
SEWERYN LIPOŃSKI
27 marca 2011
Korci mnie, żeby napisać parę słów o czymś, co wybrzmiało już na początku zeszłego tygodnia i na razie przeszło trochę bez echa. Mianowicie - o opłacie przystankowej, którą Zarząd Transportu Miejskiego w Poznaniu planuje wprowadzić wobec MPK i innych przewoźników.
Jeśli mam być szczery, trochę mi to przypomina opłatę dworcową, nad którą ostatnio dyskutują kolejarze. Wprowadzić, nie wprowadzić? Jej skutkiem – najkrócej mówiąc – byłyby (może) czystsze i bardziej zadbane dworce. Ale coś za coś. Prawdopodobnie podrożałyby nam bilety.
W przypadku ZTM i MPK w Poznaniu też mówi się już o droższych biletach. No bo jak tu zachować obecne ceny, skoro miasto każe płacić za zatrzymywanie się na przystankach. Oczywiście, można by pokombinować i np. na niektórych przystankach nie zatrzymywać się w ogóle. Ale mam nadzieję, że w MPK nikomu taki pomysł nie przyjdzie do głowy.
Zresztą ewentualna podwyżka cen (której – jeśli będzie – aż tak mocno chyba, mimo wszystko, nie odczujemy) jest tu najistotniejsza. Niepokoić może co innego. Co konkretnie? Dalsze dzielenie kompetencji między ZTM i MPK.
W końcu nie tak dawno, bo jeszcze parę lat temu, nie było żadnego ZTM-u. Było tylko MPK, które odpowiadało za całą miejską komunikację i – siłą rzeczy – nie musiał samo od siebie pobierać opłaty przystankowej (ani w ogóle żadnej innej).
Teraz jest już i ZTM, i MPK. Okej – tak nakazują unijne przepisy. Tyle że czasem trudno się połapać, kto za co odpowiada. I dochodzi do rozmywania odpowiedzialności.
Bo np. autobusy i tramwaje to MPK. Ale bilety, które w nich kasujemy – to już ZTM.
Kierowców i motorniczych zatrudnia MPK. Kontrolerów zatrudnia ZTM.
A kto odpowiada za rozkłady jazdy? – tu tak do końca nawet nie wiadomo, kto.
Wspomnienie kolejowego przykładu na początku wpisu było nieprzypadkowe. Bo tak się składa, że akurat polska kolej jest świetnym przykładem, jak podział kompetencji nie powinien wyglądać. Pociągi, tory i perony, dworce, zasilanie, inwestycje – za wszystko odpowiada tam jakaś inna spółka. Sami dyrektorzy w nieoficjalnych rozmowach się z tego podśmiewają. Ale co zrobić? Ktoś tak kiedyś postanowił i tyle.
Dlatego gdy słyszę o opłacie przystankowej w Poznaniu – zaczynam się zastanawiać, czy za moment nie powstanie kolejna instytucja, zarządzająca samymi przystankami (na razie ZTM ma je przejąć od MPK). Albo czy MPK nie wprowadzi – dajmy na to – opłaty kontrolerskiej, pobieranej od każdej kontroli przeprowadzanej przez „kanara” w autobusie czy tramwaju.
I wreszcie – czy przypadkiem nie zmierzamy w kolejowym, iście absurdalnym kierunku.

Spodobał Ci się ten tekst? Możesz go udostępnić: