
SEWERYN LIPOŃSKI
25 czerwca 2009
Oj, zawrzało. Zawrzało dzisiaj w Sejmie – i to nie tylko pomiędzy poszczególnymi partiami, ale również, jak podejrzewam, wewnątrz samej Platformy Obywatelskiej. Gdy już wydawało się się, że ustawa medialna zostanie przyjęta, nagle przyjechał Tusk i postanowił oddać ją walkowerem.
2146. odcinek odysei politycznej pt. „Ustawa medialna” okazał się tragedią w pięciu aktach, w dodatku zakończoną w sposób, którego autor sztuki chyba sam nie przewidział.
Akt I
Senat, w którym większość ma PO, cichaczem wprowadza do ustawy medialnej poprawki dotyczące m.in. zniesienia minimalnego finansowania mediów publicznych. Wcześniej nie było ich w planie.
Akt II
Chytry plan kończy się klapą, szydło wychodzi z worka. Poprawki nie podobają się lewicy. O PiS-ie nie ma co pisać, bo PiS-owi nie podoba się cała ustawa – czy to z poprawkami, czy bez.
Akt III
PO próbuje ratować sytuację, urządza negocjacje z lewicą. Nadspodziewanie szybko udaje się osiągnąć kompromis – poprawki Senatu zostaną odrzucone.
Akt IV
Punkt kulminacyjny – tuż przed głosowaniem do Sejmu przybywa premier Tusk i wzywa posłów Platformy do przyjęcia poprawki Senatu. Zaczyna się zamieszanie, wszelkie wcześniejsze ustalenia idą w diabły.
Akt V
Głosowanie okazuje się formalnością. To znaczy, niemal wszyscy posłowie PO idą za głosem Tuska i przyjmują poprawkę.
Gdyby była to naprawdę grecka tragedia, to Grzegorz Napieralski i Zbigniew Chlebowski powinni popełnić w tym miejscu samobójstwo, zaś widownia – przeżyć katharsis, czyli coś w rodzaju oczyszczenia. Stało się jednak inaczej, bo to Polska w końcu, nie Grecja. Napieralski ani myśli poddawać się w jakikolwiek sposób, za to głośno krzyczy, że go oszukano. Chlebowski też ma się całkiem dobrze i cynicznie oświadcza, że wprawdzie bardzo przeprasza SLD i PSL za złamanie ugody, ale „kluczowe jest słowo premiera”. Publiczność zamiast katharsis ogarnęła wściekłość, że ten cyrk z ustawą medialną potrwa zapewne kolejne półtora roku. A jeśli ktokolwiek przeżył jakieś oczyszczenie, to media publiczne – które dzięki poprawce Senatu mogą zostać oczyszczone z budżetowych pieniędzy.
Została też złamana zasada trzech jedności. Zachowano co prawda jedność wewnątrz klubu PO, ale za to jedność Koalicji Przeciwko Prezydenckiemu Wetu (PO-PSL-SLD) przeszła do historii. Podobnie jak jedność koalicyjna, bo przecież PSL zagłosował za odrzuceniem poprawki, czyli zupełnie odwrotnie niż PO.
A kto jest głównym bohaterem całej tej tragedii? Można by w zasadzie stwierdzić, że Tusk – postawiony przed beznadziejnym dylematem, wyborem pomiędzy wspomożeniem finansowym TVP a utratą wiarygodności. Wybrał to drugie. Dlaczego? Na gorąco można było odnieść wrażenie, że to czysto PR-owskie, populistyczne zagranie, nastawione głównie na zdobycie sondażowego poparcia. Premier nagle i zupełnie nieoczekiwanie odnalazł się w roli obrońcy ludu, który cierpi przez kryzys, bieda idzie, więc niestosowne jest wydawać blisko 1 mld zł na media publiczne.
Na pewno jednak nie chodziło tylko o zdobycie poparcia. Na pewno chodzi w tym wszystkim o coś jeszcze. Tusk nie jest durniem i musiał doskonale zdawać sobie sprawę, jakie konsekwencje będzie miało zerwanie porozumienia z lewicą. A jakie to konsekwencje? Oczywiście takie, że nowa, druga już ustawa medialna znów zostanie zawetowana przez prezydenta (to akurat było wiadomo od miesięcy), a lewica to weto podtrzyma. W efekcie nie tylko cała ustawa znów pójdzie do kosza, ale też ciężko będzie w najbliższym czasie o jakąkolwiek ugodę z lewicą w jakiejkolwiek sprawie. Koalicjant, PSL, też nie jest zachwycony. Czy o to Tuskowi chodziło? Na pewno nie. Tak samo jak jego celem nie było zapewne utrzymanie libertasofilowej kliki w TVP.
Ale przecież o coś chodziło. Nie wiemy na razie, o co. Ale dam głowę, że w ciągu tygodnia dowiemy się więcej o przyczynach tej dziwnej eskapady premiera do Sejmu, która uśmierciła kolejną ustawę medialną. Na razie triumfuje cały PiS, z Elżbietą Kruk na czele.

Spodobał Ci się ten tekst? Możesz go udostępnić: