www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Plankton łączy się w klub radnych. To nie jest trzęsienie ziemi... ale sejsmografy z pl. Kolegiackiego coś tam pokazały

15 listopada 2020

Plankton łączy się w klub radnych. To nie jest trzęsienie ziemi... ale sejsmografy z pl. Kolegiackiego coś tam pokazały

#Poznań  #rada miasta  #Wspólny Poznań  #Przemysław Polcyn  #Łukasz Kapustka  #ruchy miejskie

To pierwszy poważniejszy ruch na poznańskiej scenie politycznej po wyborach jesienią 2018 r. Z czysto matematycznego punktu widzenia nic nie znaczy, w praktyce może wzmocnić głos ruchów miejskich i innych społeczników, dotąd słyszalny głównie poza radą miasta.

Jeśli przeoczyliście, to spieszę poinformować, że w poznańskiej radzie miasta mamy od paru dni nowy klub radnych. Nazywa się Wspólny Poznań i liczy sześć osób.

Co ciekawe - to nie tylko radni dotąd niezrzeszeni. Jest tam również takich dwóch śmiałków, którzy zdecydowali się na krok w nieznane, odważnie odchodząc spod szyldów największych partii.



Sprawa przeszła bez większego echa, co tylko potwierdza, jak nadal po macoszemu podchodzimy do lokalnego samorządu. Mnóstwo mieszkańców ma go kompletnie gdzieś. Budzą się dopiero, gdy okazuje się, że ta rada miasta może im podnieść ceny w strefie parkowania albo - przez plan przestrzenny - dać zielone światło dla wycinki drzew.

ZOBACZ TAKŻE: Co może zdziałać Wspólny Poznań? Sprawdzamy, jak to było w Poznaniu z innymi małymi klubami radnych

Teraz wyobraźmy sobie podobną rzecz w Sejmie. Zupełnie nagle - z dnia na dzień - powstaje nowy klub poselski, i to wcale niemały, bo zachowując proporcje musiałby liczyć jakieś 70-80 osób. Z tego część posłów to uciekinierzy z PiS i z Koalicji Obywatelskiej.

Ale byłby gnój! Nie dość, że rozłam w partii rządzącej, to dodatkowo również wśród opozycji. Nowa trzecia siła w polskiej polityce. Konferencje prasowe i postulaty ogłaszane przed kamerami. Temat nie schodziłby z czołówek mediów co najmniej przez kilka dni.

Trzecia siła w radzie miasta

Oczywiście sytuację w Poznaniu trzeba oceniać na chłodno. To jeszcze nie jest - przynajmniej na razie - żadne polityczne trzęsienie ziemi. Może delikatne wstrząsy i tyle. Z matematycznego punktu widzenia nic się nie zmieniło.

Prezydent Jacek Jaśkowiak nadal może liczyć na solidne zaplecze w radzie miasta. Klub Koalicji Obywatelskiej zachowuje tam komfortową większość - ma 20 z 34 radnych. Prezydent, zapytany w czwartek, czy mimo wszystko nie ma o tę większość jakichś obaw, przekonywał, że... się cieszy:

To nie chodzi o to, żebym ja miał większość. Cieszę, że część radnych chce coś robić, chce rozmawiać merytorycznie, dyskutować o tym, co jest dobre dla Poznania, a nie na tej zasadzie, że jak prezydent coś zgłasza, a jest z innej partii niż dany radny, to to jest złe.

Prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak



To pierwszy poważniejszy ruch na poznańskiej scenie politycznej po ostatnich wyborach samorządowych.

Tamte wybory jesienią 2018 r. okazały się dość specyficzne. Specjaliści podkreślali, że zwłaszcza w dużych miastach przybrały formułę plebiscytu "za" i "przeciw" rządom Zjednoczonej Prawicy w kraju, co było widać po wynikach.

Tak samo było w Poznaniu. Jacek Jaśkowiak i jego najgroźniejszy konkurent Tadeusz Zysk spod szyldu PiS zgarnęli łącznie ponad 77 proc. wszystkich głosów oddanych w wyborach prezydenta.

ZOBACZ TAKŻE: Wybory 2018. Prezydent Jacek Jaśkowiak ZNOKAUTOWAŁ rywali. Tak się kończy zaklinanie rzeczywistości

Do rady miasta kandydaci Koalicji Obywatelskiej i PiS "zagospodarowali" niemal 69 proc. głosów (dla porównania - poprzednim razem było to tylko nieco ponad 55 proc.). To przełożyło się z kolei na podział mandatów: KO 21 / PiS 9 / Lewica 2 / Prawo do Miasta 2.

Teraz nagle, zamiast wyraźnej dominacji dwóch partyjnych klubów i niewiele znaczącego planktonu, mamy całkiem solidną trzecią siłę.



To układ znany z niektórych samorządów, gdy tą trzecią siłą jest lokalny bezpartyjny komitet, i zwykle wchodzi w koalicję z którąś z partii. Często z tego właśnie komitetu pochodzi również sam burmistrz czy wójt.

Tutaj w Poznaniu sytuacja jest jednak inna. Po pierwsze - mamy partyjnego prezydenta. Po drugie - tenże prezydent ma już większość w radzie miasta i nie musi z nikim wchodzić w żadne sojusze.

To społecznicy, nie karierowicze

Jednak - last but not least - nowy klub radnych ma szansę być głosem społeczników niezwiązanych z żadnymi partiami. Taki głos pojawiał się dotąd głównie poza radą miasta. Teraz może się to zmienić.

- Chcielibyśmy wzmocnić głos lokalnej społeczności. Nawet jeśli będą to różne głosy. Niech one będą słyszalne - potwierdza Przemysław Polcyn, szef nowego klubu, gdy pytam, czy taki właśnie jest cel.

Jeśli przyjrzymy się sześciorgu radnym, którzy założyli Wspólny Poznań, to przy wszystkich różnicach poglądów (tak zróżnicowanego klubu radnych jeszcze chyba nie było!) rzuca się w oczy jeden wspólny mianownik:

Każdy z tej szóstki jest - lub do niedawna był - w radzie osiedla, a działalnością społeczną zajmowali się na długo zanim dostali się do rady miasta, w której zresztą zasiadają stosunkowo niedługo.

No zobaczcie sami:

Przemysław Polcyn (w radzie miasta od 2018 r.)
- szef rady osiedla Krzyżowniki-Smochowice, zasiada w niej od 2015 r., poza tym m.in. współzałożyciel Koalicji Bye Bye Smog.

Dorota Bonk-Hammermeister (w radzie miasta od 2018 r.)
- szefowa rady osiedla Wilda, zasiada w niej od 2011 r., przewodnicząca stowarzyszenia Prawo do Miasta, jedna z założycielek stowarzyszenia WILdzianie.

Łukasz Kapustka (w radzie miasta od 2018 r.)
- wiceszef zarządu osiedla Żegrze, zasiada w radzie osiedla od 2011 r., o radach osiedli pisał nawet pracę magisterską, był też autorem dwóch zwycięskich projektów do budżetu obywatelskiego.

Halina Owsianna (w radzie miasta od 2014 r.)
- była szefowa rady osiedla Stare Winogrady, działa w niej już od 20 lat, przez pewien czas przewodniczyła też całemu porozumieniu poznańskich rad osiedli.

Henryk Kania (w radzie miasta od 2015 r.)
- wieloletni szef rady osiedla Głuszyna, kierował nią przez cztery (!) kadencje, dopiero w ostatnich wyborach - już jako miejski radny - nie kandydował. Jako jedyny z tego grona ma legitymację partyjną - należy do SLD (no dobra, Kapustka też ma, ale zaraz straci).

Paweł Sowa (w radzie miasta od 2018 r.)
- radny osiedla Naramowice od 2015 r., jeden z założycieli i przez długi czas szef stowarzyszenia Inwestycje dla Poznania.

Już na pierwszy rzut oka widać, że to są rzeczywiście lokalni działacze z krwi i kości, a nie jacyś partyjni karierowicze traktujący samorząd wyłącznie jako trampolinę do przyszłej kariery w wielkiej polityce.

Głos społeczników spoza rady

Tak a propos rad osiedli. Z moich nieoficjalnych informacji wynikało, że jedną z przyczyn utworzenia Wspólnego Poznania była właśnie przygotowywana przez miasto reforma osiedlowych samorządów, a tak właściwie styl jej przedstawienia samym zainteresowanym.

- Tak, to też jeden z powodów - przyznaje Polcyn. I dodaje obrazowo: - Sposób podania tej potrawy nie był taki, jaki powinien być.

Teraz wróćmy do wspomnianego już głosu społeczników. Dotąd ich reprezentacja na forum rady miasta była dość symboliczna:

- w wyborach 2010 komitet My-Poznaniacy, choć dostał w skali miasta 9,7 proc. głosów, nie zdołał wprowadzić do rady miasta nikogo,

- w wyborach 2014 do rady dostał się tylko Tomasz Wierzbicki z koalicji Prawo do Miasta, choć nie można zapominać, że zastępcą prezydenta Jaśkowiaka niespodziewanie został Maciej Wudarski

- w wyborach 2018 radnymi zostali Dorota Bonk-Hammermeister i Paweł Sowa, oboje z koalicji Prawo do Miasta, ale z odejściem Wudarskiego społecznicy stracili wpływy w samym urzędzie

Tymczasem poza salą sesyjną głos różnych stowarzyszeń zyskiwał na znaczeniu. Wystarczy przypomnieć, że np. nie byłoby nowej ul. Folwarcznej, gdyby nie upór mieszkańców okolicy pod szyldem Przystanek Folwarczna.

Wiele ostatnich wycinek drzew nie zostałoby nagłośnionych - gdyby nie Koalicja ZaZieleń Poznań. Problemy z zanieczyszczonym powietrzem regularnie podnosiły Poznański Alarm Smogowy i koalicja Bye Bye Smog.

A niewykluczone, że budowa nowych dróg rowerowych nadal by szła jak krew z nosa (albo - co też możliwe - nie szłaby w ogóle przez brak pieniędzy), gdyby nie upór i presja ze strony stowarzyszenia Rowerowy Poznań.



Spójrzmy jeszcze raz na wspomniane rady osiedli. Tu mała rewolucja nastąpiła już w 2015 r. - tuż po pierwszym wyborczym zwycięstwie Jaśkowiaka.

Teraz, po paru latach, ten sam nurt zaczyna przebijać się do rady miasta. Trzeba przy tym pamiętać, że Jaśkowiak i spółka próbowali przejąć niektóre z tych postulatów, co widać choćby po niektórych wyborczych obietnicach z 2018 r.

ZOBACZ TAKŻE: Prezydent Jacek Jaśkowiak do tablicy! Tym razem z 50 obietnic odpytujemy go zdalnie i w warunkach epidemii

Jednak obietnice a faktyczne rządy to nie to samo. To nie tajemnica, że choć np. radni Prawa do Miasta w wielu sprawach głosowali dotąd tak jak Koalicja Obywatelska, to w poszczególnych sprawach mają sporo zastrzeżeń do polityki Jaśkowiaka i spółki.

Potencjalny azyl dla ruchów miejskich

Trudno wreszcie nie napomknąć o potencjalnych politycznych skutkach tej szarży.

Takich na przykład, że politycy PiS przestaną być jedyną możliwą opozycją w mieście. Zdarzy się zapewne nie raz i nie dwa, że jakieś pomysły Jaśkowiaka ramię w ramię będą z nimi torpedować radni Wspólnego Poznania.

To może chwilami przypominać sytuację z końcówki rządów prezydenta Ryszarda Grobelnego, gdy miejska opozycja miała de facto dwóch liderów: Szymona Szynkowskiego vel Sęka z 7-osobowego klubu PiS i Tomasza Lewandowskiego z 5-osobowego klubu SLD.

(patrzcie przy okazji, ile może się pozmieniać sześć lat w polityce: dziś jeden jest wiceministrem w rządzie faceta, który wtedy był prezesem prywatnego banku, drugi jest szefem mieszkaniówki w administracji Jaśkowiaka, a sam Grobelny robi za eksperta w Kołobrzegu i innych samorządach)

Z drugiej strony, nie można wykluczyć sytuacji, w której Wspólny Poznań będzie generalnie wspierać politykę Jaśkowiaka i zrobi się z niego taka mniejsza Platforma bis z czasów Grobelnego. Często zarzucano jej, że "stoi w rozkroku", niby z Grobelnym nie rządzi, a jednak popiera jego propozycje.

Czy ten sześcioosobowy klubik może z czasem urosnąć? To pytanie też nurtuje mnie od paru dni. Już sam fakt, że czmychnęli do niego radny z koalicji rządzącej miastem oraz radny z partii rządzącej całym krajem, jest dość niecodzienny.

Teraz pytanie, czy znajdą się kolejni. Sondowano oczywiście więcej osób - ale na razie na przejście do Wspólnego Poznania z większych klubów zdecydowała się tylko ta dwójka.

Musimy pamiętać, że Polcyn i tak był bezpartyjny, zaś w przypadku niemal wszystkich pozostałych radnych Koalicji Obywatelskiej taki transfer wiązałby się z rzuceniem legitymacją Platformy czy Nowoczesnej. Zatem tłumów chętnych póki co chyba nie należy się spodziewać.

To samo dotyczy zresztą PiS. Z tym że odejście Kapustki może być znakiem, że już nie wszyscy młodzi działacze w partii wierzą w długie i pomyślne rządy Zjednoczonej Prawicy, sięgające dalej niż do 2023 r.

Kto wie jednak, czy najważniejszym skutkiem powstania Wspólnego Poznania nie będzie swoista baza dla różnych ruchów miejskich, która pozwoli im wystartować w kolejnych wyborach samorządowych z większym niż dotąd przytupem.

Dotąd społecznicy mieli dylemat, czy startować spod szyldu Prawa do Miasta i innych podobnych tworów, skazując się na niemal pewną porażkę, czy dać się skaperować partiom i pod ich szyldem zwiększyć sobie szanse na wejście do rady (a potem mieć w niej nawet coś do powiedzenia).

Tę drugą drogę wybrali m.in. Przemysław Polcyn czy Andrzej Rataj, szef rady osiedla Stare Miasto, a na listach Koalicji Obywatelskiej czy PiS było przecież jeszcze więcej radnych osiedlowych i innych społeczników formalnie niezwiązanych z partiami.

Teraz Wspólny Poznań - gdyby utrzymał silną pozycję do wyborów - mógłby stać się azylem dla takich bezpartyjnych kandydatów. I dawać im realną, a nie tylko iluzoryczną, szansę na wejście do rady miasta.

Tu jednak rodzi się pytanie, na ile poznańskie ruchy miejskie są gotowe połączyć się pod jednym szyldem, bo to wbrew pozorom nie jest jednorodna grupa. Trudno obecnie wyobrazić sobie np. współpracę Pawła Sowy ze środowiskiem Anny Wachowskiej-Kucharskiej.

A mamy jeszcze grupę, którą na poprzednie wybory zebrał sympatyzujący obecnie z PiS Wojciech Bratkowski, mamy przecież wciąż rozbitków z ekipy Grobelnego, których skrzyknął wtedy Jarosław Pucek. Z nich również część to żadni rasowi partyjni politycy - tylko lokalni działacze.

Powołaniu Wspólnego Poznania towarzyszy jednocześnie pewna naiwność. Słyszymy, że "chodnik nie jest polityczny", że światopogląd trzeba odłożyć na bok, rozmawiać o konkretnych sprawach.

No jasne. Zapewne do czasu, gdy jakieś poznańskie inwestycje przez mechanizm praworządności nie dostaną dotacji unijnych, miasto znów będzie spierać się z Kościołem o nieruchomości, a na Festiwalu Malta pojawi się kolejny Rodrigo Garcia z "Golgota Picnic" czy jakiś inny Oliver Frjlić.