gdy z pozoru niegroźne zaprószenie ognia miasto próbowało ugasić benzyną, przez co nieumyślnie wznieciło gigantyczny pożar. To zarazem gotowiec, jak nie należy rozmawiać z mieszkańcami:

* jeszcze przed rozpoczęciem prac Jaśkowiak swoimi, hmm, nieszablonowymi wypowiedziami wkurzył m.in. najbliższych sąsiadów tej przebudowy (szerzej o tym w kolejnym punkcie)

* gdy ci podnieśli sprawę drzew, spółka PIM zaczęła stosować propagandową i wybiórczą matematykę, przekonując, że "ponad 80 drzew zazieleni ulice w centrum"

* do rozmów z mieszkańcami od początku oddelegowano szefa biura koordynacji projektów i jego zastępczynię, którzy nawet przy najszczerszych chęciach nie mogliby za wiele obiecać, bo nie są osobami decyzyjnymi w sprawie tak ważnych inwestycji

* kolejne spotkanie, które dyr. Grzegorz Kamiński obiecywał "za 2-3 tygodnie", odbyło się po ponad miesiącu; prezydent Jaśkowiak z góry zapowiedział, że go na nim nie będzie "z uwagi na inne zobowiązania" - mimo że wtedy... nieznana była jeszcze konkretna data i godzina

* już przed spotkaniem prezydent i jego urzędnicy ogłosili światu, co postanowili w sprawie drzew z ul. 27 Grudnia, co przypominało najgorsze praktyki fasadowych "konsultacji" z czasów Ryszarda Grobelnego i podsyciło złość protestujących

* miasto przekonywało, że podjęło decyzję w oparciu o "fakty, a nie emocje", powołując się m.in. na ekspertyzę dr. inż. Wojciecha Bobka; tyle że ta ekspertyza - jak się okazało - nie była jeszcze nawet gotowa

* kontrowersje wzbudziło też wyrywkowe zacytowanie opinii rady konsultacyjnej, w czym obrońcy drzew dopatrywali się manipulacji, a całą treść opinii zarówno oni, jak i dziennikarze, musieli zdobywać pokątnie nieoficjalnymi kanałami

* rzeczniczka prezydenta, zapytana przed naszą kamerą, dlaczego tej opinii urząd nie opublikował w całości, zadziornie odparła: "A mamy taki obowiązek, by to zrobić?"

Przypomnijmy jeszcze, jak Jaśkowiak kuriozalnie wplątał w całą tę historię Anetę Mikołajczyk z Koalicji ZaZieleń Poznań, gdy w rozmowie z dziennikarzami niespodziewanie stwierdził:

- Wiem, że jedna z osób, które dzisiaj dosyć krytycznie się do tego odnosi, była jednym z projektantów tej przebudowy - podkreślił. Później na antenie Radia Poznań sprecyzował, że chodzi mu właśnie o Mikołajczyk.



Prezydent wypalił z armaty do aktywistki, która - jak się okazało - ani nie zabierała wcześniej głosu w sprawie ul. 27 Grudnia (za to po tej akcji zaczęła, i to bardzo intensywnie, patrzeć na ręce urzędnikom w tej sprawie), ani wcale nie projektowała zmian na tej konkretnej ulicy.

Jak sprawdziła "Gazeta Wyborcza", Mikołajczyk była jedynie krótko konsultantem ds. zieleni w zespole z pracowni, która w 2015 r. przygotowała zwycięską koncepcję przebudowy Św. Marcina i okolic.

Zajmowała się tylko zielenią na Św. Marcinie i szybko tę współpracę zakończyła. Bo - jak dziś twierdzi - nie słuchano jej uwag. Z projektowaną zielenią na ul. 27 Grudnia nie miała już nic wspólnego.

Czyli Jaśkowiakowi coś dzwoniło, tylko nie wiedział, w którym kościele. Zapytany potem, czy przeprosi Mikołajczyk, mimo wszystko brnął w zaparte. Zupełnie jakby nie słyszał jej wyjaśnień.

Dodajmy, że zrobił coś takiego nie pierwszy raz - w kampanii wyborczej w 2014 r. w podobny sposób (i też myląc fakty) zaatakował Annę Ciamciak, ówczesną rzeczniczkę Ryszarda Grobelnego.

Jezu, nie sądziłem, że tych wtop w sprawie ul. 27 Grudnia nazbierało się aż tyle. I zobaczcie - ani słowem nie wspominam o zasadności wycinania bądź przesadzania drzew. Mówię wyłącznie o stylu rozmawiania z mieszkańcami.

Jedna wielka wizerunkowa katastrofa.




Zaryzykuję hipotezę, że awantura wokół ul. 27 Grudnia nie urosłaby do takich rozmiarów, gdyby nie wcześniejsze wypowiedzi Jacka Jaśkowiaka o remontach i dotkniętych nimi przedsiębiorcach.



Prezydent Jaśkowiak lubi podkreślać, że przez lata działał w biznesie, że się na tym zna itd. Tyle że doświadczenie zdobywał w warunkach dzikiego kapitalizmu lat 90. Tutaj wyszło to jak na dłoni.

Te wypowiedzi Jaśkowiaka zalatują przecież Januszem Korwin-Mikke czy jakąś inną Konfederacją. Przetrwają najsilniejsi, nierówności społeczne to coś normalnego, jak ktoś sobie nie radzi - to ma pecha i niech zdycha pod płotem. Tak to mniej więcej szło.

Gdzie się podział Jaśkowiak z grudnia 2014 r. - który na zaprzysiężeniu w ratuszu (na wideo mniej więcej od 7:00) mówił tak:

- Wielu poznaniaków [w III RP] osiągnęło sukces. Natomiast wielu tego sukcesu jeszcze potrzebuje. Musimy spojrzeć na tych najbardziej potrzebujących. Osiągnęliśmy wielki sukces, ale również widzimy takie problemy jak rozwarstwienie, i to, co mamy na co dzień w mieście.



To najwyraźniej było dawno i nieprawda. Tak samo późniejsza współpraca Jaśkowiaka z lewicą.

Zwróćcie uwagę, że najbardziej oburzeni wiosennymi wypowiedziami Jaśkowiaka byli ci, którzy potem najgłośniej zaprotestowali w sprawie drzew z ul. 27 Grudnia. Moim zdaniem to nieprzypadkowa zbieżność - choć z pozoru chodzi o dwie różne sprawy.

Dodajmy, że te "drobne remonty", na które według Jaśkowiaka skarży się "iluś malkontentów", to wcale nie jedyny problem poznańskich przedsiębiorców. Wielu mocno oberwało w pandemii. Niektórzy walczyli w sądach z sanepidem o uchylenie nałożonych na nich kar.

Prezydent swoimi wypowiedziami i "poradami" dla przedsiębiorców, by poprawili jakość swoich usług oraz cięli koszty, narobił sobie wrogów. Teraz zbiera tego skutki również w innych sprawach.




Tak - kartkówka akurat z tych zajęć to byłby jakiś ewenement - ale w Poznaniu się zdarzyła.

Przedmiot często lekceważony, służący niekiedy do spisywania od kolegów samodzielnego rozwiązywania zadań domowych na kolejne lekcje, ale...

To może być najpoważniejszy polityczny skutek wszystkich wymienionych wtop - osłabienie pozycji Jacka Jaśkowiaka we własnej partii. Sygnałów alarmowych dla prezydenta było już sporo:

* stanowisko poznańskiej Platformy Obywatelskiej w obronie drzew z ul. 27 Grudnia, pod którym podpisali się Bartosz Zawieja (szef poznańskiej PO) i Marek Sternalski (szef klubu radnych Koalicji Obywatelskiej w radzie miasta - czyli bezpośredniego zaplecza prezydenta!)

