Poznań Spoza Kamery

#polityka  #Poznań  #wybory  #samorząd  #inwestycje

19 marca 2011

SEWERYN LIPOŃSKI
19 marca 2011

Jutro w Poznaniu znów pójdziemy do urn. To znaczy – pójdzie ta garstka, która wie, że w ogóle są jakieś wybory.

A konkretnie wybory do rad osiedli. Przy okazji których wszyscy podkreślają pewien paradoks: choć teoretycznie są „najbliżej mieszkańców i ich spraw”, to jednak cieszą się najmniejszą popularnością. Zdecydowanie najmniejszą.

Szczerze przyznaję: sam się o nich dowiedziałem dopiero poprzednim razem, dwa lata temu. I to głównie dlatego, że wtedy mówiło się o nich więcej niż zwykle. Efekt? I tak mizerny. W skali Poznania frekwencja wyniosła 6 proc., na najlepszych osiedlach – kilkanaście.

Cicha kampania

W tym roku może być jeszcze dużo gorzej. Bo choć wybory są, to trochę mam wrażenie, jakby ich nie było. Zdecydowanie więcej mówiło się ostatnio o reformie rad osiedli, niż o samym głosowaniu.

Gdyby to były wybory parlamentarne, prezydenckie albo chociaż samorządowe – miniony tydzień byłby gorącym finiszem kampanii wyborczej. Ulice byłyby zalepione plakatami. W skrzynkach znajdowalibyśmy ulotki, broszury i tony innej makulatury (nierzadko wrzuconej tam osobiście przez samych kandydatów).



fot. Maciej Janiec



Ale że są to wybory osiedlowe… Na palcach jednej ręki mogę policzyć, ile razy o nich w ogóle wspomniano przez ostatni tydzień.

Okej, załóżmy, że jednak ktoś coś usłyszał i wie, że jutro są te wybory. Idźmy dalej. Głosować? Ale na kogo? Kandydaci o własną promocję za bardzo nie zadbali – przynajmniej na Łazarzu.

Dopiero dziś w skrzynce znaleźliśmy pierwsze (!!) ulotki jakiegokolwiek kandydata.

To może rzucić okiem na listę kandydatów? Powinna być dostępna w internecie. Ale na stronie Urzędu Miasta trzeba się nieźle naszukać, żeby się do niej dokopać. Zresztą widnieją na niej same suche imiona i nazwiska. Nie wiadomo, ile kto ma lat, kim jest z zawodu itd. Jeśli ktoś nie jest twoim znajomym lub sąsiadem – nie znasz człowieka. I pewnie nie zagłosujesz.

W sumie kandydatów w Poznaniu jest 1,2 tys., na 678 miejsc do obsadzenia. I tak nieźle. Bo w pewnym momencie wydawało się, że w niektórych dzielnicach będzie więcej mandatów niż kandydatów. A tak już się zdarzało.

Podwójni radni

Okej, może przesadziłem. Jest paru kandydatów, którzy może nie są naszymi sąsiadami, nie wrzucili ulotki do skrzynki, a i tak możemy ich kojarzyć. To… nasi miejscy radni. Do rad na swoich osiedlach kandydują m.in. Tadeusz Dziuba, Beata Urbańska i Andrzej Bielerzewski.

Szczególnym przypadkiem jest tu Wojciech Wośkowiak. Który – co opisał portal lazarz.pl – kandyduje do rady osiedla Św. Łazarz, a jednocześnie jest wiceprzewodniczącym… miejskiego zespołu ds. wyborów osiedlowych.

Gdyby to dotyczyło jakichś większych wyborów – np. do parlamentu – byłaby pewnie burza i ogromna afera.

W przypadku wyborów osiedlowych mało kto problem dostrzega. To też pokazuje, że patrzymy na nie trochę z przymrużeniem oka.

Poprzednia rada osiedla m.in. postawiła na mojej ulicy kosze na śmieci, których wcześniej nie mogliśmy się doprosić. Zawsze coś. Dlatego jutro znów pójdę zagłosować.

Przypomina mi się jednak obrazek z grudnia, z drugiej tury wyborów na prezydenta Poznania. Do lokalu przyszła starsza kobieta o kulach: - Ktoś mi powiedział, że jakieś wybory są. No, to chyba trzeba iść głosować?

Takich zorientowanych w ostatniej chwili pewnie będzie jutro więcej. I pewnie – niestety – nie wszyscy pójdą do urn.

Spodobał Ci się ten tekst? Możesz go udostępnić: