www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » (Pra)wybory prezydenckie 2020. Jaśkowiak przekonywał, że Polska jest jak Poznań, ale z Kidawą-Błońską nie miał szans

14 grudnia 2019

(Pra)wybory prezydenckie 2020. Jaśkowiak przekonywał, że Polska jest jak Poznań, ale z Kidawą-Błońską nie miał szans

#Wybory prezydenckie 2020  #prawybory  #Jacek Jaśkowiak  #Małgorzata Kidawa-Błońska  #Platforma Obywatelska

Pojedynku Jacka Jaśkowiaka z Andrzejem Dudą o mistrzowski pas prezydenta Polski nie będzie. Prezydent Poznania dwoił się i troił, by przekonać do siebie działaczy Platformy Obywatelskiej, ale i tak wyraźnie przegrał z Małgorzatą Kidawą-Błońską zdobywając 26,6 proc. głosów.

Powiedzmy wprost - żadnego innego wyniku nie można było oczekiwać. Zwycięstwo Jacka Jaśkowiaka w prawyborach byłoby niesłychaną sensacją, ba, nawet jego niższa przegrana - np. w stosunku 40-60 - stanowiłaby niemałą niespodziankę.

Te prawybory zaczęły się przecież od tego, że Małgorzata Kidawa-Błońska zdążyła już niemal ogłosić, że jest jedyną kandydatką. Do rywalizacji nie stanął bowiem żaden z jej domniemanych konkurentów. Czyli ani Radosław Sikorski, ani Bartosz Arłukowicz, ani Rafał Trzaskowski.

Zgłosił się za to prezydent Poznania. Jego kandydatura wzbudziła kpiny wśród polityków innych partii. A i w samej Platformie niewielu było entuzjastów Jaśkowiaka, bo gdy "Gazeta Wyborcza" przepytywała delegatów, to głos na niego deklarowało zaledwie 9 proc. z nich.

- Mam plan, jak wygrać z Andrzejem Dudą - powtarzał jednak uparcie sam Jacek Jaśkowiak. I ruszył z kampanią. Mogło się wydawać, że on naprawdę wierzy, że może te prawybory, a później również majowe wybory wygrać.



Dziś nadeszła chwila prawdy. Zaraz po płomiennych przemówieniach Grzegorza Schetyny, Kidawy-Błońskiej i Jaśkowiaka ruszyło głosowanie, a potem na mównicę wszedł szef komisji prawyborczej Rafał Grupiński i podał wyniki:

73,4% - 345 głosów - Małgorzata Kidawa-Błońska
26,6% - 125 głosów - Jacek Jaśkowiak


Z 475 oddanych głosów pięć okazało się nieważnych. Ale Jaśkowiak chyba nie będzie składał protestów wyborczych...

Za to nie mogłem się pozbyć wrażenia, że Grupińskiemu - kiedy odczytywał wyniki głosowania - na twarzy towarzyszył ledwo dostrzegalny, ironiczny uśmieszek.

Jaśkowiak myśli, że Polska jest jak Poznań

To jednak zdecydowanie nie jest żadna sromotna porażka Jacka Jaśkowiaka. Wystarczy przytoczyć jeszcze raz wyniki tej telefonicznej sondy sprzed zaledwie dwóch tygodni, gdy do popierania JJ przyznawało się (anonimowo!) tylko 9 proc. delegatów, a koniec końców dostał 26,6 proc. głosów.

Zresztą Jacek Jaśkowiak ma intuicję do startowania w takich wyborach, w których wygra albo nawet jak przegra, to... i tak na swój sposób wygra.

Poprzednim razem przegrał wybory w swoim debiucie - w 2010 r. Wówczas jako kandydat na prezydenta Poznania spod szyldu My-Poznaniacy, czyli ruchów miejskich, zdobył 7 proc. głosów. I zostało to uznane za względny sukces.



Teraz zaś przekonał do siebie ponad jedną czwartą partyjnych delegatów z całego kraju. To też raczej nie przyszło mu łatwo, zwłaszcza że startował z pozycji outsidera, był postrzegany jako "zając Schetyny", a do tego głosowanie było tajne.

Trzeba przyznać, że Jaśkowiak zaangażował się na 100 proc., a może nawet na 120 proc. Jeździł po całym kraju. Nagrał wyborczy spot. Przekonywał do siebie partyjnych działaczy w Krakowie, Gdańsku, Białymstoku i nawet w pociągu podczas kolacji w wagonie Warsu.

Jak przekonywał? To już zupełnie inna sprawa. W licznych wywiadach ciągle przytaczał Poznań, przypominał, jak wygrywał tu wybory z Ryszardem Grobelnym i z Tadeuszem Zyskiem.

"Mit o konserwatywnej Polsce jest takim samym mitem, jak ten o konserwatywnym Poznaniu, który zweryfikowaliśmy w 2014 roku, gdy wygrałem z Ryszardem Grobelnym" (oko.press, 25 listopada)

"Wybory w Poznaniu wygrałem między innymi dzięki głosom seniorów. W tej grupie moich wyborców aż 30 proc. stanowili zwolennicy PiS-u" (Gazeta Wyborcza, 30 listopada)

"Nie sądzę, by z obecnym prezydentem wygrał kandydat podobny do niego. Taki, który będzie musiał umizgiwać się do elektoratu konserwatywnego" (Głos Wielkopolski, 30 listopada)

Prawdziwą wisienką na torcie okazał się pod tym względem list Jaśkowiaka skierowany do działaczy PO tuż przed konwencją.



Poza zwyczajnymi frazesami o "wielkiej odpowiedzialności", "bezkompromisowym prezydencie", szczególnie zaintrygował mnie w tym liście jeden fragment:

Z badań wynika, że gdybym dziś zmierzył się w II turze z obecnym prezydentem, wygrałbym, zdobywając 61 proc. głosów. Tak byłoby w Poznaniu, gdzie jako Prezydent cieszę się zaufaniem wyborców już drugą kadencję

Prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak w liście do działaczy PO



Myślałem na początku, że to pomyłka, i że miało tam być: "Tak BYŁO w Poznaniu, gdzie (...)". W innym razie pierwsze zdanie byłoby przecież ogromną manipulacją.

Poza tym... Kto przy zdrowych zmysłach oceniałby swoje szanse w wyborach prezydenckich w całym kraju na podstawie wyników sondażu przeprowadzonego tylko we własnym mieście?

A jednak! Prezydent Jaśkowiak pochwalił się tym sondażem również szerszej publice. Zdaje się, że ten sondaż miał pokazać, jak JJ wypada tam, gdzie ma wysoką rozpoznawalność. No a tak się składa, że na razie jedynym takim miejscem jest Poznań.



Tak wyraźne zwycięstwo Jaśkowiaka nad Dudą w Poznaniu nie powinno budzić niczyjego zdziwienia.

Jednak już to, że Jaśkowiak właśnie na tej podstawie sugeruje, że zdołałby pokonać Dudę w samych wyborach prezydenckich, jest potworną manipulacją szytą strasznie grubymi nićmi.

Przecież mówimy o sondażu zrobionym w Poznaniu. Już pal licho, że na marnej próbie 400 osób, bo wyniki w grupie 1 tys. czy nawet kilku tysięcy poznaniaków byłyby zapewne podobne.

Zanim ktoś na serio pomyśli, że Jaśkowiak naprawdę miałby duże szanse wygrać z Dudą, skoro go miażdży w Poznaniu, to trzeba przypomnieć, że:

1. To właśnie w Poznaniu PiS ma od lat najgorsze wyniki z dużych miast w całym kraju. Przypomnijmy:



2. Ta powyższa tabelka nie uwzględniała jeszcze wyników ostatnich wyborów parlamentarnych.

Te nie tylko potwierdziły, że Poznań jest najbardziej antypisowskim dużym miastem w kraju, ale też pokazały, że nie wykazuje żadnego entuzjazmu wobec "dobrej zmiany" i jest bardzo odporny na jej propagandę.

W wyborach 2015 PiS miał 37,6 proc. w kraju i 24,1 proc. w Poznaniu. Teraz w kraju poprawił wynik do 43,6 proc... tymczasem w Poznaniu poparcie dla partii Kaczyńskiego ani drgnęło - znów 24,1 proc.

3. Także w wyborach prezydenckich kandydaci PO za każdym razem miażdżyli tu konkurentów z PiS. Tyle że niekoniecznie przekładało się to na wygraną w kraju:

Poznań 2005: Donald Tusk 66,7% - Lech Kaczyński 33,3%
Poznań 2010: Bronisław Komorowski 72,3% - Jarosław Kaczyński 27,7%
Poznań 2015: Bronisław Komorowski 68,4% - Andrzej Duda 31,6%


Tak więc jeśli Jacek Jaśkowiak twierdzi, że wygra z Dudą w całej Polsce, skoro nokautuje go w Poznaniu... To równie dobrze Rafael Nadal mógłby przekonywać - zaraz po kolejnej wygranej na kortach Rolanda Garrosa - że na pewno wygra też Wimbledon.

Jaśkowiak niby przegrał... ale i tak zyskał

Jak faktycznie wypadłby Jacek Jaśkowiak w starciu z Andrzejem Dudą - już nigdy się nie dowiemy.

Teraz prezydent Poznania będzie musiał się wybudzić z tego kilkutygodniowego snu. Z partyjnych spotkań w Warszawie czy Wrocławiu wrócić do rządzenia miastem.

Zamiast o przyjmowaniu czołowych polityków na Krakowskim Przedmieściu będzie mógł mówić co najwyżej o przyjmowaniu radnych w urzędzie przy pl. Kolegiackim. Zamiast o stawianiu Dudy przed Trybunałem Stanu - o stawianiu kolejnych parkingów park&ride czy torów tramwajowych na Naramowice.

Mimo wszystko, jak słusznie zauważa Tomek Nyczka z "Gazety Wyborczej", Jaśkowiak z tych prawyborów i tak wychodzi jako wygrany.

Mieliśmy tu sytuację typu win-win. A właściwie nawet win-win-win, bo MKB zyskała mocną legitymację jako kandydatka, Schetyna odsunął w czasie powyborcze rozliczenia, zaś Jaśkowiak zyskał rozpoznawalność.

Jako prezydent Poznania nigdy nie miałby innej szansy zyskania takiego rozgłosu. I na dobre wkroczył do pierwszego szeregu polityków Platformy.

Teraz pytanie, jak Jacek Jaśkowiak te profity spożytkuje, osobiście obstawiałbym jego start w wyborach prezydenckich 2025. A przedtem w parlamentarnych 2023. Z perspektywą - jeśli opozycja wygrałaby te wybory - objęcia jakiejś ważnej funkcji także w rządzie.

Pamiętajmy, że koniec kadencji Jaśkowiaka w Poznaniu przypadnie idealnie właśnie na te wybory, oczywiście o ile odbędą się w normalnym terminie.

Jeśli zaś Małgorzata Kidawa-Błońska pokona Andrzeja Dudę i zostanie prezydentem... To wszystkie te rozważania o przyszłości JJ przestaną być aktualne. Potencjalny hashtag #PrezydentJJ będzie mógł wyrzucić do kosza albo przynajmniej na 10 lat schować do szuflady.

A wybory parlamentarne, dzięki którym mógłby wskoczyć do krajowej polityki, zapewne odbyłyby się duuużo szybciej - w samym środku obecnej kadencji prezydenta Poznania.