www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Wybory prezydenckie 2020. Ależ się zrobił prawny bajzel! Szef PKW i eksperci w Senacie zmasakrowali ustawę PiS

29 kwietnia 2020

Wybory prezydenckie 2020. Ależ się zrobił prawny bajzel! Szef PKW i eksperci w Senacie zmasakrowali ustawę PiS

#Wybory prezydenckie 2020  #Senat  #Państwowa Komisja Wyborcza  #OBWE  #Poczta Polska

Takiej pojechanki, jak po projekcie głosowania korespondencyjnego w Senacie, jeszcze nigdy nie widziałem. Szef PKW mówi o nie w pełni wolnych wyborach. Liczenie głosów może potrwać wiele dni. To wszystko po prostu musi się prędzej czy później sypnąć.

Zacznijmy od tego, że sytuacja jest - delikatnie mówiąc - niecodzienna, bo oto niespełna dwa tygodnie przed wyborami prezydenckimi:

- ...nie wiemy, czy wybory w ogóle się odbędą (!), jeśli tak to kiedy (!!) i w jakiej formie (!!!)

- ...nie wiemy też na dobrą sprawę, kto będzie mógł zagłosować, bo np. udział Polaków z zagranicy pozostaje wielką niewiadomą

- za to wiemy doskonale, że jeśli te wybory mimo wszystko się odbędą, to będzie 20504972453798389 powodów, które ułatwią podważanie i zaskarżenie ich wyniku

No dobra - to była wersja light. To teraz czas na wersję hard:

Szef Państwowej Komisji Wyborczej stwierdza, że te wybory nie będą w pełni wolne. Analiza OBWE mówi o niezgodności ze standardami demokratycznych wyborów. Prezydent Poznania otwarcie zapowiada, że jeśli te wybory jednak się odbędą, to nie uzna ich wyniku.

Eksperci zmasakrowali projekt

W tym tygodniu ustawę o "szczególnych zasadach przeprowadzania wyborów powszechnych na Prezydenta RP zarządzonych w 2020 r.", czyli przygotowaną w pośpiechu ustawę o głosowaniu korespondencyjnym dla wszystkich, wziął na warsztat Senat. Będący - tak dla przypomnienia - w rękach opozycji.



Jednak, co istotne, na razie swoje opinie o zaproponowanych przez rząd i przegłosowanych przez Sejm przepisach zaprezentowali nie politycy opozycji, tylko przede wszystkim zaproszeni do Senatu eksperci.

To właśnie ci eksperci totalnie zmasakrowali projekt ustawy. Tak - zmasakrowali. To znaczy oni go nie tyle na dzień dobry zjedli, co pogryźli, przeżuli, popili, przeżuli drugi raz, i wreszcie wypluli, krzywiąc się z niesmakiem.

Zrobili z tej ustawy taką miazgę, że nawet twórcy serii filmów "Piła" na jej widok poczuliby mdłości i zaczęli mało dyskretnie wypytywać, którędy do toalety.

Jeszcze nigdy czegoś takiego nie widziałem. Nie tylko w Senacie, ale również w Sejmie ani w poznańskiej radzie miasta (gdzie - jak może kojarzycie - dawniej przesiadywałem na sesjach od rana do wieczora).

To wszystko oczywiście - jak na Senat przystało - było ubrane w pewną warstwę kurtuazji. Tym bardziej szokujące było, że zarówno marszałek Tomasz Grodzki, jak i sami eksperci chwilami mimo wszystko nie mogli powstrzymać się od szydery.

Jak się jednak temu dziwić, skoro wychodziło na jaw najróżniejsze absurdy, łapcie garść cytatów.

Sędzia Wojciech Hermeliński, były szef PKW:

Procedura, jaką zastosował Sejm, nie tylko łamała konstytucję (...). Nie można mieć zaufania do prawa, które jest w taki sposób stanowione.

Takie, przepraszam, od Sasa do Lasa tworzenie prawa, czyli raz się daje prawo [do głosowania korespondencyjnego] w całości, potem się zabiera, potem się trochę rozszerza, a potem się znowu zabiera, zawiesza... To nie jest prawidłowe stosowanie prawa.

Mój zarzut dotyczy naruszenia konstytucji, zasad prawidłowej legislacji, nie muszę też przypominać państwu, że w Sejmie głosowanie odbyło się z naruszeniem regulaminu Sejmu. (...) Chodzi o postępowanie z kodeksami. Sejm nie odczekał 14 dni. Nawet kilku godzin nie odczekał.

Dokonuje się zmian w trakcie trwającej już procedury wyborczej. Nie szanuje się orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego, które mówi, że nie można dokonywać zmian istotnych - a to przecież są istotne zmiany - w kodeksie wyborczym później niż sześć miesięcy przed wyborami.


Prof. Robert Flisiak, szef Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych:

Nie można wykluczyć ryzyka, że wśród tych osób [w komisji wyborczej] będzie osoba, która może być źródłem zakażenia.

Dr Paweł Litwiński, specjalista ochrony danych osobowych, Instytut Łazarskiego:

Czyje dane osobowe pierwsze - ten lepszy (...). Tak naprawdę jeżeli pojawiają się dwa oświadczenia z tymi samymi danymi osobowymi, powoduje to, że głos jest nieważny. To jest moim zdaniem fundamentalny problem.

Jeżeli ja oddałem głos, to ta informacja powinna się znaleźć w odpowiednich dokumentach i nie może być tak, że ten głos tylko dlatego będzie głosem nieważnym, że np. padłem ofiarą kradzieży tożsamości. Te sytuacje zdarzają się coraz częściej.

Druga fundamentalna wątpliwość, jaką pozwolę sobie sformułować, to kwestia (...) procesu doręczania pakietów wyborczych. Ja nigdzie w tych dokumentach nie widzę refleksji na temat tego, jakie ryzyko jest związane np. z tą formą dystrybucji pakietów wyborczych.

A już w kategoriach humorystycznych, jak mówimy o zabezpieczaniu danych osobowych, można ocenić prośbę Poczty Polskiej, żeby udostępnić im dane osobowe ze spisu wyborców niezabezpieczone hasłem i przesłane w pojedynczym pliku ZIP na adres poczty elektronicznej.


Zresztą wiele z tych absurdów było oczywistych już na pierwszy rzut oka po przeczytaniu projektu ustawy. Mogłem się tylko gorzko uśmiechnąć, gdy specjaliści podnosili np. problem z długotrwałą weryfikacją i liczeniem głosów, zwracałem na to uwagę już trzy tygodnie temu.

ZOBACZ TAKŻE: Wybory prezydenckie 2020. Gdzie są luki w głosowaniu korespondencyjnym? Analizujemy ustawę punkt po punkcie

Już jednak pal licho absurdy samej ustawy. Jest jeszcze gorsza rzecz. Przygotowywane last minute i w wielkim pośpiechu zmiany w przepisach wyborczych - czy ktoś jeszcze dziś pamięta, że nie powinno się ich zmieniać na pół roku przed wyborami? - spowodowały potworny prawny bałagan.

Chaos wokół wyborów

Jak się bowiem dobrze przyjrzeć, to dziś zamiast jednej mamy aż cztery różne ustawy określające sposób przeprowadzenia wyborów prezydenckich:

- nowa ustawa o "szczególnych zasadach przeprowadzania wyborów powszechnych na Prezydenta RP zarządzonych w 2020 r." - zakładająca głosowanie korespondencyjne - przyjęta już przez Sejm, ale jeszcze nie przez Senat i niepodpisana przez prezydenta, zapewne wejdzie w życie dopiero w pierwszych dniach maja - JESZCZE NIE OBOWIĄZUJE

- w związku z tym cały czas obowiązuje dotychczasowy kodeks wyborczy, który zakłada, że wybory odbędą się w zwykły sposób i teoretycznie narzuca przygotowania do tradycyjnego głosowania przy urnach w lokalach wyborczych - CAŁY CZAS OBOWIĄZUJE

- rządzący część przepisów o głosowaniu korespondencyjnym dorzucili jednak już wcześniej do ustawy o "szczególnych instrumentach wsparcia w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2", czyli tzw. tarczy antykryzysowej 2.0, które to przepisy - JUŻ OBOWIĄZUJĄ

- jakby tego było mało, są jeszcze przepisy, które początkowo miały umożliwić głosowanie korespondencyjne jedynie wyborcom 60+ lub przebywającym w kwarantannie - słynna nocna wrzutka PiS do ustawy o tzw. tarczy antykryzysowej 1.0 - TEŻ OBOWIĄZUJĄ (ale częściowo - w większości uchyliła je ww. tarcza 2.0)

Czyli w dużym skrócie... Dziś obowiązuje zwykły kodeks wyborczy, a więc wszyscy powinni szykować tradycyjne głosowanie w lokalach, tyle że część tych przepisów została już uchylona albo zmieniona, niektóre nawet dwukrotnie. Za to za chwilę i tak wszystko mogą wywrócić do góry nogami przepisy o głosowaniu pocztą.

No MASAKRA! Już nie tylko dziennikarzom, ale nawet prawnikom coraz trudniej połapać się w tym bajzlu różnych przepisów i ogarnąć, które przepisy cały czas obowiązują, które już nie obowiązują, a które jeszcze nie obowiązują, ale zaraz zaczną (a inne - przestaną).



Znamienne, że poznański poseł PiS Bartłomiej Wróblewski odmówił nam wczoraj komentarza w sprawie samorządowców i ich odmowy wydania spisu wyborców (o tym szerzej za chwilę...), bo - jak sam przyznał - musiałby się najpierw wczytać w zmieniane ostatnio raz za razem przepisy.

Przykładów różnych "kwiatków", jakie wynikają z tego kompletnego chaosu i bałaganu, mamy w ostatnich dniach całe mnóstwo:

Drukowanie kart wyborczych

Wicepremier Jacek Sasin przyznał podczas wywiadu w TVN24, że trwa już wydruk kart wyborczych, i że zajmuje się tym Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych.

Tyle że nie wiadomo na jakiej podstawie. Zgodnie z kodeksem wyborczym karty do głosowania przygotowuje (określa wzór) i drukuje Państwowa Komisja Wyborcza, tyle że ustawa o tarczy jej tę kompetencję odebrała, ale... bez wskazania, kto ma się tym zająć w zamian.

Dopiero ustawa o szczególnych zasadach wyborów - ta która jeszcze nie obowiązuje! - pozwoli Sasinowi określić wzór kart wyborczych (to jednak, żeby było zabawniej, już wcześniej zdążyła zrobić PKW) i zlecić ich druk.

Poczta Polska prosi o spis wyborców

Zaraz potem wybuchła już prawdziwa awantura z udziałem samorządów. Przyszedł do nich bowiem mail (początkowo anonimowy) z Poczty Polskiej, która poprosiła o udostępnienie spisów wyborców, zapewne po to, by przygotować wysyłkę pakietów wyborczych.

Wielu samorządowców zawyło z oburzenia. Czy słusznie? Tu mamy wręcz modelowy przykład owego prawnego bajzlu, jaki zapanował, bo przepisy o przekazaniu poczcie spisu wyborców zostały rozparcelowane po różnych ustawach:

- mówi o tym wprost art. 15 ustawy o szczególnych zasadach wyborów, tyle że ten przepis jeszcze nie obowiązuje, więc na dziś nie może być podstawą prawną

- dlatego Poczta Polska powołała się na art. 99. ustawy o tarczy antykryzysowej, który również taki nakaz wprowadza, ale tylko "jeśli dane te są potrzebne do realizacji zadań związanych z organizacją wyborów Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej"

- tymczasem, jak zwracają uwagę prawnicy, Poczta Polska na razie nie może wykonywać żadnych zadań związanych z wyborami, bo jeszcze nie ma głosowania korespondencyjnego - wprowadzi je dopiero ustawa o szczególnych zasadach wyborów

- poczta teoretycznie mogłaby jeszcze podnosić, że jednak musi coś robić przy wyborach, organizując głosowanie korespondencyjne na starych zasadach, tyle że... nie może, bo politycy PiS w ustawie o tarczy antykryzysowej w ogóle chwilowo wykreślili możliwość takiego głosowania!

- mało tego, ustawa o szczególnych zasadach wyborów mówi wprost, że samorządowcy powinny przekazać spis wyborców dopiero w dniu wejścia w życie tej ustawy, a więc nie powinni tego robić wcześniej...



Można się więc spodziewać, że część samorządowców przekaże spis wyborców dopiero kilka dni przed wyborami, gdy już tak naprawdę w najlepsze powinno trwać rozsyłanie pakietów. Możliwe, że niektórzy zbuntują się i nie przekażą go w ogóle.

Co poczta zrobi z tym fantem? Nie wiadomo. Na razie wiemy tylko, że Poczta Polska dostała dane z rejestru PESEL z Ministerstwa Cyfryzacji, ale to nie to samo co spis wyborców. Mogą się tam różnić np. adresy.

Teoretycznie głosowanie po staremu

Jeszcze bardziej kuriozalne jest to, że zgodnie ze zwykłym kodeksem wyborczym - który cały czas obowiązuje! - powinny teraz trwać przygotowania do tradycyjnych wyborów z głosowaniem w lokalach wyborczych.

Tyle teoria. Tymczasem w praktyce nie udało się nawet skompletować tzw. obwodowych komisji wyborczych, które takiego głosowania w lokalach powinny pilnować i potem liczyć głosy. Np. w Poznaniu zgłosiło się niespełna 1 tys. osób - potrzeba ich minimum 1,3 tys.

Oczywiście to niby burza w szklance wody, jeśli rządzący na początku maja przeforsują głosowanie korespondencyjne, ale... co jeśli jednak z jakiegoś powodu nie przeforsują? Teoretycznie powinniśmy mieć wówczas zwykłe głosowanie w lokalach. Ciekawe co na to minister Łukasz Szumowski.

Wielka niewiadoma zagranicą

Mieszkający za granicą Polacy KOMPLETNIE nie wiedzą, jak to będzie, i czy w ogóle będą mogli zagłosować.

Z ustawy o szczególnych zasadach wyborów wynikałoby, że najpóźniej dwa tygodnie przed wyborami - czyli do 26 kwietnia - powinni byli zgłosić się do konsulatu, że chcą głosować korespondencyjnie.

Tylko jak mieli się zgłosić, jeśli formalnie mogliby to zrobić dopiero na podstawie przepisów właśnie tej ustawy, która zapewne wejdzie w życie... kilka dni przed wyborami. No klasyczny paragraf 22.

Ministerstwo spraw zagranicznych apelowało więc, żeby zgłaszać się do konsulatów już wcześniej:



Jednak na razie samo ministerstwo też musi działać na podstawie zwykłego kodeksu wyborczego. To dlatego m.in. pro forma wyznaczono obwody głosowania w różnych miastach za granicą, mimo że w obecnej sytuacji jest wręcz niemożliwe, by mogło w nich dojść do zwykłego głosowania.

Pakiet za podpis

Najnowszym absurdem jest sprawa, o której doniosła "Wyborcza", że 30 mln pakietów musi zostać doręczonych "do rąk własnych" i do tego z "pokwitowaniem odbioru". Rządzący zapomnieli bowiem wyłączyć mówiący o tym przepis - art. 53e kodeksu wyborczego.

Tylko... Czy art. 53e faktycznie wciąż obowiązuje? Zdaje się, że tak, bo nigdzie nie usunięto go wprost. Jednak z kolei art. 102. ustawy o tarczy antykryzysowej mówi o tym, że w wyborach prezydenckich 2020 nie stosuje się przepisów kodeksu wyborczego m.in. "w zakresie głosowania korespondencyjnego, o którym mowa w art. 53a", a do tego głosowania odnosi się też art. 53e.

To już zagadka dla prawnika. Z wypowiedzi m.in. prof. Ewy Łętowskiej można wywnioskować, że przepis o doręczeniu pakietu "do rąk własnych" i o "pokwitowaniu odbioru" jednak cały czas działa, co czyni go kolejnym mocnym pretekstem do późniejszego podważania wyników wyborów.

Jeśli pięć osób mówi ci, że jesteś pijany...

To wszystko zaczyna przypominać całą serię "ustaw naprawczych" w słynnym sporze wokół Trybunału Konstytucyjnego.

Może pamiętacie? Politycy PiS próbowali za wszelką cenę uniemożliwić TK ocenę ich działań wobec samego trybunału. Produkowali więc seryjnie tzw. ustawy naprawcze, które w rzeczywistości nie miały niczego naprawiać, tylko sparaliżować prace TK.

Kiedy TK zabierał się do oceny którejś z tych "ustaw naprawczych" - parlament natychmiast wypuszczał kolejną. Taką, która miała zablokować ocenę tej poprzedniej, więc zwykle oczywiście bez vacatio legis. I tak w kółko.

Zrobił się z tego koniec końców taki galimatias, że już chyba tylko Ewa Siedlecka z "Polityki" potrafiłaby odtworzyć, jak po kolei zmieniały się przepisy o Trybunale Konstytucyjnym i jego pracach.

Dziś znów politycy PiS zrobili prawny bałagan nie w jakimś szczytnym celu, tylko dla doraźnej potrzeby, tym razem dla przeprowadzenia wyborów prezydenckich - w których chwilowo największe szanse ma Andrzej Duda - za wszelką cenę i bez względu na okoliczności.

Te przykłady pokazują coś jeszcze - coś bardzo istotnego. To jest być może w pigułce źródło wszystkich polskich sporów, słynnych podziałów na Polskę A i Polskę B, na PO i PiS, Tuska i Kaczyńskiego.

No zwróćcie uwagę. Za każdym razem, gdy zdawało się, że coś jest ewidentnie wbrew przepisom, politycy i sympatycy partii Kaczyńskiego wyciągali różnych ekspertów, którzy przekonywali, że wcale nie, że są "różne interpretacje", bla bla bla.

Teraz mogą ewentualnie wysyłać wszelkie takie spory do wspomnianego Trybunału Konstytucyjnego. Ten, jak się ostatnio okazało, może nawet podważać uchwały Sądu Najwyższego (który zresztą też zaraz może się znaleźć w jakimś sensie pod wpływem PiS).

Żarty na bok - bo robi się naprawdę nieciekawie. Część wyborców otwarcie zapowiada bojkot wyborów i, jak można przewidywać, nie uzna ich wyniku. Prokurator, która chciała zbadać, czy przeprowadzenie wyborów nie zagraża zdrowiu i życiu ludzi, ma ukręcone śledztwo i jeszcze w bonusie postępowanie dyscyplinarne. Świat - nie tylko OBWE - patrzy.

Jeśli jedna osoba mówi ci, że jesteś pijany, możesz to olać i bawić się dalej. Jeśli to samo mówi ci druga - można się lekko zaniepokoić. Jeśli to, że jesteś pijany, widzi już trzech, pięciu, dziesięciu ludzi - to lepiej przestań się kłócić i idź spać.

Nawet gdyby ci się wydawało, że przecież ani razu nie brałeś kieliszka do rąk, a wybory pocztowe - przygotowane last minute - są w pełni tajne, równe i powszechne, więc wszyscy kandydaci mimo zamrożonej kampanii mają równe szanse.