www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Ostatni akt Kaponiery. Epilog słynnej historii z przebudową ronda zostanie napisany przed sądem

23 kwietnia 2021

Ostatni akt Kaponiery. Epilog słynnej historii z przebudową ronda zostanie napisany przed sądem

#Poznań  #rondo Kaponiera  #Zarząd Dróg Miejskich  #Poznańskie Inwestycje Miejskie  #Euro 2012

Słynna przebudowa ronda Kaponiera trafi do sądu. Były szef Zarządu Dróg Miejskich Jacek Sz. i jego zastępca Kazimierz S. będą mogli tam wytłumaczyć, jak to się właściwie stało, że inwestycja zaplanowana na dwa lata trwała pięć i kosztowała aż 360 mln zł.

Jest akt oskarżenia w sprawie przebudowy ronda Kaponiera - gruchnęła wiadomość. To wszystko blisko pięć lat po tym, jak całą inwestycję udało się w bólach ukończyć, i niemal wszyscy zdążyliśmy już puścić tę wstydliwą historię w niepamięć.



Tak na marginesie - śledztwo trwało niemal tak długo (1707 dni) jak sama przebudowa Kaponiery (1845 dni). I po drodze było wielokrotnie przedłużane. Zatem nic dziwnego, że nawet najstarsi Mohikanie zdążyli zapomnieć, że to postępowanie wciąż się toczy.

Tak czy inaczej - przed sądem ma stanąć dwóch byłych miejskich urzędników:

- Jacek Sz., były dyrektor Zarządu Dróg Miejskich (w latach 2004-2015)

- Kazimierz S., były zastępca dyrektora ds. inwestycji w Zarządzie Dróg Miejskich (w latach 2005-2014), a później wiceprezes spółki Poznańskie Inwestycje Miejskie (2014-2015)

Prokuratura oskarża ich o przestępstwa z art. 296. par. 1 i 3 kodeksu karnego, czyli - mówiąc po ludzku - o niegospodarność, na której miasto miało stracić ponad 11 mln zł.

Doprecyzujmy, że to właśnie Kazimierz S. był głównodowodzącym przebudowy ronda Kaponiera praktycznie od początku do samego końca no, właśnie nie do końca, tylko do kwietnia 2015 r., gdy wyleciał z PIM.

Siedem nieszczęść Kaponiery

Tak się składa, że w ostatnich dniach robiłem porządki w moim gazetowym archiwum, i w ręce wpadł mi jeden tekst napisany wspólnie z koleżanką Asią Leśniewską. To z lutego 2015 r. - czyli przebudowa Kaponiery jeszcze trwała (i drożała...) w najlepsze.



Tekstów o Kaponierze napisaliśmy w tym duecie sporo. Ale ten był szczególny. Szczególny, bo chcieliśmy podsumować wszystkie kłopoty wokół Kaponiery z paru lat i wyjaśnić, dlaczego właściwie ta inwestycja aż tak się sypnęła. Wyliczyliśmy siedem głównych powodów:

1. Źle zaplanowana inwestycja nieskoordynowana z innymi - m.in. z przedłużeniem Pestki do dworca.
2. Za dużo inwestycji naraz przed Euro 2012, przez co nie można było zamknąć naraz całego ronda.
3. Bankructwo głównych wykonawców, czyli firm Hydrobudowa i Aprivia, tuż przed Euro 2012.
4. "Niespodzianka" z mostem Uniwersyteckim, który trzeba było zburzyć i odbudować.
5. Przepychanki z kolejarzami o to, jak ma wyglądać rozbiórka mostu Uniwersyteckiego.
6. Strajk niemieckich kolejarzy, cop opóźniło prace o ponad miesiąc, bo elementy nie dotarły na czas.
7. Przejście pod rondem Kaponiera w tragicznym stanie - trzeba było je dodatkowo wzmocnić.


Tylko tyle - dla przejrzystości tekstu. Jednak gdyby się bardziej rozdrobnić, opisywać szczegółowo każdą pojedynczą wtopę, to tych przyczyn znalazłoby się pewnie kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt.

Zamiast dwóch lat przebudowa trwała pięć. Zamiast w 2013 r. (a według pierwotnych zapowiedzi - nawet na Euro 2012!) Kaponiera była gotowa jesienią 2016 r.

Zamiast kosztować 150 mln zł (czy nawet 120 mln zł, jak wskazywały pierwsze kosztorysy i jak wskazało miasto we wniosku o unijną dotację) - kosztowała blisko 360 mln zł.

ZOBACZ TAKŻE: Jak żyć? "Rondo Kaponiera", najsłynniejszy poznański serial, został dzisiaj zdjęty z anteny

Koleżanka Asia lubiła przypominać anegdotę z posiedzenia którejś z komisji rady miasta. Padło tam pytanie o pierwotne terminy oddania Kaponiery do użytku. Wówczas Kazimierz S. odparł: - Tych "pierwotnych terminów" było tyle, że trudno powiedzieć, który tak naprawdę był pierwszy.

Napiszę teraz coś bardzo niepopularnego - zwłaszcza wobec najnowszych doniesień.

Moim zdaniem wicedyrektor, a później wiceprezes S. generalnie był fachowcem, który znał się na robocie. Trudno było mu zarzucić brak odpowiedniego wykształcenia czy doświadczenia. (Co, jak wiadomo, obecnie w spółce PIM niekoniecznie i nie w każdym przypadku jest takie oczywiste).

Dzisiaj trudno w to uwierzyć, ale starsi koledzy z "Wyborczej" opowiadali mi, jak S. przychodził do ZDM w 2005 r. jako swoisty powiew świeżości. Miał tam wnieść nowe spojrzenie. I początkowo, podobno, nawet tak było.

Tyle że dekadę później Poznań był już w innym miejscu. Już było po Euro, w siłę rosły ruchy miejskie, których zachodnioeuropejskiego spojrzenia na miasto (uprzywilejowany ruch pieszych, rowerów, uspokajanie ruch aut) S. nie rozumiał. Z niechęcią podchodził do konsultacji.

A przebudowa Kaponiery - która koniec końców okazała się znacznie trudniejszą inwestycją, niż ktokolwiek mógł się spodziewać - chyba po prostu go przerosła.

Raport NIK był druzgocący

- Tak źle przygotowanej i realizowanej inwestycji nie widziałem - mówił Andrzej Aleksandrowicz, szef poznańskiej delegatury Najwyższej Izby Kontroli, gdy w marcu 2015 r. poznaliśmy raport z kontroli Kaponiery.

To właśnie NIK skierowała sprawę do prokuratury i to właśnie jej raport był przyczyną wszczęcia śledztwa. Kiedy latem 2019 r. Jacek Sz. i Kazimierz S. usłyszeli zarzuty - zacytowałem tu kilka soczystych fragmentów z tych ustaleń. Przypomnijmy je:

Przyjęty (...) poziom planowanych kosztów inwestycji w wysokości 150.000.000 zł, nie był realny. Niedoszacowanie kosztów inwestycji było efektem nie oparcia ich o rzetelne kalkulacje.

Specyfikacja istotnych warunków zamówienia na potrzeby prowadzonego postępowania o udzielenie zamówienia publicznego na wykonanie prac projektowych została opracowana nierzetelnie, w sposób, który nie był adekwatny do charakteru i złożoności inwestycji oraz nie zabezpieczał należycie podstawowych interesów zamawiającego.

Dyrektor ZDM powołał również Zespół ds. realizacji projektu "Przebudowy węzła komunikacyjnego Rondo Kaponiera" (...). Jak wynika z ustaleń kontroli, Zespół ten faktycznie nie funkcjonował.

Dysponując wiedzą o złym stanie technicznym obiektu Mostu Uniwersyteckiego, w okresie poprzedzającym zlecenie prac projektowych w ramach ww. inwestycji, ZDM nie podjął formalnych działań mających na celu zapewnienie środków finansowych na gruntowny remont tego obiektu.

W postępowaniu o udzielenie zamówienia publicznego na wykonanie prac projektowych wyłoniono wykonawcę, który faktycznie nie spełniał warunku udziału w postępowaniu przetargowym. Zamawiający nie zweryfikował bowiem należycie spełniania przez niego warunku odnoszącego się do wiedzy i doświadczenia, co miało bezpośredni wpływ na wybór oferty.


Raport był, krótko mówiąc, po prostu druzgocący. Takich poważnych pomyłek oraz drobniejszych błędów było całe mnóstwo i - jak można przypuszczać - to właśnie one finalnie złożyły się na dość spektakularny krach całej inwestycji.

To trochę jak z katastrofami lotniczymi. Zwykle nie ma tylko jednej przyczyny, bo wówczas można jeszcze uratować sytuację. Dopiero gdy następuje cała seria błędów i niesprzyjających okoliczności - samolot spada.

ZOBACZ TAKŻE: Rondo Kaponiera. Fakty i mity wokół najbardziej opóźnionej inwestycji w Poznaniu

Dowodem na to, jak źle oszacowano koszty przebudowy Kaponiery i ilu rzeczy nie przewidziano, jest zestawienie rosnących kosztów inwestycji, o które po latach poprosił radny Andrzej Rataj:



Z tego punktu widzenia te 11 mln zł - które panom Sz. i S. wypomina teraz prokuratura - może wydawać się wręcz śmieszną kwotą.

Musimy jednak pamiętać, że w przypadku dużych publicznych inwestycji wcale nie tak łatwo uznać kogoś jednoznacznie za winnego i pociągnąć do odpowiedzialności za konkretne działania.

Zawsze przypominam w tym kontekście historię z przebudową Zamku. Tam terminy zostały akurat dotrzymane, kwoty też nie były tak wielkie, ale wzrost kosztów z zakładanych pierwotnie niecałych 8 mln zł do 63 mln zł mógł robić wrażenie.

I co? I nic. Sprawa częściowo zdążyła się przedawnić, nie udało się również wyjaśnić, skąd wzięły się zaniżone kosztorysy. Z formalnego punktu widzenia - mimo różnych nieprawidłowości - można było się przyczepić jedynie do braku tzw. umowy dotacyjnej pomiędzy CK Zamek a urzędem.

Porównywałem wtedy całą sprawę do ścigania Ala Capone za niezapłacone podatki.

Doszło do kuriozalnej sytuacji, że gdy komisja rewizyjna rady miasta spróbowała mimo wszystko donieść o sprawie rzecznikowi dyscypliny finansów publicznych, to musiała wskazać m.in... Bogu ducha winnych urzędników z wydziału kultury, którzy przyszli do urzędu krótko przed zakończeniem inwestycji i tylko zatwierdzali ostatnie przelewy.

Z rondem Kaponiera różnica jest taka, że tu sprawa dotarła jednak do prokuratury, a ta skupiła się na głównodowodzących inwestycją.

Żadnej pokory i refleksji

Moim zdaniem panów Sz. i S. przebudowa Kaponiery nie tylko przerosła. Zaszkodził im również brak pokory (zresztą charakterystyczny dla niemal całej ekipy prezydenta Ryszarda Grobelnego w końcówce jego rządów), brak refleksji, że może jednak coś robimy nie tak.

Do dziś pamiętam, jak S. - już jako wiceprezes spółki PIM - zarzekał się, że kolejne terminy oddania Kaponiery do użytku są pewne. Nawet na przełomie 2014 i 2015 r. - kiedy z inwestycją były już wielkie problemy.

Jak wiadomo, internet nie zapomina i nie wybacza, więc do dziś można znaleźć np. deklaracje z marca 2015 r. Wiceprezes PIM "osobiście gwarantował" ówczesny termin (listopad 2015 r.) w rozmowie z "Faktem".

(notabene w ten trend wpisała się również ekipa nowego prezydenta Jacka Jaśkowiaka, gdy po cichu usunęła z Kaponiery banner z tym nieszczęsnym terminem "listopad 2015" i przekonywała, że... to nie z powodu terminu, tylko ograniczał widoczność motorniczym tramwajów)

Te deklaracje w pewnym momencie stały się po prostu obiektem kpin i żartów. Jeszcze lepsze było to, że Kazimierz S. już po tym, jak ekipa Jaśkowiaka zwolniła go z PIM, a na jaw wyszło kolejne opóźnienie, wypowiedział się dla "Głosu Wielkopolskiego":

Mogę powiedzieć, że na pewno by udało mi się dotrzymać wyznaczonych przeze mnie dat

Kazimierz S., były wiceprezes PIM, wypowiedź z maja 2015 r.



- Nie bardzo wiem, jak to rozumieć. Albo projekt jest dobrze prowadzony i terminy obowiązują firmę niezależnie od tego, kto nią kieruje, albo nie - skwitował Paweł Śledziejowski, ówczesny szef wydziału transportu i zieleni w urzędzie miasta (który później - jako prezes PIM - przebudowę Kaponiery kończył), gdy w długim wywiadzie dla "Wyborczej" mówił m.in. o "hurraoptymistach" i "projektach do bani".

Poza tym nie sposób pominąć fakt, że panów Sz. i S. cechowało... hmm... dość - nazwijmy to - swobodne podejście do wydawania publicznych pieniędzy, o czym świadczyła słynna sprawa parkingów dla policji zbudowanych "bez żadnego trybu".

Już wtedy stanęli przed sądem. Zostali ostatecznie uniewinnieni po apelacji. Ale nawet sąd między wierszami potwierdził kuriozum tej sprawy, argumentując, że "pierwszy raz spotyka się z sytuacją, gdy beneficjentem przestępstwa miał być skarb państwa", i że "martwić się trzeba tym, że chcąc wybudować policyjne parkingi, trzeba prowadzić różne dziwne rozmowy".

To, co najbardziej irytuje w sprawie Kaponiery, to być może wcale nie trzykrotny wzrost kosztów ani przekładane po wielokroć terminy. To również nie korki na rondzie po przebudowie czy psujące się notorycznie ruchome schody.

To raczej właśnie ten brak przyznania się do błędów. Z ust ludzi, którzy za tę inwestycję prowadzili i nadzorowali, w zasadzie nigdy nie usłyszeliśmy czegoś w stylu: "To nie tak miało być. Sorry, przerosło nas to wszystko, nawaliliśmy".

Mieliśmy za to festiwal zapewnień, że wszystko idzie OK, i że gdyby S. pozostał na stanowisku - to Kaponiera byłaby rzekomo otwarta rok szybciej. A gdy głos zabrał "szef wszystkich szefów" z tamtych czasów, czyli Grobelny, to w Radiu Poznań wciskał kit, że Kaponiera... nigdy nie miała być zrobiona na Euro 2012.

ZOBACZ CAŁY TEKST: No nie! Ryszard Grobelny mówi, że Kaponiera nie miała być na Euro 2012. Ten wywiad wymaga didaskaliów...

Teraz Jacek Sz. i Kazimierz S. będą mieli chyba ostatnią okazję, by przed opinią publiczną przyznać, że jednak na Kaponierze nie wszystko było w porządku. Przed nami swoisty epilog tego żenującego momentami spektaklu.

Na razie obaj panowie - jak można było się domyślać - przed prokuratorem nie przyznali się do winy.

Jak już tu pisałem, chyba nikt nie oczekuje, żeby wysyłać byłych szefów ZDM-u do więzienia. Ale jakikolwiek wyrok skazujący - choćby najbardziej symboliczny w zawieszeniu - w świetle ustaleń NIK i prokuratury byłby pewną przestrogą dla ich następców.