Poznań Spoza Kamery » Tramwaje na Franowo dojeżdżają puste. Przystanek Folwarczna zyskuje nowy oręż

6 lipca 2013,

Tramwaje na Franowo dojeżdżają puste. Przystanek Folwarczna zyskuje nowy oręż

Poznań - ZTM - MPK - tramwaj na Franowo - Przystanek Folwarczna

Niedawno pisałem o wielkich inwestycjach, które robi się za miliony złotych. A później – z premedytacją – utrudnia się korzystanie z nich setkom czy wręcz tysiącom mieszkańców. Tak właśnie jest z linią tramwajową na Franowo.

Mieszkańcy os. Przemysława i TBS Folwarczna wciąż walczą o to, aby miasto ułatwiło im dostęp do nowej pętli. Właśnie dostali do ręki dodatkowe argumenty. Z danych Zarządu Transportu Miejskiego ujawnionych przez „Gazetę” wynika, że tramwaje niemal przez połowę nowej trasy jeżdżą praktycznie puste!

Nie jest to żadne wielkie zaskoczenie dla kogoś, kto choć raz miał okazję jechać do samej pętli. Jaki tramwaj na Franowo jest – każdy widzi…



Ale pierwszy raz znalazło to potwierdzenie w liczbach. Zapełnienie tramwajów na odcinku Szwedzka – pętla Franowo wynosi zaledwie 1 proc., czyli kilku pasażerów. Co ciekawe – nawet na przystanku „Szwedzka” jest dość niskie, bo tylko 6 proc. Obala to mit, że większość pasażerów nowej trasy to klienci M1 i Ikei. Z danych wynika, że większy ruch jest na dwóch bliższych przystankach przy Piaśnickiej.

Taka mała dygresja: pamiętam, jak jesienią rozmawiałem z Janem Firlikiem z MPK, dyrektorem od tramwajów. Luźno zamieniliśmy parę słów m.in. właśnie o linii na Franowo. Dyrektor Firlik mówił, że z frekwencji na razie jest całkiem zadowolony…

Tyle że to było mniej więcej miesiąc po otwarciu trasy. Można było odnieść wrażenie, że frekwencję podbijają poznaniacy, którzy w wolnej chwili idą się przejechać naszym nowym „metrem”. W celach – tak to nazwijmy – turystycznych.

Po naszej redakcji krążył nawet dowcip, że na Franowo jedzie się, aby pstryknąć sobie zdjęcie i zaraz potem przejść na przystanek powrotny.



Zaraz od otwarcia trasy minie rok. I chyba zdążyła już nieco spowszednieć. Efekt? Przytoczone wyżej liczby. Wnioski są dość przerażające.

Linia na Franowo nie jest zbyt długa – ma 2,5 km (dla porównania: w 1997 r. oddawano naraz całą trasę Pestki o długości ponad 6 km). Była za to potwornie droga. Przypomnijmy: aż 270 mln zł. Głównie przez to, że w znacznej części biegnie w tunelu.

Jeśli teraz weźmiemy pod uwagę, że niemal przez połowę trasy tramwaje jeżdżą praktycznie puste (od przystanku „Szwedzka” do pętli Franowo jest dokładnie kilometr) – to wychodzi, że te 270 mln zł przyniosło pasażerom ledwie 1,5 km naprawdę przydatnej nowej trasy. I ledwie trzy przystanki. A właściwie to nawet dwa, bo przecież „Piaśnicka/Rynek” jest w niewielkiej odległości od istniejącego już wcześniej na os. Lecha.



W tej sytuacji trudno zrozumieć opór urzędników wobec inicjatywy Przystanek Folwarczna. Mieszkańcy odcięci od pętli na Franowie najpierw walczyli o przedłużenie trasy pod ich bloki. Usłyszeli, że to trudne technicznie i za drogie. Zgoda.

Ale teraz, gdy chodzi im TYLKO o remont ul. Folwarcznej i umożliwienie dojazdu na pętlę autobusem – znowu słyszą kategoryczne „nie”. I to zarówno od prezydenta Grobelnego, jak i od jego zastępcy.

Wszystko zależy od sytuacji finansowej i priorytetów miasta. Jest wiele rzeczy, które trzeba zrobić w pierwszej kolejności, np. tramwaj na Naramowice

Mirosław Kruszyński, wiceprezydent Poznania



Gdyby jeszcze chodziło o jakieś potworne pieniądze! Ale tu mówimy o kilku milionach (mieszkańcy wyliczyli 4,1 mln zł, z kolei prezydent mówi o 8 mln zł). Jak słusznie zauważył radny Michał Grześ – w porównaniu z całą inwestycją to naprawdę niewielka kwota.



(powyżej: Krzysztof Bartosiak z inicjatywy Przystanek Folwarczna omawia pomysł remontu ul. Folwarcznej na sesji rady miasta / fot. Dominik Bartosiak)

Jednak najbardziej zaskakuje mnie najnowsze tłumaczenie władz miasta – już teraz, gdy wyszła na jaw słabiutka frekwencja w tramwajach na Franowo. Oto rzecznik prezydenta stwierdza, że w urzędzie się tego spodziewali. I że właściwie linia na Franowo na razie ma być głównie dojazdem do powstającej tam zajezdni.

Trochę drogi ten dojazd. Ale skoro tak, to może od razu powiedzmy, że utopiliśmy 270 mln zł w czymś, z czego - przynajmniej na początku - wcale nie mieli korzystać mieszkańcy? Przynajmniej nie będzie żadnych niedomówień.

Trzymam kciuki za inicjatywę Przystanek Folwarczna. Bo to obecnie jedyna szansa, aby trasa na Franowo nie skończyła jak w Warszawie pociąg na lotnisko Chopina i nie stała się pośmiewiskiem na całą Polskę.

Seweryn Lipoński / 6 lipca 2013