Poznań Spoza Kamery » Karta PEKA jak Święty Graal. To już naprawdę przestaje być zabawne

13 października 2013,

Karta PEKA jak Święty Graal. To już naprawdę przestaje być zabawne

Poznań - PEKA - ZTM - MPK - Mirosław Kruszyński - Bogusław Bajoński - tramwaje

- Nie wiem, czy mogę powiedzieć, na jakim etapie w ogóle są prace – mówi szef Zarządu Transportu Miejskiego o PECE. Czyli o systemie, z którego już za 80 dni (!) mają korzystać wszyscy pasażerowie komunikacji miejskiej w Poznaniu. Nadal nie wiemy, jak dokładnie ma to działać i ile zapłacimy za przejazdy.



System PEKA zaczyna być jak legendarny Święty Graal. Wszyscy o nim słyszeli - nikt go nie widział. Wprawdzie z PEKI nie korzystał Chrystus (on był raczej prekursorem idei wiceprezydenta Kruszyńskiego i wolał podróżować pieszo, ewentualnie na osiołku jak w Niedzielę Palmową, a tam nie było żadnych czytników do „odpikiwania” karty). Ale poza tym właściwie wszystko się zgadza.

Na pl. Kolegackim i w Zarządzie Transportu Miejskiego system PEKA ma już bowiem status relikwii. Nie wolno jej bezcześcić ani krytykować – inaczej można narazić się na prawdziwy urzędniczy gniew, o czym przekonaliśmy się, próbując zaprosić urzędników na debatę o nowym systemie.

W istocie PEKA jest także legendarna. Krążą wokół niej różne mity np. o karach za nieodpikanie karty przez właścicieli biletów miesięcznych, o konieczności wyrobienia karty przez seniorów 70+ posiadających darmowe przejazdy, a także o ozdobnych smyczkach, na których kartę najwygodniej będzie nosić.

Wreszcie – tak naprawdę nie wiadomo, czy system PEKA w ogóle istnieje. I czy kiedykolwiek ujrzymy go na oczy. Niby toczą się nad nim jakieś prace. Szkopuł w tym, że toczą się od lat kilku i jakoś nie mogą się dotoczyć do końca. Co więcej – nie wiadomo, na jakim w ogóle są etapie. Wszystko to na jakieś 80 dni przed debiutem całego systemu (ma ruszyć w styczniu).



W ostatnich dniach mieliśmy nagły zwrot akcji. Urzędnicy wreszcie przekazali radnym propozycje cen biletów w ramach PEKI. Ich pomysły spotkały się nawet z ostrożnymi pochwałami, bo oto okazało się, że sieciówka pierwszy raz od nie wiadomo kiedy będzie tańsza: 103 zł zamiast dzisiejszych 107 zł.

Jednak sen trwał tylko chwilę. A konkretnie jeden dzień. Urzędnicy równie szybko wycofali swój projekt i zaczęli coś w nim poprawiać. Nikt nie wie co. Wielki finał nastąpił w piątek, gdy dyrektor ZTM Bogusław Bajoński miał się tłumaczyć z całej sytuacji przed radnymi.

Cały przebieg tej kuriozalnej rozmowy – która miała ewidentny wydźwięk pt. „wiem, ale nie powiem, bo wiceprezydent mi zabronił” – przedstawiliśmy na poznan.gazeta.pl. Zapisywałem wszystko na gorąco. I dopiero potem, gdy już na spokojnie przeczytałem jeszcze raz ten zapis, rozbroiła mnie szczególnie jedna wypowiedź pana dyrektora:

Jeśli chodzi o same prace [nad PEKĄ], to nie wiem, czy mogę powiedzieć, na jakim etapie w ogóle są prace

Bogusław Bajoński, szef Zarządu Transportu Miejskiego w Poznaniu



No nie! Dyrektor ZTM ma wątpliwości, czy w ogóle może zdradzić radnym (czyli też władzom miasta i zarazem przedstawicielom mieszkańców), co jego ludzie robią z PEKĄ.

Toż to rzeczywiście tajemnica wagi państwowej. Finansowana z naszych podatków – z 43 mln zł na cały system UE daje 30 mln zł, pozostałe 13 mln zł dokłada miasto, do tego pensje urzędników, którzy się tym zajmują – ale kto by się tym przejmował… Możliwych wytłumaczeń jest kilka:

a) Nowa taryfa szykowana przez urzędników jest tak kuriozalna, albo przynajmniej tak różna od tej, która wyciekła do mediów, że spotkałaby się z natychmiastową krytyką dziennikarzy i mieszkańców.

b) Nowa taryfa jest jeszcze bardziej kuriozalna niż w punkcie wyżej i spotkałaby się z ostrym sprzeciwem samych radnych. Ponieważ PEKA ma ruszyć od stycznia – to trzeba przepchnąć propozycje cen w miarę szybko, bezboleśnie i bez większej dyskusji. Tak żeby radni nie zaczęli zadawać niewygodnych pytań. Najlepiej zrobić to na ostatnią chwilę w listopadzie i grudniu, gdy będą bardziej zajęci budżetem.

c) Pan dyrektor przyszedł na komisję nie tylko spóźniony, ale też nieprzygotowany i po prostu nie potrafił szczegółowo powiedzieć, jak z PEKĄ radzą sobie jego podwładni.

d) Może być też tak, że nad PEKĄ nie toczą się po prostu żadne prace. Przygotowanie całego systemu jest w rozsypce. Dlatego dyrektor Bajoński po prostu nie miał o czym opowiadać, zaś zeszłotygodniowy projekt to był tylko fake mający pełnić rolę zasłony dymnej.

Co jedna ewentualność, to gorsza. Już nie wiem, czy śmiać się, czy płakać. Do tej pory byłem za tym, żeby się śmiać. W końcu każda taka groteska opóźniała wejście nowego systemu w kształcie wyjątkowo nieprzyjaznym dla pasażerów. Jednak teraz wygląda na to, że urzędnicy nie chcą już dalej przesuwać wprowadzenia systemu, tylko na ostatnią chwilę i pod presją czasu spróbują przeforsować te nieżyciowe propozycje.



Wiceprezydent Kruszyński ma zaprezentować projekt systemu PEKA „w najbliższych dniach”. Przyjmijmy, że będzie to końcówka października. Co dalej? Radni na pewno będą mieli różne zastrzeżenia, urzędnicy będą musieli poprawiać propozycje, do tego zapowiadane z przytupem konsultacje społeczne (ponoć już trwają - ale jak tu konsultować projekt, którego jeszcze nie ma?)…

Nie, to nie ma szans przejść. Jeśli tak dalej pójdzie – to mimo wszystko w styczniu zamiast premiery PEKI doczekamy się co najwyżej premiery „American Hustle” i paru innych filmów. Na które dojedziemy do kina kasując w tramwaju czy autobusie zwykły papierowy bilet. Za 2,80 zł – nawet jeśli to tylko dwa przystanki.

Ale przynajmniej nie będzie trzeba niczego „odpikiwać”, jeśli ktoś ma liniówkę lub sieciówkę. Jeszcze.

Seweryn Lipoński / 13 października 2013