www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Wybory prezydenckie 2020. Gdzie znikły DWA MILIONY wyborców Lewicy i PSL? Zostali w domach albo... mają problemy z pamięcią

5 lipca 2020

Wybory prezydenckie 2020. Gdzie znikły DWA MILIONY wyborców Lewicy i PSL? Zostali w domach albo... mają problemy z pamięcią

#Wybory prezydenckie 2020  #Andrzej Duda  #Rafał Trzaskowski  #PSL  #Lewica  #wybory 2019  #wyborcy

Prezydent Andrzej Duda i Rafał Trzaskowski w sondażach idą łeb w łeb. O wynikach wyborów mogą zadecydować ułamki. Tymczasem szczegóły exit poll z I tury pokazują, że potencjalnie do zgarnięcia są setki tysięcy głosów zwolenników Lewicy i PSL, którzy nie wiadomo dlaczego zniknęli z radarów.

Został tydzień. Czyli połowa tej prezydenckiej "dogrywki" za nami. Tak a propos dogrywek...

Tak się składa, że wczoraj mieliśmy rocznicę finału Euro 2004, w którym Portugalczycy sensacyjnie przegrali z Grekami. Ta sama Grecja wcześniej w półfinale - właśnie po dogrywce - pokonała Czechów.

Napisałem "po dogrywce", ale w zasadzie należałoby stwierdzić, że po połowie dogrywki. Wszystko działo się bowiem w czasie, gdy w rozgrywkach piłkarskich była idiotyczna zasada tzw. srebrnej bramki, czyli jeśli któraś z drużyn w dogrywce prowadziła do przerwy - drugiej połowy już nie grano i mecz się kończył.



Żadna złota ani srebrna bramka nie padła na razie w pojedynku Andrzeja Dudy z Rafałem Trzaskowskim. Nie zdarzyło się nic, co rozstrzygnęłoby wybory. Kandydaci w sondażach idą łeb w łeb. Tu minimalnie górą Duda, tam minimalnie górą Trzaskowski, ale wszystko tak naprawdę w granicach błędu statystycznego.

Wszyscy emocjonujemy się przepływami wyborców. Jaka część z tych 2,7 mln ludzi, co głosowali na Szymona Hołownię, poprze teraz Trzaskowskiego? Jak podzielą się wyborcy Krzysztofa Bosaka? Ilu zostanie w domu?

ZOBACZ TAKŻE: Wybory prezydenckie 2020. Złe wieści dla prezydenta Dudy. Trzaskowski jest bliżej, niż się wydaje, jeżeli tylko nie oleją go wyborcy Hołowni [ANALIZA]

Tu jednak sondaże nie dają jednoznacznej odpowiedzi. Z prostej przyczyny. Skoro są robione na grupie 1 tys. ludzi, to w takiej grupie jest średnio zaledwie 130-140 wyborców Hołowni i niespełna 70 wyborców Bosaka. W praktyce jeszcze mniej - bo przecież nie wszyscy badani głosowali w I turze.

Trudno tu mówić o reprezentatywności. Jeszcze trudniej wysnuwać na podstawie tak małych grup jakieś jednoznacznie wnioski. Zresztą widać to po tych sondażach, w których jest potworny rozstrzał, np.:

- z jednych wynika, że więcej wyborców Bosaka zagłosuje na Trzaskowskiego niż na Dudę, a inne pokazują, że nawet 67 proc. wyborców Bosaka jest za Dudą

- zdarzył się nawet taki "kwiatek" w sondażu IBRiS dla Onetu, że ponoć na Dudę chce zagłosować aż 25 proc. wyborców Roberta Biedronia, co już w ogóle wydaje się niemożliwe

Dlatego - wybaczcie - tym razem nie będę się bawił w analizę ostatnich sondaży. Zresztą już i tak sporo o nich powiedziano.

Zamiast tego wziąłem pod lupę sondaż exit poll przeprowadzany przez IPSOS w dniu wyborów. To ten, którego wyniki zaraz po godz. 21 podały TVP, TVN i Polsat. Jak się potem okazało - trochę niedoszacowany był wynik Andrzeja Dudy. Poza tym wszystko generalnie się potwierdziło.

Jego wielką zaletą - w przeciwieństwie do ww. zwykłych sondaży - jest ogromna liczba badanych osób. Ankieterzy IPSOS przepytali w zeszłą niedzielę w sumie 50 tys. ludzi.

Jak zwykle w takim sondażu padło nie tylko pytanie "na kogo pan(i) zagłosował(a)?", ale również dalsze pytania o wiek, wykształcenie itp. Dzięki temu mamy później różne ciekawostki. Wiemy np., że Dudę bardziej popiera grupa 50+, że wymiata na wsi i w małych miasteczkach itd.

Ja jednak zajrzałem do zakładki "Sejm 2019". Z reguły mało kto przygląda się jej szczegółowo, bo to z pozoru takie "oczywiste oczywistości", typu że na Dudę głosowali głównie wyborcy PiS, a na Rafała Trzaskowskiego - wyborcy Koalicji Obywatelskiej.

Tymczasem uwierzcie - można tam znaleźć naprawdę ciekawe rzeczy. I wysnuć jeszcze ciekawsze wnioski. Także w kontekście II tury wyborów.

Można bowiem np. sprawdzić, kto komu już w I turze podebrał głosy, a kto miał bardziej lojalnych wyborców i tych głosów podebrać sobie nie dał. Można też - co ważne - pośrednio domyślić się, jacy wyborcy głosujący w wyborach parlamentarnych tym razem zostali w domu.

METODOLOGIA: Wyniki I tury wyborów - już nie sondażowe, tylko te oficjalne podane przez Państwową Komisję Wyborczą - zgodnie z deklaracjami podawanymi w exit poll przeliczyłem na liczbę wyborców poszczególnych ugrupowań z 2019 r., którzy zagłosowali teraz na poszczególnych kandydatów na prezydenta.

(Pominąłem głosy kandydatów, którzy zajęli miejsca 7-11, gdyż poparcie dla nich było tak śladowe, że nie wpłynęłoby to znacząco na wnioski z analizy. Poza tym przy tak małej liczbie głosów byłby dużo większy margines błędu wyborców tych kandydatów w sondażu exit poll)

Później dodatkowo zsumowałem wyborców, którzy w exit poll zadeklarowali, że w wyborach 2019 oddali głos - kolejno - na PiS, KO, SLD, PSL, Konfederację, a także tych, którzy twierdzą, że oddali głos na "inne ugrupowania", tych, którzy nie pamiętają jak głosowali, i wreszcie tych, którzy wtedy nie głosowali.

Na sam koniec porównałem zsumowaną liczbę zwolenników danego ugrupowania, którzy wzięli udział w niedzielnych wyborach, z rzeczywistą liczbą głosów oddanych na to ugrupowanie w wyborach 2019.




(Dane w tys. wyborców; pole NG oznacza tych, którzy nie głosowali w wyborach 2019)

Czyli po przeliczeniu wychodzi, że z blisko 8,5 mln wyborców Dudy jesienią niecałe 7,7 mln głosowało na PiS, 42 tys. na KO (!), 60 tys. na Lewicę, 84 tys. na PSL, 42 tys. na Konfederację, a 230 tys. nie głosowało w ogóle.

W przypadku 5,9 mln wyborców Trzaskowskiego: 4,2 mln to jesienni wyborcy KO, 130 tys. głosowało na PiS (!), 444 tys. na Lewicę, 136 tys. na PSL, 106 tys. na Konfederację, a 361 tys. w jesiennych wyborach nie głosowało. I tak dalej.

Po przeliczeniu tak deklaracji w exit poll od wyborców tych sześciu kandydatów i zsumowaniu ich wychodziłoby, że 28 czerwca głosować poszło 8,3 mln jesiennych wyborców PiS, 5,2 mln wyborców KO, 937 tys. wyborców Lewicy, 654 tys. wyborców PSL, ponad 1 mln wyborców Konfederacji.

A teraz porównajmy to z rzeczywistymi wynikami wyborów do Sejmu z jesieni zeszłego roku. Surprise!



Co się rzuca w oczy? Jeśli wierzyć deklaracjom z sondażu exit poll - to liczba ludzi deklarujących głosy na PiS oraz na Koalicję Obywatelską w miarę pokrywa się z rzeczywistymi wynikami. Jest nawet trochę wyższa - może to być chęć identyfikacji z dwoma najsilniejszymi obozami.

Z grubsza zgadza się też jesienny wynik Konfederacji. Potężna rozbieżność pojawia się za to w przypadku dwóch pozostałych ugrupowań, które weszły do Sejmu, czyli PSL i Lewicy (formalnie: SLD). Zobaczmy:

Jesienią 2019 r. na SLD i na PSL w wyborach parlamentarnych zagłosowało 2,3 mln + 1,6 mln wyborców, czyli w sumie 3,9 mln ludzi.

Tymczasem 28 czerwca, w sondażu exit poll, głos na SLD i na PSL w tych samych jesiennych wyborach parlamentarnych deklaruje - po przeliczeniu - już tylko 937 tys. + 654 tys. wyborców, czyli w sumie 1,6 mln ludzi.

Gdzie, do choinki, podziała się reszta - 2,3 mln - głosujących w październiku na Lewicę i na ludowców???

Jasne, wytłumaczeń tej niecodziennej sytuacji może być kilka, jednak żadne nie wydaje mi się w 100 proc. przekonujące:

1. Może być oczywiście tak, że część tych wyborców - która teraz zagłosowała na Dudę lub na Trzaskowskiego - nie chciała się przyznać, że jesienią poparła kogoś innego, więc skłamali, że wtedy też głosowali na PiS lub Koalicję.

Wyjaśniałoby to nadwyżkę deklarujących głos na obie największe partie. Jednak te nadwyżki to w sumie tylko ok. 450 tys. głosów.

2. Może być teoretycznie również tak, że duża część wyborców PSL i Lewicy po prostu zapomniała, na kogo głosowała w jesiennych wyborach. I zaznaczyli odpowiedź "nie pamiętam".

Ta grupa była całkiem spora. Z wyliczeń z exit poll - tych akurat nie ma na zdjęciu - wynika, że taką niepamięcią zasłania się w sumie ok. 1,5 mln wyborców.

Tyle że gdyby uznać, że to niemal wyłącznie wyborcy SLD i PSL (czyli dwóch wcale nie najpopularniejszych partii), to wychodziłoby, że na tle wyborców innych ugrupowań wyróżniają się niesłychanie słabą pamięcią...

3. Jest jeszcze grupa ponad 500 tys. osób, które odpowiedziały, że głosowały na "inne partie i ugrupowania". To o tyle ciekawe, że tych głosów na pozostałe listy w rzeczywistości było o wiele mniej - ok. 200 tys.

To może być pewne wyjaśnienie, zwłaszcza gdy wziąć pod uwagę, że ugrupowania startujące pod szyldami SLD i PSL tak naprawdę były całkiem szerokimi koalicjami.

Ktoś mógł zapamiętać, że głosował na kandydata związanego z Wiosną, więc teraz zaznaczył "inne partie i ugrupowania" - a nie SLD. Ktoś mógł głosować na kogoś od Kukiza. I teraz nie pamięta, że to była przecież lista PSL. Jednak nawet jeśli - to w dalszym ciągu tylko pół miliona głosów.

Dlatego moim zdaniem całkiem prawdopodobny jest jeszcze jeden powód, który wydaje się szalenie istotny, jeśli pomyślimy o tym w kontekście II tury i niezwykle zaciętego pojedynku:

4. Wygląda na to, że jest całkiem spora grupa wyborców Lewicy i ludowców, którzy z jakiegoś powodu 28 czerwca po prostu zostali w domu. A skoro głosowali w wyborach parlamentarnych - to nie olewają wyborów z zasady i ich głosy potencjalnie są do pozyskania w II turze.

Jak duża to grupa? Trudno powiedzieć. Może tylko 100-200 tys., a może 500 tys. czy nawet 1 mln.

Dlaczego nie poszli zagłosować w I turze? Oczywiście przez dziewięć miesięcy mogli zmienić podejście, stwierdzić, że jednak nie warto chodzić na wybory. Ale chyba bardziej prawdopodobne, że nie zaakceptowali kandydatów, wystawionych przez swoje ulubione ugrupowanie.

Zapewne dotyczy to szczególnie Roberta Biedronia. Wiadomo, że przed połączeniem sił na wybory 2019 trzy lewicowe odłamy - SLD, Wiosna i Partia Razem przemianowana chwilę wcześniej na Lewicę Razem - nie bardzo się kochały.

Jeżeli nawet wyborcy każdej z tych trzech partii byli w stanie to jakoś przełknąć jesienią, gdy głosowali na całą koalicję, to już głosowanie w wyborach prezydenckich na człowieka nie z nich bajki mogło ich przerosnąć.



Zwłaszcza gdy dodamy małą wiarygodność Biedronia po dość żenującej historii z jego mandatem europosła. Poza tym np. część wyborców "starego" SLD, jakkolwiek dziwnie to zabrzmi, mogła mieć z kandydatem gejem problem natury obyczajowej, gdyż to jednak wyborcy starsi i akurat pod tym względem często konserwatywni.

A co z kandydatem PSL? Przecież Władysław Kosiniak-Kamysz to lider partii. Tak, ale pamiętajmy, że jesienią ludowcy - poważnie ranni po eurowyborach i utracie wielu wyborców na wsi - musieli ratować się dość egzotycznym sojuszem z Kukiz'15.

Zapewne przechwycili w ten sposób kilkaset tysięcy głosów ludzi, którzy byli gotowi poprzeć ten dziwny twór pod nazwą Koalicja Polska w wyborach parlamentarnych, jednak już Kosiniaka niekoniecznie widzieliby w roli prezydenta.

Mamy więc potencjalnie jakieś kilkaset tysięcy "kapryśnych" wyborców lewicy oraz ludowców. I teraz pytanie, czy choć część z nich Duda z Trzaskowskim przekonają do wyjścia z domu 12 lipca, biorąc pod uwagę, że ci sami wyborcy 28 czerwca postanowili olać kandydatów ugrupowań, które poparli jeszcze w jesiennych wyborach?

ZOBACZ TAKŻE: Wybory 2019. Kaczyński wygrywa, ale nie triumfuje, Poznań bez "efektu Emilewicz", czyli 60 wniosków po wyborach

Z jednej strony setki tysięcy ludzi, którzy głosowali na Lewicę, a teraz gdzieś przepadli, to potencjalny cenny łup dla Trzaskowskiego. Z drugiej - jeśli sprawdziłaby się teoria o kukizowcach - pamiętajmy, że w wyborach 2015 gros tych antysystemowców poparło Dudę.

Z przeprowadzonej analizy wyłania się jeszcze kilka innych interesujących, choć już bardziej ciekawostkowych wniosków:

1. Już sondaż exit poll potwierdził to, co jest największym problemem Dudy przed II turą, czyli małe możliwości przechwycenia innych wyborców. Z blisko 8,5 mln jego wyborców z I tury aż 91 proc. to głosujący jesienią na PiS.

Dla porównania - z 5,9 mln wyborców Trzaskowskiego tylko 71 proc. głosowało jesienią na Koalicję Obywatelską. Czyli już w I turze niemal co trzeci wyborca Trzaskowskiego to sympatyk innej partii.

2. Z deklaracji podanych w exit poll wynikałoby również, że na Dudę zagłosowało zaledwie 42 tys. sympatyków Koalicji Obywatelskiej, a na Trzaskowskiego - 130 tys. sympatyków PiS. To z pozoru wręcz nie do wiary - ale minimalne przepływy wyborców na tej linii jednak też następują.

To pewnie nie będzie miało wielkiego znaczenia. Jednak to też dobry prognostyk dla opozycji - wskazywałby, że jeśli jeden drugiemu jest w stanie odbić choćby grupkę wyborców przed II turą, to bardziej Trzaskowski Dudzie niż na odwrót.

3. Także Trzaskowski przyciągnął w I turze więcej wyborców, którzy w wyborach 2019 nie głosowali. To 361 tys. wyborców - czyli niedużo mniej niż istny wymiatacz w tej kwestii Szymon Hołownia (u niego to było 412 tys.). W przypadku Dudy takich wyborców było tylko 230 tys.

To o tyle ciekawe, że teraz padają pytania o tych, którzy nie głosowali w I turze, a deklarują chęć głosowania w II turze. Z sondaży wynikałoby, że większość z nich chce dla odmiany poprzeć Dudę. Pytanie, czy faktycznie poprą, czy skończy się tylko na deklaracjach i zostaną w domu.

4. Wychodzi na to, że Hołownia podebrał wyborców nie tylko Koalicji Obywatelskiej, ale też po trochu wszystkim innym partiom. Jeśli więc faktycznie - jak wskazują teraz sondaże - ponad 80 proc. sympatyków Hołowni poprze w II turze Trzaskowskiego, będzie to niemały sukces perswazji kandydata KO.

5. Poza wyborcami własnej partii i wspomnianymi "nowymi", którzy jesienią nie głosowali, Trzaskowski w I turze najwięcej zwolenników podebrał Lewicy.

- Wessał go jak odkurzacz - skwitował w rozmowie z "Wyborczą" jeden z polityków PiS. Jednak to w dalszym ciągu tylko ok. 440 tys. z - przypomnijmy - aż 2,3 mln głosujących jesienią na Lewicę. Pole manewru Trzaskowski ma tu nadal ogromne.

6. Jeśli ktoś wątpił, czy jacyś zwolennicy Konfederacji mogliby w II turze poprzeć Trzaskowskiego, to exit poll pokazał, że to jak najbardziej możliwe. Już w I turze - czyli mając jeszcze do wyboru Bosaka! - na Trzaskowskiego zagłosowało ok. 100 tys. wyborców Konfederacji z jesieni.

Dla porównania - na Dudę tylko ok. 40 tys. Oczywiście proporcje w II turze wśród tych, którzy 28 czerwca jednak poparli Bosaka, mogą być zupełnie inne. To pokazuje tylko, że głosy sympatyków Konfederacji na Trzaskowskiego to nie jest żadne science fiction.

7. Już zupełnie niszową ciekawostką, zapewne do rozgryzienia dla politologów i innych koneserów, jest fakt, że - jeśli wierzyć deklaracjom z exit poll - jakieś 30 tys. jesiennych wyborców Lewicy teraz zagłosowało na Bosaka, a ok. 20 tys. wyborców Konfederacji - na Biedronia. xD

Przypomnę na koniec, że te wszystkie dywagacje i wnioski opierają się na założeniu, że w exit poll ludzie jako tako mówili prawdę. I że nie kłamali na temat swoich poprzednich głosowań (a jeśli już - to nie na masową skalę...).

Musimy jednak również pamiętać, że mamy finisz najbardziej zaciętej od wielu lat kampanii wyborczej, gdzie każde 100 tys. czy nawet 50 tys. głosów może być naprawdę na wagę złota.