www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Wybory 2018. Prezydent Jacek Jaśkowiak wraca z urlopu... i już na dzień dobry raczej nie będzie się nudził

6 sierpnia 2018

Wybory 2018. Prezydent Jacek Jaśkowiak wraca z urlopu... i już na dzień dobry raczej nie będzie się nudził

Poznań - wybory 2018 - Jacek Jaśkowiak - Tomasz Lewandowski - tramwaj na Naramowice - stadion Szyca

Prezydent Jacek Jaśkowiak wrócił dziś z urlopu. Tak się składa, że w pierwszych dniach prawdopodobnie będzie miał co ogarniać, bo mimo tzw. sezonu ogórkowego pod nieobecność prezydenta sporo się wydarzyło.

Jest w psychologii coś takiego jak zespół napięcia powakacyjnego. Zapewne to znacie: wracacie z urlopu do roboty, niby uśmiechnięci, niby wypoczęci... ale szybko okazuje się, że jest jeszcze gorzej niż przed wyjazdem. Tak jakbyście w ogóle nie odpoczęli!

Tak właśnie może wyglądać najbliższych kilka dni dla prezydenta Jacka Jaśkowiaka.

Oczywiście absolutnie mu tego nie życzę. Jednak fakt jest faktem, że akurat w czasie, gdy wyjechał, w kilku sprawach przy pl. Kolegiackim zrobił się mniejszy lub większy bałagan. Zobaczmy, co prezydent zastał dziś w urzędzie i co będzie miał teraz na głowie.

Sprawa Tomasza Lewandowskiego i zleceń dla znajomego

Jeszcze przed urlopem Jacka Jaśkowiaka mieliśmy niecodzienny apel poznańskiej Platformy Obywatelskiej. Partyjni koledzy i koleżanki Jaśkowiaka zwrócili się do niego, by… zdymisjonował Tomasza Lewandowskiego, albo ewentualnie namówił go do rezygnacji ze startu w wyborach.

Prezydent zdążył ten apel wyśmiać. Mało tego, powiedział nam wprost, że nie zamierza o tej sprawie nawet rozmawiać z szefem poznańskiej PO Bartoszem Zawieją.

Zdawało się, że temat jest zamknięty. Tyle że podczas urlopu Jaśkowiaka doszły nowe okoliczności – a konkretnie afera z firmą Orbsay Solutions opisana przez „Głos Wielkopolski”.

Tak w dużym skrócie: miejskie instytucje podlegające wiceprezydentowi Lewandowskiemu zlecały różne usługi spółce, której szefem jest Bartłomiej Stroiński, były działacz SLD i zarazem znajomy Lewandowskiego, któremu kiedyś robił kampanię do parlamentu.



Oczywiście sam Tomasz Lewandowski się tłumaczy, że wszystko odbyło się zgodnie z prawem, a zlecenie usług na zewnątrz i tak wyszło taniej, niż gdyby miejskie instytucje i spółki miały same zatrudniać ludzi za to odpowiedzialnych.

Mam jednak wrażenie, że gdyby Tomasz Lewandowski był dziś – jak na początku kadencji Jacka Jaśkowiaka – jednym z liderów opozycji, to tłumaczenia wiceprezydenta Tomasza Lewandowskiego przyjąłby z oburzeniem i domagałby się dalszych wyjaśnień.

Zresztą nic straconego, bo wyjaśnień – i to od samego Jacka Jaśkowiaka - domagają się inni kandydaci na prezydenta, a konkretnie Tadeusz Zysk i Jarosław Pucek.

Z pewnością w całej tej sytuacji nie pomaga Lewandowskiemu to, że w tle powraca sprawa Witaru, gdzie ze Stroińskim pod koniec rządów lewicy dostali posady.

Tak samo jak to, że Tomasz Lewandowski do wyborów 2014 szedł pod hasłem walki z „dworem Grobelnego”, bo w różnych miejskich spółkach zasiadają „krewni i znajomi królika”.

Ja nie mam kolejki ludzi, którzy czekają na pracę. Jak mówię, że będą konkursy, to będą

Tomasz Lewandowski, jeszcze jako kandydat na prezydenta, wyp. z października 2014 r. / źródło: Gazeta Wyborcza Poznań



Jasne, stanowiska w miejskich spółkach to jedno, a miejskie zlecenia dla czyjejś firmy to drugie. Ale widać tu pewną niekonsekwencję. Zresztą... Tomasz Lewandowski już wcześniej nie był w tej kwestii zbyt rygorystyczny.

Zaraz po wyborach (jeszcze zanim został wiceprezydentem, ba, jeszcze zanim wszedł w koalicję z PO) dostał bez konkursu posadę w radzie nadzorczej Holdikomu w... Ostrowie Wlkp.. Prezydentem jest tam popierana przez lewicę Beata Klimek.

Dziś Holdikom jest przemianowany na Centrum Rozwoju Komunalnego, a Lewandowskiego już tam nie ma, ale strasznie się wtedy oburzał na wytykanie mu tej sprawy. Czyli nagle okazało się, że „krewni i znajomi królika” są całkiem OK, jeżeli tylko mają odpowiednie kompetencje i nie pochodzą z politycznej konkurencji.

Teraz „Głos Wielkopolski” opublikował tekst, z którego wynikało, jakoby prezydent Jaśkowiak po urlopie miał podjąć decyzję o dymisji lub pozostawieniu Lewandowskiego. Zaznaczmy, że tenże tekst na Fb szybko stał się obiektem kpin i żartów samych zainteresowanych…

Z drugiej strony przypomnijmy, że Jacek Jaśkowiak potrafił już pożegnać się z wiceprezydentem za dziwne zlecenia (i to takie sprzed czasów w urzędzie!), z których ten nie umiał się wytłumaczyć. I bynajmniej nie był to dla Jaśkowiaka współpracownik mniej zaufany niż obecnie Lewandowski.

Sprawa drożejącego (?) tramwaju na Naramowice

Jeśli Jacek Jaśkowiak z urlopu doglądał jakichś bieżących spraw miasta, to jestem przekonany, że w pierwszej kolejności dopytywał właśnie o szczegóły przetargu na budowę tramwaju na Naramowice.

Mogłoby się wydawać, że najnowsze wieści w tym temacie z pl. Kolegiackiego raczej nie poprawiły mu humoru, bo do przetargu stanęły ostatecznie tylko dwie firmy.

I tuż przed weekendem poszła wiadomość, że nawet tańsza z nich złożyła ofertę na 380 mln zł, czyli o 50 mln zł droższą niż zakładały szacunki miasta. Druga oferta jest jeszcze dużo droższa – bo na 491 mln zł.

Przyznam, że sam w pierwszej chwili napisałem, że w takim razie tramwaj na Naramowice robi się potwornie drogi niczym szpital dziecięcy.


Jednak przyjrzyjmy się sprawie dokładniej. Czy te 380 mln zł to faktycznie tak droga oferta? Jeśli chodziłoby o samą trasę tramwajową i ul. Nową Naramowicką, to oczywiście tak, bo przecież w tzw. wieloletniej prognozie finansowej miasta jest na to tylko 277 mln zł…

...ale mało kto zwrócił uwagę, że w zamówieniu mowa również o budowie węzła ul. Naramowickiej z Lechicką. A na to w WPF jest kolejne 153 mln zł. Czyli łącznie miasto ma zarezerwowane aż 430 mln zł na całość.

Skąd zatem wzięło się 330 mln zł jako przewidziana na zamówienie kwota? Oczywiście przetarg trwa - więc Poznańskie Inwestycje Miejskie nic nam w tej kwestii nie wyjaśnią.

Z moich informacji wynika jednak, że miasto w stosunku do rzeczywistego kosztorysu celowo zostawiło sobie w budżecie sporą, właśnie 100-milionową rezerwę, na wypadek droższych ofert w przetargu.

To rzuca nowe światło na sprawę drożejących inwestycji w Poznaniu, poniekąd wyjaśnia te rosnące szacunki miasta, o których alarmowałem jesienią zeszłego roku.



Jeśli więc teraz mamy ofertę na 380 mln zł, która co prawda przekracza kosztorys miasta o 50 mln zł, ale też spokojnie mieści się w zaplanowanym z rezerwą budżecie… To trudno sobie wyobrazić inną decyzję prezydenta i rady miasta niż „budujemy!”. Zwłaszcza że wybory tuż tuż.

Nie zmienia to faktu, że sztandarowa inwestycja Jacka Jaśkowiaka tak czy inaczej będzie droga. Pamiętajmy, że na razie mówimy mimo wszystko tylko o odcinku z pętli Wilczak na Naramowice.

A przecież Jaśkowiak zapowiadał budowę tramwaju w „pełnej” wersji. Czyli za jakiś czas dojdzie jeszcze odcinek z Wilczaka wzdłuż ul. Szelągowskiej do Małych Garbar. Na razie miasto dopiero przymierza się do zamówienia koncepcji tej części trasy.

Sprawa agentów CBA i Toru Poznań

To w zasadzie dla Jacka Jaśkowiaka żadna nowość. Zdążył już na tyle podpaść politykom PiS, że do gabinetu jego pracowników zaglądają już nie tylko agenci CBA, ale nawet poseł Tadeusz Dziuba.

Tym razem zarzuty CBA dotyczą Toru Poznań. A konkretnie strat, jakie władze miasta miały ponieść, udostępniając tor Automobilklubowi Wielkopolskiemu. Według CBA przez lata miało się tego uzbierać ponad 7 mln zł.



Miasto zareagowało szybko, wydając oświadczenie, że w całości (!) nie zgadza się z zarzutami stawianymi przez CBA. Tak ostre postawienie sprawy już na dzień dobry może oznaczać, że zarzuty faktycznie są dęte.

Ale może też oznaczać, że coś jest na rzeczy, tyle że to zawiła sprawa. Tak naprawdę w obecnej sytuacji każda kontrola CBA w jakimkolwiek urzędzie, w którym nie rządzi PiS, budzi podejrzenia o polityczne motywacje.

Tak samo zresztą do każdej tego typu riposty, że urzędnicy są niewinni i to tylko CBA coś sobie wymyśla, również warto podchodzić z dystansem.

Jedyną na razie większą poznańską sprawą badaną przez CBA, która trafiła do sądu, jest sprawa zbudowanych „na lewo” parkingów dla policji. Czyli akurat afera jeszcze z czasów prezydenta Ryszarda Grobelnego.

Na Jacka Jaśkowiaka CBA na razie nic nie znalazło. A jeśli znalazło, to jeszcze nie wiemy, że znalazło.

Prezydent już od dłuższego czasu powtarzał, że spodziewa się różnych wizyt agentów i szukania haków, więc pewnie ostatnie doniesienia o Torze Poznań nie były dla niego wielkim zaskoczeniem. Tak czy inaczej – CBA na głowie w jakiejkolwiek sprawie tuż przed wyborami to raczej nic miłego.

Sprawa stadionu Szyca

To właściwie akurat nie żaden kłopot, tylko wręcz pewien bonus, z którym teraz trzeba coś zrobić.

Prezydent i jego podwładni w lipcu zdołali się porozumieć z firmą TK Development w sprawie stadionu im. Edmunda Szyca. Miasto odkupiło od dewelopera tzw. prawo użytkowania wieczystego – za 6,5 ha zapłaciło 10 mln zł.



Dzięki temu zrujnowany stadion i jego otoczenie po latach znów znalazły się w rękach miasta. Już nie tylko nie grozi mu zabudowa mieszkaniowa (to akurat było jasne już od półtora roku, odkąd rada miasta uchwaliła plan przestrzenny), ale wreszcie władze Poznania mogą zdecydować, co tam urządzić.

Tak się złożyło, że wiadomość o przejęciu stadionu Szyca poszła w świat akurat w pierwszym dniu urlopu Jacka Jaśkowiaka, więc dyskusja o przyszłości tego miejsca rozgorzała chwilowo bez jego udziału.

Prezydent na Fb napisał tylko bardzo ogólnie:

Poznaniacy - ten stadion jest nasz! Nie powstanie tam osiedle ani galeria handlowa. Zadbam o to, by przywrócić temu obiektowi dawną świetność

Prezydent Jacek Jaśkowiak / źródło: Facebook



Teraz prezydent Jaśkowiak już na wstępie ma kilka propozycji. Koalicja Prawo do Miasta głośno mówi o budowie parku i przypomina wyniki tzw. sondażu deliberatywnego z 2012 r.

Wówczas faktycznie wyraźna większość uczestników opowiedziała się za takim rozwiązaniem.

Społecznicy PdM przekonują nawet otwarcie, że w tej sprawie mówią jednym głosem z wiceprezydentem Maciejem Wudarskim, który przecież także należy do ich ekipy. A w magistracie odpowiada właśnie m.in. za zieleń i planowanie przestrzenne.

Z drugiej strony mamy całkiem sporą grupę ludzi, którzy przypominają, że stadion Szyca był jedną z poważniejszych lokalizacji dla budowy hali widowiskowo-sportowej.

Ten drugi plan ma jednak na wstępie dużo mniejsze szanse powodzenia z kilku powodów:

- obecne władze miasta już jakiś czas temu uznały, że budowa nowej hali jest za droga, więc wolą skupić się na modernizacji istniejącej Areny

- za pomysłem z budową hali bardzo lobbował poseł PiS Bartłomiej Wróblewski, więc gdyby faktycznie miało do niej dojść, to Jacek Jaśkowiak niczym Gwiazdor sprawiłby Wróblewskiemu piękny wyborczy prezent

- prezydent Jaśkowiak w poprzedniej kampanii wyborczej zapowiedział urządzić park właśnie na stadionie Szyca i jest to jedna z jego 30 rozliczanych tu co roku obietnic

--

No, panie prezydencie, mimo wakacyjnej pory jest co robić. Nie mówiąc już o szeregu drobniejszych spraw… Choć te, jak można przypuszczać, podczas urlopu Jacka Jaśkowiaka w większości na bieżąco ogarniali jego zastępcy.

Prezydent zapewne jednak rozłoży siły na całe najbliższe trzy miesiące. Zaraz ruszy kampania wyborcza – a tam naprawdę trzeba wykazać się dużą odpornością.

Zwłaszcza że rywale Jaśkowiaka – oczywiście poza Tomaszem Lewandowskim – jednocześnie nie będą mieli na głowie zarządzania półmilionowym miastem.

Seweryn Lipoński / 6 sierpnia 2018