www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Wybory 2019. Jarosław Pucek traci bezpartyjną cnotę i pod szyldem PiS kandyduje na senatora

28 sierpnia 2019

Wybory 2019. Jarosław Pucek traci bezpartyjną cnotę i pod szyldem PiS kandyduje na senatora

Wybory 2019 - Poznań - Senat - Jarosław Pucek - PiS - Zbigniew Hoffmann - Jadwiga Emilewicz - konstytucja

Kandydatura Jarosława Pucka do Senatu z ramienia Prawa i Sprawiedliwości to jedno z największych zaskoczeń tej kampanii wyborczej. Łatka partii, którą sam ostro krytykował m.in. za łamanie konstytucji czy demolowanie niezależności sądownictwa, zostanie mu na długo.

Nad Poznaniem przeszły na początku tego tygodnia dwie potężne burze. Ta druga, wtorkowa, której skutki widać było jeszcze dziś nad ranem, m.in. poprzewracała drzewa na Dębcu i na Łazarzu.

Tę pierwszą - dzień wcześniej w poniedziałek - rozpętał Jarosław Pucek. Z zaskoczenia pojawił się na konferencji w parku Mickiewicza, i w towarzystwie Jadwigi Emilewicz, Zbigniewa Hoffmanna oraz Przemysława Alexandrowicza ogłosił, że to właśnie on będzie kandydatem PiS do Senatu z powiatu poznańskiego.



- Szczęka mi opadła, gdy usłyszałem, że pojawił się taki pomysł - przyznał sam Pucek. I być może jest to najlepsza puenta całej tej sytuacji.

Przypomnijmy krótko, że Jarosław Pucek to były miejski urzędnik, za czasów prezydenta Ryszarda Grobelnego przez kilka lat był szefem ZKZL. Wyleciał stamtąd w 2015 r. - krótko po zmianie władzy.

Nowy prezydent Jacek Jaśkowiak jest co prawda (a może był?...) jego dobrym znajomym. Jednak politycznie - delikatnie mówiąc - panowie się nie dogadywali.

A jeszcze ściślej, Pucek nie dogadywał się przede wszystkim z zapleczem Jaśkowiaka, czyli z Platformą Obywatelską. Do której zresztą przez wiele lat należał. I z którą pożegnał się dopiero w 2014 r. - krótko przed sensacyjną porażką Grobelnego.

Jarosław Pucek jak Neymar w szatni PSG

Jesienią zeszłego roku Pucek sam kandydował na prezydenta Poznania. Byli tacy, którzy wieszczyli mu nawet II turę, miał bowiem przyciągnąć wyborców niepopierających PiS, ale też zirytowanych rządami Jaśkowiaka.

ZOBACZ TAKŻE: Wybory 2018. Jarosław Pucek powróci i namiesza niczym hrabia Monte Christo? Sondaże ma na razie niezłe, ale…

Jednak skończyło się na 7,5 proc. głosów i czwartym miejscu. Co istotne - Jarosław Pucek przez całą kampanię prezydencką bardzo podkreślał swoją bezpartyjność i niezależność. I był w tym niezwykle konsekwentny. Można było odnieść wrażenie, że wręcz brzydzi się partyjnymi szyldami, służalczością wobec liderów itd.



Teraz to wszystko nagle przestało się liczyć. Wystarczyło, że Zbigniew Hoffmann, szef poznańskiego PiS, zaproponował Puckowi start do Senatu i zapewnił, że nie musi przy tym wstępować do partii.

Dodajmy, że Pucek wcale nie był tu nawet pierwszym wyborem, bo pierwotnie miał kandydować prof. Tomasz Jasiński. Dyrektor Biblioteki Kórnickiej i historyk związany z Akademickim Klubem Obywatelskim im. Lecha Kaczyńskiego. Zrezygnował jednak - jak słyszymy - z przyczyn osobistych.

Teraz Jarosław Pucek rzecz jasna nadal podkreśla, że jest bezpartyjny, i że do PiS się nie zapisuje. Tak, tak, oczywiście, prezydent Andrzej Duda też formalnie od początku swojego urzędowania już nie należy do partii Jarosława Kaczyńskiego...

Podkreślmy, że na karcie wyborczej będzie stało jak wół: Pucek Jarosław, zgłoszony przez KW Prawo i Sprawiedliwość.

Szybko przypomniało mi się, co Pucek mówił podczas debaty prezydenckiej - niespełna rok temu - w naszym studiu, np. o łamaniu konstytucji (zobaczcie od 2:55):



Czy w trwającej kadencji parlamentu któryś z przedstawicieli władzy złamał konstytucję?

- Tak, i to wielokrotnie! - podkreślił wtedy Jarosław Pucek, absolwent prawa, radca prawny prowadzący własną kancelarię.

Dziś mówi, że podtrzymuje tamtą opinię, no bo w sumie... co innego miałby powiedzieć? Że się przejęzyczył? Że jego słowa zostały wyrwane z kontekstu albo źle zrozumiane? Że był na proszkach jak ponoć Kaczyński w kampanii prezydenckiej w 2010 r.?

Z kolei niezbyt lubiana przez Pucka "Gazeta Wyborcza" przypomniała wywiad, jakiego jej udzielił, i w którym np. reformy sądownictwa w wykonaniu PiS oceniał "fatalnie". To, co władza robiła wokół Trybunału Konstytucyjnego i Sądu Najwyższego, nazywał "skandalem".

To już nie są jakieś pojedyncze wypowiedzi. Powiedzmy wprost: Jarosław Pucek często jechał ostro po PiS, odkąd ten przejął władzę, i jestem bardzo ciekaw, czy będzie robił to dalej jako kandydat tejże partii na senatora.

Dodajmy, że sam Pucek na razie zapewnia, że żadnych poglądów nie zmienia i że PiS "nie jest partią jego ideału".

Politycy PiS zapewne będą na niego spoglądać trochę jak piłkarze Paris Saint-Germain na Neymara, który - będąc zawodnikiem tego klubu - opowiedział w wywiadzie, jaką radochę sprawiło mu jeszcze w barwach Barcelony zwycięstwo 6-1 właśnie nad PSG w Lidze Mistrzów.

Tak na marginesie, Pucek ma już pewną wprawę, jeśli chodzi o takie lawirowanie. Przed rokiem niby dystansował się od rządów Grobelnego i nawet wypominał mu różne błędy. Jednocześnie... z tym samym Grobelnym szedł do wyborów i nazywał go swoim doradcą.

Wybory 2018. Jarosław Pucek nie może już dłużej udawać, że nie stoi za nim Ryszard Grobelny, teraz nazywa go "doradcą"

Miało być miło i przyjemnie, tymczasem...

Oczywiście znaleźliby się i tacy, którzy od dawna uważali, że Pucek na serio flirtuje z PiS. I że jakiś poważniejszy romans - czy wręcz związek - jest tu tylko kwestią czasu. Zwłaszcza że były szef ZKZL nigdy nie krył swoich prawicowych poglądów.

Teraz też zaznacza, że z PiS łączą go wspólne, konserwatywne wartości. To jednak przypomina - no sorry - zaskakujący sojusz Pawła Kukiza z PSL. I te gadki Kukiza, że chce w ten sposób "walczyć z partyjniactwem", choć w praktyce wiąże się z ugrupowaniem, które od lat jest tego partyjniactwa sztandarowym przykładem...

Tak samo Pucek argumentuje, że wchodzi do ogólnopolskiej polityki pod szyldem PiS, bo "brakuje ludzi przyzwoitych". Jak rozumiem - Pucek zamierza o tę przyzwoitość walczyć ramię w ramię ze Stanisławem Piotrowiczem, Mariuszem Kamińskim czy Markiem Kuchcińskim, i wspierając "dobrą zmianę" w TVP, którą kieruje znany z walki o standardy i zasady Jacek Kurski.

Tą decyzją Pucek traci swoją niewinność. Traci bezpartyjną cnotę, z którą się tak obnosił, i to w niemal każdej wypowiedzi czy wpisie na Facebooku. Teraz jestem już w stanie wyobrazić go sobie także jako kandydata...

- ...na posła Konfederacji, co mógłby tłumaczyć np. tak: "Bliskie są mi wartości takie jak Bóg, honor, ojczyzna, nigdy nie kryłem też swojego stosunku do aborcji, a i w moim środowisku kibicowskim idee Konfederacji mają wielu zwolenników"

- ...na posła Lewicy (ależ się tutaj Pucek zirytuje, jeśli to przeczyta!): "Jestem za przyjęciem uchodźców, przekonują mnie też niektóre idee ruchów miejskich, które przecież znalazły się w programie Lewicy, popieram choćby rozwój ruchu rowerowego"

- ...a nawet na wiceprezydenta u Jacka Jaśkowiaka: "Z prezydentem w niektórych sprawach się różnimy, ale łączy nas wspólna troska o losy kraju, o demokrację, o poszanowanie konstytucji i prawa"

Dodajmy jeszcze, że romans Pucka z partią Kaczyńskiego następuje właśnie w chwili, gdy przed momentem wybuchła poważna afera w rządzie. Konkretnie - w Ministerstwie Sprawiedliwości. A w jej tle są zmiany w sądownictwie, które wprowadził PiS, i które Pucek tak ostro zrecenzował.

To jest w ogóle poważny kłopot dla całego poznańskiego PiS. Przecież miało być tak fajnie i miło!

Liderka poznańskiej listy Jadwiga Emilewicz, nienależąca do PiS, tylko do Porozumienia Jarosława Gowina, miała sobie jeździć po Poznaniu i okolicach, mówić głównie o gospodarce i wrzucać sympatyczne filmiki na Facebooka i Twittera.



Kto by przy tym pamiętał o jakichś podporządkowywaniu sądów, wielotysięcznych protestach, obchodzeniu konstytucji, zaprzysięganiu sędziów dublerów Trybunału Konstytucyjnego w środku nocy, reformie oświaty, czy wreszcie o jakimś hejtowaniu sędziów... oh, wait...

Teraz zarówno Emilewicz, jak i np. poseł Tadeusz Dziuba, już na dzień dobry muszą się tłumaczyć z "wyczynów" byłego wiceministra Łukasza Piebiaka, działań hejterki Emi (z którą nazwisko pani minister - umówmy się - też wywołuje niefortunne skojarzenia), odpowiadać na pytania, czy minister Zbigniew Ziobro mógł o niczym nie wiedzieć i czy powinien się podać do dymisji.



Tak samo z łamania konstytucji czy zmian naruszających niezależność sądownictwa musiał się przed rokiem tłumaczyć - ku własnemu zaskoczeniu - Tadeusz Zysk. Tak samo o aferze w ministerstwie i innych działaniach partii rządzącej będzie musiał teraz mówić Jarosław Pucek.

ZOBACZ TAKŻE: Wybory 2018. Tadeusz Zysk obnosi się z szyldem PiS tylko wtedy, gdy mu tak wygodnie

Jeśli chodzi o samą sprawę z hejtowaniem i szukaniem haków na sędziów - zaskoczony specjalnie nie jestem. Jeśli już, to raczej tym, że taka afera w przypadku tej ekipy wybuchła dopiero po czterech latach. Za to nie dziwi mnie, że właśnie w tym, a nie innym ministerstwie.

Prawie jak za pierwszych rządów PiS

Słyszałem nieraz - zwłaszcza przed wyborami 2015 - że nasze pokolenie (obecnych dwudziestoparo-, trzydziestolatków) nie pamięta pierwszych rządów PiS. Tak się składa, że ja akurat pamiętam, i to całkiem dobrze.

Przede wszystkim pamiętam atmosferę z końcówki tamtych rządów. Minister Zbigniew Ziobro - ten sam, w którego resorcie wybuchła najnowsza afera - np. grzmiał wówczas na jednej z konferencji: - Przyjdzie czas na ujawnienie kolejnych faktów i dowodów. (...) Będą mówić o panu Donaldu Tusku, o panu Olejniczaku, panu Giertychu i panu Lepperze.

To była tylko zapowiedź wyciągnięcia na światło dziennie jakichś kompromitujących faktów, która zresztą została zapamiętana głównie przez pryzmat imienia Tuska, które przekręcił Ziobro.

Mieliśmy też nieudaną prowokację CBA wobec wicepremiera Andrzeja Leppera. Czyli tzw. aferę gruntową, za którą potem Mariusz Kamiński został skazany, a potem jeszcze bez prawomocnego wyroku ułaskawiony przez prezydenta Andrzeja Dudę.

Mieliśmy zatrzymania różnych ludzi w świetle kamer, zaczynając od doktora Mirosława G., którego po latach oczyszczono z najcięższych zarzutów, a kończąc na Barbarze Blidzie, która podczas takiego zatrzymania popełniła samobójstwo.

Mieliśmy wreszcie zatrzymanie Janusza Kaczmarka, byłego ministra spraw wewnętrznych w samym rządzie PiS (!), podejrzewanego wówczas o przeciek w sprawie wspomnianej afery gruntowej. Do tego doszła słynna konferencja o wizycie Kaczmarka na 40. piętrze Hotelu Marriott.

Kiedy Aleksander Kwaśniewski podczas przedwyborczej debaty z Jarosławem Kaczyńskim zaczął kpić, że PiS jedyny szumnie opisywany "układ" wytropił we własnych szeregach (od 3:40), Kaczyński odparł: - I to jest najlepszy dowód, że jesteśmy pierwszym uczciwym rządem!




Tak generalnie tamta władza dała się zapamiętać w dużej mierze z tego, że obsesyjnie próbowała coś znaleźć na ludzi, którzy z różnych powodów byli jej niewygodni. I w jakiś sposób ich skompromitować czy nawet wsadzić do więzienia.

Teraz - jak wszystko wskazuje - prawdopodobnie dokładnie to samo działo się w Ministerstwie Sprawiedliwości. I czy to się Jarosławowi Puckowi podoba, czy nie, teraz on również będzie to firmował swoją twarzą.

Zapytałem go w poniedziałek, co w ogóle sądzi o tym, co działo się w Ministerstwie Sprawiedliwości. Nie przebierał w słowach. Mówił o "łajdactwie", o "braku przyzwoitości", dał też do zrozumienia, że jeśli Ziobro wiedział o sprawie, to powinien wylecieć ze stanowiska.

Decyzja Jarosława Pucka jest niezrozumiała z jeszcze jednego powodu. Jeśli planował w przyszłości jeszcze kiedyś powalczyć o prezydenturę Poznania - to chyba właśnie zrujnował swoje szanse. Tej łatki PiS-owca, którą sobie przykleił, długo się nie pozbędzie.

PS. Zapytaliśmy w poniedziałek Zbigniewa Hoffmanna, szefa poznańskiego PiS (i zapewne przyszłego posła z Konina, gdzie jest liderem listy), czy rządzący łamali przez ostatnie cztery lata konstytucję.

- Oczywiście, że nie! - zapewnił Hoffmann. Podkreślił jednak, że "każdy ma prawo do własnych poglądów i do ich zmiany", i przyznał, że "pan Pucek rzeczywiście takie poglądy wygłaszał".

- Pan Pucek przed chwilą podtrzymał to w rozmowie z nami - zauważyłem. Wojewoda odparł: - Ja osobiście się z tym nie zetknąłem, w rozmowie ze mną tego nie powiedział.

Hmm, w zasadzie Kaczyński, Hoffmann i spółka powinni się cieszyć, że Pucek szanse na wejście do Senatu ma iluzoryczne. Gdyby przypadkiem się tam dostał - szybko zostałby ulubieńcem dziennikarzy udzielającym kontrowersyjnych komentarzy kompletnie niezgodnych z partyjną linią.

Seweryn Lipoński / 28 sierpnia 2019