www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Nie taka strefa straszna, jak ją drogowcy namalowali. 5 rzeczy, które ludzie z Łazarza i Wildy zyskają na płatnym parkowaniu

1 lutego 2021

Nie taka strefa straszna, jak ją drogowcy namalowali. 5 rzeczy, które ludzie z Łazarza i Wildy zyskają na płatnym parkowaniu

#Poznań  #Łazarz  #Wilda  #Zarząd Dróg Miejskich  #strefa płatnego parkowania  #parkowanie  #samochody

Dziś ruszyła strefa płatnego parkowania na Łazarzu i na Wildzie. Drogowcy zdążyli zrobić sporo, by już na dzień dobry zohydzić ją mieszkańcom, choć tak naprawdę obie dzielnice tej strefy bardzo potrzebują i mieszkańcy szybko się o tym przekonają.

Jeśli jest obecnie w Poznaniu cokolwiek lokalnego, co budzi emocje niemal równie duże jak sprawa aborcji, szczepienia na covid czy protesty przedsiębiorców przeciw przedłużającemu się lockdownowi...

To jest to z pewnością strefa płatnego parkowania - która dziś zaczęła działać w całości na części ulic na Łazarzu i na Wildzie.

Drogowcy się nie popisali

Spodziewajmy się lawiny narzekań. Tak właściwie już w poprzednich dniach było ich sporo, w dużej mierze dzięki "finezji", z jaką miasto tę strefę wprowadza w obu nowych dzielnicach.

Zarząd Dróg Miejskich najpierw nie potrafił zorganizować wystarczająco dużo punktów sprzedaży tzw. identyfikatorów mieszkańca. Tak ściślej - zorganizował jeden dodatkowy, we własnej siedzibie przy ul. Wilczak, dokąd z Łazarza czy Wildy jest niemal równie blisko jak do Zasiedmiogórogrodu.



Czy naprawdę tak trudno było przewidzieć skutki? Te kolejki na kilka godzin czekania w - tak się złożyło - mroźnej pogodzie?

Część ludzi odchodziła z kwitkiem i musieli przyjeżdżać drugi raz, bo miasto niedawno wprowadziło wymóg przedstawiania dokumentów ze skarbówki, świadczących o płaceniu podatków w Poznaniu. To z założenia dobry kierunek - ale dodatkowo skomplikował wydawanie nowych identyfikatorów.

To nie wszystko, bo oto nagle 11 dni - JEDENAŚCIE DNI! - przed poszerzeniem strefy drogowcy poinformowali, że jednak się nie wyrobią. I że strefa ruszy tylko na części ulic Łazarza i Wildy.

Tak ściślej - ruszyła dziś na zaledwie około 40 ulicach obu dzielnic. Czyli nawet nie w połowie - bo docelowo płatne parkowanie zacznie obowiązywać na około 100 ulicach.

To oczywiście spowodowało kolejne zamieszanie, bo identyfikatory od 1 lutego zdążyli już kupić mieszkańcy ulic, przy których na razie strefy jeszcze nie będzie. Teraz ZDM próbuje ratować sytuację oferując im przedłużenie ważności tych identyfikatorów.

Drogowcy tłumaczą się, że wszystko opóźniły im odwołania w przetargu, przez co umowę z wykonawcą - która dawała mu pół roku na zrobienie prac - podpisali dopiero w połowie sierpnia.

Sprytnie jednak przemilczają fakt, że właśnie z tego powodu wprowadzenie strefy już raz było przesunięte, bo pierwotnie miała ruszyć 1 października. Już po podpisaniu umowy datę zmieniono - za zgodą rady miasta - na 1 lutego. I słyszeliśmy wtedy zapewnienia, że wszystko będzie gotowe na czas.

Teraz "godzina zero" nadeszła. Strefa na Łazarzu i Wildzie ruszyła. Zapewne będą świrujące parkomaty. Zapewne znajdą się i takie, które drogowcy nie wiedzieć czemu postawili w szczerym polu, jak niemal 10 lat temu przy wprowadzaniu strefy na Jeżycach.

