www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Jacek Jaśkowiak gotów rządzić w Poznaniu dłużej. Obietnica nr 30 z jego listy właśnie przestała być aktualna

5 stycznia 2021

Jacek Jaśkowiak gotów rządzić w Poznaniu dłużej. Obietnica nr 30 z jego listy właśnie przestała być aktualna

#Poznań  #Jacek Jaśkowiak  #Mariusz Wiśniewski  #obietnice wyborcze  #wybory 2014  #wybory 2018

Prezydent Jacek Jaśkowiak - wbrew własnym deklaracjom - rozważa kandydowanie na trzecią kadencję. To już nie jest błahostka typu strefa kibica czy fajerwerki w sylwestra. To poważna niekonsekwencja, z cyklu koalicja z Samoobroną albo mandat europosła Biedronia, która definitywnie odbiera Jaśkowiakowi wiarygodność.

Muszę się na dzień dobry przyznać do małego zaniedbania. Nie przeczytałem w sobotę rano, jak to mam w zwyczaju, lokalnych gazet.

I z tego powodu przeoczyłem w papierowym wydaniu "Głosu Wielkopolskiego" wywiad z Jackiem Jaśkowiakiem. Znalazłem go dopiero w poniedziałek - gdy trafił do internetu. Prezydent mówił w nim rzeczy zdumiewające.

Czy podjął już Pan decyzję o starcie w kolejnych wyborach samorządowych? Wcześniej mówił Pan, że po dwóch kadencjach zrezygnuje z kierowania Poznaniem.

Rzeczywiście komunikowałem, że moja obecność w życiu publicznym zakończy się po dwóch kadencjach i w 2023 roku wrócę do biznesu, natomiast w wielu rozmowach, między innymi z Borysem Budką, a wcześniej Grzegorzem Schetyną padało pytanie, czy nie mógłbym rozważyć zmiany swoich zawodowych planów. (...)

Niestety, pandemia koronawirusa, a także polityka PiS wobec samorządów sprawiła, że byłem zmuszony przesunąć cele, które wyznaczyłem sobie na dwie kadencje. To element, który może wpłynąć na moją decyzję.

Z przyjemnością wróciłbym do biznesu, by pracować mniej i więcej zarabiać, ale polityka to gra zespołowa. Jeżeli obecne, rekordowo wysokie poparcie dla mnie się utrzyma, to pewnie nie chciałbym tego zostawiać. Nie byłbym w porządku wobec poznanianek i poznaniaków, uciekając w takiej sytuacji do tego, co wygodniejsze i przyjemniejsze.


No, panie prezydencie, ręce opadają.

Ta wypowiedź Jaśkowiaka przeszła niemal bez echa, bo wszyscy rzucili się na jeszcze inne jego słowa z minionego weekendu - oczywiście te o elitach i szczepionkach. Zaraz potem prezydent wdał się jeszcze w jakieś żenujące pyskówki z Janem Śpiewakiem i Agnieszką Ziółkowską.

Tej sprawy nawet nie mam ochoty szczególnie komentować. Przez dwa dni i tak wszyscy zdążyli już o niej wszystko powiedzieć. Zresztą Jaśkowiak mógłby mi jeszcze wytknąć, że - o zgrozo - też jestem "profesorskim dzieckiem", więc jestem z góry przeciwko niemu, i takie tam inne.

Za to jego zapowiedzi, że całkiem poważnie (trudno to inaczej odczytywać) bierze pod uwagę start w wyborach 2023 po trzecią prezydencką kadencję, przemilczeć już absolutnie nie zamierzam.

Jaśkowiak zapowiadał tylko dwie kadencje

Znakomicie pamiętam kampanię przed wyborami 2014. Wówczas Jacek Jaśkowiak - jeszcze jako pretendent do prezydenckiego fotela - składał różne deklaracje.

Jedną z nich była obietnica, że jeśli zostanie prezydentem, to będzie rządził nie dłużej niż dwie kadencje. Dwa razy po cztery lata - czyli w sumie osiem. I wystarczy. Jaśkowiak powtarzał to raz za razem na licznych debatach, konferencjach, spotkaniach z wyborcami.



Tak właściwie mało kto poważnie spoglądał wtedy na te deklaracje Jaśkowiaka.

Jego wygrana, po której faktycznie musielibyśmy mu liczyć kadencje i lata spędzone przy pl. Kolegiackim, wydawała się wtedy równie prawdopodobna jak rychłe lądowanie człowieka na Marsie lub dzień bez żadnej usterki systemu PEKA.

Tyle że przyszła godzina prawdy, Jaśkowiak najpierw prześlizgnął się do II tury, a 30 listopada sensacyjnie zdetronizował prezydenta Ryszarda Grobelnego.

ZOBACZ TAKŻE: Mała rocznica wielkiego przełomu. To cztery lata temu R. Grobelny "poczuł, że przegra", czyli impossible is nothing

Co ciekawe, zaraz po przegranej Grobelny w wywiadzie, jaki wspólnie z Piotrem Bojarskim zrobiliśmy z nim, ustępujący prezydent głośno przekonywał, że to właśnie dyskusja o kadencyjności i "zasiedziałych" włodarzach miast była kluczowym powodem jego porażki:

Pojawił się kamyczek, który ruszył lawinę. I być może wcale nie był najważniejszy. Myślę, że to była dyskusja o dwukadencyjności. Byłem główną twarzą tych, którzy nie chcieli ograniczeń. Uważam, że nie można wprowadzać dwukadencyjności, bo mieszkańcy, jak chcą, i tak mogą prezydenta wymienić. No i wymienili w Poznaniu.

Ryszard Grobelny, były prezydent Poznania, wypowiedź z grudnia 2014 r. / źródło: Gazeta Wyborcza Poznań



Zegar Grobelnego zatrzymał się na czterech kadencjach i 16 latach. Zegar Jaśkowiaka, odliczający czas do końca pierwszej, a może również drugiej z zapowiedzianych kadencji, zaczął tykać.

Obietnica nr 30 nie do oceny

Już pierwszego dnia po zwycięstwie Jaśkowiaka sporządziłem listę jego wyborczych obietnic. To nie był wyłącznie jego program - tam o dwóch kadencjach nie znajdziecie ani słowa... - ale także konkretne deklaracje z ust JJ składane w kampanii podczas debat i przy innych okazjach.

Ostatni punkt tej listy, którą opublikowaliśmy wtedy w "Wyborczej", brzmiał dokładnie tak:

Jedna z obietnic Jaśkowiaka dotyczy też jego samego. Zadeklarował, że nie trzeba go będzie "odspawać" od stołka, bo prezydentem będzie najwyżej przez dwie kadencje.

Jak być może kojarzycie - później właśnie ta lista 30 obietnic Jaśkowiaka służyła mi do rozliczania jego rządów w pierwszej kadencji. Co roku właśnie tu, na Poznań Spoza Kamery, sprawdzałem, jak mu idzie realizacja.

ZOBACZ STAN REALIZACJI OBIETNIC JAŚKOWIAKA: 2016 | 2017 | 2018 | 2020

Jedyną obietnicą Jaśkowiaka, której nie mogłem ocenić, był zawsze punkt 30. Za każdym razem opatrywałem go komentarzem w stylu: "To akurat będziemy mogli rozliczyć dopiero za kilka lat".

A tuż przed wyborami 2018, gdy oceniałem całokształt pierwszej kadencji prezydenta i podliczałem spełnione / niespełnione zapowiedzi, dopisałem jeszcze:

Nowe przepisy teoretycznie pozwalałyby Jaśkowiakowi rządzić łącznie trzy kadencje. Jednak on sam cały czas deklaruje, że jeśli wygra, to kadencja 2018-2023 będzie jego ostatnią.

No cóż, zdaje się, że były to równie prorocze słowa jak życzenia typu "spokojnego 2020 roku" albo "dużo zdrowia", składane często i gęsto przed rokiem w sylwestra.



Może byłem naiwny, ale naprawdę przez te wszystkie lata wierzyłem, że Jaśkowiak akurat w tej kwestii będzie konsekwentny. Oczywiście nie wierzyłem za to w jego gadanie o "powrocie do biznesu". Zdawało się, że zmierza do wielkiej, krajowej polityki. I że rządzenie Poznaniem zaczyna go wręcz nudzić. Już jesienią zeszłego roku widać to było jak na dłoni.

Zresztą... przypomnijcie sobie, jak to wyglądało. Niech rada miasta sobie podyskutuje o strefie parkowania, wymianie starych pieców czy planach zagospodarowania. Niech lampki na choince na Starym Rynku zapali wiceprezydent Mariusz Wiśniewski.

Prezydent Jaśkowiak jeździł w tym czasie po całym kraju i przekonywał, że to on - a jakże! - jest najlepszym kandydatem na prezydenta Polski.

Czy wtedy powiedziałby, że jest zainteresowany, by kolejnych osiem lat spędzić w urzędzie przy pl. Kolegiackim?

Miejscy radni mieli najwyraźniej lepszą intuicję. Dziś mówią, że to było do przewidzenia, i że to dla nich żadne zaskoczenie. No cóż - rzeczywiście podpowiadało to wiele znaków na niebie i ziemi. A konkretnie - podpowiadały to różne inne niekonsekwencje Jaśkowiaka:

1. Jacek Jaśkowiak wstępując do PO latem 2013 r. mówi, że nie interesuje go ponowny start w wyborach na prezydenta Poznania, po czym rok później w nich startuje (i do tego wygrywa).

2. Przez całą kampanię wyborczą jedzie po Ryszardzie Grobelnym, a dwa miesiące po wyborach 2014 dogaduje się z jego radnymi, zgadza się na niemal wszystkich ich poprawki i z ich pomocą przepycha przez radę miasta budżet Poznania.

3. Zapowiada chęć włączenia podmiejskich gmin do Poznania bez konsultacji pomysłu z ich mieszkańcami, straszy nawet utrudnianiem wjazdu do miasta, po czym chce z nimi rozmawiać o współpracy.


...dobra, nie będę Was zanudzał ponownie tą wyliczanką, znajdziecie ją całą we wpisie sprzed ponad dwóch lat. Strach pomyśleć, o ile kolejnych pozycji trzeba by ją zaktualizować, gdybyśmy chcieli dziś zrobić nową wersję.

Niekonsekwencja odbiera wiarygodność

Z tych niekonsekwencji przez ostatnich sześć lat się śmialiśmy (strefa kibica, fasada dworca), wytykaliśmy (dokończenie pierwszej ramy), czy wręcz zastanawialiśmy się, co autor w ogóle miał na myśli (sprzedaż stadionu miejskiego).

Oczywiście były też niekonsekwencje poważniejsze. Takie, którymi Jaśkowiak prowokował realne konflikty ze środowiskami, jakie generalnie go popierały. Wystarczy przypomnieć okoliczności wywalenia oficera rowerowego czy słynną awanturę wokół tęczowych chorągiewek na tramwajach.



Tyle że najnowsza niekonsekwencja Jacka Jaśkowiaka to przekroczenie kolejnej granicy. To już jest sygnał, że prezydent Poznania nie był szczery nawet w najbardziej pryncypialnych sprawach, związanych z własnymi politycznymi posunięciami.

To już jest niekonsekwencja podobnego kalibru, jak Robert Biedroń i jego mandat europosła, albo jak zapewnienia Beaty Szydło, że Antoni Macierewicz nie będzie ministrem obrony. To jest - Jaśkowiaka na pewno zaboli to porównanie - jak słynne "nie ma planów koalicji z Samoobroną".

To jest niekonsekwencja, która Jaśkowiakowi ostatecznie odbiera coś niezwykle ważnego i często deficytowego wśród polityków, a mianowicie wiarygodność.

Oczywiście w polityce często sprawdza się zasada "nigdy nie mów nigdy". Zawsze można zwalić na niespodziewane okoliczności. Tych z pewnością nie brakuje - z epidemią covid na czele - i to właśnie robi Jaśkowiak.

Myślałem jednak, że dotrzymanie akurat tej obietnicy - o dwóch kadencjach - to dla Jaśkowiaka kwestia pewnego honoru. Honor - chyba ważna rzecz dla boksera. Czy w ogóle dla sportowca. Nawet amatora.

Tymczasem jego deklaracja właśnie stała się równie aktualna jak pierwotne terminy budowy trasy tramwajowej na Naramowice.

Jacek Jaśkowiak w 2014 r.:
"Zamierzam być prezydentem przez dwie kadencje. Nie zamierzam się przyspawać do tego stołka"

Ten sam Jacek Jaśkowiak w 2021 r.:
"Dzisiaj nie wykluczam tego startu [w wyborach 2023 na trzecią kadencję], ale też nie chciałbym deklarować, że to zrobię"

Najnowsze wypowiedzi Jaśkowiaka są kłopotliwe również dla niektórych jego partyjnych kolegów.

Zwłaszcza dla Mariusza Wiśniewskiego, który - choć jest na tyle profesjonalnym i lojalnym politykiem, że nigdy tego publicznie nie przyzna - z pewnością szykował się do kandydowania na prezydenta Poznania w 2023 r.. Byłby dla Koalicji Obywatelskiej oraz jej wyborców naturalnym wyborem.

- Myślę, że Mariusz Wiśniewski będzie prezydentem miasta, pytanie tylko czy za trzy lata, czy za osiem lat - powiedział mi wczoraj z rozbrajającą szczerością Marek Sternalski, szef klubu radnych Koalicji Obywatelskiej w radzie miasta.

To niesamowite, jak bardzo zmienił się Jaśkowiak przez ostatnich sześć lat, jak wsiąkł w politykę pełną niedopowiedzeń i zaskakujących zwrotów akcji.

Jeśli faktycznie wystartuje w wyborach samorządowych 2023 i powalczy o trzecią kadencję - zobaczycie to na własne oczy. Podczas debaty telewizyjnej, w której jego kontrkandydaci będą mu wytykać - jak on sam kiedyś Grobelnemu - że jest przyspawany do stołka, na którym chce spędzić w sumie aż 14 lat.