www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Dwa miesiące (niekoniecznie miodowe) nowego wojewody. Na razie bliżej mu do Mikołajczyka niż do Hoffmanna

28 marca 2021

Dwa miesiące (niekoniecznie miodowe) nowego wojewody. Na razie bliżej mu do Mikołajczyka niż do Hoffmanna

#Poznań  #Michał Zieliński  #wojewoda  #Łukasz Mikołajczyk  #Zbigniew Hoffmann  #PiS  #Stobnica

Jeśli ktoś sądził, że następca zdymisjonowanego Łukasza Mikołajczyka zaostrzy kurs i zaprezentuje bardziej bezkompromisowe podejście, to mocno się pomylił. Nowy wojewoda Michał Zieliński na razie pod wieloma względami przypomina swojego poprzednika.

Szczerze mówiąc nie jestem pewien, czy wszyscy zdążyli to w ogóle dostrzec, ale od dwóch miesięcy mamy nowego wojewodę.

To Michał Zieliński - dotychczas szef wielkopolskiego oddziału Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Z wykształcenia ekonomista. Pod koniec stycznia dość niespodziewanie został nowym gospodarzem gmachu przy al. Niepodległości.


- KTO TO W OGÓLE JEST??? - zapytało z pewnością mnóstwo ludzi zaraz po ogłoszeniu tej nominacji.

Z poznańskiego punktu widzenia nowy wojewoda wielkopolski jest bowiem - nazwijmy rzecz po imieniu - zdecydowanie politycznym no name'em.

Z czystej ciekawości wpisałem "Zieliński" do wyszukiwarki na górze strony. Czy przy jakiejś okazji, kiedykolwiek, coś o nim wspomniałem na Poznań Spoza Kamery? No nie. Wyskoczył tylko tekst ze wzmianką o Marku Zielińskim - byłym pośle PO.

To jednak nie oznacza, że Michał Zieliński jest człowiekiem kompletnie znikąd, niczym Thomas Diethart w Turnieju Czterech Skoczni 2013/14. Bo np. w takich Szamotułach, Obornikach i okolicach znają go całkiem, całkiem.

Taka ciekawostka. Wiecie, że mało brakowało, a Zieliński byłby dziś posłem? Do Sejmu w 2019 r. startował z "piątki" w okręgu pilskim. PiS zgarnął tam cztery mandaty. Zieliński był pierwszy pod kreską - z blisko 8,8 tys. głosów. Przegrał dokładnie o 458 głosów z Grzegorzem Piechowiakiem.

Jak Jaśkowiak z wojewodą

Teraz partia dała mu niespodziewaną szansę. To najwyższy czas, żebym coś o nowym wojewodzie tu napisał, bo to w końcu jedna z ważniejszych osób w mieście i w regionie - a zmiany na takich stanowiskach nie zdarzają się co drugi dzień.

Taki np. marszałek Marek Woźniak trwa na stanowisku już ponad 15 lat. Jackowi Jaśkowiakowi leci siódmy rok w fotelu prezydenta Poznania (i już przestał obiecywać, że za dwa lata ten fotel opuści), a jego poprzednik zasiedział się w nim jeszcze dłużej, bo aż przez 16 lat.

No dobra, w przypadku wojewodów rotacja jest większa, niż wśród samorządowców. Ale Zbigniew Hoffmann i tak wytrwał całą czteroletnią kadencję. Za czasów PO-PSL Piotr Florek urzędował przy al. Niepodległości w sumie przez osiem lat.

Zatem przypadek byłego już wojewody Łukasza Mikołajczyka, którego wyrzucono zaledwie rok po objęciu stanowiska, jest raczej wyjątkiem potwierdzającym regułę.

Jak już mowa o Jaśkowiaku i Mikołajczyku... Z poprzednim wojewodą prezydent Poznania dogadywał się tak dobrze, że publicznie zadeklarował, że mógłby go zatrudnić w urzędzie miasta.



Myślałem, że to mimo wszystko tylko pewna kurtuazja, wyrazy uznania dla polityka utrąconego przez nielubianych przez Jaśkowiaka rządzących.

Tymczasem - jeśli wierzyć słowom rektora Akademii Kaliskiej - Jaśkowiak zupełnie serio rozpytywał o Mikołajczyka. I, jak podawał portal wlkp24.info, faktycznie chciał mu zaproponować stanowisko wiceprezydenta.

Zresztą obaj panowie, nawet gdy się publicznie o coś spierali, to za chwilę znów komplementowali się w mediach. Zdaniem niektórych to "miękkie" podejście Mikołajczyka do politycznych oponentów było wręcz jedną z przyczyn jego dymisji.

Czy Jacek Jaśkowiak znajdzie podobną nić porozumienia z Michałem Zielińskim? Zwracam uwagę, że obaj są sportowcami (Zieliński - który trenował lekką atletykę, a konkretnie trójskok - jako junior odnosił nawet sukcesy na skalę ogólnopolską), a moim zdaniem to zawsze pomaga lepiej się dogadywać.

Ale już wystarczy tych dygresji i przypuszczeń. Przyjrzałem się, co przez te dwa miesiące zrobił i powiedział Michał Zieliński, i choć dwa miesiące to krótko - można już wysnuć pierwsze wnioski na temat nowego wojewody.

Współpraca i... ciszej nad tym zamkiem

Z pewnością Zieliński objął stanowisko w trudnych okolicznościach. To wręcz mało powiedziane, trochę jakby stwierdzić, że trudno wygrać z Rafaelem Nadalem na kortach Rolanda Garrosa.

Nowy wojewoda na dzień dobry musi się bowiem zmierzyć z:

- trzecią falą epidemii covid i topniejącą każdego dnia liczbą wolnych miejsc w szpitalach

- oczekiwaniami samorządowców, że będzie równie otwarty i koncyliacyjny, jak Mikołajczyk

- oczekiwaniami własnych przełożonych, że absolutnie nie będzie jak Mikołajczyk (którego przecież właśnie wywalili)

Przeanalizowałem wywiady, jakich wojewoda Michał Zieliński zdążył udzielić w "Głosie Wielkopolskim", w Radiu Poznań i u nas w WTK. Zobaczmy najciekawsze fragmenty.

O ROLI WOJEWODY:

- Na pewno można tę funkcję przyrównać do sztafety pokoleń. Urząd wojewody nie istnieje od 5, 10, czy 15 lat. Teraz – na jakiś okres – przejąłem tę pałeczkę i będę się starał, w jak najlepszy sposób kontynuować tę sztafetę. Wierzę, że z zyskiem dla Wielkopolski. [Głos Wielkopolski]

To bardzo znamienne. Nowy wojewoda nie tylko nie odcina się od zdymisjonowanego poprzednika, ale wręcz podkreśla, że jest w nim w jednej drużynie - czy raczej sztafecie - i kontynuuje jego robotę.

O WSPÓŁPRACY Z SAMORZĄDOWCAMI:

- Musimy współpracować przede wszystkim w sprawach dotyczących pandemii. Tutaj musi być ona ścisła, płynna i dobra. (...) Jeżeli pojawi się sprawa wymagająca omówienia, czy rozmowy, na pewno nie będę unikał spotkania z prezydentem Jaśkowiakiem. [Głos Wielkopolski]

Będzie pan twardszym wojewodą niż Łukasz Mikołajczyk?
- Nie wiem w jakim sensie twardszym.

W sensie kontaktów z samorządowcami z opozycji.
- Ja współpracuję z samorządami już od dawna. Tam, gdzie jest wyraźny interes Wielkopolan, tam chcę współpracować i uważam, że do takiej współpracy jestem zobowiązany.
[Radio Poznań]

Tu mamy wręcz kawę na ławę - nowy wojewoda woli się dogadywać niż iść na zwarcie. Oczywiście dopiero czas pokaże, na ile są to szczere zapowiedzi, a na ile puste deklaracje. Ale już sam fakt, że one padają, jest istotny.

Nie tylko zresztą wobec samorządowców padają z ust Zielińskiego takie koncyliacyjne słowa:

Cenię sobie bardzo współpracę ze szpitalami i również z władzami uczelni [Uniwersytetu Medycznego]. To bardzo ważne, że w tych ciężkich czasach rozumiemy potrzebę współpracy i czujemy, że jest to moment taki, ażeby wykazywać tę pełną solidarność. [WTK]

O ZAMKU W STOBNICY

- Niewątpliwie sprawy takiej wagi należy konsultować z ministerstwem, które bezpośrednio nadzoruje pracę urzędu wojewódzkiego, ale poczekajmy tutaj na rozstrzygnięcia. Na razie moglibyśmy jedynie spekulować. [Radio Poznań]

- Nie jest to jednak sprawa prosta i wymaga dokładnego zbadania. (...) Abstrahując od tego, czy dana inwestycja jest zasadna, czy nie, jako wojewoda muszę nadzorować poszanowanie prawa, które zostało zastosowane przed i w trakcie wydawania pozwoleń. Mogę więc patrzeć tylko przez ten pryzmat, do którego jestem w tej chwili uprawniony. [Głos Wielkopolski]

To dopiero ciekawe. Sprawa Stobnicy to przecież właśnie ta, przez którą poleciał Mikołajczyk...

ZOBACZ CAŁY TEKST: Mikołajczyk na zamczysku, tfu, na zagrodzie już nierówny wojewodzie. Dymisja spieprzyła mu rocznicę

...więc nowy wojewoda teoretycznie powinien odżegnywać się, jak tylko to możliwe, od decyzji i podejścia swojego poprzednika w tym temacie.

Tymczasem Zieliński mówi zupełnie jakbyśmy dalej słuchali Mikołajczyka. "To nie jest prosta sprawa", "poczekajmy na rozstrzygnięcia", "jako wojewoda muszę nadzorować poszanowanie prawa".

Ciekawe, co na to minister Mariusz Kamiński, który tuż przed zdymisjonowaniem Mikołajczyka mówił przecież o Stobnicy, że to przykład, "jak władza publiczna potrafi być słaba w terenie", i że "nie może być tak, że pieniądz wygrywa z prawem".

O PROTESTACH KOBIET

- Protesty, które mają miejsce w całym kraju, w tym także w Poznaniu stanowią element demokracji. Organizatorzy muszą jednak pamiętać o obostrzeniach związanych z pandemią i ryzyku związanym z ich łamaniem. Jeżeli przebiegają one w sposób pokojowy, a postulaty artykułowane są w sposób cywilizowany, brakuje wulgaryzmów i nie dochodzi do niszczenia mienia, czy naruszenia godności innych osób, rozmowa może mieć miejsce.

Uważam, że warto korzystać z narzędzi, jakie daje nam demokracja, ale trzeba to robić odpowiedzialnie, godnie i kulturalnie, czyli w taki sposób, by mieć poszanowanie dla drugiego człowieka.
[Głos Wielkopolski]

Pozwoliłem sobie zacytować całą odpowiedź wojewody na pytanie, co zrobiłby, gdyby pod jego oknami odbyła się demonstracja przeciw zaostrzaniu prawa aborcyjnego. (Pytanie całkiem zasadne - prędzej czy później pewnie kolejna taka demonstracja się odbędzie).

Co tu jest znamienne? Wojewoda Michał Zieliński ANI SŁOWEM nie odniósł się do meritum sprawy, czyli do samego wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który zakazał aborcji ze względu na ciężkie uszkodzenie lub upośledzenie płodu, i wywołał tym samym protesty na ulicach.

Michał Zieliński łagodnym PiS-owcem

Takie uniki są bardzo charakterystyczne dla mniej radykalnych polityków PiS czy w ogóle ludzi związanych z obozem rządzącym.

Przypomnijcie sobie, jak Tadeusz Zysk w kampanii przed wyborami w 2018 r. próbował uciekać od pytań o łamanie konstytucji. Przypomnijcie sobie, jak Jarosław Gowin wypalił: "Parę razy głosowałem za, ale się nie cieszyłem".

Zdarza się też czasami, że niektórzy bardziej umiarkowani poznańscy działacze PiS nie chcą nam udzielić wypowiedzi w różnych drażliwych tematach, zasłaniając się np. słabą znajomością tematu i spychając to na lokalnych "radykałów" jak Przemysław Alexandrowicz czy Ewa Jemielity.

Teraz, już na dzień dobry, w ten właśnie łagodniejszy nurt zdaje się wpisywać nowy wojewoda Michał Zieliński.

Wyobraźcie sobie, co by było, gdyby zamiast niego na pytanie o protesty kobiet odpowiadała np. wspomniana Jemielity. Zamiast tych okrągłych słówek o "elemencie demokracji" prawdopodobnie usłyszelibyśmy raczej o "mordercach dzieci nienarodzonych".

Tak samo trudno mi sobie wyobrazić, że deklaracje o współpracy z Jaśkowiakiem i innymi samorządowcami tak ochoczo składałby np. były wojewoda Zbigniew Hoffmann, prędzej jechałby po "Dżej Dżeju" i jego działaniach w mieście.

Oczywiście nie jest też tak, że wojewoda Zieliński na razie tylko się asekuruje. Już kilka razy zdążył pewnie zapunktować u władz partii, gdy...

- ...na uroczystości w dniu żołnierzy wyklętych miał emocjonalne wystąpienie, w którym zarzucał, że po upadku PRL "polskie państwo nie zdało egzaminu" i nie zadbało wystarczająco o ich pamięć

- ...w wywiadzie w Radiu Poznań, zapytany o zmagania z ówczesnym atakiem zimy, wytknął Jaśkowiakowi i jego służbom, że "jeśli chodzi o Poznań, nie wygląda to najlepiej"

- ...w rozmowie z "Głosem" na pytanie o Fundusz Inwestycji Lokalnych, gdzie w drugim rozdaniu Poznań nie dostał ani złotówki, Zieliński odparował, że przecież miasto dostało 92 mln zł z pierwszej puli, a mniejsze samorządy też potrzebują pieniędzy

Mimo wszystko trudno dostrzec w Michale Zielińskim nowego Tadeusza Dziubę czy Zbigniewa Hoffmanna. Zdecydowanie bliżej mu za to do retoryki i postawy Łukasza Mikołajczyka.

Jeśli więc rządzący chcieli mieć w gmachu przy al. Niepodległości kogoś bardziej wyrazistego, kto reprezentowałby twardszą i bardziej radykalną linię partii, to efektów póki co nie widać. Na razie wygląda na to, że minister Kamiński zamienił siekierkę na kijek.

Jeśli natomiast chcieli znów kogoś umiarkowanego, kto dalej będzie łagodził politykę rządu w terenie, to wybór Zielińskiego wydaje się strzałem w dziesiątkę. Tylko wtedy aż ciśnie się na usta pytanie: po co właściwie wyrzucali Mikołajczyka?

Aha! Zapomniałem wspomnieć, że jest jeszcze jedno podobieństwo między obecnym i poprzednim wojewodą, a mianowicie ich aktywność na Twitterze. Przedtem Michał Zieliński pisał tam cokolwiek raz na ruski rok - głównie w kampanii wyborczej. Teraz - gdy objął nowe stanowisko - wyraźnie się uaktywnił.