Z pewnością zdarzą się też poirytowani kierowcy, którzy zapomnieli lub w ogóle nie słyszeli o poszerzeniu strefy, i dziś czy jutro będą pomstować na wlepione im kary za nieopłacone parkowanie.

Jednak - przy tych wszystkich zastrzeżeniach - strefa parkowania na Łazarzu i na Wildzie jest po prostu potrzebna. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Zaraz postaram się szczegółowo wyjaśnić dlaczego.

Zaznaczę jeszcze tylko na początku jedną ważną rzecz.

Mieszkam od sześciu lat w centrum Poznania. Czyli w strefie parkowania. Mam tzw. identyfikator mieszkańca, mam więc również auto, którym regularnie jeżdżę. Mieszkałem wcześniej na Łazarzu, przez 11 lat, gdy strefy tam nie było. Znam więc całkiem dobrze tamtejsze problemy parkingowe.

To tak na wszelki wypadek, gdyby ktoś po przeczytaniu tego tekstu chciał mi zarzucić, że jestem jakimś zacietrzewionym rowerzystą bez samochodu. Albo że na pewno mieszkam sobie gdzieś w domku pod miastem i w nosie mam ludzi próbujących zaparkować w śródmieściu.

Nie da się mieć ciastka i zjeść ciastka

Z płatnym parkowaniem jest w Polsce trochę jak z wiekiem emerytalnym.

Zdecydowana większość Polaków chce pracować jak najkrócej, o czym świadczy fakt, że przechodzą na emeryturę od razu po osiągnięciu wieku emerytalnego (60 proc.) lub zaraz potem - w ciągu roku od jego osiągnięcia (kolejne 25 proc.). Mimo że w sondażach deklarują co innego.

Jednocześnie zewsząd słychać narzekania, że te emerytury strasznie niskie, powinny być wyższe.

Jeśli popytać ludzi, co sądzą o strefie płatnego parkowania, to najczęściej słychać narzekania na dwie rzeczy:

- Strasznie drogie to parkowanie!
- Nie ma gdzie zaparkować, wszystkie miejsca pozajmowane!


To przecież nielogiczne. Tak samo jak z naszym wspomnianym podejściem do emerytur. Nie można jednocześnie mieć ciastka i zjeść ciastka.

Kto ma choć odrobinę elementarnej wiedzy ekonomicznej, musi zdawać sobie sprawę, że nie da się jednocześnie obniżać wieku emerytalnego i podnosić emerytur.

...to znaczy, oczywiście się da, ale wtedy system emerytalny zrobi się jeszcze bardziej niewydolny i trzeba będzie do niego dosypywać coraz więcej pieniędzy z zewnątrz. Prędzej czy później wszystko się zawali.

Tak samo nie da się obniżyć opłat za parkowanie (ani tym bardziej - jak chcieliby co niektórzy - w ogóle ich zlikwidować), i jednocześnie jakimś magicznym sposobem sprawić, że wolnych miejsc do zaparkowania będzie więcej.

To przecież proste prawo popytu i podaży. Tu podaż jest ograniczona - to miejsca do parkowania.

To jest - notabene - jakaś straszliwa porażka polskiej szkoły, klasyczny przykład tego, jak nie uczy spraw praktycznych i przydatnych w dorosłym życiu. Przydałby się przedmiot typu "edukacja transportowa".

Oczywiście zaraz znajdzie się jakaś Konfederacja czy inna ekipa, która zacznie krzyczeć, że w takim razie zamiast "łupić kierowców" należy zapewnić tych miejsc do parkowania więcej. Taaaa... Jeśli chcemy, żeby śródmieście wyglądało tak jak na tym zdjęciu, to śmiało:



Jak to kiedyś ładnie ujął dr Hubert Igliński z Uniwersytetu Ekonomicznego - poszerzanie ulic, by zmniejszyć korki, jest równie skuteczne jak kupowanie coraz większych ubrań w walce z otyłością.

To samo można by powiedzieć o parkowaniu w śródmieściu. Oczywiście zupełnie osobną kwestią jest brak sieci parkingów P&R na obrzeżach Poznania, co zachęcałoby, by do tego śródmieścia w ogóle wjeżdżać. To wielkie zaniedbanie władz miasta... i temat na osobny wpis i osobną dyskusję.

DLACZEGO WIĘC MIESZKAŃCY ŁAZARZA I WILDY SKORZYSTAJĄ NA STREFIE?

Po prostu będzie łatwiej zaparkować.

Krąży niezrozumiały dla mnie mit, jakoby miasto - poszerzając strefę parkowania czy podnosząc w niej ceny - chciało "łupić mieszkańców", gdy tak naprawdę możemy mówić najwyżej o "łupieniu" przyjezdnych.

Mieszkający na Łazarzu i Wildzie kupują tzw. identyfikator mieszkańca i mają spokój. Dodatkowo kupują go w promocyjnej, starej cenie 120 zł na rok, czyli 10 zł na miesiąc. To są naprawdę grosze.

Strefa faktycznie uderzy za to w tych, którzy dotąd przyjeżdżali samochodami do pracy czy na uczelnie spoza obu dzielnic. Często w ogóle spoza Poznania. Mieszkając na Łazarzu regularnie widywałem na tamtejszych uliczkach rejestracje PZ i z innych powiatów.

Teraz tacy ludzie trzy razy się zastanowią, zanim wjadą autem, zajmując "tubylcom" miejsca parkingowe. Tak samo ci, którzy Łazarz czy Wildę traktowali jako wielki darmowy parking P&R, i zostawiali tam auta przesiadając się np. na tramwaj do ścisłego centrum.

Szybko powinno się po prostu zrobić luźniej. Miejsc w strefie na Łazarzu będzie 3,9 tys. Na Wildzie - 2,8 tys.

To razem 6,7 tys. miejsc. To co prawda mniej niż do tej pory - ale identyfikatory wykupiło dotąd nieco ponad 4 tys. mieszkańców. Zakładając nawet, że ta liczba dojedzie rzutem na taśmę do 5 tys., nadal zostaje ponad półtora tysiąca niezajętych miejsc.

To zdecydowanie lepsza proporcja niż np. w centrum - gdzie liczba wszystkich miejsc w strefie (8,9 tys.) jest tylko trochę większa niż liczba aut mieszkańców z identyfikatorami (8,2 tys.).

Zmniejszy się ruch samochodowy w ich okolicy.

To logiczne następstwo poprzedniego punktu. Jak mniej ludzi będzie przyjeżdżać na Łazarz i na Wildę samochodami, to od razu będą mniejsze korki, zmniejszy się zanieczyszczenie powietrza itd.

Szczególnie dla mieszkańców Łazarza korki bywały dotąd zmorą podczas różnych imprez na MTP.

Mniej aut na ulicach obu dzielnic to - tak w dłuższej perspektywie - również mniej dziur w jezdni. To z kolei rzadsze naprawy, remonty, związane z tym utrudnienia. Poza tym mniej rozjeżdżone chodniki (o tym jednak szerzej w jednym z kolejnych punktów).

Poprawi się punktualność komunikacji miejskiej.

Znów jedno wynika z drugiego. Mniejszy ruch i mniejsze korki to oddech dla komunikacji miejskiej.

Naprawdę nie zliczę, ile razy przed laty czekałem na przystanku, nerwowo wypatrując autobusu 64 (dziś już z dodatkową "jedynką" z przodu - czyli 164). Ten całkiem często przyjeżdżał niezbyt zgodnie z rozkładem i spóźniałem się na trening na stadionie na Golęcinie.

Punktualność i niezawodność komunikacji miejskiej to jej kluczowe cechy. Jeżeli pasażer nie ma do niej zaufania - po pierwszej poważniejszej wtopie może czmychnąć do własnego auta i zrazić się do niej na długie lata.

Już nie wspominają o tym, że parkingowa samowolka w niektórych miejscach doprowadzała wręcz do wstrzymywania zbiorkomu. Tu znakomitym przykładem jest ul. Górna Wilda - to tam najczęściej w całym mieście źle zaparkowane auta blokowały przejazd tramwajom.

Teraz - gdy Górna Wilda znajdzie się w strefie (choć nie będzie to jeszcze od 1 lutego) - ta wolna amerykanka powinna się skończyć.

Zmienią się przyzwyczajenia mieszkańców.

Jeśli autobusy faktycznie będą przyjeżdżać na czas, i będą jechać zamiast stać w korkach, to część ludzi może rozważyć stałą przesiadkę. Zwłaszcza że regularne dojazdy autobusem czy tramwajem z tzw. liniówką czy nawet tzw. sieciówką wychodzą zwykle taniej niż autem.

Strefa jest zatem, niejako przy okazji, szansą dla komunikacji miejskiej na zdobycie nowych pasażerów wśród samych mieszkańców Łazarza i Wildy. A do tego - co oczywiste - również wśród dojeżdżających z innych dzielnic czy spod Poznania.

Dodajmy, że w razie rosnącej liczby pasażerów na konkretnych liniach miasto może dorzucić tam częstsze kursy, a w skrajnym przypadku - wręcz dodatkowe linie.

To również może mieć długofalowe skutki. Mieszkańcy zadowoleni z tramwajów i autobusów będą mniej skłonni, żeby np. kupować drugie czy trzecie auto w rodzinie, to z kolei będzie się przekładać na łatwiejsze znajdowanie miejsca do zaparkowania dla innych i jeszcze mniejszy ruch w dzielnicy.

Porządniejsze parkowanie i ładniejsza okolica.

Mieszkańcy zżymają się, że przy wprowadzaniu strefy drogowcy likwidują 17 proc. miejsc parkingowych na Łazarzu i 19 proc. na Wildzie. Tu jednak warto zastanowić się - co to były za miejsca i dlaczego znikają?

Często samochody stały ukośnie zastawiając 2/3 chodnika. Oczywiście tu wchodzimy w dyskusję, czy mieszkańcy wolą mieć pod domem szersze, nierozjeżdżone chodniki, czy wolą przeciskać się pomiędzy zaparkowanymi autami, byle tylko mieć więcej miejsc do parkowania.

Przykładowo na ul. Skrytej jest tak wąski chodniczek, że wystarczyło, by kierowca wjechał nieco głębiej i już nie dało się przejść. Nie mówiąc o starszym panu o kulach czy o matce z dziecięcym wózkiem.

Dotąd standardem były też samochody zaparkowane niemal na przejściu dla pieszych. Jadąc ul. Grottgera, Kossaka czy Siemiradzkiego zawsze miałem duszę na ramieniu, czy zza zaparkowanego auta na pasy nie wyskoczy mi jakiś pieszy.

Można się śmiać ze słupków, stawianych przy wejściu na pasy, ale one raczej nie pojawiły się tam bez przyczyny.

Teraz jest szansa to wszystko zmienić. Strefa to faktycznie mniej miejsc parkingowych, ale również mniej zastawionych chodników, więcej zieleni, być może również inspiracja dla rad osiedli do dalszych zmian.

--

To wszystko na początek za 10 zł, a potem za 30 zł miesięcznie. Tyle to się wydaje na piwo w jeden wieczór na mieście*, i to niekoniecznie piątkowy, tylko raczej taki w tygodniu, gdy następnego dnia idziemy do pracy. To co - naprawdę nie warto? To naprawdę "łupienie kierowców"?

*...przy założeniu, że restauratorzy nie cofną się i faktycznie ruszą dziś na dobre z akcją #otwieraMY wbrew rządowym zakazom i ograniczeniom