www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Wybory 2019. Tym razem rząd bez żadnego szefa resortu z Poznania, ale lokalne akcenty są, i to nawet kilka

9 listopada 2019

Wybory 2019. Tym razem rząd bez żadnego szefa resortu z Poznania, ale lokalne akcenty są, i to nawet kilka

Wybory 2019 - Poznań - rząd - Jadwiga Emilewicz - Marlena Maląg - Konrad Szymański - Szymon Szynkowski vel Sęk

Znamy skład nowego rządu. Minister Jadwiga Emilewicz pokieruje większym resortem niż do tej pory. Była wicewojewoda Marlena Maląg została "strażnikiem programu 500+". A dotychczasowy wiceminister Konrad Szymański pokieruje sprawami europejskimi już samodzielnie... choć pod czujnym okiem premiera.

Premier Mateusz Morawiecki zaprezentował prawie cały skład nowego rządu. Prawie, bo czekamy jeszcze, czy któryś z senatorów opozycji da się przekupić posadą aż premier znajdzie już definitywnie kogoś na fotel ministra sportu.

Jak zwykle towarzyszą temu emocje i dyskusje, kto wzmocnił swoją pozycję, a kto jest słabszy niż w poprzednim rozdaniu.

Tymczasem lokalnie - w Poznaniu - zawsze interesuje nas w tym momencie jeszcze inna kwestia. Taka mianowicie, czy w nowym rządzie będą "nasi" ludzie, gotowi zabiegać o pieniądze na poznańskie inwestycje jak kiedyś np. Cezary Grabarczyk na budowę dworca Łódź Fabryczna.

Jakoś w ostatnich latach Poznań nieszczególnie miał wpływy w rządzie. W zasadzie ostatnim bardzo silnym ministrem z naszego podwórka była Krystyna Łybacka - szefowa resortu edukacji w rządzie Leszka Millera.

Za pierwszych rządów PiS byli jeszcze Andrzej Mikosz jako minister skarbu i Andrzej Aumiller jako szef resortu budownictwa. Ale - umówmy się - to nie były postaci szczególnie wpływowe.

I nawet za rządów Platformy Obywatelskiej - choć niesłychanie silniej przecież w Poznaniu - żaden poznański polityk nie był ministrem. Jak na ironię stało się to dopiero za rządów bardzo nielubianej tu partii Jarosława Kaczyńskiego.

Zresztą posada ministra finansów dla Pawła Szałamachy nie była zaskoczeniem, był bliskim współpracownikiem Beaty Szydło, a spekulacje o miejscu dla niego w rządzie pojawiły się długo przed wyborami.

Minister Jadwiga Emilewicz, czyli oczywista oczywistość

Tym razem żaden poznaniak na fotel ministra w rządzie - takiego, który pokieruje całym ministerstwem - się nie załapał. Jednak trudno byłoby też mówić, że Poznań czy tym bardziej cały region zostały kompletnie pominięte, bo kilka naszych lokalnych akcentów mimo wszystko jest.

Zacznijmy od największej oczywistości, w zasadzie oczywistej oczywistości, jak powiedziałby prezes Jarosław Kaczyński. Czyli fotel ministra dla Jadwigi Emilewicz.

Dotychczasowa minister przedsiębiorczości i technologii pokieruje teraz poszerzonym resortem o nowej nazwie - Ministerstwem Rozwoju.

Trudno tu jednak mówić o ministrze z Poznania. Jak wiadomo Jadwiga Emilewicz była liderką poznańskiej listy PiS, prowadziła tu niezwykle intensywną kampanię, no ale pewnych rzeczy nie przeskoczy. To jest minister z Krakowa i tyle.



No dobra. Niech będzie, że to pani minister z Krakowa, który na spadochronie wylądowała w Poznaniu i tu zgarnęła mandat posłanki. Zapewne tu również będzie miała biuro poselskie. Tak na marginesie - ciekawe jak często będzie w nim bywać.

Wicepremier Jarosław Gowin zabiegał o wzmocnienie pozycji Emilewicz i dopiął swego. Przypomnijmy, że pani minister należy właśnie do jego partii - Porozumienia - i jest w pewnym sensie beneficjentką dobrych wyborczych wyników także innych jej przedstawicieli.

Tak duży resort - w skład którego wejdą teraz również budownictwo i turystyka - może dać za jakiś czas potężnego kopa w górę. Przypomnijcie sobie, kto w poprzednich latach kierował takim mega ministerstwem z "rozwojem" w nazwie, i co robił potem?

- Elżbieta Bieńkowska, minister infrastruktury i rozwoju w latach 2013-2014, później komisarz w Komisji Europejskiej.

- Mateusz Morawiecki, minister rozwoju i finansów w latach 2016-2018, później premier.

Tak więc Jadwigi Emilewicz - nawet jeśli nie należy do PiS - nie wolno w tej chwili lekceważyć. Najwyraźniej właśnie wkroczyła do ekstraklasy czołowych polityków Zjednoczonej Prawicy.

Marlena Maląg twarzą programu 500+

Jak już omówiliśmy największą oczywistość, to teraz pora na nieoczywistość, a w zasadzie nawet niespodziankę.

Nowym ministrem rodziny, pracy i polityki społecznej będzie Marlena Maląg. Jeszcze przed rokiem pracowała w gmachu przy al. Niepodległości jako wicewojewoda wielkopolska.

To przykład konsekwentnie budowanej kariery. Takiej krok po kroku... która jednak w ostatnich miesiącach niesłychanie przyspieszyła.

Pierwsze z tych kroków w polityce stawiała w Ostrowie Wlkp. To stamtąd pochodzi i to tam w 2002 r. dostała się do rady miasta - co ciekawe z komitetu Mirosława Kruszyńskiego (znacie takiego?).

Później była radną powiatu, wiceprezydentem Ostrowa, a także wicestarostą... choć to ostatnie bardzo krótko. Zaledwie po miesiącu - w styczniu 2016 r., czyli w początkach rządów "dobrej zmiany" - została bowiem wicewojewodą.

Jej szef Zbigniew Hoffmann brał na klatę większość politycznych potyczek m.in. z prezydentem Jackiem Jaśkowiakiem. Jednak i sama Maląg nie miała wcale takiej łatwej roboty.

Zajmowała się m.in. sprawami oświaty. Czyli do spółki z kuratorium oświaty musiała firmować słynną już reformę oświaty minister Anny Zalewskiej.

Nauczyciele demonstrowali przeciw tym zmianom już jesienią 2016 r. pod urzędem wojewódzkim. Kiedy wicewojewoda Maląg wyszła do nich i próbowała przekonywać, że w sprawie reformy "rząd podjął dyskusję z obywatelami", została wygwizdana.

Zrobiło się o niej głośno również w styczniu 2018 r., gdy gościła na przyjęciu noworocznym u marszałka Marka Woźniaka, ale wyszła w środku imprezy zbulwersowana jego przemówieniem.



Z drugiej strony można powiedzieć, że była taką lokalną twarzą programu Rodzina 500+, co było dość wdzięcznym zadaniem.

Jesienią zeszłego roku dostała się do sejmiku wojewódzkiego. Krótko potem opuściła stanowisko wicewojewody. Szybko okazało się, że rząd ma dla niej nowe wyzwanie, została bowiem szefową Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych.

Teraz wraca do typowo rządowej administracji. I znów jako twarz 500+ (czy wręcz "strażnik 500+", jak to określił dr Jacek Pokładecki, politolog z UAM, w rozmowie z WTK) oraz innych programów społecznych - tyle że teraz już na najwyższym krajowym poziomie.

Jak można się na tym wypromować, może opowiedzieć np. jedna z jej poprzedniczek Elżbieta Rafalska, która kierowała tym resortem niemal przez całą pierwszą kadencję rządów PiS.

Z wieloletniej, ale szerzej nieznanej posłanki z drugiego szeregu, Rafalska stała się jedną z ważniejszych postaci ekipy rządzącej. Teraz - podobnie jak wspomniana wcześniej Anna Zalewska - siedzi w Parlamencie Europejskim.

Szymański do premiera, Szynkowski vel Sęk zostaje

Trzeba jeszcze wspomnieć o Konradzie Szymańskim. Już od początku poprzedniej kadencji były poznański europoseł był jedną z ważniejszych postaci polskiej dyplomacji - wiceministrem spraw zagranicznych odpowiedzialnym za sprawy europejskie.

Teraz jego rola w zasadzie się nie zmieni. Zmieni się za to jego miejsce pracy. Premier postanowił bowiem przenieść Szymańskiego i jego podwładnych do swojej kancelarii.

Taki ruch wzbudził pytania i wątpliwości nawet w szeregach samej partii rządzącej.



Wygląda zatem na to, że Szymański będzie szefem takiego nieformalnego resortu ds. Unii Europejskiej. Kto wie, czy w obecnej sytuacji nie ważniejszym, niż sam szef resortu dyplomacji Jacek Czaputowicz.

Tak dla przypomnienia... Zaraz Trybunał Sprawiedliwości UE w Luksemburgu orzeknie, czy nowa polska Krajowa Rada Sądownictwa została wybrana we właściwy sposób, co może być szalenie istotne dla dalszych działań Komisji Europejskiej w kontekście przestrzegania w Polsce praworządności.

Już przed chwilą zapadł z kolei wyrok TSUE a propos obniżenia wieku stanu spoczynku dla sędziów. Jak można było przypuszczać, rządzący bagatelizują go i mówią, że dotyczy "historycznych przepisów".

Tyle że ktoś je wtedy uchwalił. Ktoś ich bronił na forum parlamentu i w mediach. I wreszcie - ktoś w Pałacu Prezydenckim tę ustawę podpisywał. Zdaje się, że ten ktoś zaraz będzie się ubiegał o reelekcję.

Zresztą przedwyborcze zapowiedzi PiS wskazywałyby, że potencjalnych punktów zapalnych w nowej kadencji też może być sporo, jak choćby zmiany w mediach czy kontynuacja reformy sądownictwa. Minister Szymański będzie miał więc sporo roboty.



Zaraz zapytacie, co z drugim poznańskim wiceministrem, czyli Szymonem Szynkowskim vel Sęk? Z moich - na razie nieoficjalnych - informacji wynika, że prawdopodobnie pozostanie w ministerstwie spraw zagranicznych.

Zresztą jego ewentualne przejście do kancelarii premiera, choć z punktu widzenia personaliów nie byłoby trudne (przez lata Szymański jako europoseł współpracował z Szynkowskim), byłoby dość kłopotliwe z dwóch powodów:

- dotąd Szynkowski vel Sęk co prawda też zajmował się sprawami europejskimi, ale tymi mniej związanymi z Unią Europejską, a to zapewne będzie główne zadanie Szymańskiego i jego ekipy

- minister w kancelarii premiera nie może mieć żadnych wiceministrów, a to oznacza, że gdyby Szynkowski vel Sęk miał dołączyć do zespołu Szymańskiego, musiałby zrezygnować z mandatu posła

Zaraz pierwsze posiedzenie Sejmu, na którym prezydent Andrzej Duda formalnie przyjmie dymisję rządu. Zaraz potem desygnuje Morawieckiego na premiera, potem powoła jego rząd, po czym będziemy mieli dwa tygodnie na expose i wotum zaufania.

Tymczasem lista spraw, o które przed wyborami obiecywali zabiegać m.in. wyżej wymienieni politycy PiS, jest spora. Jakie będą efekty ich działań? Z pewnością będziemy to pilnie śledzić.

Seweryn Lipoński / 9 listopada 2019