* konferencja, na której zjawili się już nie tylko dwaj wyżej wymienieni panowie, ale również kolejni miejscy radni Grzegorz Jura i Andrzej Rataj;

(tak na marginesie: policzkiem dla Jaśkowiaka mogła być obecność na tej konfie Katarzyny Kierzek-Koperskiej, czyli jego byłej zastępczyni odpowiedzialnej m.in. za sprawy środowiska, którą zwolnił SMS-em - a poszło wtedy m.in. o... zakaz wstępu do lasów)

* specjalne stanowisko całej rady miasta, zainicjowane przez Rataja (który akurat jest - zaznaczmy - bezpartyjny), ale poparte przez większość klubu Koalicji Obywatelskiej;

Poseł Rafał Grupiński zapewne śledził to wszystko zajadając z uciechą popcorn.

To właśnie Platforma Obywatelska jest obecnie jedyną siłą, która mogłaby pozbawić Jaśkowiaka stanowiska wbrew jego woli, zwłaszcza że i w szeregach partii prezydent zdążył sobie narobić wrogów (Grupiński, Zawieja, Dzikowski, którzy - jak widać - wcale nie są w tej niechęci osamotnieni).

Wystarczyłoby uniemożliwić Jaśkowiakowi start w kolejnych wyborach pod szyldem PO.

Tu ważny jest kontekst. Prezydent jakiś czas temu zaczął przebąkiwać, że faktycznie nie wyklucza kandydowania na trzecią kadencję, mimo że wcześniej zapowiadał coś zupełnie innego.



Z przepisami to nie koliduje. Tak, PiS wprowadził ograniczenie do dwóch kadencji, ale nie działa ono wstecz i nie obejmuje pierwszej kadencji Jaśkowiaka.

Tak naprawdę wszystko sprowadza się zatem do odpowiedzi na dwa pytania:

- czy sam Jaśkowiak faktycznie będzie chciał kandydować?
- czy Platforma Obywatelska będzie chciała go wystawić?

Jeszcze niedawno odpowiedź na drugie z tych pytań wydawała się zupełnie oczywista. Można było wręcz odnieść wrażenie, że to Platforma bardziej potrzebuje Jaśkowiaka - jako lokalnej "twarzy" oporu wobec PiS - niż Jaśkowiak Platformy.

Jednak ostatnie wydarzenia wskazują, że sytuacja się zmieniła, a partia niekoniecznie chce stać murem za Jaśkowiakiem i brać na klatę sprowokowane przez niego konflikty z mieszkańcami.

Trudny do wyobrażenia jest oczywiście scenariusz, w którym Platforma wystawia na prezydenta kogoś innego, a Jaśkowiak decyduje się na start pod własnym szyldem.

To przecież oznaczałoby otwartą wojnę przy podniesionej kurtynie. I nagły koniec kariery Jaśkowiaka w partii, w której przez dekadę konsekwentnie wypracowywał sobie pozycję.

Taki scenariusz nie opłaca się żadnej ze stron. Kto wie natomiast, czy partia nie dogada się po cichu z Jaśkowiakiem, by jednak nie startował. Zamiast tego może dostać "jedynkę" do Sejmu i np. obietnicę jakiegoś ważnego stanowiska (minister?...) - oczywiście przy założeniu, że opozycja przejmie władzę - które zrekompensuje mu koniec prezydentury w Poznaniu.

(Każdy, kto miał okazję choć trochę poznać Jaśkowiaka, wie, że on lubi być kimś ważnym i w centrum uwagi - akurat w tej sprawie to bardzo istotna okoliczność)

To musiałoby się wiązać z obietnicą zostania premierem, wicepremierem, może jakimś ważnym ministrem. Myślę, że prezydent Jaśkowiak nie rozważa zostania szeregowym posłem czy senatorem

Radny PiS Michał Grześ, wypowiedź z sierpnia 2021 r.



Miejmy na uwadze, że w tej całej układance jest też Mariusz Wiśniewski, który dotąd wydawał się naturalnym kandydatem na następcę Jaśkowiaka. Tyle teoria. Jeśli faktycznie na to liczy - będzie musiał lawirować pomiędzy lojalnością wobec szefa a utrzymaniem silnej pozycji w partii.

A jak można niemal w jednej chwili stracić wpływy w lokalnych strukturach partii - pokazały ostatnie wypadki w poznańskim PiS.

Spodobał Ci się ten tekst? Możesz go udostępnić: