www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » (Pra)wybory prezydenckie 2020. Jacek Jaśkowiak chce być "silnym prezydentem", Kidawa podkreśla, że jest kobietą

8 grudnia 2019

(Pra)wybory prezydenckie 2020. Jacek Jaśkowiak chce być "silnym prezydentem", Kidawa podkreśla, że jest kobietą

#Wybory prezydenckie 2020  #Jacek Jaśkowiak  #Małgorzata Kidawa-Błońska  #Andrzej Duda  #prawybory  #PO

To było do przewidzenia. Podczas prawyborczej debaty Jacek Jaśkowiak jechał równo po prezydencie Andrzeju Dudzie i Antonim Macierewiczu, Małgorzata Kidawa-Błońska pozowała na koncyliacyjną i do przesady podkreślała swoją kobiecość.

- Mam plan, jak wygrać w maju! - oznajmił Jacek Jaśkowiak pod koniec sobotniej debaty.

- Głęboko wierzę, że te wybory wygramy, Polacy chcą je wygrać i chcą zmiany w pałacu prezydenckim - podkreśliła chwilę później Małgorzata Kidawa-Błońska.

To był taki moment, w którym przez głowę przemknęła myśl, że faktycznie jest trochę jak w Ameryce. Jak np. w 2008 r., gdy Barack Obama z hasłem "Yes we can!" najpierw w prawyborach okazał się lepszy od Hillary Clinton, a potem rozprawił się z ekipą republikanów.



Tyle że wrażenia z całej debaty szybko kazały zejść na ziemię. Przypomnieć sobie, że te prawybory Platformy Obywatelskiej cudem się w ogóle odbywają, a ta pani po lewej stronie przez chwilę uważała się nawet za jedyną kandydatkę.

I że gdy w końcu znalazł się jakiś chętny, by się z nią zmierzyć, to - zamiast pochwalić się tym głośno całemu światu - po cichu wysłał swoją kandydaturę do centrali partii w jakiejś tajemniczej kopercie.

Długimi momentami było to wszystko widać również w samej dyskusji.

ZOBACZ CAŁĄ DEBATĘ JACEK JAŚKOWIAK VS MAŁGORZATA KIDAWA-BŁOŃSKA NA YOUTUBE

Nie znam się, ale... muszę się wypowiedzieć

Debata w gruncie rzeczy potwierdziła wcześniejsze domysły i spekulacje.

To Małgorzata Kidawa-Błońska była bardziej koncyliacyjna, wyważona w wypowiedziach, choć niby też krytyczna wobec rządów PiS. Jednak jej głównym przekazem było coś w stylu "musimy ze sobą rozmawiać".

Jej narracja o Polsce, w której latami wszystko było fajnie, ale ostatnie cztery lata ją "oburzyły"... No sorry. To zabrzmiało strasznie naiwnie - jak bajka o wiosce Smerfów nękanej przez Gargamela.

Zdecydowanie ostrzejszy w recenzowaniu rządów PiS był Jacek Jaśkowiak. Prezydent Poznania wcale od tego nie zaczął, może potrzebował chwili, aby się rozkręcić.

Jednak też szybko przywołał np. demonstracje przeciw łamaniu konstytucji czy w obronie wolnych sądów i mediów. Przypomniał nagonki urządzane na różne grupy zawodowe. Trudno było nie dostrzec, że to on jest bardziej... hmm... podrażniony wyczynami Jarosława Kaczyńskiego i spółki.

Nie mam żadnych wątpliwości, że należy postawić przed Trybunałem Stanu prezydenta Dudę za łamanie konstytucji. Należy również postawić do odpowiedzialności karnej tych wszystkich, którzy łamali konstytucję, łamali prawo

Jacek Jaśkowiak, kandydat w prawyborach prezydenckich PO



Zanim jednak debata zdążyłaby się zamienić w wyścig, kto bardziej zgrilluje prezydenta Dudę czy polityków PiS, wjechały inne tematy. Takie jak wojsko, ochrona środowiska czy polityka zagraniczna.

Poniżej najciekawsze fragmenty tej części dyskusji:

...

...

...

Tu na dobrą sprawę można było na pół godziny odejść od telewizora. Niewiele byśmy stracili. To był najbardziej żenujący fragment debaty, trącił tak nieprzyjemnym banałem, że już lepszy byłby zapach z lodówki pełnej przeterminowanych wiktuałów.

Każdy kojarzy pewnie jakiegoś kolegę czy koleżankę ze szkoły, wyrwanego do odpowiedzi w temacie, o którym nie ma zielonego pojęcia. Tyle że zdążył przejrzeć podręcznik i coś tam z niego kojarzy.

Zapytany np. o twórczość renesansu potrafi podać nazwisko Leonardo da Vinci, wie, że - chyba w Paryżu? - jest jego słynny obraz "Mona Lisa" czy jakoś tak, a w jakimś innym muzeum wisi inny jego obraz "Ostatnia wieczerza" (już nie doczytał, że nigdzie nie może wisieć, bo to fresk, chyba że przypadkiem jest też fanem książek Dana Browna).

Tak samo było tutaj. Zarówno MKB, jak i JJ wygłaszali jakieś banały, że polska armia potrzebuje "dobrego dowództwa" i "dobrej kadry", że musimy "dbać o swoje interesy", a po wyborach trzeba zaprosić do kraju "przedstawicieli ważnych państw europejskich" i prowadzić "nowoczesną politykę zagraniczną".

No przyznajmy - nie można znać się na wszystkim. Zwłaszcza jeśli kandydatka co prawda pracowała w rządzie, ale jej najpoważniejszą rolą była tam fucha rzecznika prasowego, a kandydat owszem, już dwa razy wygrywał wybory prezydenckie, tyle że w Poznaniu.

Tacy panowie Bronisław Komorowski i Radosław Sikorski, gdyby wspólnie oglądali tę debatę, mogliby dowcipkować z tej części o wojsku. I z pewnym sentymentem wspominać własną dyskusję z 2010 r.



Kandydaci na kandydatów czuli chyba zresztą, że te tematy specjalnie im nie leżą, więc próbowali przynajmniej błysnąć jakimś bon motem.

Tak więc JJ stwierdził, że życzyłby sobie, by następna wojna z udziałem Polski była za 500 lat (hmm, chyba lepiej, by nie było jej w ogóle?). Zatem MKB wypaliła, że w wojsku przydałaby się "perspektywa kobiety, a nie wojskowego".

Prezydent Poznania przyrównał też działania byłego już ministra Antoniego Macierewicza do czystek Stalina w Armii Czerwonej.

Zresztą JJ przywoływał nazwisko Macierewicza wielokrotnie. Gdyby tę debatę oglądał ktoś z zagranicy bez zielonego pojęcia o sytuacji politycznej w Polsce, to mógłby wręcz pomyśleć, że właśnie ten cały Macierewicz jest urzędującym prezydentem.

Jaśkowiak mistrzem aluzji i uszczypliwości

Oczywiście Andrzejowi Dudzie JJ też nie szczędził ostrych słów. Z tym że to jednak MKB jako jedyna wypomniała mu konkretny delikt konstytucyjny, tj. ułaskawienie Mariusza Kamińskiego, który w świetle prawa był jeszcze niewinny.

Za to już o pierwszym poważnym grzechu tej ekipy rządzącej - czyli o niezaprzysiężeniu trzech prawidłowo wybranych sędziów Trybunału Konstytucyjnego - JJ i MKB nawet się nie zająknęli. Co jest o tyle dziwne, że sprawę przypominano ostatnio, gdy prezydent Duda po cichu przyjął ślubowanie od Krystyny Pawłowicz i Stanisława Piotrowicza.

Z innej beczki... Jacek Jaśkowiak okazał się w tej debacie mistrzem aluzji i drobnych uszczypliwości. I to nie tylko wobec PAD...

- Będę zapraszał liderów partyjnych, ale do pałacu prezydenckiego, to tam będziemy rozmawiać.

...ale również wobec partyjnych kolegów i koleżanek.

- Mówię to samo w Warszawie i w Świebodzinie. Nie uciekam od niewygodnych pytań.

Tu już ujęcia na Rafała Grupińskiego, pokazywanego wielokrotnie podczas tej debaty w pierwszym rzędzie, akurat nie było. A szkoda.



Poza tym JJ wyraźnie podkreślił, że gdyby został kandydatem na prezydenta Polski, to zamierza mieć własny i niezależny od centrali partii sztab. To żadne zaskoczenie - mówił już o tym w wywiadach.

Tym razem jednak Jaśkowiak dość mocno popłynął, stwierdzając m.in., że "w sporcie i w biznesie najlepiej liczyć na siebie samego". Zaczął się też przechwalać pokonanymi w przeszłości maratonami narciarskimi. I podkreślać, ile się już nacierpiał ze strony mediów publicznych.

To była sama końcówka debaty. Tu JJ niespodziewanie naciął się na błyskawiczną ripostę MKB:

- Jacku, ja jestem kobietą, nie biegam długich dystansów. Ale jestem kobietą, więc wiem, co to jest codzienna, żmudna praca, czasami bardzo nudna.

Wiem, co to jest myślenie o sprawach bardzo ważnych i całkowicie przyziemnych. I tak jak miliony polskich kobiet mam dużo siły, dużo odporności i dużo dystansu do samej siebie. I na koniec, Jacku, ja nie zamierzam rezygnować z sympatii do ludzi.


To był najlepszy moment MKB w całej debacie. Za który zresztą zebrała głośne brawa z widowni.

Zupełnie inna sprawa, że była marszałek Sejmu swoją kobiecość podkreślała do znudzenia przez całą debatę, co mocno osłabiało wydźwięk tego argumentu. Momentami zdawało się, że zaraz zaśpiewa do mikrofonu przebój Edyty Górniak...



Żeby nie było - JJ też podkreślał swoją rzekomą umiejętność rozmowy ze wszystkimi. Także z ludźmi o innych poglądach. Jednak w kontekście tego, co mówił poza tym, i co wiemy o jego rządach w Poznaniu, wydawał się w tym niezbyt wiarygodny.

I jeszcze jedna rzecz. Może zirytujecie się, że niezbyt merytoryczna, ale w praktyce - zwłaszcza w kontekście już właściwych wyborów - bardzo ważna. Mowa ciała.

Pod tym względem Jacek Jaśkowiak zupełnie przyćmił Małgorzatę Kidawę-Błońską. Widać, że nad tym pracował, umiejętnie gestykulował, odwracał się to do widowni, to do kontrkandydatki, która dla odmiany przez całą debatę jakby chowała się za pulpitem i wyglądała na nieco wystraszoną.

To JJ zachowywał się, jak gdyby był wyluzowanym i przebojowym gospodarzem tej imprezy. To o tyle dziwne i zaskakujące, że właśnie on w tym starciu jest kompletnym "no name'em", którego nie znała dotąd ponad połowa wyborców Koalicji Obywatelskiej.

Pamiętajmy jednak o jednym. To prominentni politycy Platformy wybiorą z tej dwójki kandydata lub kandydatkę na prezydenta, i dopóki ta decyzja leży w rękach tych 1,3 tys. elektorów, dopóty to MKB pozostaje zdecydowaną faworytką prawyborczego pojedynku.