
SEWERYN LIPOŃSKI
17 sierpnia 2009
W Berlinie sypnęło nam medalami. Anna Rogowska mistrzynią świata. Jestem ciekaw, ile gazet da jutro tę informację na pierwszej stronie? Może to dobry moment, by rozpocząć debatę – dlaczego „królowa sportu” jest przez polskie media traktowana wcale nie po królewsku, tylko po macoszemu. Często ważniejsze okazują się nawet trzecioligowe rozgrywki piłkarskie w kraju.
Gdyby to piłkarska reprezentacja Polski zdobyła mistrzostwo świata, zapewne każdy z największych dzienników poświęciłby temu pierwsze strony. A dzienniki sportowe doczekałyby się wydania specjalnego.
Tymczasem Anna Rogowska, Monika Pyrek, Kamila Chudzik, Szymon Ziółkowski, Tomasz Majewski – wszyscy oni stają na podium właśnie w mistrzostwach świata. W swoich konkurencjach są absolutnie jednymi z najlepszych. A mają trudniej niż piłkarze, bo startują indywidualnie, a nie drużynowo.
Jednak to nie o nich się mówi. Przy okazji mistrzostw świata w lekkiej atletyce – przez tydzień, raz na dwa lata – polskie media wykazują co prawda trochę zainteresowania. Ale gdy przychodzi co do czego, to i tak ważniejsza okazuje się bramka któregoś z piłkarzy w angielskiej Championship (polscy dziennikarze potrafili swego czasu z zapartym tchem śledzić każdy kolejny występ Grzegorza Rasiaka w Derby County). Relacji z lekkoatletycznych mityngów nie ma praktycznie w ogóle. Ot, dwa-trzy zdania, które napisze PAP.
A nawet gdy pojawi się jakiś tekst o lekkiej atletyce, to na daleeekiej stronie. Jest to jeszcze zrozumiałe w przypadku dzienników, które dział sportowy i tak umieszczają na końcu. Ale już absolutnym kuriozum jest to, co robi „Przegląd Sportowy”. Przyjęcie porządku według dyscyplin powoduje, że pierwsze kilkanaście stron każdego wydania zajmuje piłka nożna. Pozostałe sporty – nawet jeśli dzieje się w nich coś wielkiego – okazują się zatem mniej istotne od trzecioligowych doniesień.
Jeszcze pół biedy, jeśli temat lekkoatletyczny ląduje na pierwszej stronie jako główny. Dziś w „Przeglądzie” nie wylądował, choć na logikę powinien być tam Usain Bolt z rekordem świata na 100 m. A jeśli nie (ze względu na późną godzinę finału), to chociaż Majewski, wicemistrz świata, wściekły po przegranej z Cantwellem. Majewski owszem, trafił na jedynkę, ale na samym dole, przyćmiony tematem głównym. A co nim było? „Wisła ucieka lidze”.
W sumie nie powinienem na ten „Przegląd” tak narzekać. Bo i tak na jego stronie Sports.pl lekka atletyka doczekała się osobnej pozycji w menu, co jest ewenementem na skalę krajową. W dziale sportowym Interii, Wirtualnej Polski i Onetu są takie pozycje jak: żużel, Formuła 1, tenis. A lekka atletyka? Najczęściej jest upychana w podmenu, pod hasłem „inne sporty”. Trochę ubogo, jak na „królową sportu”...
Kolejnym kuriozum – które zresztą pośrednio wynika z powyższego – są wyniki plebiscytów. W 1996 r. Marek Citko strzelił bramkę Anglikom na Wembley (w przegranym zresztą meczu), znalazł się też wśród kilkuset europejskich piłkarzy grających w Lidze Mistrzów. I wystarczyło to, by w plebiscycie na sportowca roku pokonać całą plejadę medalistów olimpijskich, z lekkoatletą Robertem Korzeniowskim na czele. O tym, że sytuacja do dziś niewiele się zmieniła, przekonaliśmy się przy okazji wyborów sportowca roku 2007. Medaliści lekkoatletycznych MŚ, Marek Plawgo i Anna Jesień, przegrali z Euzebiuszem Smolarkiem – którego jedynym sukcesem (z całym szacunkiem) było to, że wyróżnił się na tle pozostałych polskich piłkarzy. Przypomnę może przy okazji tekst Niedocenieni lekkoatleci, który o tym opowiadał bardziej szczegółowo.
Ktoś zaraz powie: może tak powinno być. Może po prostu piłka nożna jest ważniejsza, popularniejsza, i kogo obchodzi jakaś tam lekka atletyka. Jakieś biegi, skoki, rzuty – jak to się ma do piłki nożnej, za którą w Polsce szaleją miliony? Też jestem fanem piłki nożnej. Ale czuję pewną nieprzyzwoitość, niesprawiedliwość sportową, gdy III lidze piłkarskiej daje się lepsze miejsce w gazecie, niż medalistom z innych dyscyplin (i nie tylko o lekkoatletów tu chodzi). Gdy mistrzowie świata i medaliści olimpijscy przegrywają w plebiscytach z piłkarzami, którzy prezentują taki poziom, że już sam awans do dużej imprezy jest uważany za niewiarygodny sukces.
Ta niezdrowa dominacja piłki nożnej wynika z niczego innego, jak tylko z opisanej już postawy mediów. Dziennikarze lansują futbol, marginalizując inne dyscypliny. Przykład „Przeglądu Sportowego” jest znamienny, ale można by podawać i inne. W efekcie mamy błędne koło: ludzie czytają i słyszą głównie o piłce, więc interesują się głównie piłką. A skoro interesują się głównie piłką, to media nie widzą powodu, by innym dyscyplinom poświęcać więcej uwagi.
Czy lekkoatletyczne MŚ w Berlinie – już po trzech dniach bardzo dla nas udane – coś zmienią w tej kwestii? Szczerze mówiąc, wątpię. Jutro będzie wielki dzień lekkoatletów, o trzech medalach będzie dość głośno. Ale to tylko jeden dzień w roku. Za dwa tygodnie o Rogowskiej, Chudzik czy Majewskim będą pamiętać już tylko ci, którzy rzeczywiście się lekką atletyką interesują. Nie ma nas zbyt wielu. Byłoby więcej, gdyby któraś z gazet czy telewizji uznała, że może faktycznie warto, by „królowej sportu” poświęcać tyle samo miejsca, co piłce nożnej. Tylko czy ktoś tak odważny się znajdzie? Nie znam odpowiedzi na to pytanie.

Spodobał Ci się ten tekst? Możesz go udostępnić: