Poznań Spoza Kamery

#polityka  #Poznań  #wybory  #samorząd  #inwestycje

31 grudnia 2010

Trudny? Długi? Ciekawy. Kończymy 2010 rok

#2010 #Poznań #Polska #świat #wydarzenia #nowy rok

SEWERYN LIPOŃSKI
31 grudnia 2010

Wszyscy się chyba umówili, żeby 2010 rok podsumowywać jako „trudny”. Bo echa kryzysu, bo ciągłe kampanie i wybory. No i katastrofa. A mi się wydaje, że rok był po prostu ciekawy.

Patrząc z Poznania, najbardziej chyba zapamiętamy… śnieg. Już na początku roku spadło go tyle, że gorączkowo szukano miejsca, dokąd go wywozić. Teraz mamy powtórkę z rozrywki. Zostają po niej dziury na ulicach, które drogowcy próbują na bieżąco łatać (tak przynajmniej twierdzą – efektów na razie jakoś nie widać).

Skoro już o tym mowa – przed Euro nie będzie Kaponiery. Z planów na nadchodzący rok wyleciało też mnóstwo innych inwestycji. Może to i lepiej, bo wcześniej słyszeliśmy, że będą robić wszystko naraz i cały Poznań stanie w jednym, wielkim korku. Z drugiej strony – tuż przed wyborami kandydaci mówili, że chcą zrobić to, to, to i tamto. Ciekawe, co powiedzieliby teraz, po paru tygodniach. Ale prezydentem pozostał Ryszard Grobelny. Jak na ironię – akurat ten, który obiecywał najmniej.

W kraju mieliśmy też wybory prezydenckie. Ale – powie ktoś – przede wszystkim mieliśmy katastrofę. Rzeczywiście, trudno oprzeć się wrażeniu, że to 10 kwietnia na długi czas zdominował całą dyskusję. Niestety w sposób mniej ludzki, bardziej polityczny. A to już pociągnęło inne zdarzenia, które w naszych oczach były „ważne”: spór o krzyż, zabójstwo polityka PiS, a i sam wybór Bronisława Komorowskiego na prezydenta odbywał się w takiej, a nie innej atmosferze. Jakiej dokładnie? Wszyscy chyba widzieliśmy. Do tego doszło coś absolutnie niezależnego, czyli powódź. Tragedia wielu osób. Same negatywy. Może dlatego mówią, że ten rok był taki trudny.

Ze świata było za to jakby mniej polityki, więcej ludzkich historii. Na czele z dwiema – jedna skończyła się happy endem, druga niestety nie. Ta pierwsza to oczywiście uwięzieni i uwolnieni górnicy z Chile. Druga – trzęsienie na Haiti. Skala też zupełnie inna – w Chile dramat dotyczył kilkudziesięciu osób (i ich rodzin), na Haiti kilku milionów. Ale obydwa poruszyły ludzi na całym świecie.

Żeby nie było tak zupełnie smutno i czarno – mieliśmy też wielkie imprezy sportowe. Pełne emocji igrzyska w Vancouver oraz MŚ w piłce nożnej w RPA, zupełnie tych emocji pozbawione. (I nie ma to związku z brakiem polskiej reprezentacji).

To tylko urywki. Może najciekawsze, może najważniejsze, a może i nie. Bo działo się w 2010 r. naprawdę wiele. Wszystkiego nikt nie ogarnie. Zwłaszcza że zaraz rok kolejny – zobaczymy, co on przyniesie.

Spodobał Ci się ten tekst? Możesz go udostępnić: