www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Wybory 2019. Debata, pardon, teleturniej polityków w TVP. Sasin w oblężonej twierdzy, Budka i WKK wygłaszali orędzia

3 października 2019

Wybory 2019. Debata, pardon, teleturniej polityków w TVP. Sasin w oblężonej twierdzy, Budka i WKK wygłaszali orędzia

Wybory 2019 - TVP - debata - Borys Budka - Jacek Sasin - Władysław Kosiniak-Kamysz - Jacek Wilk - Andrzej Rozenek

Główna debata wyborcza w TVP - choć tak właściwie wcale nie była żadną debatą - była ciekawa. Widzowie u m.in. o "hańbie III RP" i o "sumieniach wybrudzonych ruskim węglem", lider ludowców zyskał nowy zaskakujący wpis w CV, przemówił nawet... nieobecny w studiu Paweł Kukiz.

- Uczestnicy debaty nie zadają sobie wzajemnie pytań - oznajmił już na dzień dobry prowadzący Michał Adamczyk z TVP. To był moment, w którym właściwie należało przestać nazywać to "debatą", no bo... co to za debata?

To tak, jakby zorganizować bieg na 100 m i powiedzieć przed startem, że zawodnikom nie wolno się ze sobą ścigać.

- To jest ODPYTKA - skwitował Maciej Kluczka z TVN24. Rzeczywiście, mogło się to skojarzyć z odpytywaniem w szkole, z tym że nie przy tablicy, tylko przy pulpicie.

Zdarzyły się nawet talizmany - zupełnie jak na maturze. Przedstawiciel Konfederacji Jacek Wilk postawił bowiem na tymże pulpicie polską flagę. Do tej kwestii jeszcze wrócimy...

Kiedy Adamczyk szczegółowo tłumaczył reguły debaty - przyszło mi na myśl jeszcze inne porównanie. To wszystko brzmiało jak jakiś teleturniej. Jak Hubert Urbański tłumaczący drogę do miliona.



Zabrakło tylko wzmianki o progach gwarantowanych i kołach ratunkowych typu "telefon do szefa partii". Z tego ostatniego nie mógłby jednak skorzystać Władysław Kosiniak-Kamysz, który nie omieszkał podkreślić (dwa razy!), że jest jedynym w tej debacie liderem ugrupowania.

Zatem, podobnie jak w "Milionerach", zaczęło się od pytania za 500 zł o 500 plus. I poszli!

Każdy, kto śledzi medialne doniesienia, nie mógł być zaskoczony odpowiedziami. Koalicja Obywatelska, PSL i Lewica zostawią 500 plus i dorzucą jeszcze jakieś bajery, jedynie Konfederacja odpowiedziała nie wprost że raczej nie, przedstawiając za to liczne propozycje obniżenia podatków.

- Nie wierzcie państwo zapewnieniom naszych konkurentów politycznych, że ten program utrzymają - rzucił wicepremier Jacek Sasin z PiS. Zaczął mówić o zwróceniu godności rodzinom, o pieniądzach na wakacje i o "hańbie III RP, jaką były głodne dzieci".

Zresztą to właśnie didaskalia były tu najciekawsze. Przedstawiciel Lewicy Andrzej Rozenek stwierdził, że programem 500 plus "PiS nie odkrył Ameryki", lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz złożył kondolencje po śmierci Kornela Morawieckiego, choć zaraz potem przeszedł do ataku.

Kilku uczestników debaty teleturnieju z przekąsem podziękowało też TVP za zaproszenie, wręcz licytując się, jak długo ich tam nie było.

Budka pyta o leki i afery

Wszystkich pytań było siedem, a więc mieliśmy 35 takich minutowych monologów, nie ma sensu omawiać ich po kolei. Zamiast tego skupmy się na tym, jak wypadli poszczególni uczestnicy.

Borys Budka z Koalicji Obywatelskiej za każdym razem wyglądał, jakby wygłaszał jakieś orędzie, którego w dodatku nauczył się na pamięć. I ćwiczył to chyba wcześniej ze stoperem - praktycznie z każdą odpowiedzią IDEALNIE mieścił się w czasie.

Za punkt honoru postawił sobie chyba odkręcić wszystko to, co o opozycji opowiadano w TVP przez ostatnie trzy lata, dlatego m.in. jasno zaznaczył, że Koalicja nie odbierze 500 plus ani nie jest za adopcją dzieci przez związki partnerskie.

Poza tym Budka mocno akcentował to, o czym dotąd widzowie TVP akurat niekoniecznie mieli okazję usłyszeć, a jeśli już - to często w dość... hmm... oryginalnej formie.

Przedstawiciel KO przypomniał więc o różnych aferach partii rządzącej, z ostatnimi "telefonami od gangsterów" na czele, dwukrotnie wspomniał też słynne nagrody wypłacane ministrom jeszcze w rządzie Beaty Szydło. Zrobił nawet małe lokowanie produktu - zapraszając na stronę internetową z aferami PiS.

Jednak wyjątkowo populistycznie zabrzmiało, gdy Budka zaczął te afery wyliczać przy pytaniu o... służbę zdrowia: - Czy możecie sobie państwo wyobrazić, ile leków można byłoby kupić za 2 mld zł, które zostały przeznaczone na samoloty dla VIP-ów, którymi później latał marszałek Sejmu czy jego rodzina?

Trudno się jednak dziwić, bo pamiętajmy, że np. afera z nagrodami dla ministrów były jedną z nielicznych spraw w ostatnich paru latach, po których PiS-owi spadło w sondażach.

Sztywny "premier" Kosiniak-Kamysz

Szef PSL Władysław Kosiniak-Kamysz też długimi momentami przypominał kogoś wygłaszającego orędzie. Zwłaszcza w końcowej przemowie brzmiał wręcz patetycznie. I może właśnie dlatego Jacek Sasin z PiS wcześniej omyłkowo zwrócił się do niego "panie premierze".

- Nigdy nie byłem premierem ani wicepremierem, ale rozumiem, że mi pan dobrze życzy - odparł Kosiniak-Kamysz. Ale to była jedna z nielicznych chwil, gdy pozwolił sobie na odrobinę luzu, poza tym niemal cały czas był wyjątkowo usztywniony.

Tej naturalności - z której przecież dotąd znany był WKK i wydawało się to jego wielkim atutem - zabrakło nawet wtedy, gdy wyciągnął pakt dla zdrowia i zaoferował konkurentom jego podpisanie. Z góry było wiadomo, że nikt nie podpisze, a wszystko to było tak sztuczne i wyreżyserowane jak konfetti na wieczorze wyborczym Roberta Biedronia.

Istną ozdobą debaty - i właściwie jedynym jej momentem, gdy faktycznie doszło do jakiejś dyskusji - była wymiana ripost Kosiniaka-Kamysza z Sasinem, do której włączył się też Andrzej Rozenek, a padły w niej słowa m.in. o "sumieniach wybrudzonych ruskim węglem".

Myślicie, że skoro na debacie był szef ludowców, to nie było jego nowego sojusznika Pawła Kukiza? Ależ był! Może faktycznie nie ciałem - jednak jego duch ewidentnie wstąpił w Kosiniaka-Kamysza przy pytaniu o jawność majątków polityków.

Tu ewidentnie Kukiz przemówił ustami WKK: - Damy szansę na odwołanie posła w trakcie kadencji. Bo symbolem przyzwoitości i prawości obecnego rządu jest trzech muszkieterów: pan Misiewicz, pan Kuchciński i pan Banaś. Z tym trzeba zrobić porządek oddając władzę w ręce obywateli.

Lider ludowców zaniechał za to jakichkolwiek starań o centrolewicowych wyborców. Już na początku wyraźnie oznajmił, że nie chce żadnych związków partnerskich, a najważniejsze są dla niego rodzina i "korzenie chrześcijańskie".

No, no, aż trudno było uwierzyć, że ten facet niespełna pół roku temu był w jednej Koalicji Europejskiej na eurowybory z Barbarą Nowacką i Włodzimierzem Czarzastym.

Rozenek jedzie równo po PiS

Jeśli mielibyśmy w tej debacie wskazać najbardziej antypisowskiego polityka, to nie był to wcale Borys Budka, tylko Andrzej Rozenek reprezentujący Lewicę.

Zaczął co prawda od ostrożnej pochwały programu 500 plus, ale zaraz zaznaczył, że rządzący spoczęli na laurach i w sprawach socjalnych właściwie nic więcej nie zrobili.

Później mieliśmy już w wykonaniu Rozenka przede wszystkim jechankę po PiS. Związki partnerskie? Oczywiście, trzeba szanować każdą rodzinę, a nie tylko tę zdefiniowaną przez Kaczyńskiego i pogardzać czy wręcz prześladować innych.

Polityka zagraniczna? "Pasmo niekończących się porażek i katastrof". Tu Rozenek przypomniał też słynne głosowanie w sprawie szefa Rady Europejskiej - przegrane przez polski rząd 1:27. Rolnictwo? Jeśli PiS będzie gwizdać na praworządność - rolnikom grozi utrata unijnych dopłat.

Oczywiście mnóstwo tych ciosów było celnych. Jednak Rozenkowi ewidentnie zabrakło czasu, a może i chęci, by przy tej całej krytyce rządu przedstawić propozycje Lewicy. Na przykład w służbie zdrowia.

Tam Andrzej Rozenek nazwał uprzednie wystąpienie Sasina "propagandą sukcesu", oznajmił, że teraz on powie, jak jest. I dodał, że Lewica wie, jak to naprawić. No więc jak? Po prostu... dorzucić więcej pieniędzy. Proste, prawda? Ale konkretów brak.

Taka strategia Rozenka mogła być jednak celowa. Z ostatniego sondażu dla "Rzeczpospolitej" wynikało, że akurat wyborcy Lewicy i tak są wyjątkowo zmobilizowani, by iść głosować. Sztab mógł uznać, że nie trzeba ich dodatkowo zachęcać szczegółowymi propozycjami podczas debaty.

Za to końcowe wystąpienie Rozenka - to o rozmowach z własnymi, nastoletnimi dziećmi, które "wybierają Lewicę" - było po prostu komiczne i niczym żywcem wzięte z jakiegoś taniego spotu wyborczego.

Sasin w oblężonej twierdzy

Wicepremier Jacek Sasin z PiS łatwego zadania nie miał. Na całe 45 minut stał się twarzą rządu, który co prawda cieszy się poparciem blisko połowy Polaków, ale przez cztery lata zdołał się skonfliktować z mnóstwem różnych grup społecznych z tej drugiej połowy.

Podczas debaty Sasin - choć ewidentnie był zdenerwowany - zachowywał się jak w oblężonej twierdzy i te konflikty dodatkowo podsycał. Zwłaszcza w części o związkach partnerskich mówił zupełnie jak abp Stanisław Gądecki - o "ofensywie LGBT" i "rewolucji ideologicznej".

- Jesteśmy tolerancyjni - próbował przekonywać, ale zająknął się przy tym wyraźnie, co było wręcz symboliczne. Zresztą całe jego wystąpienie, w którym wspomniał też oczywiście o chronieniu dzieci i rodziny, tej rzekomej tolerancji ewidentnie zaprzeczało.

Trudno było nie dostrzec, że Sasin chwalił się - mniej lub bardziej słusznie - różnymi działaniami rządu PiS, jednak czynił to wyjątkowo wybiórczo. Służba zdrowia? Wzrosły na nią nakłady, liczba lekarzy i pielęgniarek. Ale ani słowa np. o rosnących kolejkach czy proteście lekarzy rezydentów.

Jawność życia publicznego? Przytaczane przez oponentów nieprawidłowości Sasin nazwał "rzekomymi aferami", przekonywał, że to PiS jest za jawnością majątków rodzin polityków i zaproponował taką ustawę.

Musiał więc Borys Budka przypomnieć, że stało się to wskutek niejasności wokół działki kupionej przez premiera Mateusza Morawieckiego i przepisanej na żonę, czyli innymi słowy - właśnie wskutek jednej z tych "rzekomych afer".

A Rozenek kpił, że mówienie o jawności dziwnie brzmi w ustach polityka partii rządzącej, która od wielu miesięcy i mimo wyroku sądu nie chce ujawnić list poparcia dla sędziów do nowej Krajowej Rady Sądownictwa.

Wicepremier Sasin umiejętnie podsycał jednak nastroje wyborców PiS, raz po raz wspominał, co było "za naszych poprzedników". Na koniec podkreślił: - 13 października zdecydujemy, czy obronimy nasze prawa do programu 500 plus, trzynastej emerytury, do niższego wieku emerytalnego.

Flaga i klęczniki Wilka

Na deser został nam Jacek Wilk z Konfederacji. Pamiętam jego występ jeszcze w debacie prezydenckiej w 2015 r., i szczerze mówiąc mam wrażenie, że wypadł wtedy lepiej niż tym razem.

Całkiem możliwe, że z tegorocznej dyskusji najbardziej zapamiętany zostanie z awantury o polską flagę na mównicy, co miało miejsce jeszcze przed wejściem na antenę.

Wystąpienia Wilka - mimo prezentowanej dużej pewności siebie - w większości były jakieś takie... miałkie, dziwnie asekuracyjne jak na radykalną prawicę, pozbawione głównej myśli. Zdecydowanie najczęściej z całej piątki nie mieścił się też w czasie.

Już przy pytaniu o program 500 plus właściwie w ogóle się do niego nie ustosunkował. Zamiast tego wyliczył chyba cały program gospodarczy Konfederacji.

Później Jacek Wilk stwierdził m.in., że "to dzięki małżeństwom społeczeństwo ma dzieci". No ciekawe, biorąc pod uwagę, że obecnie już około 30 proc. dzieci rodzi się poza małżeństwami (co też padło w tej dyskusji), zresztą m.in. z tego powodu dyskusja o związkach partnerskich w ogóle ma miejsce.

W sprawach rolnictwa dowiedzieliśmy się głównie tyle, że Wilk wychował się na wsi. Jakimś konkretem zapachniało, gdy zaczął mówić o służbie zdrowia z Singapuru, tyle że koniec końców... nie wyjaśnił, na czym te rozwiązania polegają.

Jedyny naprawdę udany fragment dla Konfederacji to polityka zagraniczna. Tam Wilk ostro zaczął, że "mieliśmy wstać z kolan, a tylko zmieniliśmy klęczniki", po czym jasno i klarownie wyłożył, na czym jego zdaniem powinna opierać się polska dyplomacja.

Jako jedyny Jacek Wilk tak mocno zaakcentował też konieczność uniezależnienia prokuratury i wymiaru sprawiedliwości od polityków.

--

Jak zwykle przy okazji takich pojedynków trudno jednoznacznie stwierdzić, kto wygrał, kto przegrał. Żaden z uczestników raczej nie zrobił takiej furory, by Hubert Urbański Michał Adamczyk wypisał mu czek na główną wygraną...

Tak naprawdę rozstrzygnięcie będzie nie jak w "Milionerach", tylko jak w "Mam Talent", a wstępne wyniki głosowania publiczności poznamy wieczorem 13 października.

Seweryn Lipoński / 3 października 2019