Polub fanpage na FB

Poznań Spoza Kamery

Poznań Spoza Kamery

#polityka  #Poznań  #wybory  #samorząd  #inwestycje



Bilety na Euro szczęście dają. No, nie do końca

#Euro 2012 #bilety #wejściówki #Mistrzostwa Europy #UEFA

SEWERYN LIPOŃSKI
26 maja 2011

Minęła godzina zero dla szczęśliwców, którzy wylosowali bilety na mecze Euro 2012. Do północy musieli je opłacić. Od pewnego czasu mam wrażenie, że UEFA tak bardzo sformalizowała sprzedaż wejściówek, że choć chciała uniknąć kłopotów i bałaganu – osiągnęła efekt odwrotny do zamierzonego.

I to przynajmniej z pięciu powodów:

1. Nie wiem, na jaki pójdę mecz! To podstawowy problem. Bilety rozlosowano już teraz, ponad rok przed mistrzostwami – gdy jeszcze nie wiadomo nawet, jakie drużyny zagrają w turnieju. Co jeśli ktoś chciałby obejrzeć mecze konkretnej reprezentacji? Oczywiście pewnym wyjściem są bilety typu „follow my team”. Ale – tu kolejny absurd – można było je kupić tylko dla reprezentacji swojego kraju. Skąd pewność, że Polak nie kibicuje np. Holandii albo Hiszpanii?

Być może UEFA chciała zmniejszyć ryzyko pustych trybun na mniej atrakcyjnych meczach. Ale czy to się uda? Przypuszczam, że w grudniu – po losowaniu grup – część fanów zacznie masowo wyprzedawać bilety. Bo trafi im się np. mecz Grecja-Norwegia.

2. Nie taka równa sprzedaż. Podstawowym założeniem losowania biletów było, że nie „kto pierwszy ten lepszy”, tylko wszyscy mają równe szanse je zdobyć. Teoretycznie tak było. W praktyce – już nie. Mnóstwo osób zakładało dziesiątki czy nawet setki kont, żeby zwiększyć szanse.

Efekt? Jeśli ktoś uczciwy (i przy tym – nie oszukujmy się - trochę naiwny) założył tylko jedno konto, miał może 5 proc. szans, żeby cokolwiek wylosować. Tymczasem wielu „cwaniaków” wylosowało po kilka biletów na niemal wszystkie mecze. Na Facebooku powstała przeciw nim nawet specjalna grupa. Tym bardziej że od nadprogramowych biletów już niedaleko do…

3. …handlu biletami w internecie. UEFA chciała go ukrócić, ale tak zupełnie do końca się nie udało. Na przełomie kwietnia i maja na forach internetowych oraz w portalach aukcyjnych wręcz zaroiło się od ofert sprzedaży biletów na Euro 2012. Metody są wyrafinowane. Jedni proponują bilet jako dodatek np. do horrendalnie drogiej koszulki. Inni sprzedają go po nominalnej cenie, doliczając kilka tysięcy złotych jako… „koszty rezerwacji i przesyłki”.

4. Bilety nie będą imienne. Tak zakłada rządowy projekt (UEFA najpierw twierdziła, że jednak będą, potem się wahała). Nie tylko sprzyja to sprzedawaniu biletów po zawyżonych cenach (patrz punkt wyżej), ale również… po co w takim razie była cała heca z ostrzeganiem, że wszystkie dane posiadacza będą wydrukowane na bilecie i nie będzie można ich już zmienić?

5. Płać już teraz. Wielu jeszcze nie zdążyło się nacieszyć biletem, a już mogą go stracić. Na zapłacenie był miesiąc. Termin mija dzisiaj. A właściwie mijał już tydzień temu – tyle że UEFA przełożyła go. Powód? Za późno wysłała powiadomienia do części kibiców i pieniądze mogły nie dotrzeć na czas.

EDIT: No i proszę, do niektórych i tak nie dotarły. UEFA przełożyła im termin o kolejne tygodnie.

Nie wspominam już o stronach podszywających się pod UEFA.com, których właściciele wyłudzali pieniądze za fałszywe bilety – bo przestępcy znajdą się zawsze i wszędzie. Na szczęście walczy z nimi policja.

Oczywiście UEFA w roli dystrybutora biletów to mimo wszystko lepiej, niż np. dziwna firma, której biuro mieściło się w piwnicy (jeśli dobrze pamiętam, sprzedawała w Polsce bilety na Euro 2008).

Ale pewne usterki można by wyeliminować. Mam nadzieję, że działacze UEFA mają podobne przemyślenia. I że wnioski wezmą pod uwagę przed kolejnym Euro. A ci z FIFA - już przed mundialem w 2014 r.

Spodobał Ci się ten tekst? Możesz go udostępnić: