Poznań Spoza Kamery » Na Poznań Główny dookoła. Tak to jest, gdy (prawie) wszystkie drogi prowadzą przez galerię

26 kwietnia 2014,

Na Poznań Główny dookoła. Tak to jest, gdy (prawie) wszystkie drogi prowadzą przez galerię

Poznań - PKP - Poznań City Center - PKS - Poznań Główny - dworzec - Trigranit - ZDM - MPK

W Poznań City Center runął wczoraj spory kawałek sufitu. Poznańscy internauci zawyli z uciechy (choć – nie ukrywajmy – gdyby to zdarzyło się w dzień i komuś coś by się stało, komentarze miałyby nieco inny ton), zaś sprzedawcy zostali na lodzie. Przynajmniej do poniedziałku galeria będzie zamknięta.



Teoretycznie najmniej ucierpieli podróżni. Dworce PKP i PKS działają w najlepsze, pociągi i autobusy jeżdżą normalnie, niby wszystko gra. Ale to tylko pozory.

Otóż awaria w galerii nagle odcięła pasażerom dwie bardzo istotne drogi, którymi poruszają się na co dzień:

1) najkrótszą drogę z dworca PKP na przystanek tramwajowy „Poznań Główny” na ul. Matyi,
2) najkrótszą (i w zasadzie jedyną sensowną) drogę z dworca PKP na dworzec PKS.

Doskonale podsumował to jeden z czytelników „Wyborczej” w komentarzu pod naszym tekstem o zamknięciu Poznań City Center:

Teraz czarno na białym wychodzą mankamenty tego kretyńskiego rozwiązania z przejściem przez galerię na dworzec

Internauta stiloos / źródło: poznan.gazeta.pl



Natychmiast przypomniała mi się słynna konferencja PKP, Trigranitu i Zarządu Dróg Miejskich w wakacje ub. roku. Rzecznik Trigranitu przyznał wtedy wreszcie, jak duże odległości trzeba będzie pokonać z dworca na feralny przystanek. Ale podkreślał też, że podróżni będą mieli niesamowitą wygodę, bo... aż trzy różne drogi do wyboru.

Dziś chciałoby się zawołać: świetnie to przemyśleli! Jakże proroczy byli projektanci wynajęci przez Trigranit. Przewidzieli, że któregoś dnia może im się zawalić sufit w galerii, co zamknie dwie potencjalne drogi z tramwaju na dworzec kolejowy (przez galerię i przez dworzec autobusowy). Dlatego, na wszelki wypadek, łaskawie zaplanowali trzecią opcję. Która prowadzi zawijasami na most Dworcowy - kolor żółty na mapce - i w sumie ma ponad 400 metrów.



Nieśmiało przypomnę, że jedno niepozorne przejście przez jezdnię skróciłoby tę drogę o połowę. Jednak władze miasta i policja w minionym roku zrobiły wszystko, aby to przejście nie powstało.

Przypomina mi się też rozmowa z prezydentem Ryszardem Grobelnym. Prezydent przekonywał (poniekąd słusznie), że bez sensu wysiadać z tramwaju na ul. Matyi, skoro droga na dworzec czy peron będzie tak skomplikowana. I że lepiej podjechać kawałek dalej na Dworzec Zachodni.

Część pociągów, dziwnym trafem, wciąż jednak odjeżdża z peronów 1-3. I podróżnym, którzy do nich wsiadają, z Dworcem Zachodnim jakoś nie po drodze... Dlatego wciąż wysiadają na przystanku na ul. Matyi. Który od niedawna nazywa się - a jakże - „Poznań Główny”.



Wystarczy przyjść na ten przystanek w dowolny dzień po południu i popatrzeć. Tłum ludzi z walizkami wylewa się z tramwaju, większość przejściem podziemnym zmierza ku wejściu do Poznań City Center, bo tamtędy najkrócej na dworzec.

No, teraz już nie, bo w ten weekend trzeba sobie skombinować inną drogę. A może ktoś zamiast tramwajem woli podjechać samochodem, taksówką? Proszę bardzo – przy galerii i dworcu są nawet dwa duże, nowoczesne parkingi. Tyle że po zawaleniu się sufitu oba są zamknięte. Pozostaje stary, ale jary plac Dworcowy.

Jednak najbardziej kuriozalna sytuacja jest teraz z przesiadką z pociągu na autobus (lub na odwrót). Do dziś najtęższe głowy wśród architektów i inżynierów zastanawiają się, jak udało się połączyć pod jednym dachem dwa dworce – PKP i PKS – i nie połączyć ich bezpośrednim przejściem. Zamiast tego trzeba zasuwać ok. 150 m przez centrum handlowe.



Tu argument był taki, że podróżny przesiadający się z pociągu na autobus zapewne chciałby się po drodze najeść, napić, no to – proszę bardzo – przepuszczamy go przez tzw. strefę food court. Więc nie narzekać! Jednak w ten weekend podróżni w drodze z PKP na PKS zamiast na przekąski mogliby sobie popatrzeć co najwyżej na dużą dziurę w suficie.

Mogliby, bo w praktyce oczywiście nikt ich tam nawet nie wpuści. Efekt? Przez awarię w centrum handlowym na przejście między dwoma dworcami – sąsiadującymi ze sobą niemal przez ścianę - pozostaje droga dookoła. Jakieś 400 m przez... most Dworcowy! Kuriozum.

Pokrętne tłumaczenia wzięły w łeb

Trzy różne drogi z tramwaju na dworzec PKP. Porady, aby zamiast na przystanku "Poznań Główny" wysiadać przy Dworcu Zachodnim, a bilety kupować w internecie. Żarcie, które ponoć jest niezbędne do przesiadki z pociągu na autobus...

Tyle pokrętnych tłumaczeń wymyślono, byle tylko uzasadnić, dlaczego w tym „zintegrowanym centrum” niemal wszystkie drogi prowadzą do Rzymu dziwnym trafem prowadzą przez galerię handlową. Teraz widać to jak na dłoni. Bo wszystkie te tłumaczenia i argumenty nagle wzięły w łeb, kiedy w tejże galerii urwał się kawałek sufitu.

Sufit, co ciekawe, zawalił się dokładnie pół roku po otwarciu Poznań City Center (25 października – 25 kwietnia). Dodajmy jeszcze inny kontekst – czyli niezbyt zaszczytny tytuł Makabryły 2013 Roku przyznany ostatnio całemu obiektowi przez internautów – to już robi się naprawdę zabawnie.

Oczywiście zależy dla kogo. Zarządcy centrum handlowego, którzy kupili je zaledwie kilka tygodni temu za przynajmniej 1 mld zł, wczoraj nabrali wody w usta i zapewne nie było im do śmiechu. Sprawy nie komentuje też Trigranit, który obiekt budował. Wymowne.

Update: Zwracam honor, obecni szefowie Poznań City Center dali jednak wczoraj głos:

Trzeba na pewno teraz chodzić trochę wkoło. Nie możemy wpuścić ludzi do galerii. Jest to na pewno utrudnienie również dla pasażerów PKP i PKS

Dyrektor Poznań City Center Norbert Fijałkowski / źródło: Teleskop TVP



Na szczęście jest i dobra wiadomość. Dosłownie dzień wcześniej - w czwartek - kolejarze przyznali, że przywrócą pasażerom sporą część starego dworca. Najwyraźniej zorientowali się, że ten nowy nie zawsze bywa wygodny dla podróżnych. Szczególnie jeśli w sąsiednim centrum handlowym przez przypadek runie sufit.

Seweryn Lipoński / 26 kwietnia 2014