www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Jedna Spurek Wiosny nie czyni. Przypominamy TOP 10 głośnych rozstań poznańskiej polityki z ostatnich lat

3 listopada 2019

Jedna Spurek Wiosny nie czyni. Przypominamy TOP 10 głośnych rozstań poznańskiej polityki z ostatnich lat

Poznań - Sylwia Spurek - Wiosna - Marcin Libicki - Jarosław Pucek - Dariusz Lipiński - Joanna Schmidt

Jednym z ważniejszych politycznych newsów kończącego się tygodnia było odejście Sylwii Spurek z Wiosny. To oczywiście nie pierwsze takie pożegnanie w poznańskiej polityce, i pewnie nie ostatnie, zdarzały się już rozstania w lepszym i gorszym stylu.

- To nie jest Wiosna, do której wstępowałam, ale będę pamiętała tę, do której wstąpiłam w marcu - napisała europosłanka Sylwia Spurek w miniony poniedziałek na Facebooku. I oznajmiła, że odchodzi z partii Roberta Biedronia.

Zdawałoby się po przeczytaniu tego wpisu, że minęła cała epoka, odkąd Spurek wymiotła w wyborach i dostała się do Parlamentu Europejskiego. Tymczasem tak naprawdę... nie minęło przecież nawet pół roku!



Trzeba przyznać, że tak szybkiego pożegnania z partią - która w dodatku Spurek wypromowała i wydatnie pomogła jej zostać europosłanką - jeszcze chyba nie mieliśmy.

ZOBACZ TAKŻE: Eurowybory 2019. Sześć wniosków po wynikach w Poznaniu. "Dinozaury" dały radę, Spurek twarzą Wiosny, sam Liroy nie wystarczył

Jednak mniej czy bardziej gwałtownych rozstań w poznańskiej polityce było oczywiście więcej. Przypomnijmy te najgłośniejsze z całej ostatniej dekady.

--

KWIECIEŃ 2009
Rozłam w poznańskim PiS

- Decyzja PiS jest niesłuszna wobec mnie, wobec PiS i - powiem pompatycznie - szkodliwa dla Polski - podkreślił eurodeputowany Marcin Libicki na konferencji, na której oznajmił, że opuszcza partię.

To było niespełna dwa miesiące przed kolejnymi wyborami do Parlamentu Europejskiego. Tym razem jednak 70-letni wówczas polityk w ogóle nie znalazł się na liście PiS. A ściślej - został z niej skreślony. Przyczyną były zarzuty o współpracę z SB ujawnione przez "Głos Wielkopolski".

Dziś, gdy w poselskich szeregach partii Kaczyńskiego do niedawna zasiadał choćby PRL-owski prokurator Stanisław Piotrowicz, podobna informacja zapewne nie miałaby aż takiej siły rażenia.

To wszystko działo się jednak dekadę temu. Bardzo aktywnie działał wtedy Instytut Pamięci Narodowej, a politycy z każdej strony wykorzystywali każdą okazję, by różnych przeciwników obrzucać teczkami.

Europoseł PiS od początku zaprzeczał współpracy z SB. Niespełna rok później poznański sąd uznał, że "nie był świadomym współpracownikiem organów bezpieczeństwa państwa", a złożone przez niego oświadczenie lustracyjne było prawdziwe.

Z Libickim z partii odeszło sporo ważnych działaczy, w tym posłowie Jacek Tomczak oraz Jan Filip Libicki (do nich jeszcze później wrócimy...), a także część poznańskich radnych PiS.

Jest wśród nich także Artur Różański, wówczas radny sejmiku, który po latach - już jako szef klubu PiS w radzie miasta - tak będzie mówił o tamtej sytuacji: - Tego wymagała przyzwoitość.

--

MAJ 2012
Poseł z plakatów idzie do Ziobry

Bohater tej historii już od ładnych paru lat występuje w dyskusji publicznej jako Tomasz G.

Trwa bowiem proces, w którym jest jednym z oskarżonych o wyłudzanie kredytów jeszcze w latach 90., zaś w zeszłym roku usłyszał dodatkowo zarzuty w zupełnie innej sprawie. Jako poseł miał wyłudzać tzw. kilometrówki.

Jednak w 2012 r. Tomasz G. jest posłem i chroni go jeszcze immunitet. Znany jest w Poznaniu m.in. z kampanii wyborczych polegających w dużej mierze na wywieszaniu setek plakatów.

Dzięki temu w wyborach jesienią 2011 r. dostał się do Sejmu z 11 miejsca. Minimalnie - o 33 głosy! - wyprzedził kolejnego na liście PiS Zbigniewa Hoffmanna.

ZOBACZ TAKŻE: Przypominamy największych pechowców z poprzednich wyborów. Hoffmannowi zabrakło 33 głosów, Kretkowska potknęła się o próg

Tyle że w całym kraju partia Kaczyńskiego poniosła dość wyraźną porażkę. Zaraz po wyborach uaktywnili się separatyści, którzy m.in. założyli w Sejmie osobny klub Solidarnej Polski, a wiosną 2012 r. powstała partia o tej samej nazwie.

Jej liderem został Zbigniew Ziobro. Jego zastępcą - Jacek Kurski. Początkowo udało im się przeciągnąć na swoją stronę kilkunastu parlamentarzystów.

Poseł Tomasz G. dołączył do nich po kilku miesiącach. Przez pewien czas był nawet wiceszefem klubu parlamentarnego Solidarnej Polski. Jednak w zasadzie był ostatnim posłem, który zasilił tę ekipę, bo potem zaczął się ruch w drugą stronę - ludzie zaczęli wracać od Ziobry do PiS.

Partia wystartowała samodzielnie w eurowyborach w 2014 r., uzyskując niecałe 4 proc. głosów, po czym kilka miesięcy później do wyborów samorządowych szła już razem z PiS. Tak samo rok później do zwycięskich wyborów parlamentarnych.

Formalnie Solidarna Polska istnieje do dziś. Jest - jak się okazało w ostatnich tygodniach - swoistym straszakiem Ziobry wobec Jarosława Kaczyńskiego.

A co z posłem Tomaszem G.? Kiedy latem 2015 r. stało się jasne, że już nie dostanie miejsca na liście do Sejmu, zaczął się rozglądać za innym miejscem. Podobno próbował nawet flirtować z... Platformą Obywatelską.

Koniec końców wystartował z listy partii KORWiN, i to wcale nie w Poznaniu, tylko w... Płocku. Szału nie było. Dostał 6 tys. głosów i tym razem do Sejmu już się nie dostał.

--

GRUDZIEŃ 2013
Radny odchodzi po aferze z mieszkaniami

Jest 23 grudnia, atmosfera już bardziej świąteczna niż polityczna, tymczasem miejski radny Michał Tomczak zaprasza dziennikarzy na spotkanie i ogłasza swoje odejście z klubu Platformy Obywatelskiej.

- Nie mogę identyfikować się z klubem, który lekceważy 92 tys. niepełnosprawnych w Poznaniu - podkreśla Tomczak. Przynajmniej oficjalnie poszło bowiem o jego poprawki do projektu budżetu miasta na 2014 r.

Jednak nieoficjalnie wiadomo, że już wcześniej między Tomczakiem a Platformą nie działo się najlepiej, co zresztą zaraz po odejściu radnego potwierdził szef klubu PO Marek Sternalski:

- Nie jestem zaskoczony jego odejściem. W ostatnim czasie nasza współpraca była bardzo znikoma. Nie mieliśmy w nim 100-procentowego sojusznika - komentował Sternalski. I dodawał, że Tomczak "jak każdy popełniał też błędy, i od jednego z takich błędów zaczęły się problemy".

Chodziło o aferę z mieszkaniami Tomczaka. Najpierw latem 2012 r. "Głos Wielkopolski" ujawnił, że radny - mimo wysokich dochodów - wciąż mieszka w TBS i płaci niewielki czynsz.

Później w "Gazecie Wyborczej" odkryliśmy i opisaliśmy, że Tomczak ma w Poznaniu jeszcze inne mieszkanie, co nie pozwalałoby mu w ogóle zostać najemcą PTBS. Początkowo radny zaprzeczał.

Jednak po paru dniach publicznie przyznał: - Jestem dysponentem dwóch mieszkań na terenie Poznania. To, co w odpowiedzi na zadane mi pytania podałem, to były kłamstwa. Bardzo przepraszam za te kłamstwa.



Po odejściu z PO Tomczak dość szybko - i zgodnie z przewidywaniami - dołączył do ekipy Ryszarda Grobelnego. I razem z nią poniósł niespodziewaną klęskę w wyborach jesienią 2014 r.

Później zaczął się udzielać w nowo powstałym ruchu Kukiz'15. Do rady miasta próbował wrócić rok temu z listy Jarosława Pucka - bez skutku, dostał zaledwie 200 głosów - a w tym roku próbował sił w wyborach do parlamentu. Jako jedyny z Kukiz'15 znalazł się na poznańskiej liście PSL.

--

MARZEC 2014
Dariusz Lipiński wypada z ciężarówki Platformy

Mniej więcej w tym samym czasie coraz bardziej rozchodziły się też drogi Platformy i Dariusza Lipińskiego. Jej były poznański lider, a także wieloletni poseł, ogłosił odejście w marcu 2014 r. Nie podobał mu się "skręt w lewo" partii rządzonej wtedy jeszcze przez Donalda Tuska.

- Tę sytuację można porównać do rozpędzonej ciężarówki z ładunkiem, która gwałtownie wchodzi w zakręt w lewo - wyjaśniał obrazowo Lipiński w rozmowie z "Głosem Wielkopolskim". - Podczas tego skrętu część ładunku po prostu przestaje się na niej mieścić i wypada.

Z tym że - trzymając się tej metafory - Lipiński nie wylądował na żadnym przypadkowym poboczu. Trafił do nowej partii Jarosława Gowina - wówczas jeszcze pod nazwą Polska Razem.



Co konkretnie nie podobało się Lipińskiemu w Platformie? Zapytałem go o to półtora roku później, podczas zwycięskiego wieczoru wyborczego PiS, i zaczął wyliczać.

Mówił o "sprzeniewierzeniu się własnej deklaracji programowej", o brak odpowiedzialności za słowa i niezrealizowanych obietnicach, o jałowym PR i "stawianiu na to, co akurat się podoba i opłaca".

Zaznaczmy, że po drodze Lipiński próbował jeszcze współpracy z prezydentem Ryszardem Grobelnym, z jego listy jesienią 2014 r. wystartował - bez powodzenia - do sejmiku wojewódzkiego.

Towarzyszył też Jarosławowi Gowinowi, gdy ten specjalnie przyjechał do Poznania przed II turą wyborów, aby poprzeć Grobelnego. To wtedy Gowin przekonywał, że Grobelny ma "krystaliczny kręgosłup moralny" i przyrównywał Jacka Jaśkowiaka do Janusza Palikota.

Sytuacja była jednak dość dziwaczna. Tak de facto Lipiński grał wtedy na dwa fronty, bo Polska Razem podpisała już porozumienie z PiS, co nie spodobało się działaczom Grobelnego początkowo współpracującym z Lipińskim przy tworzeniu struktur nowej partii.

- Nie wyrażałem zachwytu tym sojuszem Polski Razem z PiS. Ale też wcale się nie odcinałem. Mówiłem tylko o zdystansowaniu - lawirował Dariusz Lipiński, zapytany wtedy, jak to jest z tą współpracą z Kaczyńskim.

Ale rok później nie było już żadnych wątpliwości. Ten sojusz, nad którym Lipiński "nie wyrażał zachwytu", dał mu drugie miejsce na liście PiS do Sejmu.

Tym razem jednak się nie udało. Lipiński dostał niecałe 6 tys. głosów, do parlamentu nie wszedł, bo przeskoczyło go kilku innych kandydatów z dalszych miejsc.

Dziś cały czas jest szefem poznańskich struktur Porozumienia Jarosława Gowina. Przypomnijmy, że to właśnie do tej partii należy też minister Jadwiga Emilewicz, która była główną twarzą kampanii Zjednoczonej Prawicy w Poznaniu i została nową poznańską posłanką.

--

SIERPIEŃ 2014
Jarosław Pucek żegna Platformę i "bufetową"

- W dniu dzisiejszym złożyłem rezygnację z członkostwa w Platformie Obywatelskiej - napisał Jarosław Pucek, wówczas jeszcze szef ZKZL, na Twitterze. To był zresztą jeden z jego pierwszych tweetów - założył konto zaledwie pięć dni wcześniej.

Jego odejście z Platformy było kwestią czasu. Konserwatywny Pucek coraz bardziej zgrzytał zębami po różnych działaniach rządu PO-PSL, który m.in. zaczął walkę z kibicowskimi ekscesami, i wcale tego nie krył.

Nie odcinał się od hasła "Donald, matole, twój rząd obalą kibole". Kiedy prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz zakazała zgromadzenia kibiców Lecha Poznań (którzy decyzją wojewody nie mogli wejść na mecz z Legią) - Pucek pogardliwie nazwał ją "bufetową".

Lider wielkopolskiej PO Rafał Grupiński zapowiedział skierowanie sprawy do sądu koleżeńskiego i sugerował, że "rozstrzygnięcie powinno być jak najsurowsze", a ówczesny szef poznańskiej PO Filip Kaczmarek powiedział nawet, że najchętniej "dałby Puckowi po pysku".

Mimo wszystko jego odejście z PO nie było żadnym mega newsem. Tak właściwie w ogóle nie było newsem dla nikogo spoza wąskiego grona ludzi zainteresowanych lokalną poznańską polityką. Po prostu Pucek nie był wtedy jeszcze żadną pierwszoplanową postacią.

Zaraz po jego rozstaniu z Platformą okazało się, że - podobnie jak wyżej wspomniany Lipiński - wystartuje do sejmiku z listy Ryszarda Grobelnego. Z ostatniego miejsca dostał sporo, bo ponad 2,1 tys. głosów, ale nie wystarczyło to do zdobycia mandatu.

Tak naprawdę Pucek wypłynął na szersze wody dopiero w 2018 r. - kandydując na prezydenta Poznania. Tu zajął czwarte miejsce z 7,5 proc. Podkreślał swoją niezależność i apolityczność, co jego dawni koledzy kwitowali śmiechem, wytykając mu przeszłość w PO i w Unii Wolności.



Tymczasem przed tegorocznymi wyborami parlamentarnymi Pucek zaskoczył wszystkich - zgodził się wystartować do Senatu jako kandydat PiS. Wynik jego pojedynku z senator Jadwigą Rotnicką był właściwie z góry do przewidzenia.

--

SIERPIEŃ 2014
Poseł Banaszak opuszcza tonący okręt Palikota

W ten sam wtorek 26 sierpnia 2014 r. zdarzyło się jeszcze coś innego. Dokładnie tego samego dnia, gdy Pucek składał rezygnację z członkostwa w Platformie, poseł Maciej Banaszak odszedł z Twojego Ruchu i dołączył do klubu parlamentarnego SLD.

- Twój Ruch chyli się ku schyłkowi. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że nie dostanie się do sejmiku województwa, wtedy wyborcy mogą uznać, że nie ma sensu wspierać tej partii w kolejnych wyborach - wyjaśniał Banaszak w rozmowie z "Głosem Wielkopolskim".

Dodajmy, że wszystko działo się już po wyborach do Parlamentu Europejskiego, w których twór o nazwie Europa Plus Twój Ruch poniósł druzgocącą klęskę. Zdobył jedynie 3,6 proc. głosów. Nie pomógł nawet patronat Aleksandra Kwaśniewskiego.

Z Banaszakiem do SLD czmychnął jeszcze inny wielkopolski poseł - Krzysztof Kłosowski. Jaka była reakcja władz ugrupowania Janusza Palikota? Była... hmm... dość specyficzna.

Szef wielkopolskich struktur Twojego Ruchu Jacek Krawczykowski komentował: - Transfery w polityce to rzecz normalna. Odejście tych posłów to żadne zaskoczenie. To dla nas naprawdę niewielka strata.

To był jednak dopiero początek trzęsienia ziemi. Zaledwie miesiąc później z klubu poselskiego Twojego Ruchu odeszło kolejnych 12 posłów. Minęło kolejne pół roku - i klub w ogóle przestał istnieć.

A co się działo dalej z samym Banaszakiem? Już jako poseł SLD zasłynął jako współautor ustawy, która odebrała strażnikom miejskim i gminnym możliwość korzystania z fotoradarów, w 2015 r. nie wystartował już w wyborach na kolejną kadencję.

Do dziś udziela się za to jako komentator w sprawach związanych z ruchem drogowym. Do 2017 r. był wiceprezesem stowarzyszenia Kierowca.pl kierowanym przez Włodzimierza Zientarskiego.

--

LIPIEC 2017
Andżelika Możdżanowska zapomniała o kłamstwach

To nie był w zasadzie żaden poznański "transfer", bo Możdżanowska jest z Kępna, ale ze względu na znaczenie tego ruchu musiała się w tym zestawieniu znaleźć.

- Dziękuję za wszystko, co wspólnie zrobiliśmy w PSL. Życzę Ci jak najlepiej na nowej drodze. Powodzenia - napisał Władysław Kosiniak-Kamysz, szef ludowców, na Twitterze na wieść o decyzji Możdżanowskiej.

Z dzisiejszego punktu widzenia brzmi to wręcz jak jakaś szydera. Można złośliwie skwitować, że życzenia WKK spełniły się w 100 proc., bo była posłanka PSL po zmianie barw zrobiła błyskawiczną karierę.

Najpierw przez trzy miesiące była posłanką niezrzeszoną. Jednak już w październiku 2017 r. została wiceministrem rozwoju i pełnomocnikiem rządu ds. małych i średnich przedsiębiorstw. I jeszcze w tym samym roku dołączyła do klubu parlamentarnego PiS.

To jednak nie koniec. Wiosną tego roku Możdżanowska dostała "dwójkę" na liście PiS w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Jej popularność w południowej Wielkopolsce przyczyniła się do tego, że PiS wziął tu drugi mandat, dzięki czemu Możdżanowska została europosłanką.

ZOBACZ TAKŻE: Eurowybory 2019. Wyprawka dla nowych wielkopolskich europosłów, czyli małe co nieco na drogę do Brukseli

Krytycy do dziś przypominają jej wypowiedzi jeszcze z czasów, gdy była w PSL, że "PiS kłamał, kłamie i kłamać będzie". Inna posłanka PiS Joanna Lichocka próbowała nawet bronić Możdżanowskiej, sugerując, że w szeregach ludowców była... zmuszana do takich wypowiedzi.



Przed eurowyborami sama Andżelika Możdżanowska odniosła się do swoich dawnych słów w rozmowie z "Gazetą Wyborczą": - Sam pan ocenił mój język jako cięty – nie wiem, czy jest to zaleta, czy wada. Ja pokazuję dzisiejsze fakty, a pan odnosi się do historii. Ją pozostawmy historykom, a dziś i jutro aktywnie budujemy.

Poza tym Możdżanowska przekonywała, że może "z czystym sumieniem spojrzeć w lustro", bo "nie sprzeniewierzyła się żadnym swoim wartościom ani oczekiwaniom swoich wyborców".

--

STYCZEŃ 2018
Jacek Tomczak się doigrał

Czy wyżej pisałem coś o tym, że jeszcze wrócimy do Jacka Tomczaka i Jana Filipa Libickiego?

To właśnie ten moment. Po rozstaniu z PiS w 2009 r. obaj przeszli niemal identyczną i dość zawiłą drogę.

Najpierw flirtowali z Polską Plus kierowaną przez Ludwika Dorna, z kolei po katastrofie smoleńskiej związali się z nowym ugrupowaniem Polska Jest Najważniejsza, które założyła Joanna Kluzik-Rostkowska i inni ówcześni uciekinierzy z PiS.

Z tej inicjatywy też jednak niewiele wyszło. Zatem Tomczak z Libickim przed wyborami w 2011 r. czmychnęli do... Platformy Obywatelskiej. Później całymi latami należeli do jej najbardziej konserwatywnych polityków.

Znamienne było, że Tomczak - choć tym razem wszedł do Sejmu z listy PO i dołączył do jej klubu parlamentarnego - długo ociągał się z wstąpieniem do samej partii. Za to bywał dla niej kłopotem w oczach lewicowych wyborców.

Regularnie głosował za zaostrzaniem przepisów antyaborcyjnych, przeciw in vitro, był też przeciwny konwencji Rady Europy ds. zapobiegania i zwalczania przemocy wobec kobiet. Dziennikarze "Gazety Wyborczej" sugerowali, że Platforma powinna go wyrzucić.

Zdawało się, że Tomczak jest nietykalny, ale w końcu się doigrał. W styczniu 2018 r. wybuchła afera wokół odrzucenia projektu Ratujmy Kobiety zakładającego złagodzenie przepisów antyaborcyjnych.

Jednym z trojga posłów PO, którzy zagłosowali przeciw skierowaniu projektu do dalszych prac, był oczywiście właśnie Tomczak. Cała trójka momentalnie wyleciała z partii.

I tu na scenę wraca Jan Filip Libicki - w tamtym czasie już senator PO. Kilka miesięcy czeka, czy władze Platformy nie przywrócą jednak Tomczaka do łask, a kiedy tak się nie dzieje - w geście solidarności z kolegą sam odchodzi z partii.



Ostatecznie obaj wylądowali w Polskim Stronnictwie Ludowym. To właśnie z listy ludowców dostali się do parlamentu na kolejną kadencję w niedawnych wyborach. Tomczak znów został posłem - tym razem z Konina.

Z kolei Jan Filip Libicki - w ramach tzw. paktu senackiego - był jedynym kandydatem opozycji w okręgu obejmującym m.in. Wolsztyn, Nowy Tomyśl i Oborniki. Nie dał żadnych szans konkurentowi z PiS. Teraz jest wymieniany nawet jako potencjalny kandydat na marszałka Senatu.

MAJ 2018
Joanna Schmidt mówi "adieu"

To chyba najgłośniejsze poznańskie polityczne rozstanie ostatnich lat. Z kilku powodów:

- dotyczyło posłanki, która w wyborach 2015 dostała tu najwięcej, bo aż 35 tys. głosów
- jako jedna z nielicznych nie była szeregową posłanką, tylko ważną postacią w swojej partii
- dodatkowo w tle całej historii był jej związek z Ryszardem Petru i słynny wypad na Maderę

ZOBACZ TAKŻE: Wybory 2018. Joanna Schmidt mówi "adieu". Poznańska Nowoczesna traci swoją najpopularniejszą twarz

Tak właściwie Joanna Schmidt nie odeszła z Nowoczesnej jednego dnia. Jej pożegnanie z partią przypominało całkiem długi, momentami zaskakujący serial.

- Straciłam czujność polityczną. To była brutalna lekcja - przyznała Schmidt kilka tygodni po wspomnianym wyjeździe na Maderę. Krótko potem zrezygnowała z funkcji wiceprzewodniczącej klubu parlamentarnego.

Ciąg dalszy nastąpił rok później. Posłanka Schmidt zawiesiła wtedy swoje członkostwo w partii w geście protestu po słynnym głosowaniu, gdy m.in. przez bierną postawę Nowoczesnej przepadł projekt Ratujmy Kobiety, nie zdążył nawet trafić do prac w komisji.

Kiedy wiosną 2018 r. Nowoczesna dogadywała się z Platformą Obywatelską w sprawie wyborów samorządowych i poparła Jacka Jaśkowiaka jako wspólnego kandydata na prezydenta Poznania - Schmidt nie pojawiła się na konwencji.

Najpierw tłumaczyła się poselskimi obowiązkami w Warszawie, ale krótko później sama przyznała, że jej nieobecność wcale nie była taka przypadkowa. I że "poparcie Nowoczesnej dla Jaśkowiaka to błąd".

Nadszedł wreszcie maj, gdy pozbawiony władzy w partii Ryszard Petru, a także posłanki Schmidt i Joanna Scheuring-Wielgus oznajmili, że odchodzą z Nowoczesnej.

Co ciekawe - zaraz po odejściu Schmidt rozważała nawet własny start w wyborach na prezydenta Poznania. Szybko wycofała się jednak z tego pomysłu.



Jesienią 2018 r. Petru, Schmidt i Scheuring-Wielgus założyli partię Teraz!, która jednak istniała niecały rok. Z całej trójki tylko Scheuring-Wielgus dostała się kolejny raz do Sejmu - z list Lewicy.

Nieco zapomniana Joanna Schmidt - która w międzyczasie wróciła do panieńskiego nazwiska Mihułka - tym razem w wyborach parlamentarnych nawet nie kandydowała.

WRZESIEŃ 2018
Tomasz Lipiński idzie w ślady ojca

To jedna z tych nielicznych historii, które zdarzyły się tuż przed wyborami, a konkretnie - tuż po przedstawieniu list kandydatów Koalicji Obywatelskiej na wybory samorządowe.

Z tychże list wyleciał Tomasz Lipiński. Tak, zbieżność nazwisk nie jest tu przypadkowa, to syn opisanego wcześniej Dariusza Lipińskiego. Jesienią 2018 r. w jakimś sensie poszedł w jego ślady.

Już wcześniej Lipiński czasami dystansował się od niektórych działań partyjnych kolegów - zwłaszcza prezydenta Jacka Jaśkowiaka. Jednak to wciąż było niewinne strzelanie do siebie z pistolecików na wodę. Tymczasem nagle obie strony zaczęły celować do siebie z armaty.

Cała awantura wokół Lipińskiego to był element większej przepychanki pomiędzy Jaśkowiakiem a Bartoszem Zawieją, wówczas jeszcze szefem poznańskiej PO, gdzie każdy z nich próbował na listach wyborczych przeforsować "swoich" ludzi kosztem ludzi tego drugiego.

Koniec końców Lipiński wyleciał z listy na Winogradach, w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" ostro zjechał Jaśkowiaka (który zresztą nie pozostawał mu dłużny), a już parę dni później przyłączył się do ekipy Jarosława Pucka.

ZOBACZ TAKŻE: Wybory 2018. To musiało tak się skończyć. Radny Tomasz Lipiński zrywa z Platformą i zaraz idzie na nową randkę

Kolejne miesiące pokazały, że tak naprawdę Lipińskiemu z Platformą było już chyba bardzo nie po drodze, bo np. w różnych wpisach na Twitterze przeszedł na pozycje chwilami wręcz propisowskie.

Na przykład w wyborach parlamentarnych - jak publicznie oznajmił - zagłosował na Jadwigę Emilewicz do Sejmu.

Z salą sesyjną musiał się jednak pożegnać. Komitet Pucka w wyborach do rady miasta poniósł porażkę i mimo ciekawych transferów nie zdołał do niej wprowadzić nikogo. Na otarcie łez Lipiński dostał od nas Poznańskiego Oscara za najlepszy film akcji całego zeszłego roku.

Seweryn Lipoński / 3 listopada 2019