Polub fanpage na FB

Poznań Spoza Kamery

Poznań Spoza Kamery

#polityka  #Poznań  #wybory  #samorząd  #inwestycje

Dziesiąte urodziny nowego dworca PKP Poznań Główny. Przypominamy 10 kuriozalnych historii z dworcem w tle

#Poznań #PKP #Poznań Główny #dworzec #Trigranit #Jacek Jaśkowiak #Ryszard Grobelny #kolej

SEWERYN LIPOŃSKI
30 maja 2022

Nowy dworzec powstawał w ekspresowym tempie na Euro 2012. Początkowo wszyscy śmiali się głównie ze schodów ruchomych tylko w jedną stronę, dopiero potem zaczęły wychodzić kolejne mankamenty, typu brak poczekalni, kuriozalna droga na tramwaj czy kładka widmo, która nie powstała do dziś.

Szykując się do napisania tego tekstu, zastanawiałem się, czy uda mi się znaleźć pełną dziesiątkę takich kuriozalnych historii. Wystarczył jednak szybki rzut oka na dawne teksty - i już byłem spokojny. Tych absurdów przez dekadę uzbierało się nawet więcej.

Gdybym w tamtych czasach przyznawał już Poznańskie Oscary - dworzec Poznań Główny z galerią Poznań City Center (później przemianowaną na Avenidę) prawdopodobnie kosiłby konkurencję niczym "Titanic" i zgarniał masę statuetek.



Jedną rzecz warto na początku zaznaczyć: za budowę samego dworca nie odpowiadało miasto. Tak samo z budową centrum handlowego i dworca autobusowego.

To była inwestycja PKP prowadzona w dodatku na terenie kolejowym. Dlatego pozwolenie na budowę wydawał nie prezydent miasta Ryszard Grobelny - tylko ówczesny wojewoda Piotr Florek. Miasto jedynie opiniowało inwestycję (choć dodajmy, że zaopiniowało ją pozytywnie).

To rzecz warta wyjaśnienia, bo do dziś można usłyszeć błędne stwierdzenia, że "miasto zbudowało dworzec" albo że zezwoliło na jego budowę. To nieprawda. Co nie zmienia faktu, że - jak się przekonacie z poniższego zestawienia - ówczesne władze miasta i tak miały spory udział w doprowadzeniu do chaosu komunikacyjnego, jaki mamy od lat wokół Poznania Głównego.

--

ABSURD NR 1
Przepychanka wokół nazwy i polskich znaków

Jaja wokół dworca zaczęły się na dobrą sprawę jeszcze przed rozpoczęciem budowy.

Firma Trigranit - której projekt władze PKP wybrały po dłuuugich negocjacjach - wiosną 2011 r. ogłosiła, że szuka dobrej nazwy dla nowego obiektu, który dotąd roboczo nazywano Zintegrowane Centrum Komunikacyjne.

Przeróżnych propozycji od poznaniaków było sporo. Zaczynając od takiej, żeby był to po prostu Poznań Główny, przez skrót "ZiCK", po prześmiewcze Dworce Chaosu.

Tymczasem kilka miesięcy później - w lipcu 2011 r. - Trigranit niespodziewanie przedstawił nazwę: Poznań Główny City Center.



Zrobiła się niezła draka. Językoznawcy i copywriterzy łapali się za głowy, a prof. Anna Wolff-Powęska wyrażała żal, że "nie stać nas na bardziej ciekawą i oryginalną nazwę". Internauci bowiem szybko wyłapali, że Trigranit swoje obiekty budowane w innych miastach też nazywa "City Center".

Ówczesny prezydent Poznania Ryszard Grobelny zapowiedział nawet, że... nie zgodzi się na użycie nazwy "Poznań" w nazwie zaproponowanej przez Trigranit.

Koniec końców inwestorzy zaczęli się wycofywać z kontrowersyjnego pomysłu. Przekonywali, że sam dworzec od początku miał pozostać Poznaniem Głównym, i że chodziło im tylko o nazwę dla reszty obiektu. Który ostatecznie nazwali Poznań City Center.

To jednak nie był jeszcze koniec dyskusji. Tuż przed otwarciem dworca głośno zrobiło się też o... polskich znakach w nazwie Poznań Główny na ścianie nowego gmachu. Projektanci zastąpili bowiem normalne kreski nad "ń" i "ó" poziomymi - które niezbyt przypadły do gustu internautom.

Ostatecznie obie kreski odrobinę przycięto z lewej i prawej strony, żeby bardziej przypominały zwykłe polskie znaki, i tak napis Poznań Główny wygląda do dziś.


ABSURD NR 2
Schody ruchome tylko w jedną stronę

Jeden z pierwszych absurdów, który sprawił, że o poznańskim dworcu zaczęło być głośno w kraju.

Mniej więcej na przełomie 2011 i 2012 r. gruchnęła wiadomość, że z nowego budynku na perony co prawda będą ruchome schody, ale... tylko w jedną stronę. Konkretnie - w górę. Pasażerowie z bagażami schodzący w dół na pociąg będą mieli do dyspozycji tylko zwykłe.

Trigranit od początku tłumaczył to tym, że z dworca na zewnątrz muszą być zwykłe schody na wypadek ewakuacji, bo tak wymagają przepisy. A że perony są zbyt wąskie, by zmieścić obok siebie trzy ciągi schodów (ruchome w górę, ruchome w dół, zwykłe ewakuacyjne), to niestety...

Jednak NIKT NIGDY nie wytłumaczył, dlaczego w takim razie nie zaprojektowano np. czterech ciągów schodów po dwóch stronach dworca i peronów: ruchome z lewej, zwykłe z prawej albo na odwrót.

Dopiero gdy do dworca dobudowano całą resztę - to galeria handlowa "zapewniła" w ten sposób drogi ewakuacyjne. Dlatego na samym dworcu i peronach można było wyburzyć zwykłe schody w dół i zrobić ruchome.

Czy odbyło się to chociaż szybko i bezproblemowo? Oczywiście - nie. Potrzeba było kilku przetargów, aż w końcu w 2016 r. znalazła się firma, która dobudowała ruchome schody na perony za - bagatela - 2,3 mln zł.

Zapłaciło PKP. Dlaczego nie Trigranit? Ano dlatego, że kolejarze zaraz po zbudowaniu dworca przejęli go od dewelopera, który zresztą krótko po ukończeniu reszty inwestycji sprzedał też udziały w centrum handlowym.


ABSURD NR 3
Prowizorka z dwoma czynnymi dworcami

No dobra, dobra, wróćmy do wydarzeń sprzed Euro 2012. Miało być pięknie. Podróżni wysiądą na nowym, lśniącym dworcu, będą się zachwycać nowoczesnością Poznania.

Tyle że gdy prezydent Bronisław Komorowski tuż przed mistrzostwami otwierał dworzec, wiadomo już było, że tak naprawdę podczas Euro będzie działać również... stary gmach. Tak zdecydowali kolejarze jeszcze w trakcie budowy nowego.

Oficjalnie chodziło o to, by pomieścić tłumy kibiców, którzy przyjadą na Euro. Tu i ówdzie można było jednak usłyszeć, że kolejarze chcieli być gotowi na czarny scenariusz - gdyby nowego dworca nie udało się skończyć na czas.



Jak to się skończyło? Przyjezdni kibice w większości korzystali ze... starego dworca. Niemal całkowicie olewając nowy budynek - budowany przecież z myślą o nich w wielkim pośpiechu pod hasłem "byle zdążyć na Euro".

Szybko okazało się, że również sami miejscowi - czyli poznaniacy i dojeżdżający do Poznania mieszkańcy regionu - chętniej zaglądają na stary dworzec. Do kas nadal robiły się tam spore kolejki. A na nowym dworcu były pustki.

Prowizorka z dwoma czynnymi dworcami, która pierwotnie miała być tylko na czas Euro, trwała więc w najlepsze również po turnieju. Kolejarze raz po raz decydowali o kolejnym przedłużeniu żywota starego gmachu.


ABSURD NR 4
Awantura o przejście na przystanek

W międzyczasie wybuchła chyba najgłośniejsza afera związana z poznańskim dworcem. To słynna sprawa przejścia przez ul. Matyi na nowy przystanek tramwajowy - a w zasadzie braku tego przejścia.

ZOBACZ TAKŻE: Ile metrów z tramwaju do kasy, czyli o co tak naprawdę chodzi z przejściem przy dworcu

Tu palce - w przeciwieństwie do budowy samego dworca - maczały już także władze miasta. To Zarząd Dróg Miejskich we współpracy z Trigranitem prowadził przebudowę dróg przy dworcu i powstającej w tym samym czasie galerii handlowej.

I to właśnie drogowcy zaproponowali budowę przejścia podziemnego zamiast zwykłych pasów przez jezdnię. Co prawda w konsultacjach społecznych większość uwag była przeciw, ale ZDM... już wcześniej wystąpił o pozwolenie na budowę i uznał, że nie można już nic zmienić.

Sprawa wróciła po pół roku dzięki stowarzyszeniu Inwestycje dla Poznania. Społecznicy wyliczyli, że w efekcie najkrótsza droga z przystanku na dworzec będzie liczyć ponad 350 m przez centrum handlowe, a naokoło przez most Dworcowy - już ponad 400 m.



Zaczęła się więc batalia o skrócenie drogi - z której zrobił się prawdziwy trzymający w napięciu serial. Czego tam nie było!

Ze skomplikowanej drogi na dworzec tłumaczył się sam prezydent Ryszard Grobelny - który w kuriozalnym wywiadzie polecał przesiadki na Dworcu Zachodnim i przekonywał, że "dziś dworce nie służą do kupowania biletów".

Tłumaczył się też jego zastępca Mirosław Kruszyński, który niby był za zrobieniem przejścia przez ul. Matyi, ale "specjaliści od bezpieczeństwa mają inne zdanie". Chodziło o komisję działającą przy ZDM.

Komisja stwierdziła bowiem, że przejście przez jezdnię "stworzy nową strefę potencjalnej kolizji między pieszymi i pojazdami". Z kolei Trigranit bagatelizował sprawę, za to chwalił się, że na dworzec będzie można trafić kilkoma różnymi drogami.

Społecznicy urządzali przy dworcu happeningi. Robili prezentacje, by pokazać, jakim absurdem jest brak przejścia w tym miejscu. Nagrywali filmiki z podróżnymi przebiegającymi przez jezdnię już po otwarciu całego centrum.



Wszystko na nic. Doszło nawet do sytuacji, w której miejscy radni wpisali do budżetu 500 tys. zł na zrobienie przejścia przez ul. Matyi, a Grobelny natychmiast zapowiedział, że... i tak go nie zrobi.

Sprawa z przejściem stała się jednym z wątków w kampanii wyborczej w 2014 r. Jacek Jaśkowiak zaraz po tym, jak został prezydentem, obiecał szybkie zrobienie przejścia przy dworcu. Tu jednak też nie obyło się bez absurdów - pasy początkowo powstały tylko przez jedną jezdnię. Na zrobienie przejścia przez całą ul. Matyi trzeba było czekać blisko trzy lata.


ABSURD NR 5
Nagłe zamknięcie starego dworca

Zaraz, zaraz, czy ja coś wspominałem, że prowizorka z dwoma dworcami Poznań Główny czynnymi jednocześnie trwała w najlepsze również po Euro 2012? Otóż - do czasu.

Kolejarze najpierw próbowali "po dobroci" przekonać podróżnych do zmiany przyzwyczajeń. Z dworcowych głośników nadawano komunikaty zapraszające do nowego gmachu. Były też plakaty zachęcające do skorzystania z "zaskakujących, pachnących i wesołych toalet w budynku nowego dworca" (sic!).

Mimo to sporo ludzi nadal wybierało stary dworzec. Zaczęło się więc stopniowe zamykanie kas. Zapadła też decyzja: gdy w październiku ruszy cały nowy obiekt z dworcem autobusowym i galerią handlową - zamykamy cały stary gmach.

Tak też się stało. Jednak zrobiono to w bardzo nieprofesjonalny sposób. Jeszcze dwa dni przed zamknięciem próżno było szukać jakichkolwiek informacji. Podróżni, którzy feralnego dnia dotarli na dworzec, odbijali się od drzwi starego gmachu. Nie wszyscy wiedzieli, gdzie jest nowy.



"Szef PKP Jakub Karnowski na każdym kroku podkreśla, że chce zatrzymać odwrót pasażerów od kolei. Gdyby zobaczył, jaką politykę informacyjną zafundowali podróżnym jego ludzie w Poznaniu, zapewne złapałby się za głowę" - komentowałem w "Wyborczej".

Grupa społeczników w dniu zamknięcia starego dworca urządziła przy peronie 4 jego symboliczny pogrzeb. Na nekrologu napisali:

"Z głębokim żalem zawiadamiamy, że po 134 latach funkcjonowania odszedł od nas śp. dworzec Poznań Główny. Będziemy tęsknić za jego prostotą".


ABSURD NR 6
Zawalony sufit w Poznań City Center

Wszystkie problemy komunikacyjne i niefunkcjonalności nowego dworca ukazały się jak na dłoni, gdy zaledwie po pół roku - wiosną 2014 r. - w Poznań City Center zawalił się spory kawałek sufitu.

Trzeba było na kilka tygodni zamknąć część galerii. I to w niezwykle newralgicznym miejscu - tuż przy połączeniu z dworcem. Największym kuriozum była droga z dworca PKP na dworzec PKS, bo okazało się, że przy pominięciu galerii nie ma krótszej drogi jak niemal pół kilometra dookoła przez most Dworcowy.

ZOBACZ TAKŻE: Na Poznań Główny dookoła. Tak to jest, gdy (prawie) wszystkie drogi prowadzą przez galerię

Dlaczego sufit zawalił się zaledwie parę miesięcy po zbudowaniu centrum handlowego? Nadzór budowlany dopatrzył się poważnych uchybień i zgłosił sprawę prokuraturze. Ta jednak umorzyła sprawę.

Na szczęście do całego zajścia doszło w nocy - dzięki czemu nie było zabitych ani rannych. Także dzięki temu sprawa zyskała komiczny wydźwięk i doczekała się prześmiewczego klipu pod hasłem "Skyfall" z podkładem muzycznym Adele.



Całkiem zabawne było też to, że zaledwie kilka tygodni wcześniej Trigranit sprzedał Poznań City Center i zdawało się, że ma spokój. Tymczasem przez wypadek w galerii musiał naprędce szukać nowego rzecznika prasowego.


ABSURD NR 7
Dworzec PKS tajny przez poufny

Jak już jesteśmy przy sprzedaży Poznań City Center...

Kwota, za jaką Trigranitowi udało się spylić wybudowaną galerię, nigdy oficjalnie nie została podana. To akurat normalne - sprzedawała i kupowała prywatna firma. Można się tylko domyślać, że musiało to być więcej niż 1 mld zł, bo tyle kosztowała sama budowa.

Zupełnie kuriozalnym przypadkiem była natomiast sprawa ze sprzedażą dworca autobusowego. Miejska spółka PKS Poznań wykupiła go od Trigranitu. Za ile? Tego też nikt nie chciał powiedzieć.

Jak to? - zapytacie. Przecież mówimy o publicznej spółce podlegającej urzędowi miasta. Tak, tyle że ta spółka (jak się potem okazało - za pełną zgodą biura nadzoru właścicielskiego w magistracie) podpisała z Poznań City Center Development - czyli wspólną spółką PKP i Trigranitu - taką umowę, która w całości była objęta tajemnicą handlową.

Gdy sprawa wyszła na jaw, miasto zapytało nawet nowych właścicieli obiektu, czy może ujawnić cenę dworca PKS. Firma ECE - która kupiła Poznań City Center od Trigranitu - nie zgodziła się.



- A gdyby okazało się, że miejska spółka kupuje ten dworzec np. za miliard złotych? Przecież to miałoby ogromny wpływ na miasto i mieszkańców. Mamy prawo mieć wiedzę na temat takich transakcji i kwot - komentował Tomasz Lewandowski, wówczas lider opozycyjnych radnych lewicy.

Tak na marginesie - wówczas sam Lewandowski raczej nie spodziewał się, że kiedyś tenże dworzec autobusowy trafi... pod jego skrzydła! Dziś Lewandowski jest szefem ZKZL-u. A to właśnie ZKZL przejął dworzec od PKS Poznań, gdy samorządy musiały ratować podupadającego przewoźnika.

Jeszcze innym zabawnym wątkiem były ujawnione przez prezesa PKS-u kulisy otwarcia dworca. Z jego relacji wynikało, że Trigranit naciskał na jak najszybszy odbiór mimo różnych niedoróbek, a potem - delikatnie mówiąc - nie ułatwiał przewoźnikowi działalności w nowym miejscu.


ABSURD NR 8
Poprawki po Trigranicie i "zadowoleni" kolejarze

Cały czas nierozwiązana była sprawa starego gmachu dworca. Zamknięty od jesieni 2013 r. nie mógł być tak po prostu wyburzony - sprzeciwiała się temu miejska konserwator zabytków Joanna Bielawska-Pałczyńska. I wskazała elementy, które należy zostawić.

Firma Trigranit chciała urządzić tam hotel i biurowiec. Kolejarze od początku podkreślali, że mogą powierzyć przebudowę starego dworca właśnie Trigranitowi, jeśli będą zadowoleni z nowego obiektu. Taki zapis znalazł się w umowie.

Tymczasem na nowym dworcu było co poprawiać. Kolejarze zamówili u niezależnego eksperta audyt, który wykazał, że - cóż za zaskoczenie! - przydałyby się schody ruchome w dwie strony, do tego poczekalnia (której początkowo nie było), przeprojektowanie holu...

Jeszcze ostrzejsi w ocenach byli fachowcy z Wielkopolskiej Okręgowej Izby Inżynierów Budownictwa. Jej szef Jerzy Stroński grzmiał: - To w ogóle nie jest dworzec! Tylko jakaś klitka, doklejona do galerii handlowej, i parę kas.

Myślicie, że brak poczekalni, ruchome schody w jedną stronę czy wreszcie ten nieszczęsny sufit w części handlowej - czyli w skrócie pośmiewisko na całą Polskę - wystarczyły, by kolejarze poczuli się niezadowoleni i jednak powierzyli to zadanie komuś innemu niż Trigranit? A skąd!

Jeszcze w 2014 r. jak gdyby nigdy nic negocjowali z Trigranitem szczegóły przebudowy starego gmachu. Którymi - dodajmy - długo nie chcieli się podzielić z opinią publiczną.

ZOBACZ TAKŻE: PKP poprawia Poznań Główny po Trigranicie. Mimo to... dalej chcą mu oddać stary dworzec

Dopiero gdy do akcji wkroczył nowy prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak - poznaliśmy jakiekolwiek informacje. Zdawało się, że Jaśkowiak pójdzie z PKP i Trigranitem "na noże", ale postanowił się dogadać i uzgodnić wspólną koncepcję.

Tę poznaliśmy jesienią 2015 r. Zapowiadała się nawet obiecująco, z tym że - zaznaczmy - przebudową nadal miał zająć się Trigranit. I pewnie by się zajął, gdyby nie zmiana władzy w kraju w przeprowadzonych miesiąc później wyborach parlamentarnych.


ABSURD NR 9
Mityczna kładka, która nie powstała

Komunikację na dworcu miała poprawić specjalna kładka łącząca nowy gmach - wzdłuż starego budynku - z peronami 4-6 i Dworcem Zachodnim.

Tyle że kładka do dziś pozostała wyłącznie na papierze, choć były nie tylko zapowiedzi, ale nawet projekty i gotowe wizualizacje.

Tak na marginesie - jedna z tych wizualizacji wywołała Trigranitowi kolejny wizerunkowy pożar. Bo okazało się, że deweloper i tutaj zamierzał przyoszczędzić, nie planując początkowo ruchomych schodów z kładki na perony.

Gdy o sprawie napisaliśmy w "Wyborczej" - Trigranit uzupełnił projekt o ruchome schody. Tyle że - a jakże! - tylko w górę. I tylko z peronów 5 i 6.

Jak już wiecie - dyskusja o ruchomych schodach z kładki koniec końców okazała się bezprzedmiotowa. Mityczna kładka obiecana przez PKP i Trigranit nigdy nie powstała.

Tak na poważnie ostatni raz była brana pod uwagę w planach w 2015 r. To wtedy prezydent Jacek Jaśkowiak podpisał z PKP i Trigranitem porozumienie w sprawie przebudowy starego dworca.



Poznaniacy mieli w konsultacjach wybrać fasadę gmachu. Zarówno w pierwszej, jak i w drugiej wersji na wizualizacjach występowała zapowiadana kładka, łącząca stary i nowy dworzec, a także perony 4-6 i Dworzec Zachodni.

