Poznań Spoza Kamery

#polityka  #Poznań  #wybory  #samorząd  #inwestycje

8 września 2009

SEWERYN LIPOŃSKI
8 września 2009

Zamiast uczczenia pamięci ofiar mieliśmy paskudną potyczkę: kto lepiej zna i interpretuje historię. Mija tydzień od rocznicy, a dyskusje wciąż trwają.

I nie ma co się dziwić – bo czym jest tydzień, skoro 70 lat po wojnie mamy propagandowe ataki i wzajemne oskarżenia?

Cała ta atmosfera wokół 1 września nie okazałaby się pewnie tak bolesna, gdyby nie nagłaśniały jej media. No i politycy PiS. Wszystko to – zarówno rosyjskie oskarżenia wobec Polski, jak i polska histeria – było naprawdę nie na miejscu. I chyba właśnie dlatego, gdy tylko chciałem coś z tej okazji napisać na blogu, bardzo szybko przechodziła mi ochota.

Obecnie osoby związane z polityką próbują podsumowywać wydarzenia z ostatniego wtorku. Niby na chłodno, ale niezbyt im to wychodzi – właściwie każda wypowiedź jest wciąż przesycona różnymi emocjami. Rząd podkreśla, że uroczystości na Westerplatte okazały się wielkim sukcesem. Nawet SLD się przyłącza (zaznaczając rzecz jasna, że to sukces Polaków, bynajmniej nie premiera ani nikogo z koalicji).

Poniekąd mają rację, ale tylko w jednym względzie: świat dowiedział się, że wojna zaczęła się właśnie w Polsce, 1 września 1939 r. Może nawet część świata to zapamięta. Dotąd nie było to takie oczywiste, na co zwrócił uwagę np. Norman Davies, rozpoczynając tym wątkiem całą swoją książkę „Europa walczy 1939-1945”. Według niektórych druga wojna zaczęła się w 1940 r., dla innych jeszcze rok później. Przekaz wtorkowych uroczystości i fakt, że w ogóle się odbyły na taką skalę, jest w tym kontekście niewątpliwie bardzo istotny.

Gorzej z tym, co zostało powiedziane. Polska podchwyciła rosyjskie prowokacje historyczne pod koniec sierpnia. Media dały się sprowokować i cały sens uroczystości sprowadziły do pojedynku na politykę historyczną Polska-Rosja. Albo jeszcze ściślej: pojedynek Kaczyński-Tusk-Putin. W którym z całej trójki każdy uważał, by nie popaść w skrajny ton, ale też aby nie zbliżyć się za bardzo do opinii żadnego z pozostałych.

Co więcej, można było odnieść wrażenie, że cała historia drugiej wojny światowej została sprowadzona do spornych symboli: Katyń, pakt Ribbentrop-Mołotow... Wydarzenia z lat 1939-1945, o których dyskutowali politycy, można policzyć na palcach jednej ręki. Jeśli ktoś liczył, że odniosą się do szerszego kontekstu, przypomną całą historię wojny – to mocno się przeliczył. Media niby coś o tym mówiły i pisały, np. w Poznaniu „Gazeta Wyborcza” i „Głos Wielkopolski” zamieszczają całe serie artykułów o przebiegu zmagań w regionie.

Ale to wszystko utonęło, przeminęło przyćmione polsko-rosyjską grą, o której już wspomniałem. Warto dodać, że toczyła się ona nie tylko na płaszczyźnie międzynarodowej, ale również na naszej wewnętrznej scenie politycznej. PiS jak zwykle opowiadał się za „twardą polityką”, również historyczną, a PO z premierem na czele starała się stanąć gdzieś pośrodku, tak by Putina ani nie obrazić, ani nie pogłaskać. Momentami wydawało się nawet, że to bardziej politycy obydwu partii polemizują ze sobą, niż z rosyjską propagandą. Spór trwa, bo Jarosław Kaczyński rzuca hasło: „Po co w ogóle zapraszano Putina?”, i mamy temat nr 1 na kolejny tydzień.

Za dużo gierek i polityki, za mało pamięci o samej wojnie. Ze strony rosyjskiej wprawdzie dokładnie tak samo, ale marna to pociecha.

Spodobał Ci się ten tekst? Możesz go udostępnić: