www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Wybory 2019. Pan Jarosław w Pile, Koalicja z Lewicą w Poznaniu, czyli ostatni zajazd w Wielkopolsce przed 13 X

14 września 2019

Wybory 2019. Pan Jarosław w Pile, Koalicja z Lewicą w Poznaniu, czyli ostatni zajazd w Wielkopolsce przed 13 X

Wybory 2019 - Poznań - Jarosław Kaczyński - Joanna Jaśkowiak - Koalicja Obywatelska - PiS - Lewica - Piła

Na jeden dzień Poznań stał się polityczną stolicą Polski. Liderzy Koalicji Obywatelskiej i Lewicy zabiegali o głosy licznych poznaniaków niechętnych PiS. Szef partii rządzącej w nieodległej Pile, gdzie wynik głosowania jest mniej oczywisty, kolejny raz mówił o "ataku na rodzinę".

Jeśli polską kampanię wyborczą śledzi prezydent Donald Trump pomiędzy kolejnymi partyjkami golfa jakiś Amerykanin, to dzisiaj mógł pomyśleć, że Poznań i okolice to jakiś tzw. swing state. I że to m.in. tutaj mogą się ważyć losy zwycięstwa w październikowym głosowaniu.

Jak wiadomo - jest wręcz na odwrót. Tak się bowiem składa, że akurat Poznań to jedno z tych miejsc w Polsce, gdzie wyniki są bardzo łatwe do przewidzenia. Platforma Obywatelska wygrywa tu od lat. PiS nigdy nie przekroczył nawet 25 proc.

UPDATE: Przyznaję, trochę się zagalopowałem, bo PiS raz jednak przekroczył tę barierę. W wyborach 2005 miał 25,5 proc. w okręgu poznańskim i 26,3 proc. w samym mieście.

Krótko po zamieszczeniu tego tekstu zwrócił mi na to uwagę jeden z polityków PiS. Dziękuję za czujność, a Was, drodzy czytelnicy, przepraszam za tę małą pomyłkę.


Prezes Kaczyński jak z playbacku

I może właśnie dlatego do samego Poznania zajechali dziś ci, którzy o wyniki w naszym mieście mogą być w miarę spokojni, czyli liderzy Koalicji Obywatelskiej oraz Lewicy.

Z kolei Jarosław Kaczyński z ekipą wzięli na celownik Piłę, gdzie rozstrzygnięcie już takie oczywiste nie jest, bo np. w eurowyborach Koalicja Europejska była górą tylko o kilkanaście tysięcy głosów i tylko o jeden mandat.



Premier Mateusz Morawiecki zawitał dziś natomiast do Pleszewa - to okręg kaliski - tam górą w ostatnich wyborach był już właśnie PiS.

Tak czy inaczej - Poznań był dzisiaj trochę jak 300 lat temu Wschowa. Takie miasteczko na pograniczu Wielkopolski i Dolnego Śląska, pod Lesznem, gdzie - choć formalnie nie było żadną stolicą - chętnie urzędowali tam królowie August II i August III. Zdarzało się nawet, że obradował tam Senat. Do tego wątku jeszcze wrócę.

A cała Wielkopolska była dziś zupełnie jak Soplicowo z "Pana Tadeusza". Tak, tu też odbył się zapewne ostatni taki zajazd w tej kampanii, bo teraz Pan Jarosław, Pan Grzegorz oraz Pan Włodzimierz z Panem Robertem i Panem Adrianem mają ostatnie cztery tygodnie na jeżdżenie po kraju i raczej nie spotkają się już jednego dnia niemal w tym samym miejscu.



Zacznijmy jednak od tej Piły. Prezes PiS Jarosław Kaczyński wygłosił tam przemówienie, o którym właściwie z góry było wiadomo, co się w nim znajdzie.

- Związek kobiety i mężczyzny jest fundamentem naszej cywilizacji. Ta rodzina jest teraz atakowana. I musimy ten atak odrzucić - podkreślał Kaczyński, wspominając kolejny raz o "seksualizacji dzieci" i o "kulturze edukacji, na którą rodzina się nie zgadza".

Gdyby u bukmacherów można było obstawiać, że właśnie o tym będzie mówił lider partii rządzącej, to kurs na taki typ oscylowałby w granicach 1,01. Coś jak zwycięstwo Amerykanów w dzisiejszym meczu z polskimi koszykarzami czy wygrana Rafaela Nadala w pierwszych rundach French Open.

Zaskoczenia nie mogło być tym bardziej, że Kaczyński zaledwie kilka godzin wcześniej był w Łodzi, gdzie jego wystąpienie transmitował na żywo TVN24 i lider PiS mówił DOKŁADNIE O TYM SAMYM. Podobnie jak wcześniej w Gdańsku, w Lublinie...

Zresztą w Poznaniu Kaczyński też już przecież był - przed dwoma tygodniami. I także wtedy silnie akcentował sprawy tradycji i światopoglądowe, widać wyraźnie, że poza rozdawaniem pieniędzy właśnie tym partia rządząca zamierza grać do samych wyborów.

Jednak - uwaga! - Kaczyński w Poznaniu powiedział na koniec coś jeszcze. Nawiązał do wspomnianych, fatalnych od lat wyników jego partii właśnie w naszym regionie, i zinterpretował to tak...



Zaraz posypały się liczne komentarze, że jest wręcz przeciwnie, poznaniacy bardzo dobrze zrozumieli propozycje PiS. I stąd takie, a nie inne wyniki dotychczasowych wyborów.

Tenorzy Lewicy odpowiadają na Joannę Jaśkowiak

Takiej argumentacji szczególnie chętnie używała opozycja. Do Poznania przyjechał dziś lider Koalicji Obywatelskiej i kandydat na premiera Grzegorz Schetyna z kandydatką na premiera Małgorzatą Kidawą-Błońską.

Dużo już o tej kandydaturze w ostatnich dniach powiedziano. Dziś sama MKB skupiała się na sprawach, nazwijmy to, technicznych, gospodarczych, ułatwieniach dla przedsiębiorców itd. Także dziś ukazał się z nią spory wywiad w "Gazecie Wyborczej", w którym mimo wszystko nie uciekała od politycznych ocen.

- Chcę pokazać, że mimo różnic można spierać się na argumenty i szanować przeciwnika - zapowiedziała, zaznaczając jednak: - Po sobotnim przemówieniu Jarosława Kaczyńskiego widzę, że w ogóle się w jego Polsce nie mieszczę. Z moimi poglądami, podejściem do świata.

Pokazała się też w końcu Joanna Jaśkowiak. Liderka poznańskiej listy KO zdążyła dotąd udzielić w tej kampanii kilku wywiadów, niemniej jednak poza tym była tak "aktywna", że nie było jej nawet na... prezentacji poznańskich kandydatów.

Jej nieobecność na różnych partyjnych eventach była na tyle zagadkowa, że jeszcze trochę, a sprawą zainteresowałyby się Fundacja ITAKA oraz autorzy programu "Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie" (choć emisję takiego odcinka z pewnością zablokowałby Jacek Kurski).

Teraz poszukiwania nie są już potrzebne. Joanna Jaśkowiak szczęśliwie odnalazła się na konwencji Koalicji Obywatelskiej, nawet na niej przemawiała, a poza mównicą udzielała wypowiedzi mediom.

Spotykamy się w Poznaniu, "wolnym mieście", wolnym od tego, co najgorsze w państwie PiS. Wolnym od nienawiści. (...) Ład konstytucyjny, trójpodział władzy, niezależność sądów. Myślę, że jeżeli to zrobimy, to reszta będzie powoli układać się

Joanna Jaśkowiak, liderka poznańskiej listy Koalicji Obywatelskiej / źródło: WTK



To jest w zasadzie Koalicja Obywatelska w pigułce. Jeszcze w niedawnych wyborach było udawanie, że głównym celem opozycji wcale nie jest odsunięcie PiS od władzy, teraz jest wprost przeciwnie.

Zwłaszcza w takim mieście jak Poznań sprawy poszanowania demokracji, niezależności sądów czy ochrona praw mniejszości ze strony opozycji po prostu muszą wybrzmieć głośniej niż kiedykolwiek wcześniej, jeśli Schetyna, Kidawa-Błońska i spółka serio myślą o wyniku umożliwiającym przejęcie władzy.

Zatrzymajmy się tu na chwilę. Tak naprawdę kandydatura Joanny Jaśkowiak determinuje całą rywalizację o wyborców w Poznaniu - zaraz wyjaśnię dlaczego - więc warto o niej powiedzieć parę słów.

Politycy PiS od początku z niej kpią, przekonują, że Jaśkowiak nie ma żadnych kompetencji (choć jest prawnikiem z wieloletnią praktyką) ani doświadczenia w polityce (tu trzeba przyznać rację - niespełna rok w sejmiku wojewódzkim wygląda w politycznym CV słabiutko).

Podkreślają wreszcie, jakoby była znana wyłącznie z tego, że jest byłą żoną prezydenta Poznania i że swego czasu powiedziała "jestem wk...a!" na placu Wolności. Ich zdaniem nie dała się poznać w żadnej innej działalności.

Już pomińmy, że to niekoniecznie prawda, bo Jaśkowiak udziela się w Kongresie Kobiet, działała też w swoim zawodowym samorządzie.

Proponuję jednak przede wszystkim wysłuchać całego jej słynnego przemówienia z pl. Wolności. Które - to tak na marginesie - wygłosiła nie przy okazji żadnej antyrządowej demonstracji (jak można było ostatnio przeczytać na stronach TVP Poznań), tylko podczas manifestacji kobiet 8 marca.

- Mówię "nie" pozbawianiu kobiet prawa wyboru i wolności podejmowania decyzji we wszystkich sprawach, które dotyczą ich życia. My, kobiety, jesteśmy mądre, silne, odpowiedzialne - mówiła wtedy Joanna Jaśkowiak. Dostało się wówczas nie tylko rządzącym, ale też np. Kościołowi.

Jeśli Koalicja Obywatelska wystawia kogoś takiego na szczycie listy wyborczej w ważnym mieście - Lewica musiała zareagować. Zatem dziś w Poznaniu, choć teoretycznie liderami tej lewicowej koalicji jest trzech facetów nieco złośliwie nazywanych "trzema tenorami", na konwencji Lewicy było głównie o kobietach.



Kandydatki Lewicy share'owały później w internecie ten "pakt dla kobiet", pod którym działacze się dziś podpisali, a znalazły się w nim takie punkty jak aborcja na życzenie do 12. tygodnia ciąży, równość płac kobiety i mężczyzn czy edukacja antyprzemocowa w szkołach.

Tak silne zaakcentowanie kobiecych spraw akurat w Poznaniu raczej nie jest przypadkiem. Cichy pakt o nieagresji w gronie opozycji oczywiście jakoś tam działa, ale i tak musi dojść do otwartej rywalizacji o głosy właśnie tam, gdzie Koalicja i Lewica są najsilniejsze. Zwłaszcza że przegrana z PiS raczej im tu nie grozi.

Przypomnijmy: w całym kraju Lewica walczy o powrót do parlamentu. A w Poznaniu - o drugi mandat. Jeden wydaje się pewny, ale gdyby udało im się ugrać w okręgu poznańskim wynik na poziomie 15 proc., to kto wie, kto wie...

Dodajmy, że akurat w kwestii praw kobiet Lewica ma pewną przewagę, nawet jeśli na czele listy KO jest Joanna Jaśkowiak. Kandydatki Lewicy mogą jej przypomnieć np. słynne głosowanie nad skierowaniem projektu Ratujmy Kobiety do dalszych prac...

...czy też fakt, że Jaśkowiak związała się z ugrupowaniem, w którym do niedawna działali Jacek Tomczak i Jan Filip Libicki, światopoglądowo z pewnością bliżsi partii Jarosława Kaczyńskiego niż byłej żonie prezydenta Poznania.

Nie skończyć jak Wschowa

Jak już napisałem, to był prawdopodobnie ostatni taki zajazd czołowych polityków w Wielkopolsce, przynajmniej do 13 października. Jeszcze oczywiście wrócą - ale już raczej nie tego samego dnia.

To była więc wyjątkowa polityczna sobota w Poznaniu, który póki co nie jest nie tylko stolicą kraju (choć nie dam sobie ręki uciąć, czy w całym potoku słów i obietnic dot. decentralizacji Jadwiga Emilewicz nie rzuciła przypadkiem i takiego pomysłu), ale także życia politycznego.

Tu przypomina mi się scenka sprzed paru lat ze wspomnianej na początku wpisu Wschowy. Tej, do której w XVIII w. tak chętnie przyjeżdżali królowie z dynastii Sasów.

Przygotowywałem akurat reportaż o problemach wokół pomnika Diany, który miał stanąć (i koniec końców stanął) we Wschowie, a inicjatorzy na uroczystość odsłonięcia zaprosili prezydenta Bronisława Komorowskiego.

- Przyjeżdżali tu królowie, to może i prezydent przyjedzie? - zastanawiał się szef wydziału promocji w tamtejszym urzędzie. I żalił się, że miasto podupadło po reformie administracyjnej z 1999 r., bo znalazło się na pograniczu trzech województw.

Teraz to nawet żadna telewizja nie chce do nich przyjeżdżać. Każda ma za daleko: z Poznania i z Wrocławia jest 100 km, z Gorzowa Wlkp. aż 150 km, nawet z redakcji terenowej w Zielonej Górze jakieś 80 km.

Czy po 13 października Poznań, w którym w ostatnich dniach tak chętnie się lansują liderzy różnych ugrupowań, przypadkiem też tak nie podupadnie - tyle że pod względem politycznym?

Ktokolwiek te wybory wygra - pierwszy test będzie zaraz po nich. Zobaczymy, czy w rządzie znajdzie się ktokolwiek z Poznania czy szerzej Wielkopolski, bo w ostatnich latach nie było to takie oczywiste.

Przez ostatnich 20 lat było zaledwie kilkoro poznańskich ministrów. Ten ostatni - minister finansów Paweł Szałamacha - z rządu premier Beaty Szydło wyleciał niespełna rok po wygranych przez PiS wyborach.

Seweryn Lipoński / 14 września 2019