
SEWERYN LIPOŃSKI
18 maja 2009
Małą rewolucję przeszły dziś rano Wiadomości24.pl – zresztą rewolucję od dawna zapowiadaną. Zmiany dotyczą głównie layoutu, ale nie tylko. Redakcja jak powiedziała, tak zrobiła i wprowadziła wiele nowych opcji oraz funkcjonalności. Wydaje się, że zbyt wiele.
Zmiana layoutu nie jest jeszcze niczym złym – co prawda na stronie głównej panuje trochę chaos, parę detali można by rozmieścić inaczej, ale generalnie do każdego layoutu można się przyzwyczaić. Sam pamiętam, jak w październiku 2005 r. wiele osób kręciło nosem na nową wersję HPNews.pl, a późniejsze miesiące pokazały, że czytelnicy uznali ją za niezwykle funkcjonalną i uporządkowaną stronę na tle konkurencji.
Niestety w przypadku W24 o wiele poważniejsze w skutkach mogą okazać się zmiany pod względem treści, które ewidentnie poszły w złym kierunku – przynajmniej jeśli zakładamy, że mamy trzymać się idei dziennikarstwa obywatelskiego. Myślałem, że bez względu na modyfikacje, W24 pozostaną wyraźnie serwisem informacyjnym – o tyle nietypowym, że tworzonym przez dziennikarzy obywatelskich. Tymczasem mam wrażenie, że z takiej właśnie strony zamieniliśmy się w portal społecznościowy dziennikarzy obywatelskich. Tworzony przez nich i tylko dla nich.
Powiedzmy sobie szczerze – zdecydowana większość czytelników W24 to niezarejestrowani użytkownicy, którzy korzystają z serwisu tak jak z każdej innej informacyjnej witryny. Wpadają tu na kilka minut, bo trafili na jakiś artykuł, który ich zaciekawił. Albo wpadają na stronę główną, bo wiedzą, że znajdą tu nietypowe artykuły i newsy, których nie ma w innych mediach. Ale teraz, gdy wejdą na nową wersję W24, to szybko stąd uciekną. Może nie natychmiast – czołówka z dużym zdjęciem prezentuje się naprawdę nieźle – ale po przewinięciu strony głównej w dół. Bo co tam znajdą? Następujące sekcje: „Ostatnie komentarze”, „Dziennikarze obywatelscy”, „Ostatnio aktywni”, „Blisko ciebie”, „Nasi dziennikarze”... i parę reklam. Dział M3G upchnięty gdzieś w środku, mało widoczny. Artykuły? Nie ma artykułów. Nie ma, choć powinny być przecież najważniejszą częścią serwisu! Tymczasem jest ich kilkanaście na czołówce i pod nią... i nic więcej. Kompletnie zachwiane proporcje.
Nie koniec na tym. Jeśli czytelnik zdecyduje się już jakiś tekst przeczytać, to po kliknięciu na link zacznie się zastanawiać, czy przypadkiem się nie pomylił. Bo oto widzi nie artykuł, tylko wielkie na pół strony zdjęcie autora. Daję głowę, że w 50 proc. przypadków natychmiast zamknie okno przeglądarki. Tekst niby też jest – ale poniżej, schowany, tak jakby zdjęcie dziennikarza było ważniejsze od tego, co pisze i o czym pisze. Na litość boską – W24 mają dobrą oglądalność, bo internauci znajdują u nas ciekawe teksty. Oni chcą czytać te teksty, a nie podziwiać dziennikarzy, którzy je napisali!
Oczywiście te nowe funkcjonalności mogą się wydać atrakcyjne dla zarejestrowanych użytkowników. Ale tylko dla nich. A podkreślam raz jeszcze, że większość czytelników W24 stanowią internauci z zewnątrz, niezarejestrowani, mający – dobitnie mówiąc – gdzieś, kim prywatnie jest autor danego artykułu, jakie dodał ostatnio komentarze i ilu ma znajomych. Trzeba sobie w tym momencie postawić pytanie: czy W24 mają być obywatelskim serwisem informacyjnym (w którym najważniejsze są newsy i artykuły), czy też obywatelskim portalem społecznościowym (w którym najistotniejsze okazują się „bajery”, fotki, znajomi itd., a artykuły pisane przez użytkowników stanowią jedynie dodatek).
Poniedziałkowe zmiany sugerują niestety, że Redakcja zdaje się zmierzać w tym drugim kierunku. Chciałbym na koniec zauważyć, że jest to już nie tylko dziennikarskie, ale nawet ekonomiczne samobójstwo. Od wielu miesięcy mieścimy się w czołowej „20” najczęściej odwiedzanych serwisów informacyjnych w Polsce, czym Redakcja – i słusznie – bardzo się szczyci. Ale jeśli na stronie głównej zaczną dominować społecznościowe „bajery”, to za chwilę z tej „20” wypadniemy. Czytelnicy uciekną, gdzie pieprz rośnie. W najgorszym wypadku – odpukać – staniemy się zamkniętą społecznością, powiedzmy 500-1000 zarejestrowanych osób regularnie odwiedzających W24. Ale chyba nie o to chodzi...
Mam nadzieję, że dość silna krytyka owych zmian w W24 spowoduje, że z tych najgorszych redakcja się wycofa. Na początek zadanie bojowe: zmniejszyć to zdjęcie nad artykułem! Internauci chcą czytać, a nie podziwiać nasze twarze. Tyle ode mnie.

Spodobał Ci się ten tekst? Możesz go udostępnić: