www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Jak stracić przyjaciół i zrazić do siebie ludzi - prezentuje Jadwiga Emilewicz. Tu nawet Sidney Young wymięka

17 stycznia 2021

Jak stracić przyjaciół i zrazić do siebie ludzi - prezentuje Jadwiga Emilewicz. Tu nawet Sidney Young wymięka

#Poznań  #Jadwiga Emilewicz  #PiS  #Porozumienie  #Michał Wypij  #Sejm  #narty  #ferie  #stok

Tak spektakularnego upadku dawno nie było w polskiej polityce. Już nie mówiąc o poznańskiej. Wygląda na to, że niepozorne zjazdy synów Jadwigi Emilewicz ze stoku i późniejsze tłumaczenia zafundowały jej prawdziwy zjazd, który może skończyć się bolesnym upadkiem. I przerwać błyskotliwą polityczną karierę.

Najnowsza afera z udziałem Jadwigi Emilewicz wybuchła w miniony wtorek. Z pewnością już wszystko lub prawie wszystko o niej słyszeliście, nie ma sensu, żebym przybliżał najdrobniejsze szczegóły.

Zatem w dużym skrócie: była wicepremier wybrała się z mężem i trójką synów na narty. Dzieciaki zjeżdżały ze stoku w ramach zgrupowania, choć nie miały licencji, a tylko tacy zawodnicy (w tym dzieci i młodzież) mogą teraz korzystać z obiektów sportowych.

Sama Emilewicz - nie bardzo wiadomo jak i dlaczego - również znalazła się na liście uczestników szkółki. Była wicepremier zarzekała się, że nie wie, jak to się stało, i że z mężem jeździła tylko na biegówkach i nie korzystała ze stoku.

Licencje załatwiane post factum

Początkowo podchodziłem do całej sprawy z dużym dystansem. Tak się składa, że dawno, dawno temu przez parę lat sam coś trenowałem. I wiem, że w sporcie - tym "na dole", czyli również dzieci i młodzieży - faktycznie zdarza się bałagan w papierach.

Naprawdę - różne rzeczy widziałem. Kiedyś parę dni przed ważnymi zawodami okazało się, że trzeba mi na szybko wyrabiać licencję (ha!), bo wcześniej ktoś nie dopilnował sprawy. Czyli co najmniej ładnych kilka miesięcy trenowałem bez niej. Oczywiście nawet o tym nie wiedząc.

Innym razem lekarka w przychodni sportowej przyczepiła się, że mam za dużą wadę wzroku, i nie dała mi zdolności. Ale na tym nie poprzestała. Przybiła pieczątkę "niezdolny", "niezdolny", "niezdolny" wszędzie, gdzie się dało, na wszystkich badaniach z kilku poprzednich lat.

Gdyby ktoś dzisiaj do tych papierów zajrzał, to wyszłoby, że przez kilka lat chodziłem na treningi i startowałem w zawodach bez wymaganej zdolności do uprawiania sportu. Mimo że już sama karta zdrowia sportowca mówiła zupełnie co innego.



Jak już o tym mówimy... Jeden z kolegów na obozie sportowym opowiadał mi raz, że wszyscy z jego grupy dostali zdolność, choć lekarza - który tę zdolność wystawiał - w ogóle nie widzieli na oczy!

Naprawdę byłem więc gotów sobie wyobrazić, że synowie byłej wicepremier w rzeczywistości te licencje mieli, tylko tu również ktoś czegoś nie dopilnował. Na przykład nie wklepał tych licencji do systemu.

Teraz już wiemy - synowie Emilewicz zjeżdżali nielegalnie. Potwierdził to Polski Związek Narciarski.

Mało tego, wyszły na jaw dodatkowe kulisy całej historii, które dla Emilewicz są równie wygodne jak dla Jacka Jaśkowiaka pytania o pierwotne terminy budowy trasy tramwajowej na Naramowice.

Sporo wskazuje, że posłanka Emilewicz próbowała zatuszować sprawę już po fakcie, gdy tvn24.pl zaczął o nią wypytywać. To właśnie wtedy - 6 stycznia - do związku dopiero wpłynął wniosek o... wydanie licencji.

A potem, jak gdyby nigdy nic, Emilewicz zapewniała wszystkich dookoła, że licencje były i afery nie ma.


Naprawdę była wicepremier sądziła, że to się nie wyda? Serio?... Dotąd nie wyglądała na tak naiwną.

Pikanterii dodały oczywiście wcześniejsze apele Jadwigi Emilewicz wygłaszane do Polaków, by przestrzegali zasad i ograniczeń, co szybko przypomniały Fakty TVN.

Szybki awans... i jeszcze szybszy upadek

Sporo mówią reakcje jej politycznych sprzymierzeńców. Wicemarszałek Ryszard Terlecki przebąkuje o możliwym zawieszeniu (pamiętajmy, że choć Emilewicz po odejściu z Porozumienia jest obecnie bezpartyjna, to nadal należy do klubu parlamentarnego PiS).

Wiceminister aktywów państwowych Janusz Kowalski - to ten z Solidarnej Polski, co apelował "weto albo śmierć" - pisze na Twitterze, że "pycha kroczy przed upadkiem". Jeszcze dalej poszedł były partyjny kolega (!) Emilewicz - poseł Michał Wypij z Porozumienia:

Tej sytuacji nie da się obronić. To, co najbardziej bulwersuje, to sposób tłumaczenia, który ma się nijak do rzeczywistości i okazał się zwykłym kłamstwem. Honorowym wyjściem byłoby złożenie mandatu

Poseł klubu PiS Michał Wypij



Czy ktoś jeszcze pamięta pogłoski, jakie krążyły nieco ponad pół roku temu, że Emilewicz przejęła kontrolę nad Porozumieniem i jest gotowa odebrać Gowinowi jego własną partię?

To wszystko wpisuje się w bardzo nieciekawy dla Jadwigi Emilewicz kontekst. Jeszcze chwilę temu zdawało się, że jest na fali, przypomnijmy:

Październik 2019
Jadwiga Emilewicz zostaje posłanką. Jako "jedynka" listy PiS na trudnym terenie w Poznaniu zdobywa blisko 44 tys. głosów, co prawda nie poprawia tu wyniku całego ugrupowania, ale jej aktywna kampania jest powszechnie chwalona.

Listopad 2019
Dotychczas raczej drugoplanowa minister przedsiębiorczości i technologii tym razem dostaje "superresort" rozwoju, podobny do tego, którym kiedyś kierowała Elżbieta Bieńkowska u premiera Tuska.

Kwiecień 2020
Dzięki zawirowaniom wokół wyborów prezydenckich 10 maja, i nagłej decyzji Jarosława Gowina o własnej dymisji, Emilewicz dość niespodziewanie wskakuje na stanowisko wicepremiera.

Kwiecień 2020
Wicepremier Emilewicz bryluje na gali Poznańskich Oscarów ;) (zgarnia dwie statuetki, w tym tę najważniejszą za najlepszy film)

Maj 2020
Pogłoski o nadchodzącym rozłamie w Porozumieniu i możliwym przejęciu partii przez Emilewicz.

No przyznajmy - Emilewicz szła jak burza. Z mało znanej wiceminister w parę lat stała się jedną z kluczowych osób w rządzie i jego "twarzą" w walce z gospodarczymi skutkami epidemii. Zdawało się, że wielka polityczna kariera stoi przed nią otworem, już krótko po wyborach pisałem o niej tak:

Jadwigi Emilewicz - nawet jeśli nie należy do PiS - nie wolno w tej chwili lekceważyć. Najwyraźniej właśnie wkroczyła do ekstraklasy czołowych polityków Zjednoczonej Prawicy.

...a po jej awansie na wicepremiera wyszło, że już dawno żaden polityk związany z Poznaniem (nawet jeśli to tylko związek formalny...) nie zaszedł tak wysoko.


Tyle że niedługo potem zaczął się dramatyczny zjazd w dół. Nic tylko zacytować utwór zespołu De Mono:

A kiedy przyjdzie na ciebie czas, a przyjdzie czas na ciebie
Porwie cię wtedy do góry tak - wysoko cię uniesie

Lecz nagle możesz zacząć spadać w dół... To już nie to samo




Zastanawiałem się - szykując się do napisania tego tekstu - kiedy to wszystko tak właściwie się spieprzyło. I wyszło mi, że ów zjazd zaczął się w czerwcu na Jasnej Górze, podczas słynnego wystąpienia Emilewicz z kościelnej ambony.



UPDATE: Już po publikacji tekstu w komentarzach zwrócono mi uwagę, że już parę tygodni wcześniej była głośna awantura w sejmie, podczas której Emilewicz - dziwnym trafem - nie słyszała słów Jarosława Kaczyńskiego o "chamskiej hołocie".

To były pierwsze poważne rysy na jej politycznym wizerunku. Zaraz potem, jedna za drugą, pojawiały się kolejne:

- zdarzyło jej się napisać na Twitterze o "odbijaniu Poznania", co nieszczególnie komponowało się z jej wizerunkiem "light PiS", a internauci po prostu ją wyśmiali

- zaledwie po pięciu miesiącach nie tylko straciła fotel wicepremiera, ale w ogóle wyleciała z rządu, choć oczywiście był to efekt politycznych gierek i przemeblowań w obozie Zjednoczonej Prawicy

- zaraz potem odeszła też z Porozumienia, co sprawiło, że stała się politycznym singlem jedynie wspierającym ekipę rządzącą, a jej przyszłość w polityce stanęła pod dużym znakiem zapytania

- podczas protestów kobiet, po decyzji Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji, przyłapano ją, jak przyglądała się demonstrantom zza szyby restauracji, a gdy ją rozpoznali - schowała się w głębi lokalu

Teraz wreszcie mamy aferę z wyjazdem na narty. Tak spektakularnego upadku, niczym z filmu "Jak stracić przyjaciół i zrazić do siebie ludzi", nie mieliśmy dawno w polskiej czy tym bardziej poznańskiej polityce. Sam Sidney Young mógłby pozazdrościć.



Zaryzykuję stwierdzenie, że afera z nartami nie rozrosłaby się do takich rozmiarów, gdyby nie przytoczone wyżej wcześniejsze wydarzenia. Najnowszą wtopę Emilewicz zaliczyła bowiem zupełnie osamotniona.

Gdyby to się zdarzyło z pół roku temu, to nie sądzę, by tak ostre słowa krytyki padały z jej własnego obozu. Zapewne słyszelibyśmy, że "wszystko trzeba dokładnie wyjaśnić", "sprawa nie jest jednoznaczna", a poza tym to przecież wrogi TVN24, więc na pewno coś zmanipulował.

Tak - byłaby pełna asekuracja. I świadomość, że sprawa dotyczy kogoś wpływowego, z kim trzeba się liczyć i kogo lepiej chronić.

Już nie można zdymisjonować Emilewicz

Tymczasem co mamy dziś? Publiczne zdystansowanie się m.in. ze strony szefa klubu parlamentarnego oraz szefa poznańskiego PiS ( - Trudno to usprawiedliwiać - powiedział "Gazecie Wyborczej" Szymon Szynkowski vel Sęk). I podpowiedzi Wypija, by oddała mandat, bo to jedyne honorowe wyjście.

Tak na marginesie...


Już nie takie drobiazgi jak narty kończyły kariery polityków. Taki Sławomir Nowak wyleciał z polityki (polskiej, bo potem zdążył jeszcze trochę poszaleć w ukraińskiej) przez zegarki, których nie wpisywał do oświadczeń majątkowych.

Zwróćmy też uwagę, że krytyka skupia się nie na tym nieszczęsnym zjeżdżaniu na nartach bez licencji, tylko na późniejszych tłumaczeniach Emilewicz. Które - jak już teraz wiemy - delikatnie rzecz ujmując mijały się z prawdą.

Pamiętajmy, prezydent Bill Clinton wdepnął w procedurę impeachmentu wcale nie dlatego, że zaliczył w robocie romans z Monicą Lewinsky. Zarzuty dotyczyły tego, że potem pod przysięgą kłamał i przekonywał, że tej przygody w ogóle nie było. A także utrudniał dochodzenie.

Co dalej z Emilewicz? Cały paradoks polega na tym, że stanowiska, których wskutek afery można by jej pozbawić, straciła już wcześniej. Już nie jest ani wicepremierem, ani ministrem, ani nawet wiceszefową partii Gowina czy choćby jej szeregowym członkiem.

Oczywiście od biedy mogą ją zawiesić czy wyrzucić z klubu parlamentarnego. Ale - umówmy się - miałoby to znaczenie symboliczne.

Za to zrzec się mandatu poselskiego, co po koleżeńsku podpowiada poseł Wypij, mogłaby się jedynie sama Emilewicz.

A wyborcy? No cóż... Jeszcze niedawno Emilewicz wydawała się tak do bólu merytoryczna, że ciężko byłoby zrobić o niej choćby jednego mema, tymczasem dziś mamy to co mamy.





Spodziewam się, że feralny wypad na narty prawdopodobnie spowoduje "schowanie" Emilewicz i jej totalną marginalizację, a na koniec wypchnięcie z polityki najpóźniej w 2023 r. Może nawet szybciej.

Z tym że stawiałbym raczej na przyjazne rozstanie. Typu załatwiona po cichu robota w jakiejś spółce skarbu państwa na niezbyt eksponowanym stanowisku. Tak się robi z ludźmi, którzy się skompromitowali, ale za dużo wiedzą, za dużo widzieli i lepiej nie robić sobie z nich wrogów.

Musimy mieć na uwadze, że Emilewicz należy do nurtu light PiS, notabene właśnie z tego powodu zrobili z niej "jedynkę" listy w Poznaniu. Przecież kiedyś krótko nawet była w PO. Wychwalał ją Jaśkowiak. Rządzący muszą więc uważać, by przypadkiem nie przechwyciła jej opozycja.

A może jednak okażę się prorokiem od siedmiu boleści i Emilewicz jeszcze triumfalnie powróci do gry.

Takie przypadki też już mieliśmy, bo w polskiej polityce trudno się tak skompromitować, żeby ludzie nie zapomnieli. Wystarczy przypomnieć Leszka Millera pogrążonego aferami i startem z listy Samoobrony.

Cztery lata później ponownie, jak gdyby nigdy nic, przejął stery SLD i spektakularnie powrócił do Sejmu. Dziś z Parlamentu Europejskiego sam komentuje afery na polskim podwórku. A taka sprawa ze szczepieniem bez kolejki, w którą wpadł ostatnio, to akurat dla niego małe piwko.