www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Liderzy list do Parlamentu Europejskiego zmierzyli się na politechnice. Polska "krajem sukcesu" i UE jak... klub go-go

27 kwietnia 2019

Liderzy list do Parlamentu Europejskiego zmierzyli się na politechnice. Polska "krajem sukcesu" i UE jak... klub go-go

Poznań - Wielkopolska - wybory - Parlament Europejski - Unia Europejska - eurowybory - UE

Dokładnie miesiąc przed wyborami do Parlamentu Europejskiego liderzy wielkopolskich list zmierzyli się w pierwszej debacie. Zderzyły się różne wizje Polski i Europy, choć trudno nie odnieść wrażenia, że i tak każdy mówił tylko do "swoich".

Do centrum wykładowego Politechniki Poznańskiej - bo to tam odbyła się debata TVP Poznań i Radia Poznań - dotarli liderzy pięciu list. Dyskutowali Marek Jurek z Kukiz'15, Zdzisław Krasnodębski z PiS, Piotr Liroy Marzec z Konfederacji, Sylwia Spurek z Wiosny i Waldemar Witkowski z Lewica Razem.

ZOBACZ CAŁĄ 60-MINUTOWĄ DEBATĘ KANDYDATÓW DO EUROPARLAMENTU W TVP POZNAŃ

Zamiast byłej premier Ewy Kopacz - liderki wielkopolskiej listy Koalicji Europejskiej - było natomiast puste krzesło. Prowadzący przekazali, że Kopacz "nie podała przyczyn", ale te przyczyny wydają się oczywiste - trwający już od paru miesięcy bojkot TVP przez polityków PO.

Możemy więc spodziewać się w najbliższych tygodniach kolejnych takich kwiatków jak w kampanii samorządowej, gdy np. w TVP Poznań o kandydaturach Jacka Jaśkowiaka i Tomasza Lewandowskiego dyskutowali bez ich udziału sami eksperci.

Sztuczna kandydatka Wiosny

Początek dyskusji był trochę z czapy. Zaplanowano go bowiem tak, że każdy z kandydatów dostał po dwie minuty na przedstawienie się wyborcom, mimo że akurat w Wielkopolsce listy otwierają naprawdę znane nazwiska. I specjalnie przedstawiać ich nie trzeba.

No wyobraźmy sobie, jak by to wyglądało, gdyby jeszcze na dyskusję przyszła jednak kandydatka KE: - Dzień dobry, nazywam się Ewa Kopacz, mogli państwo o mnie nie słyszeć. Niedawno byłam premierem polskiego rządu.

Tak więc nawet bez Kopacz wyszedł z tego totalny misz-masz. Już na dzień dobry Marek Jurek oznajmił, że nie będzie mówił o żadnym swoim programie, Liroy cytował Senekę Młodszego, a Krasnodębski popłynął tak bardzo, że dotarł nawet do sprawy płonącej katedry Notre Dame.

Z kolei Waldemar Witkowski zaczął opowiadać o swoich studiach na politechnice, i nie omieszkał wytknąć "kolegom z Warszawy", że w przeciwieństwie do niego nie mają za wiele wspólnego z regionem.

Muszę tu kilka osobnych zdań poświęcić Sylwii Spurek. Jej przemówienie na początek było równie naturalne, jak Wyspy Palmowe w Dubaju, zresztą ta dziwna sztuczność to ostatnio wspólna cecha sporej części polityków partii Biedronia.

- "Europa dla ciebie". To jest hasło Wiosny w tych wyborach. Bo chcemy dzięki UE, dzięki jej funduszom, zmieniać życie Polaków - zaczęła Spurek. Kandydatka Wiosny wyglądała jak prymuska z podstawówki, która nauczyła się na pamięć wiersza na konkurs recytatorski, i bardzo uważa, żeby nie pomylić choćby jednego słowa.

Później - w dalszej części dyskusji - Spurek wypadła już bardziej naturalnie. Ale i tak można było odnieść wrażenie, że gdy tylko zabiera głos, to pierwsze zdanie zawsze jest jakimś sloganem czy bon motem przygotowanym długo przed debatą.

Kiedy jednak trzeba było zareagować spontanicznie - to Spurek nie zdobyła się na żadną ripostę wobec Liroya. Do tego nadziewała się na kontry dziennikarzy, którzy zarzucali jej, że mówi nie na temat albo o sprawach, którymi nie zajmuje się europarlament.

Zaskakująco umiarkowany Krasnodębski

Mimo wszystko nie da się zaprzeczyć, że Sylwia Spurek przemówiła do swoich potencjalnych wyborców, mówiąc o prawach kobiet, o równości, czy o ludziach z niepełnosprawnościami.

Tak samo do własnego elektoratu na pewno przemówił Piotr Liroy Marzec. Przypomnijmy, że z całej tej ferajny to właśnie Liroy i spółka mają najbardziej radykalne podejście wobec Unii Europejskiej.

Tym razem hasło o rozwalaniu UE od środka wprost nie padło. Jednak kandydat Konfederacji nie krył krytycznego stosunku do Brukseli. Wyśmiewał tzw. Białą Księgę UE jako "stek bzdur", zarzucał politykom unijnym, że są "zachłyśnięci komunizmem".

Później przyrównał nawet UE do... klubu go-go: - Przychodzi człowiek, rzuca pieniędzmi i mówi: tańcz! Mieliśmy sobie pomagać, mieliśmy być wspólnotą, a tu coś nam się narzuca, bo ktoś jest większy. Ktoś krzyczy na nas cały czas, zwraca uwagę, że jak czegoś nie zrobimy - to będzie gorzej.

Do ostrej krytyki UE przyłączył się Marek Jurek. Jechał po obecnych władzach unii, wyliczając, że ich działania to "zawłaszczanie kompetencji państw", "imigracjonizm", "negowanie praw rodziny".

Także Waldemar Witkowski nie oszczędził unijnych instytucji. Drwiąc przy okazji z nieobecnych polityków Koalicji Europejskiej i z głosowania części z nich przeciwko ujednoliceniu tych samych produktów w różnych krajach UE.

Tak a propos - brak KE w tej dyskusji dało się silnie wyczuć. Jak by nie patrzeć, pozostali uczestnicy dyskusji to był silny podział na prawicę i lewicę, a właściwie na konserwatystów (PiS, Konfederacja, Kukiz'15) i na postępowych (Wiosna, Lewica Razem).

Doszło wręcz do sytuacji, że najbardziej umiarkowanym z dyskutantów okazał się... prof. Krasnodębski. Musiał wręcz tonować Liroya, podkreślał, że w UE "to wszystko jest trochę bardziej skomplikowane". Choć - przyznajmy - nie omieszkał wspomnieć, że jego zdaniem Polska jest jednym z krajów, które "oddają większą część suwerenności".

Gdyby jednak ktoś nie zauważył, to Krasnodębski stwierdził też, że Polska przez ostatnich 30 lat stała się "krajem sukcesu". No, ciekawe, co na to liderzy PiS... Bo zdaje się, że oficjalna wykładnia partii jest nieco inna, i że ponoć dopiero po 2015 r. Polska wstała z kolan itd.

Jeżeli UE chce się pochwalić i pokazać jakiś kraj sukcesu, który był 15 lat temu w zupełnie innym miejscu, to uważam, że takim krajem jest Polska. Myśmy w ciągu 30 lat wolności osiągnęli niesamowicie dużo

Zdzisław Krasnodębski, kandydat PiS do Parlamentu Europejskiego



To nie koniec. Lider listy PiS przywołał listę 100 najbardziej wpływowych europosłów, przygotowaną przez portal Vote Watch, i podkreślał, że jest na niej siedmioro Polaków. Jak nietrudno się domyślić - sam również się w tym zestawieniu znalazł.

Jednak poza nim i Ryszardem Czarneckim w tej siódemce znaleźli się... sami europosłowie z przeciwnego obozu - czyli partii tworzących obecnie Koalicję Europejską!

Nieobecność Ewy Kopacz przyniosła jeszcze inny efekt uboczny. Podczas dyskusji o roli Polski w UE nikt, DOSŁOWNIE NIKT nie przypomniał, że Polska pod rządami PiS zaczęła gwizdać na niektóre europejskie wartości typu niezależność sądów. I że skutkiem jest procedura ze słynnego już art. 7 traktatu unijnego.

Nie przywołała tego ani Sylwia Spurek, ani Waldemar Witkowski, i to mimo że Marek Jurek stwierdził dla odmiany, że to UE za bardzo miesza się do niektórych spraw należących do niej państw.

Niewygodne pytania dziennikarzy

Najgoręcej zrobiło się, gdy Piotr Liroy Marzec wypomniał Waldemarowi Witkowskiemu głośną sprawę niedoszłej eksmisji niepełnosprawnego z mieszkania przy ul. 28 Czerwca w spółdzielni, której Witkowski jest prezesem.

Szef Unii Pracy skorzystał z tego, że Liroy przytoczył to na zasadzie "coś tam czytałem, coś tam słyszałem", i natychmiast odparł: - Spółdzielnia nigdy nikogo nie eksmitowała na ulicę ani w inny sposób.

No faktycznie do eksmisji nie doszło. Ale niewątpliwie była próba. Zresztą Witkowski musiał się z tej sprawy gęsto tłumaczyć później, dopytywany przez prowadzących debatę dziennikarzy, i wtedy nie poszło mu już tak gładko.

- To miasto nie zapewniało lokalu socjalnego - podkreślał, zupełnie jakby nie wiedział, że w całym kraju takich przypadków są tysiące. Zarzekał się, że "robił wszystko, by do tej eksmisji nie doszło, i nie doszło". Ale dodawał: - Jeżeli cała klatka schodowa musi cierpieć, bo ktoś nie płaci przez kilkanaście lat, to jest uciążliwe także dla sąsiadów.

Lider lewicowej listy wytyka lokatorom, że mieli długi, nie płacili za mieszkanie, więc byli dodatkowym obciążeniem dla sąsiadów. No nieźle. Szkoda, że Witkowski nie wspomniał jeszcze o "świętym prawie własności".

Zresztą trzeba przyznać, że i inne pytania zadawane przez prowadzących były momentami bardzo niewygodne.

Dziennikarz TVP wytykający politykowi PiS mieszkanie w Niemczech? Tego jeszcze nie grali - przynajmniej za czasów prezesa Jacka Kurskiego. A takim właśnie pytaniem Eugeniusz Romer zaskoczył Zdzisława Krasnodębskiego.

Zaraz potem Piotr Liroy Marzec wysłuchał całej litanii dość, hmm, specyficznych cytatów swoich koalicyjnych partnerów - m.in. Roberta Winnickiego i Grzegorza Brauna - o zatrzymaniu zalewu imigrantów z Ukrainy i Azji czy o batożeniu gejów i lesbijek.

- Koalicja to zbiór ludzi, którzy mają różne idee, nie mogę brać odpowiedzialności za wszystkich - odpowiedział pokrętnie Liroy. Przekonywał, że z resztą Konfederacji łączy go raczej spojrzenie na sprawy Polski i Europy. I jeszcze dodał, że "pan Grzegorz Braun lubi trochę trollować".

Z pytaniami prowadzących najlepiej poradzili sobie Marek Jurek i Sylwia Spurek. Płynnie przeszli do "swoich" tematów. To właśnie wtedy Jurek zaczął mówić o imigracjonizmie i o roli rodziny. Kandydatka Wiosny - choćby o dostępie do antykoncepcji czy o edukacji seksualnej.

Każdy mówił do swoich wyborców

Z wizerunkowych spraw warto jeszcze dodać, że najsprawniejszymi mówcami w tej dyskusji byli Jurek i Witkowski. Mówili składnie, nie zacinali się, nie gubili wątków. Dało się dostrzec ich doświadczenie w wystąpieniach publicznych.

Zagadką pozostaje jedynie, po co Witkowski na sam koniec poderwał się z krzesła i mówiąc coś o jakiejś kartce z życzeniami wręczył Krasnodębskiemu... program Lewicy Razem, to już wie tylko on sam.

A sam Krasnodębski? Trochę taki Tadeusz Zysk z kampanii samorządowej, tyle że w wersji 2.0, a może nawet 3.0. Czyli miły starszy pan, trochę przynudzający bez bon motów, ale za to nie wygadujący głupot. Sylwia Spurek - jak już się rzekło - przez dużą część dyskusji strasznie sztuczna.

I wreszcie Liroy - chyba najbardziej wyrazisty z całej tej ekipy. Ale też momentami chaotyczny i z zadatkami na lekkiego awanturnika. Jak już porównujemy z wyborami samorządowymi - to Liroy najbardziej przypominał Jarosława Pucka.

Cała dyskusja pokazała, jak bardzo różnią się spojrzenia partii i ich wyborców nie tylko na Polskę, ale na całą Europę i jej integrację. Tu każdy de facto mówił do swoich. To nie była debata, która by radykalnie coś zmieniła.

Nie sądzę, by Jurek, Liroy czy nawet całkiem umiarkowany w piątek Krasnodębski przekonali do siebie kogokolwiek z euroentuzjastów, tak samo jak Spurek czy Witkowski raczej nie wywrócili do góry nogami poglądów eurosceptyków.

Pozostaje pytanie, jak w tych poznańskich pojedynkach gwiazd odnajdzie się Ewa Kopacz i cała Koalicja Europejska. Tym razem nie mogliśmy poznać odpowiedzi. Musimy zaczekać do kolejnej debaty.

Seweryn Lipoński / 27 kwietnia 2019