www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Nie żyje Krystyna Łybacka. Poznań żegna byłą minister, posłankę, damę nie tylko poznańskiej polityki

21 kwietnia 2020

Nie żyje Krystyna Łybacka. Poznań żegna byłą minister, posłankę, damę nie tylko poznańskiej polityki

#Poznań  #Krystyna Łybacka  #SLD  #Leszek Miller  #minister edukacji  #posłanka  #europosłanka

To jedna z najważniejszych postaci poznańskiej polityki ostatnich lat. Jej rekordowy 23-letni staż w Sejmie przerwał dopiero... sukces w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Wcześniej jako jedna z nielicznych z Poznania zapracowała na ważną posadę w rządzie.

To bardzo przykra wiadomość. Naprawdę nie zdarza się na co dzień w lokalnej polityce, by odchodziła postać tak dużego - oczywiście z poznańskiego punktu widzenia - kalibru. Raz na kilka, kilkanaście lat. Poprzednio Maciej Frankiewicz. Teraz właśnie Krystyna Łybacka.

Dlatego pomyślałem, że tak po ludzku wypada to odnotować również na Poznań Spoza Kamery, ostatni raz napisać o Łybackiej parę słów.

Znamienne, że praktycznie wszyscy wspominają ją dzisiaj niezwykle serdecznie i z dużym szacunkiem, i to chyba nie dlatego, że "tak wypada", tylko faktycznie dała się tak zapamiętać.

Prezydent Andrzej Duda, choć z Łybacką z pewnością różnił się w wielu poglądach, pisze dziś o "wielkiej i niezwykle eleganckiej Damie". Podobnie Robert Biedroń - który w Sejmie trafił na samą końcówkę poselskiej kariery Krystyny Łybackiej i reprezentowali konkurencyjne ugrupowania.

Faktycznie było w niej coś z elegancji, dystynkcji, kultury częściej spotykanych na salonach, a coraz rzadziej już spotykanych w wielkiej polityce.

Także Tomasz Lewandowski, były lider poznańskiej lewicy i "wychowanek" Łybackiej, na wieść o jej śmierci zamieścił długie wspomnienie, w którym nazwał ją "politykiem przez wielkie P". Mimo że w przeszłości - w 2007 r. - mocno między nimi zazgrzytało. Dziś nie ma to już znaczenia.

Dziennikarze przypominają różne anegdoty. Radek Nawrot z Gazety Wyborczej odkopał sytuację z grudnia 2000 r., gdy Łybacka pomagała ratować podupadającego Lecha Poznań. Bartłomiej Pomianowski z TVP Poznań wspomina, jak po wywiadzie, w którym ją dość ostro przepytał, zadzwoniła... z podziękowaniami za rozmowę.

Ja tylu ciekawostek związanych z Krystyną Łybacką raczej nie mam. Kiedy była u szczytu kariery politycznej - jako minister edukacji w latach 2001-2004 w rządzie Leszka Millera...

...byłem akurat kilkunastoletnim dzieciakiem, który zamiast "Rzeczpospolitej" czy "Wyborczej" regularnie czytał co najwyżej tygodnik "Piłka Nożna", a dużo bardziej niż dalsze losy wstrząsanego różnymi aferami rządu SLD-UP-PSL interesowało mnie, co wydarzy się w kolejnej części "Harry'ego Pottera".

Jako dziennikarz zetknąłem się z Łybacką dopiero w grudniu 2009 r. Moja ówczesna szefowa w "Wyborczej" poprosiła, żebym napisał tekst o sylwestrze, o tym jak spędzają go znani poznaniacy i tacy mniej znani - spotkani na ulicy.

Z tym tekstem miałem ogromny problem. Niemal do ostatniej chwili szukałem takich przypadkowych rozmówców. Z tymi znanymi poznaniakami poszło za to łatwiej. Ktoś z redakcji podpowiedział mi, że warto zadzwonić właśnie do Łybackiej, wówczas cały czas posłanki SLD.



- Sylwestra zawsze spędzam w gronie znajomych. W tym roku będzie nas sześcioro. Z nadejściem Nowego Roku wzniesiemy toast. Szampan i kieliszki mamy zawsze gotowe na kilka minut przed północą. A zaraz potem oczywiście będziemy sobie składać życzenia - powiedziała mi Łybacka.

Nic nadzwyczajnego, tak w sumie, ale i tak notowałem z uciechą, że się dodzwoniłem i że coś mam.

Postanowienia noworoczne? Pani poseł odparła, że stara się ich nie robić, bo chce potem uniknąć frustracji, że czegoś nie udało się zrealizować.



Innym razem - podczas manifestacji z okazji święta pracy - byłem świadkiem, jak Krystyna Łybacka zwróciła się do robotników walczących wtedy o przetrwanie zakładów Cegielskiego:

- Czy właściciele i ludzie z zarządu Cegielskiego też nie dostają pieniędzy? Czy nie dostaje ich minister skarbu? Żaden pracownik Cegielskiego nie zostanie sam. A jeśli dojdzie do buntu, to pójdę z wami na jego czele!

Wydało mi się bardzo odważne, może wręcz trochę nie na miejscu, by polityk, poseł - nawet opozycji - składał takie deklaracje.



Ale taka chyba właśnie była Łybacka. Te lewicowe wartości, takie jak praca, pomoc słabszym, prawa kobiet, nie były dla niej pustymi frazesami.

(Na przykład Piotrek Żytnicki z Gazety Wyborczej przypomniał dziś, jak Łybacka zaangażowała się w pomoc lokatorom, którzy zmagali się z drastycznymi działaniami tzw. czyścicieli kamienic)

Kilka miesięcy później Łybacka znowu - jak się miało okazać, po raz ostatni - dostała się do Sejmu. To zresztą niesamowite, że gdy przeanalizować wyniki wyborów parlamentarnych od 1991 r., to tylko jedna osoba w Poznaniu co wybory zdobywała mandat posła. To właśnie Łybacka.

Dopóki notowania SLD stały wysoko, była jedną z wielu (np. w zwycięskich wyborach 2001 lewica wprowadziła aż pięcioro poznańskich posłów), jednak gdy lewica popadła w kryzys - to Łybacka została niemal ostatnia na placu boju.

Wybory 2005? Jeden mandat dla SLD w Poznaniu - bierze go Łybacka (18,6 tys. głosów).
Wybory 2007? Jeden mandat dla LiD w Poznaniu - bierze go Łybacka (24,4 tys. głosów)...

(...i to mimo że startuje dopiero z trzeciego miejsca na liście, za Tomaszem Lewandowskim i za Waldemarem Witkowskim)

Wybory 2011? Jeden mandat dla SLD w Poznaniu - bierze go Łybacka (16,6 tys. głosów)...

(...tym razem z drugiego miejsca na liście, znów przeskoczyła Waldemara Witkowskiego, który ją otwierał)

Znakomicie pamiętam ten wieczór wyborczy z października 2011 r., kiedy oczywiście wszyscy najbardziej emocjonowali się kolejną odsłoną rywalizacji PO z PiS, ale akurat w Poznaniu do końca nie było jasne, czy SLD w ogóle weźmie mandat.

Jednak wziął. Zdecydowało ok. 16 tys. głosów. Tyle zabrakło Platformie Obywatelskiej, by zabrać to miejsce SLD i wprowadzić siódmego posła. Można było żartować, że ten jedyny mandat to Łybackiej zaczyna przypadać niemal z urzędu.

ZOBACZ TAKŻE: Wybory 2019. Cóż tam, panie, na lewicy? Kobiety trzymają się mocno i powalczą między sobą o mandat po Łybackiej

Później wiosna 2014 r. I nowa, zupełnie niespodziewana misja dla Łybackiej, której pozostawało tylko półtora roku do końca kadencji w Sejmie i powoli zaczynała myśleć o politycznej emeryturze.

Mimo to podjęła się kandydowania do Parlamentu Europejskiego. Początkowo liderem listy miał być Józef Oleksy, jednak podeszły wiek i stan zdrowia już mu na to nie pozwoliły, zmarł niespełna rok później.

Tymczasem Krystyna Łybacka dostała się do europarlamentu. Zgarniając oczywiście jedyny mandat dla lewicy w regionie.

I szybko się tam odnalazła, zgarniała różne wyróżnienia (np. na koniec kadencji uznano ją nawet za najbardziej pracowitą europosłankę w plebiscycie MEP Awards), a raz po raz wpadała do Poznania i na konferencjach opowiadała, czym się w tej Brukseli zajmuje i co się tam właściwie dzieje, częstując przy tym samodzielnie zrobionym ciastem.

Muszę napisać wprost - to było dla nas, dziennikarzy, średnio interesujące. To były jednak dość abstrakcyjne i często zawiłe sprawy. Jednak cały czas Łybacka śledziła i komentowała również wydarzenia w Polsce czy w samym Poznaniu.

Tak właśnie powstał mój jedyny dłuższy wywiad z nią w maju 2015 r. To był specyficzny moment, pomiędzy I a II turą wyborów prezydenckich, w których zaczynało się zanosić na sensacyjne zwycięstwo Andrzeja Dudy.

Europosłanka Łybacka nie wskazała wprost, że poleca głosować na Bronisława Komorowskiego, ale między wierszami przekazała co chciała. Dosadnie skomentowała też - nie ona pierwsza i nie ostatnia - fatalny wynik Magdaleny Ogórek. I lojalnie broniła Leszka Millera.

Już otrząsnęła się pani po słabym wyniku Magdaleny Ogórek?

- Nie musiałam się otrząsać.

Spodziewała się pani takiej porażki kandydatki, którą SLD popierało?

- Kiedy patrzyłam na kampanię, na jej przebieg, to już wiedziałam, że wielu wyborców SLD nie pójdzie na wybory. Spotykałam się z ludźmi, rozmawiałam. Mieli ogromny dylemat. Nawet ci, którzy od lat głosowali na lewicę, mieli problem z kandydatką, która od lewicy się odcinała. (...)

Na kogo zagłosuje pani w niedzielę?

- Konstytucja gwarantuje mi tajność wyborów. Proszę pamiętać, że zawsze kieruję się nie tylko emocjami, ale też rozumem. Miałam przez całe lata przyjemność współpracować z ministrem Komorowskim, z posłem Komorowskim i z prezydentem Komorowskim. Z całą pewnością wybieram człowieka.

Prezydent Komorowski jest dobrym kandydatem?

- Przede wszystkim już od pięciu lat jest prezydentem. To pierwsza różnica. Wiemy, jakim prezydentem jest Bronisław Komorowski. Nie wiemy, jakim prezydentem będzie Andrzej Duda. To nie jest wada ani zaleta. Ale to jest fakt.


ZOBACZ CAŁĄ ROZMOWĘ: Krystyna Łybacka dyskretnie chwali Komorowskiego i nie chce dymisji Millera

To jeszcze taka ciekawostka, o której nie wszyscy pamiętają, że zamiast Ogórek w tych wyborach mogła startować... właśnie sama Łybacka. Jej nazwisko było jednym z kilku rozważanych jeszcze pod koniec 2014 r.

Z kolei kilka miesięcy wcześniej nazwisko Łybackiej pojawiło się też w kontekście wyborów na prezydenta Poznania. Z tym że tylko hipotetycznie i nie w samych szeregach SLD.

Taki pomysł wysunął bowiem prof. Piotr Pawełczyk, politolog z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, gdy latem 2014 r. zrobiłem z nim dłuższą rozmowę na temat ogłaszanych wówczas kandydatów. Wówczas oczywista wydawała się kolejna wygrana Ryszarda Grobelnego.

Prof. Pawełczyk przyrównał wtedy jego rządy w Poznaniu do wypalonego związku małżeńskiego, w którym ani prezydent, ani mieszkańcy "trwają ze sobą od lat i nie mają już wobec siebie żadnych wielkich oczekiwań", ale też nie mają odwagi, "żeby ten związek skończyć i spróbować czegoś nowego, może lepszego".

Wydaje mi się, że obecnie Grobelnemu mogłaby zagrozić tylko Krystyna Łybacka. To ona jest najwytrwalszym liderem poznańskiej polityki. Jest jej twarzą, a wyniki wyborów pokazują, że głosują na nią nie tylko wyborcy lewicy

Prof. Piotr Pawełczyk / źródło: Gazeta Wyborcza Poznań, wypowiedź z lipca 2014 r.



To jednak był już tylko scenariusz z gatunku political fiction. Jak wiadomo, Łybacka chwilę wcześniej wyruszyła, by rozpocząć nową przygodę w Parlamencie Europejskim. Zaś na prezydenta Poznania wystartował Tomasz Lewandowski - wykręcając notabene bardzo dobry wynik 16,6 proc.

Poważniej Łybacką na prezydenta Poznania rozważano cztery lata wcześniej - w 2010 r. Jednak wtedy padło ostatecznie na Jacka Bachalskiego.

ZOBACZ TAKŻE: Kandydaci na prezydenta Poznania, których nie było. Joanna Schmidt, Bartłomiej Wróblewski i inni pretendenci widmo

Krystyna Łybacka w ostatnich latach bardzo krytycznie oceniała rządy PiS. Nie miała oporów, by je dosadnie komentować, np. w pamiętnym strasznym odcinku programu Lustra w TVP Poznań, gdy z prof. Krzysztofem Podemskim i prof. Jackiem Trębeckim siedzieli naprzeciw - de facto - trójki polityków związanych z PiS.

- Po wyjściu ze studia byłam zdegustowana - skwitowała potem Łybacka w rozmowie z Gazetą Wyborczą.

Tak jeszcze a propos stanowisk...

Moja ostatnia rozmowa z Łybacką miała miejsce w listopadzie zeszłego roku. Poznaliśmy akurat skład nowego rządu, w tym posady ministrów dla Jadwigi Emilewicz i Marleny Maląg, chciałem, żeby Łybacka to skomentowała i przy okazji powspominała, jak to jest być w rządzie.

Zawsze przy materiałach i dyskusjach o poznaniakach w rządzie przypominałem Łybacką jako jedną z najbliższych współpracowników Leszka Millera za czasów koalicji SLD-UP-PSL.

- Z przyjemnością, panie redaktorze, tylko akurat mam grypę - powiedziała przepraszającym tonem Łybacka, gdy zadzwoniłem i wyjaśniłem, o co chodzi.

Odparłem, że oczywiście rozumiem, nie nalegam i nic na siłę. Zresztą jeszcze będzie okazja wrócić do tego tematu. A tymczasem życzę szybkiego powrotu do zdrowia.

Teraz już wiadomo, że kolejnej okazji jednak nie będzie. Ale sądząc po licznych komentarzach na wiadomość o odejściu Łybackiej - jej praca, nie tylko w rządzie i nie tylko dla Poznania, nie zostanie zapomniana.