Ta koncepcja po nastaniu "dobrej zmiany" w PKP trafiła do kosza. Miasto jeszcze raz - w 2017 r. - próbowało upomnieć się o budowę obiecanej lata temu kładki. Ale był to już raczej głos wołającego na puszczy. Kpiłem wtedy na Poznań Spoza Kamery:

Poznaniacy, słysząc o kładce na dworcu Poznań Główny, mogli się poczuć, jakby ktoś im nagle przełączył telewizor na stary film dokumentalny na którymś z kanałów Discovery czy jakimś innym TVP Historia.

Prezes PKP - jak wieść gminna niesie – usłyszawszy żądania wiceprezydenta Wudarskiego zadzwonił do Instytutu Pamięci Narodowej. Poprosił pilnie o przeszukanie tamtejszych zakurzonych archiwów, z nadzieją, że może przypadkiem uda się trafić na zapomniane wzmianki o jakiejś kładce, którą ktoś ponoć chciał kiedyś zbudować na poznańskim dworcu.

Pozostali pracownicy PKP zaczęli ponoć obdzwaniać znajomych archeologów, historyków i poszukiwaczy skarbów, z pytaniem „ktokolwiek widział, ktokolwiek wie”. Może ktoś z nich skojarzy jeszcze z dawnych lat motyw z kładką na PKP Poznań Główny…

Podobno niektórzy zaglądali nawet do książek typu „Siedem cudów świata”, po cichu licząc, że znajdą jakieś informacje o legendarnej kładce wśród historii takich budowli jak Kolos Rodyjski, świątynia Artemidy w Efezie czy mauzoleum w Halikarnasie.


ZOBACZ CAŁY TEKST: Miasto upomina się w PKP o kładkę widmo. To wygląda na krzyk rozpaczy o zmiany na całym dworcu Poznań Główny


ABSURD NR 10
Obiecanki cacanki kolejnej władzy

Tylko sobie nie myślcie, że po zmianie władzy w 2015 r. i wyrzuceniu planów poprzedniej ekipy w PKP wokół poznańskiego dworca nic już się nie wydarzyło. O nie! Przeciwnie - deklaracji było całkiem sporo:

* Nowy zarząd PKP w październiku 2016 r. nie przedłużył współpracy z Trigranitem i zapowiadał, że spółka sama przebuduje stary gmach poznańskiego dworca, rezygnując z części komercyjnej. Krótko potem cały zarząd wyleciał jednak z roboty w związku z podejrzeniami o niegospodarność.

* Przed wyborami samorządowymi w 2018 r. minister infrastruktury Andrzej Adamczyk przyjechał do Poznania i zapowiadał przebudowę starego dworca (jak precyzował prezes PKP - do 2023 r.).

* Te deklaracje prezes Krzysztof Mamiński podtrzymał w październiku 2019 r., gdy w jego towarzystwie o koniecznej przebudowie dworca mówiła dla odmiany Jadwiga Emilewicz - przed wyborami parlamentarnymi.

Skończyło się jednak na podpisaniu wspólnego listu intencyjnego władz Poznania i PKP na początku 2020 r. I na pojedynczych inwestycjach wokół dworca - typu kończąca się właśnie budowa nowego peronu z przedłużeniem dworcowego tunelu.

Sprawy nie ułatwia wniosek o przejęcie terenu dworca przez miasto. Prezydent Jacek Jaśkowiak złożył go jesienią 2018 r., dając do zrozumienia, że ma już dość czekania na działania kolei i chce sam załatwić temat. Ten wniosek stał się jednak tylko dodatkową kością niezgody.

Dziś mamy 2022 r., dokładnie 10 lat od otwarcia nowego dworca i blisko dziewięć od chwili, gdy stary gmach został zamknięty. Niedawno znów otworzył drzwi - dla ukraińskich uchodźców.

Kilka tygodni, jakie zajęło samo udostępnienie go dla Ukraińców i pomagających im wolontariuszy, nie wróży niczego dobrego w kontekście pytań, kiedy ów stary gmach znowu otworzy drzwi również dla pasażerów.

Spodobał Ci się ten tekst? Możesz go udostępnić: