Polub fanpage na FB

Poznań Spoza Kamery

Poznań Spoza Kamery

#polityka  #Poznań  #wybory  #samorząd  #inwestycje

SEWERYN LIPOŃSKI
13 czerwca 2009

Ostatnio oglądałem sobie bramki z Euro 2000. Do dziś mam w pamięci wiele momentów tamtego turnieju, ale bez względu na wszystko, minęło już dziewięć lat i wydawałoby się, że piłkarskie lato 2000 r. pozostaje odległym wspomnieniem. Tymczasem na wieść o ostatnich poczynaniach transferowych Realu Madryt mam wrażenie, jakbyśmy rzeczywiście cofnęli się o całą dekadę.

Parę dni temu gruchnęła wiadomość, że Królewscy wreszcie dopięli swego i kupili Kakę. Za, bagatela, 50 mln euro. Wczoraj rano czytam, że za podobną kwotę chcą Xabiego Alonso – mało tego, nie tylko zapłacą, ale jeszcze dołożą dwóch zawodników. Wystarczy? Wcale nie. Oto o godz. 19.25 Kamil Durczok informuje kilka milionów widzów w całej Polsce, że do Realu dołączy też Cristiano Ronaldo. Za – uwaga – 93 mln euro. I to wcale nie koniec, bo podobno całkiem prawdopodobny jest jeszcze jeden transfer – Davida Villi z Valencii.

Takich transferowych fajerwerków nie było w zasadzie nigdy dotąd, bo przecież 93 mln za Ronaldo to absolutny rekord świata. Przy tej kwocie poprzedni rekordzista – Zinedine Zidane, kupiony przez Real w 2001 r. za 74 mln euro (wówczas podawane w dolarach, 65 mln) – może się schować w szarym kącie.

Cała Hiszpania już teraz puka się w czoło, niektórzy nawet protestują, że to niemoralne w dobie kryzysu wydawać takie kwoty. Warto przypomnieć, że dokładnie 10 lat temu 50 mln dolarów za Christiana Vieriego też budziło kontrowersje, a głos zabrał nawet Watykan. W ogóle na przełomie wieków mieliśmy do czynienia z niesłychanym transferowym boomem, rekord gonił rekord, a kwoty wydawane na zawodników podwajały się szybciej niż moc komputerów. Wystarczy przywołać kolejnych rekordzistów:

1997: Ronaldo, Barcelona – Inter, 29 mln dolarów
1998: Denilson, Sao Paulo – Betis, 32 mln dolarów
1999: Christian Vieri, Lazio – Inter, 50 mln dolarów
2000: Hernan Crespo, Parma – Lazio, 54 mln dolarów
2000: Luis Figo, Barcelona – Real, 56 mln dolarów
2001: Zinedine Zidane, Juventus – Real, 65 mln dolarów

Teraz na prowadzenie wskakuje:

2009: Cristiano Ronaldo, Man Utd – Real, 93 mln euro

Przez całe osiem lat rekord Zidane’a pozostawał niepobity, bo szefowie klubów nieco się opamiętali. Warto jednak dodać, że Real w międzyczasie przeprowadzał również inne głośne, choć nie rekordowe transfery: Anelka (1999), Ronaldo (2002), Beckham (2003), Robinho (2005)... Tyle tylko, że nawet Królewscy – choć szastali pieniędzmi – ograniczali się zwykle do jednego głośniejszego transferu w ciągu roku.

Patrząc na to, co się dzieje tego lata, można więc dojść do dwóch wniosków: albo to Florentino Perez zwariował, albo to szefowie pozostałych klubów kompletnie oszaleli, pozwalając potentatowi z Madrytu na takie zdominowanie rynku transferowego i oddając mu swoje najcenniejsze gwiazdy. Przez kilka lat Real Madryt nie był w stanie wyrwać rywalom ani Cristiano, ani Kaki, ani żadnej innej wielkiej gwiazdy. A teraz, po powrocie Pereza, wszystko zmieniło się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

Pytanie tylko, do czego dąży sam Perez? Czy chce cofnąć się o dekadę i podjąć jeszcze jedną – tym razem udaną – próbę zbudowania Galacticos? Bo poprzednia, trzeba to jasno powiedzieć, zakończyła się klapą: im bardziej Real stawał się galaktyczny, tym mniej liczył się w walce o poszczególne trofea. W zasadzie można zaryzykować stwierdzenie, że najlepszą w ostatnich latach jedenastką z Madrytu była ta, która w sezonie 1999/00 (jeszcze przed pojawieniem się Pereza) wygrała Ligę Mistrzów. W barwach Królewskich brylowali wówczas m.in. Raul, Morientes, Redondo, Salgado, Casillas – a więc wychowankowie lub zawodnicy, których ściągnięto w bardzo młodym wieku bez zbytniego rozgłosu.

Gdy przyszli Figo i Zidane, Real jeszcze jakoś sobie radził, a nawet wygrał Ligę Mistrzów w 2002 r., dzięki wspaniałej bramce Francuza właśnie. Ale czuć już było, że coś się psuje. Nie pomogło nawet sprowadzenie będącego wówczas w życiowej formie Ronaldo, zaś rok później transfer Davida Beckhama okazał się kompletnym niewypałem. Analogii zakupu Cristiano do Beckhama można dopatrzyć się wielu. Już teraz na forach internetowych odzywają się liczne głosy, że transfery do Realu popsuły kariery wielu świetnym zawodnikom. Jeśli tak, to teraz do zepsucia jest ekipa, jakiej jeszcze nie było: Cristiano Ronaldo, Kaka, za chwilę pewnie Xabi Alonso i David Villa, a może również David Silva...

To tyle o Realu, który – jak słusznie zauważa Rafał Stec – z nowych piłkarzy będzie miał nie tylko korzyści sportowe, ale również (a może przede wszystkim) marketingowe. Jego zakupy prawdopodobnie spowodują jednak, że rozpocznie się nowy szał kupowania w ogóle, nie tylko w Primera Division. Już teraz TVN24 sporządził wcale niekrótką listę potencjalnych hitów transferowych tegorocznego lata. I znów analogia – bardzo podobnie było w 2000 r., gdzie każdy kolejny dzień przynosił nowe wieści z piłkarskiego rynku. Paradoks obecnej sytuacji polega jednak na tym, że na świecie wciąż głośno mówi się o kryzysie gospodarczym. Co więcej, nie było i nie będzie tego lata żadnego większego turnieju, który umożliwiłby wypromowanie zawodników i sprzedanie ich za gigantyczne kwoty. No ale cóż... właściwie to identycznie było z Zidane’em w 2001 r. Może więc faktycznie cofnęliśmy się o dekadę... albo po prostu posunęliśmy się o dekadę naprzód po kilkuletniej stagnacji.

Spodobał Ci się ten tekst? Możesz go udostępnić: