www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » W PKP są jednak oderwani od rzeczywistości. Nowy Poznań Główny jest tuż przy tramwaju, a u konduktora nie dopłaca się do biletu

28 października 2013,

W PKP są jednak oderwani od rzeczywistości. Nowy Poznań Główny jest tuż przy tramwaju, a u konduktora nie dopłaca się do biletu

Poznań - PKP - Poznań Główny - MPK - Poznań City Center - dworzec - tramwaje

Nie chciałem o tym pisać w czwartek ani w piątek. Bo zaraz spotkałbym się z zarzutem, że próbuję zepsuć otwarcie Poznań City Center.

Przemilczeć tej sprawy jednak nie mogę. Bo to, co usłyszałem od przedstawicieli PKP w czwartek – po konferencji prasowej z okazji otwarcia galerii i zintegrowanego centrum komunikacyjnego – to absolutny pokaz niewiedzy, niekompetencji i ignorancji wobec podróżnych.



Było tak: już w środę 23 października zapytałem, czy Dworzec Zachodni jest gotowy na przyjęcie większego ruchu podróżnych po zamknięciu starego dworca. Odpowiedź z PKP brzmiała dość niepokojąco:

Nie spodziewamy się zwiększonego potoku podróżnych na Dworcu Zachodnim. Wszystkie funkcje dotychczasowego dworca przejmie nowy dworzec Poznań Główny, który, w porównaniu do Dworca Zachodniego, lepiej integruje poszczególne środki transportu.

Nowy dworzec lepszy do przesiadek niż Dworzec Zachodni z Pestką? Jaja sobie robią? Pomyślałem, że może po prostu coś pokręcili. Zdarza się. Ale nie – Jarosław Bator, główny dyrektor PKP ds. nieruchomości, w czwartek na konferencji stwierdził:

To piękny, nowoczesny dworzec spełniający standardy „bramy miasta”. Będzie bardzo dobrze dostępny. Łatwo będzie się przesiąść z innych środków transportu. Naszym priorytetem jest pasażer

Dyrektor Jarosław Bator, PKP S.A.



Nie jestem dziennikarzem, który na żywo unika konfrontacji, grzecznie się pouśmiecha – a potem wróci do redakcji i napisze ostry tekst, w którym kogoś zjedzie. Wolę najpierw pogadać face to face bez owijania w bawełnę.

No to po konferencji podszedłem do dyrektora Batora. I zapytałem, co miał na myśli przez „łatwo będzie się przesiąść z innych środków transportu”. W rozmowie uczestniczyła też Katarzyna Mazurkiewicz, rzeczniczka prasowa PKP.

Nie nagrywałem rozmowy ani nie zapisywałem jej dokładnie. Dlatego nie przytoczę całego jej przebiegu. Wymienię za to, do jakich wniosków przekonywał mnie pan dyrektor:

Nowy dworzec jest świetnie skomunikowany ze wszystkim, również z tramwajami, i basta. Pan dyrektor nie potrafił powiedzieć, ile metrów jest z poszczególnych przystanków. To nie dziwi – przyjechał z Warszawy. Mimo to, najwyraźniej nie znając sytuacji, upierał się, że przesiadka na tramwaj z nowego dworca jest niemal drzwi w drzwi.

Za komunikację miejską odpowiada poza tym miasto. Jeśli komuś ta „super” przesiadka się nie podoba – to wyłącznie do miasta powinien kierować pretensje za przystanki w takim miejscu. Dyrektor Bator podkreślił również, że sam projekt dworca był na różnych etapach konsultowany z władzami miasta (z mieszkańcami już oczywiście nie).

Nie jest gorzej, niż było na starym dworcu. – A ze starego dworca było bliżej do tramwaju? – zapytał mnie w końcu. Odparłem, że też było daleko, i poznaniacy liczyli, że z nowym dworcem będzie lepiej. A nie tak samo. Tu pan dyrektor, już chyba lekko poirytowany, odparł: - To gdzie niby chciałby pan, żebyśmy postawili ten dworzec? Na środku ulicy?

Jak się komuś nie podoba, to niech kupuje bilet poza dworcem. - Na przykład w biletomatach – zasugerowała rzeczniczka. Opowiedziałem jej krótko o mojej ostatniej przygodzie z biletomatem. Po kolei wypluwał banknoty 50 zł („Nierozpoznany banknot” – „Transakcja anulowana”), 100 zł (to samo), nie chciał też odczytać karty.

I tu prawdziwy hit. – W ostateczności może pan przecież kupić bilet w pociągu – stwierdziła. No tak, zauważyłem, ale to dodatkowo kosztuje 8-10 zł, w zależności od przewoźnika. O ile na danej stacji jest czynna kasa. A w Poznaniu zawsze jest czynna. Pani rzecznik zdziwiła się: - Dodatkowa opłata u konduktora? Nic o tym nie wiem!

Lekko zszokowany dopytałem jeszcze, czy przypadkiem nie żartuje i czy NAPRAWDĘ nie wiedziała, że u konduktora płaci się dodatkowo za wystawienie biletu. Potwierdziła, że nie. I że musi to sprawdzić. Sprawdzanie wiele nie zajmie – stosowne informacje są na stronach m.in. PKP Intercity i Przewozów Regionalnych.



Matko Boska! Czy ludzie z PKP S.A. w ogóle jeżdżą pociągami? Mam wrażenie, jakby urwali się z choinki. Nic dziwnego, że nie trafiają do nich argumenty o niewygodnej i zbyt długiej drodze z dworca na tramwaj. Skoro nawet nie wiedzą, jak wygląda kupowanie biletu, to już przesiadki z pociągu na tramwaj (czy na odwrót) muszą być dla nich całkowitą abstrakcją.

To jeszcze nie koniec. Pan dyrektor Bator i pani Mazurkiewicz w ciągu tych 15-20 minut kilka razy uszczypliwie dawali mi do zrozumienia, że czytali moje liczne teksty o nowym dworcu i nie są nimi zachwyceni.

Ich zdaniem podróżni na początku kochali nowy dworzec (jasne – pewnie właśnie dlatego 90 proc. z nich po otwarciu w ogóle z niego nie korzystało). To dopiero „Gazeta” krytycznymi artykułami doprowadziła do tego, że zrobił się hejt na nowy dworzec. Po prostu podburzyliśmy pasażerów i mieszkańców.

Próbowałem wytłumaczyć, że było dokładnie na odwrót. Na początku nawet ostrożnie chwaliliśmy nowy dworzec, ale to podróżni szybko zaczęli do nas dzwonić, pisać i skarżyć się na różne niedogodności. Pani rzecznik nie dała się przekonać. Zarzuciła nam też, że „weszliśmy we współpracę” ze stowarzyszeniami, które walczą o krótszą drogę na dworzec.



Kolejarze ewidentnie mylą przyczyny ze skutkami. Już i tak długi zrobił się ten wpis. Ale pozwólcie, że krótko – naprawdę króciutko – do tych zarzutów się ustosunkuję:

1. To nie „Gazeta” zbudowała nowy dworzec w takim, a nie innym miejscu. Zdaje się, że zrobił to Trigranit. I to PKP, a nie „Gazeta” wybrała właśnie ten projekt tej firmy.

2. To nie media złośliwie opóźniają budowę kładki na perony 4-6, która nieco poprawiłaby ich połączenie z nowym dworcem.

3. To nie dziennikarze siedzieli cicho, gdy Zarząd Dróg Miejskich i Trigranit wytyczały taką pokręconą, ponad 400-metrową drogę z tramwaju. A potem zaciekle jej broniły.

Jeśli zaś chodzi o współpracę „Gazety” ze stowarzyszeniami Inwestycje dla Poznania, My-Poznaniacy i Prawo do Miasta… Zarzut po części prawdziwy. Ale może odnosić się tylko do happeningu, jaki zorganizowaliśmy w czerwcu. Uznaliśmy wtedy, że interes publiczny (czyli skrócenie koszmarnej drogi na dworzec) jest w tym wyjątkowym przypadku ważniejszy od bezstronności.



Poza tym jednym wydarzeniem o żadnej współpracy w sprawie dworca nie może być mowy. W każdym tekście o nowym dworcu daliśmy się wypowiedzieć nie tylko społecznikom, ale też wszystkim pozostałym zainteresowanym. O ile chcieli – bo np. Trigranit często nie chciał komentować sprawy.

Jeśli chodzi o mnie samego – nie utożsamiam się z żadnym z wymienionych stowarzyszeń. Z nikim z tych stowarzyszeń się nie spoufalam, nie jestem na „ty” (z jednym wyjątkiem), nie znam się prywatnie. Z niektórymi ich postulatami się zgadzam. Z niektórymi nie. Nie tak dawno skrytykowałem np. analizy sprzedaży biletów robione przez Inwestycje dla Poznania.

Podsumowując – postawa kolejarzy przeraża. Przedstawiciele PKP są najwyraźniej tak oderwani od rzeczywistości, że nie kapują, o co tym roszczeniowym podróżnym i dziennikarzom chodzi. Przecież zbudowaliśmy im nowy dworzec, który ładnie wygląda, a obok można zrobić zakupy. Zamknęliśmy stary dworzec, na który od lat narzekali. Więc o co chodzi? Niech się cieszą.

Seweryn Lipoński / 28 października 2013